Udział w marszu jest wyrazem sprzeciwu
Z Haliną Szydełko, prezesem Zarządu Krajowego Instytutu
Akcji Katolickiej, rozmawia Małgorzata Pabis.
Zarząd Krajowego Instytutu Akcji Katolickiej zwrócił się do władz
Diecezjalnych Instytutów Akcji Katolickiej i wszystkich członków stowarzyszenia
z prośbą o udział w Marszu w obronie Telewizji Trwam. Dlaczego trzeba być na
marszu w obronie wolnych mediów 21 kwietnia?
– Akcja Katolicka zawsze przeciwstawia się wszelkim atakom na Kościół.
Nieprzyznanie Telewizji Trwam miejsca na multipleksie na pewno jest
dyskryminacją. Dziś promuje się życie bez Pana Boga, bez wartości, a ludziom
wierzącym odmawia się wszelkich praw. Protestujemy więc przeciwko takiej
dyskryminacji, przeciw ustawodawstwu, które godzi w wartości chrześcijańskie.
Zachęcamy więc ludzi, aby poparli Telewizję Trwam w jej żądaniach. W obecnej
sytuacji musimy nieustannie upominać się o swoje prawa, o to, co się nam
zwyczajnie należy.
Wiemy, że telewizja w dużej mierze kreuje rzeczywistość. Jeśli to będzie tylko
telewizja o jednym spojrzeniu, to nie będziemy mieli właściwie szans na
kreowanie własnych wartości. To w pewnej mierze gwarantuje nam Telewizja Trwam,
dlatego stajemy w jej obronie.
Wiele osób ma ogromne zaufanie do Telewizji Trwam. To właśnie z niej czerpie nie
tylko wiedzę religijną, ale także codzienne wiadomości, inne niż podawane w
propagandowych mediach.
W jaki sposób AK chce się włączyć do marszu?
– Jako zarząd Akcji Katolickiej wystąpiliśmy do wszystkich prezesów
diecezjalnych AK z prośbą o zorganizowanie przyjazdu do Warszawy. Mamy nadzieję,
że uda się to wszystko przygotować, a że Akcja Katolicka działa niemal w całej
Polsce, liczymy na to, że jej członkowie się zorganizują i przybędą na marsz w
obronie wolnych mediów.
Apel o udział w marszu to nie jedyne działania AK podjęte w obronie
Telewizji Trwam…
– Jeszcze w styczniu Zarząd Krajowego Instytutu Akcji Katolickiej stanowczo
zaprotestował w związku z nieprzyznaniem Telewizji Trwam miejsca na multipleksie
cyfrowej telewizji naziemnej. W specjalnym oświadczeniu napisaliśmy, że uważamy,
iż decyzja Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji pozbawiona była podstaw
merytorycznych, tym bardziej że koncesje przyznano zupełnie nowym komercyjnym
kanałom telewizyjnym, podczas gdy Telewizja Trwam jest nadawcą społecznym,
cenionym, rekomendującym się wieloletnim stażem.
"Asymetryczne traktowanie nadawców przez KRRiT, noszące wszelkie znamiona
dyskryminowania telewizji emitującej program religijny, godzi w fundamentalne
zasady demokratycznego państwa i może być rozumiane jako celowe ingerowanie w
prawo do swobodnej wypowiedzi, którą chroni art. 10 Europejskiej Konwencji Praw
Człowieka. Zarząd KIAK zwraca się do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o
zrewidowanie postępowania koncesyjnego i uwzględnienie starań Telewizji Trwam o
miejsce w multipleksie cyfrowej telewizji naziemnej" – napisaliśmy w naszym
stanowisku. Nieprzyznanie miejsca na multipleksie tej właśnie telewizji
traktujemy jako dyskryminację katolików, której zdecydowanie musimy się
przeciwstawić, a wyrazem tego sprzeciwu jest udział w marszu.
Dziękuję za rozmowę
***
Jeśli nie my to kto zadba o Polskę
Nasz Dziennik, 2012-04-18
Z Andrzejem Cichoniem, słuchaczem Radia Maryja i widzem Telewizji
Trwam z North Port na Florydzie w USA, rozmawia Mariusz Bober
Zamierza Pan przylecieć na sobotni marsz poparcia dla Telewizji Trwam aż
z USA. Zabierze Pan ze sobą rodzinę?
