Prowokacja, czy Tuskowi puszczają nerwy
Czy okoliczności katastrofy smoleńskiej mają coś wspólnego z dyskryminacją
Telewizji Trwam przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji? Wydawało mi się dotąd
naiwnie, że nie. Obie sprawy są bolesne i obie świadczą o głębokiej patologii
naszego życia publicznego, niewydolności państwa, zagrożeniach, jakie niesie
postępująca monopolizacja władzy w ręku obozu reprezentowanego przez Donalda
Tuska i jego partię.
No więc, owszem, obie te sprawy bardzo leżą mi na sercu, niepokoją mnie.
Obrażają mnie jako Polaka i budzą mój sprzeciw jako obywatela. Ale żeby jakoś
bezpośrednio na siebie oddziaływały… No nie. To przecież zupełnie inne sfery,
inna skala i rodzaj problemów.
A może jednak. Samolot się rozbił. Wiadomo, co się stało potem. Właściwie też
nie do końca. I o ile winnych katastrofy nie odważyłbym się wymienić, to
głównego sprawcę kompromitujących Polskę następstw tej tragedii dość łatwo
wskazać. To oczywiście Donald Tusk, premier i lider rządzącej siły politycznej.
O tym i jeszcze innych poważnych, związanych z katastrofą sprawach mówił
niedawno w Krośnie poseł Antoni Macierewicz. Ma prawo o tym mówić. On i jego
zespół parlamentarny uczynił dla poznania prawdy o 10 kwietnia tyle, co nikt
inny. Donaldowi Tuskowi oczywiście nie podoba się żadne słowo Antoniego
Macierewicza. Ostrzega, że jeżeli dalej będzie mówił, to mogą z tego powodu
spaść na Polskę tylko nieszczęścia.
– W sytuacji gdy pewne słowa rodzą pewne niebezpieczne konsekwencje, to
oczywiście państwo nie będzie bezczynne – mówił wczoraj premier. Nie będzie
bezczynne już dzisiaj, Drodzy Czytelnicy, którzy też będziecie w Warszawie na
Marszu w obronie Telewizji Trwam. Zobaczycie tam, jak zareaguje premier Tusk i
podległe mu służby.
Ale dlaczego właśnie na naszym marszu mamy ponieść konsekwencje wypowiedzi
posła Macierewicza o przyczynach katastrofy smoleńskiej? Nie wiem. Ale premier w
zasadzie na jednym oddechu kontynuował swoją myśl w następujący sposób: – Jeśli
jutrzejsza manifestacja ma się przerodzić w zamieszki tylko dlatego, że politycy
opozycji uznają, że jesteśmy z kimś na wojnie, albo że państwo polskie nie jest
już polskim państwem, a rządzą nim zdrajcy, to oczywiście państwo będzie
reagowało – usłyszeliśmy na konferencji po obradach rządu, na których przyjęto
projekt nowej ustawy emerytalnej.
Nie wiem. Ale się domyślam. Donald Tusk ma w ręku ogromną władzę i wpływy.
Rządzi niepodzielnie partią, korzystny układ sił parlamentarnych pozwala na
swobodę niemal dowolnych politycznych sojuszy, jako premier stoi na czele
aparatu służb państwowych, jawnych i tajnych. Ale boi się jednego. Prawdy. To
dlatego tak bardzo łączą się w jego umyśle te dwie sprawy. Obie "afery" pokazują
nieprawość i zakłamanie jego samego. I prawda o Smoleńsku powoli przebijająca
się do opinii publicznej, i prawda od lat lecząca narodową duszę na antenie
Radia Maryja, w Telewizji Trwam i poprzez inne związane z nimi dzieła.
Prawda dla nas wyzwalająca jest dla figur ciemnych i fałszywych jak
oślepiający blask słońca. Razi, miesza zmysły, dezorientuje. Będziemy mieć
niestety coraz więcej na to dowodów.
Piotr Falkowski
