Prezydencki argument zaporowy

No, nareszcie – dzięki panu prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu wiemy,
dlaczego powinniśmy wierzyć w raport przygotowany przez komisję pod
kierownictwem pana ministra Jerzego Millera, a nie – dajmy na to – w jakieś
opinie egzotycznych naukowców z Nowej Gwinei. Najwyraźniej pan prezydent
Komorowski Bronisław nie wierzy, by naukowiec z Nowej Gwinei mógł wymyślić lub
odkryć coś interesującego przynajmniej na tyle, by zainteresowało to prezydenta
naszego nieszczęśliwego kraju. Pan prezydent Komorowski Bronisław nie jest w tym
podejściu odosobniony, bo już dwa tysiące lat temu pewien faryzeusz powątpiewał,
"czy może być co dobrego z Nazaretu?". Ciekawe, że prawdziwy renesans tradycja
faryzejska za sprawą pana prezydenta Komorowskiego Bronisława przeżywa akurat w
naszym nieszczęśliwym kraju. Przypomnę zatem sentencję śp. księdza Bronisława
Bozowskiego, który zawsze mawiał, iż "nie ma przypadków, są tylko znaki".
Odradzanie się tradycji faryzejskiej akurat w naszym nieszczęśliwym kraju może
być tedy znakiem zapowiadającym ważne przekształcenia, nie tylko własnościowe,
ale i polityczne.

Ale ta sprawa, chociaż – ma się rozumieć – wielkiej wagi, jest jednak wagi
mniejszej od samego zbawiennego pouczenia pana prezydenta Komorowskiego
Bronisława, który powiedział panu redaktoru Durczoku Kamilu, że wierzyć w raport
komisji pod kierownictwem pana ministra Millera powinniśmy ze względu na "powagę
państwa". Zdaniem pana prezydenta Komorowskiego Bronisława, kwestionowanie
raportu komisji pod kierownictwem pana ministra Jerzego Millera jest bowiem
podważaniem "werdyktu państwa polskiego, naszego własnego". Dotychczas
wiarygodność jakiejś opinii czy ustalenia zależała od tego, czy były one
prawdziwe. Tymczasem w argumentacji przywołanej przez pana prezydenta
Komorowskiego Bronisława nie ma o tym mowy. Powinniśmy wierzyć w raport komisji
kierowanej przez pana ministra Jerzego Millera nie dlatego, że jest on
prawdziwy, tylko z całkiem innych powodów. Z obfitości serca mówią usta i
chociaż jestem prawie pewien, że panu prezydentowi Komorowskiemu Bronisławowi
wcale nie o to chodziło – to przecież niepodobna nie zauważyć, że z ust
pierwszego obywatela naszego nieszczęśliwego kraju uzyskaliśmy pośrednie
przyznanie, iż raport komisji pod kierownictwem pana ministra Jerzego Millera z
prawdą nie musi mieć nic wspólnego.

No dobrze, ale dlaczego powinniśmy wierzyć w ten nieszczęsny raport ze
względu na "powagę państwa?" Państwa w ogóle dzielą się na poważne i pozostałe,
a państwo poważne to takie, które potrafi zdefiniować swój interes państwowy,
realizować go i bronić. Do której zatem kategorii należy nasz nieszczęśliwy kraj
– każdy widzi. Wreszcie opinia, według której kwestionowanie raportu komisji pod
kierownictwem pana ministra Jerzego Millera jest podważaniem "werdyktu państwa
polskiego". Już na pierwszy rzut oka widać, że to błąd logiczny określany jako
pars pro toto. Podważanie raportu komisji pod kierownictwem pana ministra
Millera jest podważaniem werdyktu tej komisji, a nie żadnego "państwa". Bo chyba
pan prezydent Komorowski Bronisław nie zamierza dowodzić, że komisja, tylko
dlatego, że jest państwowa, charakteryzuje się nieomylnością?

Warto przypomnieć, że za PRL sądy skazujące ludzi przypisujących sprawstwo
zbrodni katyńskiej Związkowi Sowieckiemu też były państwowe. Już choćby na tym
tle widać nieusuwalną słabość tej części argumentacji pana prezydenta
Komorowskiego Bronisława, który w dodatku twierdzi, że państwo jest "nasze
własne". To też wcale nie jest takie oczywiste z uwagi na mnóstwo poszlak
wskazujących, iż nasz nieszczęśliwy kraj jest okupowany przez tajne służby,
które Bóg wie, komu się wysługują naprawdę i tylko dla zamydlenia oczu
obywatelom wystrugują z banana tych wszystkich Umiłowanych Przywódców.

Stanisław Michalkiewicz

drukuj