– Wybieram się do Polski na marsz solidarności z Telewizją Trwam razem z żoną.
Przyjedziemy do naszej rodziny w Warszawie i razem planujemy wyruszyć na
manifestację.
Na tak ważny marsz warto przyjechać aż zza oceanu?
– Naturalnie! Jeśli ktoś żyje Polską i nosi ją w sercu, to trudno zachować się
inaczej. Oglądam i czytam katolickie media w Polsce, więc mam orientację, co się
dzieje w kraju. Dzięki nim mam informacje, jak niszczone jest państwo. Gdy
pierwszy raz usłyszałem o decyzji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o odmowie
przyznania Telewizji Trwam miejsca na cyfrowym multipleksie i zrozumiałem skutki
jej decyzji, zdałem sobie sprawę, że podejmuje ona działania antypolskie,
antychrześcijańskie i antykatolickie. Uznaliśmy wraz z żoną, że czas powiedzieć:
dość, i trzeba jechać do Warszawy.
I poprzez udział w sobotnim marszu podkreślić znaczenie i rolę Telewizji
Trwam w zapewnieniu wolności słowa w naszym kraju…
– Oczywiście! Dla mnie Radio Maryja i Telewizja Trwam pełnią rolę uniwersytetów
w domu. Pogłębiają one naszą świadomość, wiarę, wiedzę religijną i poszerzają
wiedzę o świecie. Są one najlepszą propozycją dla nas na dzisiejsze czasy. Bez
nich żylibyśmy w jakimś medialnym matriksie, zakłamaniu i ułudzie. Bowiem wiele
mediów zniekształca przekaz o rzeczywistości, w której żyjemy. Dlatego ludzie,
którzy chcą żyć w prawdzie, powinni stanąć w obronie Telewizji Trwam. Co prawda
od ponad 30 lat mieszkam aż 8 tys. km od Polski, ale tu, w USA, zachowujemy
pamięć o naszej Ojczyźnie na co dzień, nosimy ją w swoich sercach. Nad Wisłą
pozostała natomiast nasza rodzina, znajomi i o nich również pamiętamy.
Mieszkając w USA, ma Pan możliwość porównania stanu wolności słowa w tym
kraju i w Polsce. Jak obecnie wypada nasza Ojczyzna?
– W Stanach Zjednoczonych mimo wszystko jest lepsza sytuacja niż nad Wisłą. Co
prawda tam również nie jest całkiem dobrze, bo media są zdominowane przez opcję
liberalną, która wtłacza ludziom bajki do głów i papkę bylejakości, ale działa
wiele mediów zarówno o zasięgu lokalnym, jak i tych ogólnokrajowych,
chrześcijańskich, które zapewniają większą swobodę i wybór programowy. Nie ma
też takiego szykanowania mediów chrześcijańskich i ludzi o takich poglądach jak
w Polsce. W dodatku my, mieszkający w USA Polacy, jesteśmy w tej szczęśliwej
sytuacji, że możemy odbierać Radio Maryja i Telewizję Trwam.
Jednak odmowa przyznania Telewizji Trwam miejsca na cyfrowym
multipleksie może zagrozić przyszłości tej stacji…
– Dlatego tak ważna jest obrona Telewizji Trwam. Jeśli my nie będziemy walczyć o
tę telewizję, to kto to zrobi? Nie ma innej opcji, która wyręczyłaby nas w tym.
Może nas najwyżej wyręczyć w taki sposób, że już nie będziemy mieli Polski…
Mój ojciec urodził się pod koniec XIX w., pamiętał jeszcze Rosję carską i
stosowane przez nią represje wobec Polaków. Gdy zobaczyłem, jak potraktowano
krzyż i modlących się ludzi przed Pałacem Prezydenckim na Krakowskim
Przedmieściu, przypomniały mi się jego opowiadania o czasach zaborów. Niby
Polska jest wolna, ale gdy się obserwuje takie sytuacje, to mam wrażenie, że to
jest wolność w cudzysłowie. Dla wierzących Polaków, zwłaszcza tu, na obczyźnie,
jest nie do pomyślenia, że w wolnej Polsce, w Warszawie ktoś mógł znieważać
krzyż.
Takie właśnie sytuacje mobilizowały Polonię również do składania
podpisów pod protestami do KRRiT?
