Wyrok będzie dla nas korzystny

Z Witomiłą Wołk-Jezierską, córką zamordowanego w Katyniu oficera
artylerii Wincentego Wołka, która wniosła skargę katyńską do Europejskiego
Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, rozmawia Agnieszka Żurek

W czwartek pojawiły się w rosyjskich mediach informacje o tym, że
poniedziałkowy wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu w
sprawie skargi katyńskiej miałby być niekorzystny dla Polski.

– Nie wiadomo, czy te wiadomości są wiarygodne. Nie wiem także, skąd pochodzą
przecieki, czyżby w Trybunale Strasburskim działali szpiedzy? My stawaliśmy na
głowie, żeby uzyskać jakąkolwiek informację ze strony Trybunału w Strasburgu.
Nie było takiej możliwości. Nie wiem zatem, skąd teraz nagle pojawiły się w
rosyjskich mediach informacje na temat wyroku, który ma zapaść w poniedziałek. W
Trybunale istnieje specjalna komórka, tak zwany wydział V, który zajmuje się
ściganiem zbrodni przeciwko Rosji. Jednym z sędziów jest Rosjanin. Jeżeli tego
rodzaju wiadomość może przedostać się do opinii publicznej jeszcze przed
ogłoszeniem wyroku, taki Trybunał nie może być wiarygodny. Najpierw
dowiedzieliśmy się, że ogłoszenie wyroku będzie otwarte, co – jeżeli chodzi o
Trybunał w Strasburgu – jest rzadkością, po czym na trzy dni przed ogłoszeniem
wyroku okazuje się, że strona zainteresowana miałaby już wszystko wiedzieć.
Jeśli to prawda, bardzo źle świadczyłoby to o Trybunale.

Może jest to testowanie opinii publicznej, swoista zasłona dymna dla
Rosjan?

– Możliwe, że jest to jakaś manipulacja przeznaczona dla rosyjskiej opinii
publicznej. Naprawdę nie wiem, jaki będzie wyrok, ale modlimy się, żeby był on
sprawiedliwy. Ta walka trwa przecież od 72 lat. Najwyższy czas, żeby wyjaśnić
wszystkie sprawy. Oczywiście spodziewam się uznania zbrodni katyńskiej za
zbrodnię wojenną – wraz ze wszystkimi tego konsekwencjami. Jakikolwiek będzie
jednak wyrok, w pewnym sensie będzie on dla nas korzystny.

Na podstawie jakich przesłanek Pani tak sądzi?
– Po pierwsze, pokazaliśmy, że Rosję można pozwać przed Trybunał. Nasza
niewielka grupka odważyła się na ten krok, pokazując Polakom, że wśród milionów
ludzi znalazło się 13 odważnych osób. Mam satysfakcję, że jestem wśród nich. Dla
mnie jako córki sprawa ojca zawsze będzie najważniejsza, priorytetowa. Będę
walczyć o niego do końca moich dni.

Na kogo mogła i może Pani liczyć w tej batalii o prawdę?
– Przede wszystkim na moją mamę. Ona pierwsza, już w 1997 roku, zaczęła się
starać o rehabilitację ojca. Teraz z kolei możemy liczyć na pana mecenasa
Ireneusza Kamińskiego, który prowadzi tę sprawę. Wspiera nas także pan mecenas
Bartłomiej Sochański, który pracuje z panem Kamińskim w tej samej grupie
prawniczej. Pomoc okazuje nam również pan mecenas Roman Nowosielski. Muszę
powiedzieć także o dwójce mecenasów rosyjskich, którzy prowadzili naszą sprawę
przed sądami moskiewskimi. To było niebywale odważne.

W jaki sposób nawiązała Pani z nimi kontakt?
– Wszystkie sprawy związane z Rosją załatwialiśmy przez polskie Ministerstwo
Spraw Zagranicznych. Było ono w kontakcie z Anatolijem Jabłokowem, który przed
laty stał na czele rosyjskiej wojskowej prokuratury i który wraz z komisją
ekspertów podsumował całą zbrodnię katyńską, określając, jakie prawa – krajowe i
międzynarodowe – zostały naruszone. Jeśli dobrze pamiętam, to właśnie pan
Jabłokow wskazał nam panią Annę Stawicką jako osobę, która może poprowadzi w
Rosji tę sprawę. Pani Anna uczestniczyła także w październikowej rozprawie w
Trybunale w Strasburgu. Dołączył do niej jej kolega, również Rosjanin. Udział
Rosjan jest tutaj ważny, ponieważ przed rosyjskimi sądami nie mogą stawać polscy
prawnicy. Wierzymy tym ludziom, którzy nam pomagają, oni są po prostu wspaniali.

Czy spotykają ich z tego powodu jakieś nieprzyjemności?
– Wiem, że panią Stawicką ktoś pytał na Facebooku, czy się nie boi. Nie jest to
jednak osoba, która się boi, ona prowadziła także sprawy czeczeńskie. My
musieliśmy komuś uwierzyć. Nie zawiedliśmy się, to są ludzie na najwyższym
poziomie.

