B. Święczkowski o postępowaniu ws. Srebrnej: Prokurator jest niezależna i będzie je prowadzić jak uważa
Prokuratura będzie nadal prowadzić czynności sprawdzające ws. spółki Srebrna po zawiadomieniu biznesmena Geralda Birgfellnera, ale jest niezależna i będzie prowadzić je tak, jak uważa; nie jest niczyim chłopcem na posyłki – powiedział w czwartek w Sejmie prokurator krajowy Bogdan Święczkowski.
Święczkowski odpowiadał na pytanie zadane przez posłów PO, skierowane do premiera Mateusza Morawieckiego, ws. działań podjętych przez organy państwowe w celu „wyjaśnienia afery dotyczącej spółki Srebrna”.
Marcin Kierwiński (PO) pytał, jakie to były działania, bo on sam ani jego koledzy z klubu ich nie widzą. Mówił, że złożyli jako PO w końcu stycznia zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i po miesiącu powinni, zgodnie z prawem usłyszeć, czy prokuratura podejmie śledztwo czy nie. Przypominał, że Kaczyński od tego czasu mówił publicznie, że nie dostrzega powodów, by toczyło się postępowanie w jego sprawie. Według Kierwińskiego służby mogły odczytać te słowa jako wskazówkę, by nie podejmować działań na rzecz wyjaśnienia sprawy.
Poseł PO pytał, czy to normalne, że – jak mówił – „partia rządząca wydaje za pośrednictwem gazet polecenia prokuraturze”; dopytywał, czy każdy „+Kowalski+ mógłby się cieszyć taką ochroną ze strony prokuratury co prezes PiS”. Kierwiński przekonywał, że jak dotąd nie dzieje się nic oprócz kolejnych przesłuchań Birgfellnera i że tylko austriacki biznesmen jest w sprawie upominany i karany.
Bogdan Święczkowski powiedział, że premier nie ma możliwości prawnych związanych z powadzeniem śledztwa, zatem to on odpowie na pytania posłów PO. Przekonywał, że prokuratura jest zupełnie niezależna, mimo tego, że Prokurator Generalny jest jednocześnie ministrem sprawiedliwości, a teza, że mamy do czynienia z aferą w przypadku Srebrnej jest nieuprawniona.
Według niego przesłuchania Birgfellnera trwają tak długo z powodu postawy biznesmena oraz jego pełnomocników. Święczkowski mówił, że do prokuratury 28 stycznia złożone zawiadomienie, a w tym samym czasie pojawiły się informacje, że następnego dnia „będzie wielki artykuł” w Gazecie Wyborczej zawierający stenogramy z tej rozmowy.
Święczkowski przekonywał, że prokuratura natychmiast zajęła się sprawą, a zajmująca się ta kwestią prokurator chciała natychmiast przystąpić do przesłuchania Birgfellnera. Według prokuratora krajowego nie mogła tego zrobić, bo biznesmen przekładał termin stawienia się w prokuraturze, a gdy już się w niej stawiał, to przerywał przesłuchanie i przekładał je. Potem – mówił Święczkowski – miało nastąpić „nieuprawnione” działanie jednego z pełnomocników, po którym prokurator prowadząca podjęła decyzję, że przesłuchanie musi być rejestrowane audiowizualnie.
Święczkowski mówił też, że potem pełnomocnicy biznesmena informowali, że zawiadamiający będzie opuszczał Polskę, podczas gdy okazane bilety lotnicze świadczyły o czymś innym. W związku z tymi utrudnieniami – przekonywał – była nakładana na biznesmena grzywna.
Prokurator Krajowy przekonywał ponadto, że w czasie przesłuchań biznesmena „dochodziło do rzeczy kuriozalnych”: zawiadamiający nie załączył nagrania, które miało być głównym dowodem w sprawie i dopiero w lutym dostarczył pendrive z kopią nagrania, którego jakość była zła, nie chciał okazać jego oryginału ani udzielić informacji, przy użyciu jakiego urządzenia je pozyskał. Według Święczkowskiego, oprócz tego dostarczył on „kilkaset stron różnych dokumentów, nieprzetłumaczonych”.
„Prokuratura w dalszym ciągu będzie prowadzić czynności sprawdzające w tej sprawie, do pełnego przesłuchania zawiadamiającego i nie jest chłopcem na posyłki ani dla mecenasa (Romana) Giertycha czy mecenasa (Jacka) Dubois ani dla kogokolwiek innego w Polsce. Pani prokurator jest niezależna i będzie prowadziła to postępowanie tak, jak uważa” – oświadczył.
PAP/RIRM