– Gdy tylko "Nasz Dziennik" zaczął pisać o potrzebie zbierania podpisów pod
protestami do tej instytucji, włączyliśmy się wraz z żoną w tę akcję. Pomogło
nam jeszcze kilka mieszkających tu Polek i na trudnym obszarze, tu, na
obczyźnie, zebraliśmy 197 podpisów w obronie Telewizji Trwam. Myślę, że
uzupełnimy jeszcze tę listę, gdy przyjedziemy do Polski. Nie było łatwo, część
ludzi trzeba było przekonywać, a do niektórych niestety żadne argumenty nie
dotarły. "Barachołka" TVN oddziałuje także tutaj i niektórzy nie wiedzą, na
jakim świecie żyją.
Dziękuję za rozmowę.
***
Będę na marszu
Nasz Dziennik, 2012-04-18
Zabieganie o należne Telewizji Trwam miejsce na multipleksie cyfrowym jest
w swej istocie walką o rzeczywiste państwo prawa i przestrzeganie elementarnych
reguł demokracji. Dlatego 21 kwietnia 2012 roku musimy powiedzieć stanowcze
"nie" niszczeniu wolnych mediów.
Odmowa miejsca na multipleksie Telewizji Trwam świadczy o sile tego medium i
jest jednocześnie dowodem na słabość i lęki obecnie rządzącej władzy. Ten strach
bierze się z poczucia klęski swoich rządów. Jestem przekonany, że gdyby nie
wsparcie tzw. mainstreamowych mediów, dziś Polską rządziłby kto inny.
Obecnie skala kompromitacji rządu Donalda Tuska osiągnęła taki poziom, że
samo wsparcie prorządowych ośrodków opinii już nie wystarcza. Trzeba zagłuszyć i
zniszczyć każdy wolny głos, który pozwala sobie na krytykę wobec rządzących.
Dlatego próbuje się zniszczyć Telewizję Trwam, Radio Maryja a także utrudnia się
życie niezależnym publicystom i komentatorom. Ta władza czerpie siłę tylko ze
wspierających ją mediów. Niewygodne pytania o stan państwa, próba pokazania
prawdy o sytuacji Polski wywołują paniczny strach i rodzą wyjątkowo brutalne
ataki. Decyzja zawłaszczonej przez PO Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji jest
tego najlepszym przykładem.
Pękającą i trzeszczącą rzeczywistość coraz trudniej jest zagłuszyć czy
zamilczeć. Pytań o stan państwa jest coraz więcej, są one coraz trudniejsze.
Dziś już nikt nie może powiedzieć, że państwo rządzone przez Donalda Tuska zdało
egzamin. Pięć lat temu obecny premier podczas debaty telewizyjnej odpytywał mnie
ze znajomości cen podstawowych produktów żywnościowych. Ubolewał też nad losem
kiepsko zarabiającej pielęgniarki, która okazała się wymysłem jego
propagandzistów. Dziś chcę zapytać premiera, czy wie, ile polskie rodziny muszą
więcej zapłacić za chleb, mleko, mięso, jajka czy warzywa. Czy Donald Tusk wie,
ile zdrożało życie przez nieroztropną i fatalną politykę jego i ministra Jacka
Rostowskiego? Czy szef rządu wie, że każdy rodzący się teraz Polak otrzymał od
niego "prezent" w postaci 20 tys. złotych długu? Chciałbym wiedzieć, co do
powiedzenia ma premier małym i średnim przedsiębiorcom, których ceny energii,
gazu, paliwa i koszty pracy często zmuszają do zamknięcia firm. Ciekawe, co
odpowie tym rodzicom, którzy chcą kupić dzieciom ubranka i dowiadują się, że
zapłacą dużo więcej niż jeszcze kilka miesięcy temu!
