Znaczące, ale nie przełomowe

Z dr. hab. Janem Żarynem, historykiem, profesorem Uniwersytetu
Kardynała Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
.

 

Co tak naprawdę oznacza poniedziałkowy wyrok Europejskiego Trybunału
Praw Człowieka w Strasburgu w sprawie Katynia?

– Dobrze się stało, że Europejski Trybunał Praw Człowieka odszedł niejako od
siłowej konfrontacji i rywalizacji między Polską a Rosją w tej kwestii i
wchodząc na ścieżkę prawdy, orzekł, że Polska ma wiele racji, a Rosja dopuściła
się poniżającego, niehumanitarnego i niezgodnego ze standardami europejskimi
traktowania rodzin pomordowanych poprzez odmówienie im statusu pokrzywdzonych w
śledztwie. To orzeczenie znaczące, ale nie przełomowe, bo niczego Rosji nie
nakazuje. Oczywiście jest to tylko zadośćuczynienie w znaczeniu
kulturowo-obyczajowym, niemniej jednak warte podkreślenia. Istotne jest także
to, że mord na polskich oficerach został uznany za zbrodnię wojenną, która nie
ulega przedawnieniu. Choć w tym przypadku nie padło słowo "ludobójstwo", to jako
laik, nie prawnik, rozumiem, że nie wyklucza to wcale, że polska definicja, iż
jest to zbrodnia ludobójcza – podobnie jak inne, które miały miejsce w XX wieku
– może zyskać akceptację w Trybunale. To pośrednio ma także znaczenie dotyczące
oceny polityki dzisiejszej Rosji w kwestii ambicji mocarstwowych wobec własnej
spuścizny ZSRS, od której niestety nie chce się oderwać, choć przecież mogłaby
to zrobić poprzez uznanie zbrodni katyńskiej za ludobójstwo i oczywiście poprzez
zadośćuczynienie wyrządzonym krzywdom. Trzeba też pamiętać – czy się nam to
podoba, czy nie – że bez dobrej woli Rosjan Trybunał nie ma możliwości
wymuszenia deklaracji czy gwarancji co do przekazania polskiej stronie tajnych
dokumentów dotyczących rosyjskiego śledztwa zamkniętego w 2004 r., którego nawet
sentencji nie znamy.

Komu służy werdykt Trybunału w Strasburgu?
– Myślę, że powinniśmy korzystać z tego, co pozytywne dla Polski w tym
orzeczeniu, zwłaszcza gdy mowa jest o tym, że strona rosyjska łamie Europejską
Konwencję Praw Człowieka, czy o tym, że zbrodnia na polskich oficerach w Katyniu
jako zbrodnia wojenna nie ulega przedawnieniu. To są podstawy, które pozwalają
nam dalej dopominać się od Rosji, zarówno na forum międzynarodowym, jak i w
relacjach bilateralnych, o akta rosyjskiego śledztwa i pełny do nich dostęp.
Otrzymanie tychże akt dałoby podstawę, aby w oparciu o zawarte tam treści
domagać się zadośćuczynienia. Myślę, że huraoptymizm rosyjskich mediów, zarówno
sprzed ogłoszenia werdyktu, jak i po nim, nie jest do końca uprawniony. Nie ma
też powodu, żebyśmy dawali się wkręcać w dialog oparty na fałszywych
założeniach, które Rosja przekazuje nam propagandowym językiem swoich mediów.
Musimy robić swoje: przede wszystkim wyciągnąć to, co jest dla nas pozytywne, i
cierpliwie dalej drążyć temat, upominając się o przekazanie akt i
zadośćuczynienie.

O czym świadczy utajnienie akt śledztwa przez stronę rosyjską i de facto
podważanie dotychczasowych ustaleń od strony prawnej i historycznej?

– Problemem jest właśnie to, że strona rosyjska nie chce uznać zbrodni
katyńskiej za ludobójstwo, a to, co się wydarzyło, de facto uważa za zbrodnię
pospolitą, kryminalną, co z punktu widzenia rodzin katyńskich i – mam nadzieję –
wszystkich Polaków jest hańbą. Interpretacja rosyjska jest dla nas
niedopuszczalna i ufam, że jako niepodległe państwo nigdy nie wyrazimy na to
zgody.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że Rosja za wszelką cenę chroni sprawców
zbrodni sowieckich.

