Ewangelia

III niedziela wielkanocna

 

Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak poznali Jezusa przy
łamaniu chleba. A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do
nich: Pokój wam! Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On
rzekł do nich: Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w
waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się
Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam. Przy
tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie
wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: Macie tu coś do jedzenia? Oni
podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich. Potem rzekł do nich:
To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi
się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w
Psalmach. Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma, i rzekł do nich: Tak
jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie, w imię
Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom,
począwszy od Jerozolimy. Wy jesteście świadkami tego.

Łk 24,35-48

***

Dotknij ran…



Nasz Dziennik, 2012-04-22

"Po tym zaś poznajemy, że Go znamy, jeżeli zachowujemy Jego przykazania. Kto
mówi: Znam Go, a nie zachowuje Jego przykazań, ten jest kłamcą i nie ma w nim
prawdy" – pisze św. Jan w dzisiejszym drugim czytaniu (1 J 2, 4 nn.). Bardzo
proste kryterium. Wiara przekłada się na życie. Jeżeli tak się nie dzieje,
umiera bądź staje się górnolotną ideą, polisą ubezpieczeniową na trudne godziny,
fasadą, za którą nic się nie kryje. Powyższe słowa powinny być wyrzutem sumienia
dla tzw. wierzących niepraktykujących, niewidzialnych "niedzielnych" (bądź
bożonarodzeniowych lub wielkanocnych) chrześcijan, niedostrzegających potrzeby
liczenia się z Bogiem w swoich życiowych wyborach, sposobie kształtowania
codzienności.

Takie podejście, pomimo swojej słuszności, kryje w sobie niebezpieczeństwo
moralizatorstwa. Nikt go nie lubi. Samo w sobie prowadzi ono bowiem do sytuacji,
gdzie Boga postrzega się jedynie przez pryzmat nakazów i zakazów. W konsekwencji
w świecie, gdzie wolność została zabsolutyzowana, jest On traktowany jako
największe jej zagrożenie. I odrzucany jako zbędny balast.

Aby uniknąć tej sytuacji, konieczne jest zachowanie odpowiedniej kolejności:
najpierw spotkanie z Chrystusem, doświadczenie Jego mocy, dotknięcie ran, potem
dopiero pójście za Nim, dostosowanie się do zasad, które On proponuje. Dopiero
wtedy życie może stać się odpowiedzią na Bożą miłość.

ks. Paweł Siedlanowski

drukuj