Nowy rok przyniósł złe wiadomości dla polskich pacjentów. Okazało się, że to
również w ich kieszeni rząd szuka pieniędzy na spłatę swoich długów. Większość
PO – PSL przeforsowała wadliwą, złą, nieludzką, wręcz haniebną ustawę
refundacyjną. Twarzą tej zmiany jest Ewa Kopacz, wcześniej minister zdrowia,
dziś marszałek Sejmu, a prywatnie koleżanka Donalda Tuska. Fotel marszałka
dostała w nagrodę za doprowadzenie do zapaści w polskiej służbie zdrowia. Po
wejściu w życie ustawy przygotowanej przez Kopacz wielu pacjentów stanęło przed
pytaniem: jak dalej kontynuować leczenie? Niektórzy przewlekle chorzy musieli
zapłacić za swoje leki kilkadziesiąt razy więcej. Ostatnio opinię publiczną
bulwersują informacje, że chorzy na raka zostaną pozbawieni leków. To też jest
efekt wadliwej ustawy refundacyjnej. Chciałbym usłyszeć, co w tej sprawie ma do
powiedzenia Ewa Kopacz i jak usprawiedliwiać będzie ją Donald Tusk.
W końcu chciałbym zapytać, dlaczego Donald Tusk oszukał Polaków i nie
powiedział nam przed wyborami, że chce wydłużenia wieku emerytalnego – że chce,
abyśmy pracowali aż do śmierci. Jak powiedział w jednym z wywiadów minister
Rostowski, chodzi o to, by emeryci jak najkrócej pobierali swoje świadczenia.
Chciałbym zobaczyć analizy i wyliczenia, które wyjaśniłyby, dlaczego premier
wybrał liczbę 67 i z czego ten przymus pracy ma wynikać. Chciałbym też wiedzieć,
dlaczego rząd Tuska odmawia młodym Polakom poznawania historii i dlaczego
próbuje tylnymi drzwiami wypchnąć religię ze szkół. Ciekawa wydaje się też
odpowiedź na pytanie, gdzie są tysiące kilometrów obiecanych Polakom dróg i
autostrad oraz czy odnalazł się tajemniczy katarski inwestor, który miał kupić
polskie stocznie.
Od katastrofy pod Smoleńskiem minęły dwa lata. Rząd Donalda Tuska tę smutną
rocznicę chciał przemilczeć. Licząc, że cisza przysłoni trudne pytania,
kompromitację, całkowity blamaż, złą wolę, jaką polskie władze wykazały się po
katastrofie smoleńskiej. Odrzucając zaproponowaną przez Prawo i Sprawiedliwość
uchwałę Sejmu w sprawie zwrotu wraku Tu-154M, rząd Donalda Tuska jednoznacznie
pokazał, że stoi po stronie kłamliwego raportu MAK, a nie po stronie prawdy i
polskiej racji stanu. Dlaczego tak jest i co kieruje polskimi władzami, że
okrywają się hańbą? To również pytanie, na które chciałbym poznać odpowiedź.
Wszystkich powyższych pytań nie usłyszymy w większości mediów głównego nurtu.
Tych pytań nie zadadzą dziennikarze stacji telewizyjnych i radiowych
sprzyjających rządowi. Nie przeczytamy ich we wspierających władzę gazetach. Te
pytania możemy usłyszeć jedynie w tych mediach, które uważają, że dziennikarstwo
to misja służenia społeczeństwu. Dla których rzetelna informacja jest ponad
partykularnym interesem biznesowym czy partyjnym. Do takich mediów bez wątpienia
należy zaliczyć Telewizję Trwam, Radio Maryja i "Nasz Dziennik". Za tę śmiałość
zadawania trudnych pytań, dążenia do prawdy i chęć prowadzenia rzetelnej
dyskusji o państwie i jego kondycji obecna władza chce karać surowo. Chce
uciszyć te media i zamknąć im drogę do widza i słuchacza. Używa do tego
prymitywnych i obcych demokracji metod. Gdy słyszę, że na multipleksie miejsce
otrzymała firma dotychczas związana z szefem KRRiT czy niszowa stacja muzyczna,
to chcę zapytać, dlaczego tego prawa odmawia się Telewizji Trwam.
W dzisiejszej Polsce nie ma sprawiedliwych reguł. Wygrywa ten, kto jest
przychylny rządzącym. Wierzę jednak, że w Polsce jest wielu ludzi dobrej woli,
którym los kraju, jego rozwój, modernizacja nie są obojętne. Którzy nie poddają
się propagandzie codziennie sączonej z odbiorników radiowych i telewizyjnych. To
w ich rękach spoczywa dziś obowiązek walki o najważniejsze wartości – o wolność
słowa, o solidarność społeczną, o troskę o najsłabszych, o przyszłość Polski.