Prawda o Katyniu jest ważna także dla nich?
– Tak, myślę, że oni także to przeżywają. Przeżywają to także jako prawnicy,
starają się dobrze poprowadzić tę sprawę, pokazać, że można osądzić zbrodnię
katyńską. Wymieniamy się mailami, pani Anna Stawicka napisała mi ostatnio, że
życzy nam wszystkiego najlepszego. Nie może niestety wybrać się do Strasburga,
ponieważ wiąże się to ze zbyt dużymi kosztami. Nikt nas przecież nie finansuje,
pracujemy za darmo, także prawnicy.

Sprawa katyńska jest także testem wiarygodności państwa polskiego.
Otrzymali Państwo wsparcie polityczne, wnosząc skargę do Trybunału w Strasburgu?

– Bardzo nas wspiera wiceminister MSZ pan Maciej Szpunar, wspaniałe wystąpienie
w Strasburgu miała także Aleksandra Mężykowska z MSZ. Swoje wsparcie zapewnił
nam także pan ambasador Jakub Wołąsiewicz. Są to ludzie naprawdę na najwyższym
poziomie, elita. Poznałam ich w Strasburgu i był to dla mnie ogromny zaszczyt.
Wcześniej naszą sprawę prowadził pan Andrzej Kremer, podsekretarz stanu w MSZ.
Niestety, zginął 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku.

Główna Prokuratura Wojskowa Rosji zakończyła śledztwo katyńskie, tzw.
sprawę nr 159, w roku 2004, umarzając postępowanie. Nigdy nie poznaliśmy
uzasadnienia wyroku.

– Ciekawa jestem, do czego Rosjanie doszli w czasie tego kilkunastoletniego
śledztwa. Skoro ukrywają jego wyniki, musieli zapewne dojść do interesujących
wniosków. Inaczej nie byłoby przecież powodów, aby cokolwiek w tej sprawie
ukrywać. Wyników śledztwa Rosjanie nie chcieli przedstawić także Trybunałowi w
Strasburgu.

Nie dane było Pani poznać ojca, już w obozie w Kozielsku dowiedział się
tylko o urodzeniu córki. Jakim był człowiekiem?

– Ojciec zdążył się dowiedzieć, że się urodziłam, ale nie dostał już nawet
mojego zdjęcia, ponieważ został wtedy wprowadzony zakaz korespondencji. My z
kolei dostałyśmy wiadomość, żeby zaczekać z moim chrztem na jego powrót.
Urodziłam się zresztą w Rumunii, dokąd matce udało się uciec przed Armią
Czerwoną. Jeśli się nie mylę, wiadomość o moim urodzeniu otrzymał w marcu 1940
roku. 30 kwietnia został już rozstrzelany. Ojciec był zawodowym oficerem. Jego
koledzy mówili o nim, że był to człowiek bez wad. Przeczytałam to w dokumentach
wojskowych. Ojciec nie pił, nie palił, był bardzo zdolnym człowiekiem – szybko
został awansowany na wykładowcę w Mazowieckiej Szkole Podchorążych Rezerwy
Artylerii w Zambrowie. Był także wspaniałym jeźdźcem, brał udział w konkursach
hippicznych w Truskawcu i w Przemyślu. Z tamtego czasu zachowały się zdjęcia
ojca. Był wspaniałym człowiekiem. Nawet długo po wojnie mój wujek spotkał
pewnego człowieka, który znał mojego ojca. Mówił o nim: "Ach, porucznik Wołk,
jaki to był cudowny człowiek! Poważny, rzeczowy, dobry…". W 2004 roku
napisałam artykuł, który ukazał się w prasie polonijnej w Kanadzie. Odszukał
mnie wtedy major Ciszewski, przyjaciel mojego ojca. Otrzymałam od niego
serdeczny list i do końca jego życia utrzymywaliśmy serdeczny kontakt. Także od
niego dowiedziałam się, że ojciec był bardzo lubiany i ceniony przez kolegów.
Walczę o prawdę i o pamięć o ojcu nie tylko dlatego, że jest to mój ojciec, ale
także dlatego, kim był. Był prawym człowiekiem, wiernym przysiędze wojskowej.

Przez wiele lat Katyń był tematem zakazanym, za upominanie się o prawdę
o losie polskich oficerów groziły represje. Czy Pani znajomi i przyjaciele, na
przykład w szkole, wiedzieli o tym, że Pani ojciec został zamordowany w Katyniu?

– Nie, w ogóle się o tym nie rozmawiało. Maturę zdawałam w 1957 roku, wtedy o
Katyniu się nie mówiło. Koledzy dowiedzieli się dopiero wtedy, kiedy zaczęłam
walczyć o prawdę o tej zbrodni. Część z nich włączyła się w tę walkę. Ci, którzy
domagają się prawdy, są grupą moich przyjaciół. Momentem przełomowym w głośnym
mówieniu o Katyniu były narodziny "Solidarności". Byłam bardzo zadowolona, że
ten temat został nagłośniony. Kiedy byłam mała, mój dziadek powtarzał mi, że
teraz nie czas na rozmowy o Katyniu, że teraz moim jedynym obowiązkiem jest
nauka i osiągnięcie pewnego poziomu intelektualnego, a na walkę o prawdę
przyjdzie jeszcze czas. Posłuchałam zatem dziadka i tak właśnie uczyniłam.
 

Dziękuję za rozmowę.

drukuj