Gdy dłużnik pożycza

NBP jedną ręką wspomaga kraje euro poprzez pożyczkę 8 mld dolarów dla MFW,
drugą chce podnieść w Polsce stopy procentowe, aby przyciągnąć kapitał
spekulacyjny do finansowania gigantycznego długu.

Prezes Narodowego Banku Polskiego Marek Belka poinformował wczoraj, że
podjęte w czwartek zobowiązanie o wyasygnowaniu 8 mld dolarów (6,25 mld euro) z
rezerw polskiego banku centralnego na pożyczkę dla Międzynarodowego Funduszu
Walutowego w celu ratowania strefy euro jest "polityczną decyzją podjętą przez
rząd, którą bank centralny podtrzymuje".
– Pożyczka z rezerw nie zagraża stabilności finansowej naszego kraju. Pozwala na
to obecna siła polskiej gospodarki – przekonywał wczoraj Belka w Waszyngtonie,
gdzie przybył na spotkanie państw członkowskich MFW. Odbywają się one cyklicznie
co pół roku i uczestniczą w nich ministrowie finansów oraz prezesi banków
centralnych. Na obecnym spotkaniu, które potrwa do soboty, ma zapaść decyzja o
zwiększeniu środków MFW na bilateralne pożyczki dla krajów w kryzysie.
"Epicentrum kryzysu", według szefowej MFW Christine Legarde, stanowi obecnie
strefa euro.

MFW do niedawna oceniał, że na ratowanie projektu euro Funduszowi potrzebne
będzie dodatkowe 600 mld dolarów na fundusze ratunkowe, ale wobec nader
wstrzemięźliwej reakcji krajów członkowskich na partycypowanie w kosztach i
zdecydowanej odmowy Stanów Zjednoczonych – oczekiwania finansowe MFW zredukowane
zostały do "400 mld dolarów lub więcej". Po ostatniej decyzji Japonii, która
zdecydowała się wyłożyć 60 mld dolarów, oraz Szwecji (10 mld USD), Norwegii (10
mld USD), Polski (8 mld USD), Danii i Szwajcarii – uzbierana kwota wynosi 320
mld dolarów. Jednak główny akcjonariusz MFW – Stany Zjednoczone – ponownie
potwierdził w ostatnią środę, że nie wyłoży z góry ani centa. – MFW ma zdolność
do szybkiego zbierania dodatkowych środków finansowych, jeśli są one potrzebne –
oznajmił minister skarbu USA Timothy Geithner.
 

Belka bagatelizuje

Dla Polski istotne zwiększenie zaangażowania finansowego w MFW ma znaczenie
wyłącznie prestiżowe, natomiast dla gospodarki kraju i jego waluty może okazać
się tragiczne w skutkach, zwłaszcza że MFW ostrzega, iż kryzys w strefie euro
może rozlać się na pozostałe kraje europejskie. Pytany o to przez dziennikarzy
prezes NBP Belka zbagatelizował zagrożenie.
– W tym roku spodziewamy się osłabienia koniunktury, ale nie recesji –
powiedział. W jego ocenie, ryzyko zarażania Europy Środkowo-Wschodniej kryzysem
euro zawsze istniało. Kryzys może być przeniesiony dwoma kanałami. Pierwszy to
kanał handlowy, którym kryzys przenosi się poprzez spadek koniunktury u naszych
partnerów w strefie euro, który zmniejsza możliwości uplasowania polskiego
eksportu za granicą. Drugi kanał – kredytowy – może przenieść kryzys zadłużenia
do tych krajów naszego regionu, które są nadmiernie zadłużone, gdyby doszło do
nagłego zatrzymania dopływu kapitału na obsługę tego zadłużenia.

– Polska, zarówno z punktu widzenia kanału handlowego, jak i kredytowego,
jest mniej narażona na zainfekowanie kryzysem niż większość krajów naszego
regionu – oświadczył Belka. Na poparcie tej tezy przywołał fakt, że Polska jako
jedyna w regionie uniknęła w 2009 r. recesji.
 

Pożyczka dobije gospodarkę

Tymczasem według danych resortu finansów (który potrafi zaniżać dane o
zadłużeniu za pomocą buchalteryjnych trików), dług samego Skarbu Państwa wzrósł
w 2011 r. o blisko 70 mld zł, z czego 51 mld zł stanowiło zadłużenie
zagraniczne. Na koniec roku dług Skarbu Państwa wyniósł ponad 771 mld zł, z
czego około 32 proc. stanowiły zobowiązania w walutach obcych (euro, dolarach,
frankach szwajcarskich i jenach). Zadłużenie całego sektora finansów publicznych
(tj. rządowego, samorządowego oraz sektora ubezpieczeń społecznych) osiągnęło
według resortu finansów blisko 800 mld złotych. Deficyt finansów publicznych w
ubiegłym roku, według oficjalnych danych, zawierał się w przedziale od 5,1 do
5,6 proc. PKB.

Tak wysoki poziom zadłużenia, zwłaszcza walutowego, niesie ryzyko gwałtownej
dewaluacji złotego w razie załamania kolejnego kraju strefy euro i paniki na
rynkach.

– Prezes Belka z jednej strony pożycza MFW 8 mld dolarów z rezerw walutowych,
a z drugiej naciska na podniesienie stóp procentowych NBP, aby przyciągnąć do
Polski kapitał spekulacyjny i zapewnić z jego pomocą płynne rolowanie długu –
zwraca uwagę Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK. Podniesienie stóp
procentowych NBP może zabić i tak coraz słabszy w tym roku wzrost gospodarczy w
Polsce.

Według najnowszych danych GUS, gospodarka hamuje. W marcu produkcja
zwiększyła się o zaledwie 0,7 proc. rok do roku, podczas gdy oczekiwano wzrostu
na poziomie 4,3 procent. Głęboki spadek produkcji – o 10-11 proc., odnotowali
eksporterzy, w tym producenci mebli i pojazdów. Wzrost produkcji budowlanej
wyniósł jedynie 3,5 proc. w skali roku. Inflacja, która do Polski napływa z
zewnątrz m.in. pod postacią cen paliw, spadła w marcu z 6 proc. do 4,5 proc., co
świadczy, że zadziałała bariera popytu.

Małgorzata Goss

drukuj