Dziś nie można milczeć i pozostawać obojętnym. Trzeba w proteście obywatelskim
powiedzieć "stop" złym rządom i ich szkodliwym decyzjom. Dlatego 21 kwietnia
będę na Marszu w obronie Telewizji Trwam w Warszawie. Liczę, że będzie nas
bardzo wielu, że nasz zorganizowany głos sprzeciwu będzie na tyle silny, że
doprowadzi nas do zwycięstwa.
Jarosław Kaczyński
prezes Prawa i Sprawiedliwości
***
.
Policzmy się znowu
Nasz Dziennik, 2012-04-18
Z prof. inż. Januszem Kaweckim, przewodniczącym Zespołu Wspierania
Radia Maryja, rozmawia Mariusz Bober
Marsz solidarności z Telewizją Trwam, który w najbliższą sobotę
przejdzie ulicami Warszawy, będzie kulminacją odbywających się dotąd w różnych
miejscach Polski protestów przeciw jej dyskryminacji przez Krajową Radę
Radiofonii i Telewizji?
– Myślę, że tak. Przez Polskę od dłuższego już czasu "przelewa się" fala
protestów. Chcemy bowiem jako coraz większa grupa Polaków wyrazić nasz sprzeciw
wobec decyzji KRRiT, którą nadal ona podtrzymuje, a która jest niesprawiedliwa.
Dyskryminuje bowiem nas jako katolików. Dyskryminuje wszystkich, którzy chcą
mieć dostęp do telewizji katolickiej, nie do programu katolickiego "wciśniętego"
w jakieś okienko w takiej czy innej stacji, które może będzie emitowane, a może
nie. Przecież innym środowiskom umożliwia się dostęp do różnych programów,
właśnie przydzielając określonym stacjom miejsce na cyfrowym multipleksie.
Zapomina się tymczasem, że jest liczna grupa Polaków, którzy chcą siebie i swoje
otoczenie formować zgodnie z nauką Ewangelii. To zaś umożliwia jedynie katolicka
Telewizja Trwam. Chcąc ocenić skalę poparcia dla tej Telewizji, sporządzam sobie
taką mapę na podstawie organizowanych protestów. Przyznam, że pięknie się ona
prezentuje. Nie ma znaczenia region kraju, w każdym bowiem znaleźli się ludzie,
którzy gromadzą się, by zaprotestować. Podczas sobotniej, podsumowującej,
"finałowej", choć wcale nie ostatniej manifestacji, wyrazimy swój sprzeciw.
Będzie to sprzeciw zarówno wobec tych, którzy podjęli krzywdzącą dla Telewizji
Trwam decyzję, jak i wobec osób, które również za to odpowiadają, ponieważ
wybrały tę radę. Wiadomo przecież, że członków rady wyznaczali prezydent oraz
kierownictwo PO – PSL, które zawarło także medialną koalicję, i to wraz z SLD.
Ale sobotni marsz będzie miał jeszcze jeden wymiar…
Jaki?
– Będziemy chcieli również pokazać wielu dobrym ludziom, którzy jeszcze dziś
czekają na rozwój wypadków, jak wielu już nas jest, i zachęcić ich, by do nas
dołączyli. Wiele takich osób już włączyło się w naszą akcję, wysyłając protesty
do KRRiT. Te ponad 2 miliony podpisów pod protestami oraz liczba uczestników
dotychczasowych manifestacji w obronie Telewizji Trwam pokazuje, jak wiele osób
chce mieć dostęp do tej Telewizji.
A jednocześnie pokazuje, dla jak wielu osób ważne jest zapewnienie
katolikom głosu w przestrzeni publicznej…
– Wspierają nas bowiem wszyscy ci, którzy uważają, że katolicy powinni mieć
równy dostęp do telewizji zapewniającej formację katolicką. Myślę, że jest wiele
osób, do których nie udało nam się dotrzeć, a które chciałyby jeszcze poprzeć
protest przeciw dyskryminacji Telewizji Trwam. Czasami bowiem potrzeba czyjegoś
słowa, zachęty, aby ktoś dotąd czekający zechciał się wypowiedzieć, zechciał
udzielić jawnie poparcia dobrej sprawie. Taką rolę pełnią także nasze marsze.