– Chyba nie do końca chodzi o to, że Rosja chce chronić konkretnych ludzi:
Stalina z ówczesnym kierownictwem, ale ważniejsze jest to, że Rosja chce chronić
dzisiejsze interesy swojego państwa, które wskazują wyraźnie, że w przeszłości
ZSRS istnieje tak dużo racji politycznych, że tę formację państwową należy
chronić przed negatywnymi ocenami. I to jest bardzo niepokojące. To wskazuje, że
imperializm sowiecki, również w swym zasięgu terytorialnym, nadal wpisuje się w
politykę zagraniczną Rosji.

Jak w tej sytuacji powinny zachować się polskie władze?
– Wypowiedzi ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina wskazują, że strona
polska przynajmniej w tym względzie wie, na czym polega polska racja stanu. Mam
nadzieję, że będziemy się dopominać od Rosji tego, co możliwe, zarówno poprzez
czynniki europejskie, jak i w relacjach bezpośrednich. Jak już wspomniałem,
chodzi o dopuszczenie nas do wszystkich akt, które są w gestii rosyjskiej, a
dotyczą szeroko pojętej sprawy katyńskiej, uznanie tej zbrodni za ludobójstwo i
w dalszej kolejności wymuszenie na Rosji zadośćuczynienia. To, że strona
rosyjska odżegnuje się od tego, i dobrze wiemy dlaczego, w żadnym wypadku nie
jest czynnikiem, który miałby osłabiać polską wykładnię oraz polskie działania i
dążenia w tej kwestii. Dobrze byłoby również, gdyby do tych polskich zabiegów
włączyła się polsko-rosyjska Komisja ds. Trudnych. Jest to bowiem pole
dyplomatycznej, ale też merytorycznej dyskusji, na której to płaszczyźnie
mogłoby dochodzić do zbliżania stanowisk.

Powstaje tylko pytanie, czy wystarczy nam zapału, a stronie rosyjskiej
dobrej woli.

– Jest to tak fundamentalna sprawa dla Polski, że każdy rząd skompromitowałby
się, gdyby tego zapału w sobie nie umiał znaleźć. Mam nadzieję, że opinia
publiczna jest w tej kwestii na tyle zjednoczona, że nie pozwoli nikomu, tym
bardziej żadnemu rządowi, który chciałby być nazwany suwerennym polskim rządem,
na zaniechania w tej sprawie. Dobra wola Rosjan to już inna sprawa, ale to także
okazja, żeby polska dyplomacja pokazała, na co ją stać.

Jak decyzja Strasburga ma się do wyjaśnienia innych zbrodni sowieckich?
– Proces, jakiego się podejmuje Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu,
tzn. równoległe do zbrodni niemieckich procedowanie w sprawie zbrodni dokonanych
przez drugi totalitaryzm XX-wieczny – bolszewizm, którego zbrodnie zaczynają się
od tzw. Wielkiej Rewolucji Październikowej w 1917 r., a kończą się na latach
90., to niejako kamień milowy, który albo tę lawinę poruszy, albo zostanie
powstrzymany. Kart z historii ZSRS, o których dzisiejsza Rosja wolałaby
zapomnieć, jest więcej. Weźmy chociażby sprawę śmierci milionów obywateli ZSRS,
w tym przedstawicieli narodu ukraińskiego przed 1939 r. w ramach wielkiego głodu
na Ukrainie, gdzie obywatele tego państwa domagają się uznania zbrodni
sowieckich za ludobójstwo i celowe niszczenie narodu ukraińskiego. My, Polacy,
mamy również swoje niezałatwione sprawy z Rosją Sowiecką sprzed wojny, jak
chociażby wymordowanie ok. 100 tysięcy obywateli państwa sowieckiego pochodzenia
polskiego. Takich ludobójczych aktów, które są wpisane w zbrodniczą historię
ZSRS, jest bardzo dużo: weźmy chociażby śmierć polskich kapłanów od 1918 r. z
bodajże najbardziej znanym przypadkiem ks. prałata Konstantego Dudkiewicza,
który został zamordowany w 1923 r. wyrokiem sowieckich sądów, czy może mniej
drastyczne represje w łagrach, które w trakcie trwania sowieckiego państwa
zostały zasiedlone przez kilkadziesiąt milionów ludzi. Zbrodnie te nie zostały
do dziś nazwane po imieniu w przeciwieństwie do obozów koncentracyjnych III
Rzeszy, która przecież wzorowała się na łagrach sowieckich i doświadczeniach
totalitarnych ZSRS.

 

Dziękuję za rozmowę.

drukuj