Protesty te są tym bardziej ważne, że KRRiT jak zwykle próbuje nadal podstępnie
eliminować Telewizję Trwam oraz katolików w Polsce, zwłaszcza tych, którzy
podpisali się już pod protestem. Od końca marca bowiem realizuje ona tzw.
konsultacje społeczne ["w sprawie uzupełnienia MUX-1" o miejsca, które zwolnią
kanały telewizji publicznej – red.], jakoby mające potwierdzać zapotrzebowanie
społeczne na odbiór danej stacji na multipleksie. Telewidzowie poszczególnych
stacji mieliby zgłaszać swoje opinie na stronie internetowej Rady. W ten sposób
chce ona przekreślić znaczenie tych już ponad 2 mln złożonych podpisów pod
protestem przeciw dyskryminacji Telewizji Trwam. W związku bowiem z tym, że mało
kto wie o takim "badaniu", mogłoby na nie odpowiedzieć niewiele osób, a wtedy
KRRiT ogłosiłaby, że jest niewielkie zainteresowanie oglądaniem tej katolickiej
stacji.
Czy KRRiT potraktuje jako formę konsultacji społecznych właśnie złożone
podpisy i listy wyrażające sprzeciw wobec odmowy przyznania miejsca na
multipleksie dla Telewizji Trwam?
– Myślę, że po ostatnich wypowiedziach przewodniczącego KRRiT na posiedzeniu
sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu, który na uwagę jednego z posłów
odpowiedział, że można będzie również pisemnie zgłaszać uwagi, jest szansa na
to, że te – już dotychczas zgłoszone w formie protestu – głosy poparcia dla
Telewizji Trwam zostaną potraktowane jako forma konsultacji. Przecież te 2
miliony podpisów już zostały przesłane do KRRiT! Mimo to najwidoczniej chciała
ona je unieważnić.
Jak powinniśmy się przygotować do sobotniego marszu?
– Trzeba przede wszystkim pamiętać, że najpierw udajemy się na Mszę św. do
kościoła św. Aleksandra. Umocnieni na duchu – przyjmując Eucharystię – będziemy
następnie manifestować pokojowo, rzeczowo wyrażać nasze argumenty, starając się,
by dotarły one do władz. Będziemy skandować: "Nie damy wam Telewizji Trwam" i
"Żądamy dostępu do multipleksu". To jest dla nas najważniejsze – jak najszybsze
uzyskanie przez tę katolicką stację dostępu do cyfrowej platformy i zaprzestanie
szykanowania jej, Radia Maryja, a w szczególności ojca dyrektora Tadeusza
Rydzyka. Decyzje sądów bowiem, np. tę o ukaraniu dyrektora Radia Maryja, a także
uchwały KRRiT w sprawie ukarania Prowincji Warszawskiej Redemptorystów i
tendencyjnej oceny programu Telewizji Trwam podczas Święta Niepodległości oraz
publikacje w wielu mediach odbieramy jako szykanowanie tych środków społecznego
komunikowania.
Wszystko wskazuje na to, że sobotni marsz będzie również manifestacją
jedności środowisk patriotycznych…
– Myślę, że jest szansa na zademonstrowanie takiej jedności, co zresztą było już
widać podczas wcześniejszych manifestacji. To bardzo ważne, że nie tylko
słuchacze Radia Maryja dostrzegają i uznają potrzebę dania odpowiedzi na to
poczucie jedynowładztwa rządzących. Obecnie przejawia się ono wręcz jak
dyktatura, wyrażając się w przekonaniu: mamy większość w Sejmie, jesteśmy sami w
urzędach centralnych, więc możemy wszystko. Dostrzegamy również, że inne grupy
społeczne są przez obecne władze dyskryminowane, czasem wręcz upadlane poprzez
różne niesprawiedliwe decyzje. Niezadowolenie z tego chcemy wyrazić wspólną
manifestacją w Warszawie. Podobnie jak podczas pierwszej pielgrzymki bł. Ojca
Świętego Jana Pawła II do Polski również teraz, organizując wspólnie marsz,
możemy znowu się policzyć. Gdy przyjedziemy wszyscy – choćby poprzez
reprezentantów poszczególnych rejonów kraju – do stolicy, pokażemy, jak wielu
nas rzeczywiście jest i z jak wielu stron Polski, wbrew temu, co często pokazują
sprzyjające władzom media.
Dziękuję za rozmowę.
