Emerytalna ruletka

Temat podniesienia wieku uprawniającego do otrzymania świadczenia zepchnął
obecnie na dalszy plan inne zagadnienia związane z zabezpieczeniem emerytalnym.
Tymczasem w tle pojawia się zaproszenie dla przyszłych emerytów, aby zasiąść
przy stole z ruletką. Jak to w hazardzie, wynik gry stanowi niewiadomą. Stawka
natomiast jest bardzo poważna, bo na stole leżą realne oszczędności zgromadzone
przez przyszłych emerytów w otwartych funduszach emerytalnych. Zwiększenie
ryzyka poważnego obniżenia wartości środków gromadzonych przez OFE przyniosły
zmiany wprowadzone przez rząd Donalda Tuska w 2011 roku. Zapowiadane są także
kolejne.

System OFE
OFE powstały w ramach reformy systemu emerytalnego w 1999 roku. Pozwalają
gromadzić środki pieniężne na emeryturę w tzw. II filarze, czyli w systemie
kapitałowym. System otwartych funduszy emerytalnych jest obowiązkowy dla osób,
które urodziły się po 31 grudnia 1968 roku. Nowymi rozwiązaniami objęci zostali
także urodzeni przed 1 stycznia 1969 r., a po 31 grudnia 1948 r., którzy
dokonali wyboru przystąpienia do OFE. Obecnie działa 14 otwartych funduszy
emerytalnych, a aktywa przez nie zgromadzone wynosiły na koniec 2011 r. blisko
225 mld złotych. Liczba członków otwartych funduszy emerytalnych dochodziła do
15,5 miliona.
Do kwietnia 2011 r. do OFE trafiała składka w wysokości 7,3 proc. wynagrodzenia,
natomiast w ubiegłym roku rząd wprowadził zmiany, które osłabiły system
kapitałowy, prowadząc jednocześnie do zwiększenia zobowiązań emerytalnych
państwa w przyszłości. Zmiany polegały na zmniejszeniu wysokości składek
przekazywanych do otwartych funduszy do wysokości 2,3 proc. wynagrodzenia,
natomiast w kolejnych latach wielkość ta ma wzrastać, docelowo do 3,5 proc. w
roku 2017. Wprowadzenie przez rząd zmian miało na celu przede wszystkim
poprawienie bieżącego stanu finansów państwowych rozchwianych po rekordowym
deficycie sektora finansów publicznych z roku 2010, w tym odsunięcie zagrożenia
przekroczenia limitów wysokości długu publicznego.

Zapraszamy do stołu z ruletką
Przy okazji wspomnianych zmian rząd zwiększył limit inwestycji OFE w akcje. Na
czym ta zmiana polega i z czym się wiąże? Otwarte fundusze emerytalne (w
przeciwieństwie do państwowego Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, w którym to na
naszych kontach nie mamy pieniędzy, ale zapisy księgowe) inwestują realne środki
pochodzące z wpływających do nich składek. Na inwestycje dokonywane przez
fundusze emerytalne nałożono przepisami prawa limity, aby fundusz nie kupował
tylko jednego rodzaju aktywów (tzw. dywersyfikacja), szczególnie tych uznawanych
za ryzykowne, czyli takich, które dają wprawdzie możliwość zarobku dużo wyższego
niż np. bezpieczna lokata bankowa, ale z drugiej strony rodzą ryzyko strat
prowadzących do znaczącego obniżenia wysokości oszczędności. Aktywami
ryzykownymi są akcje przedsiębiorstw. Do roku 2011 OFE mogły w nie inwestować do
40 proc. środków. Ceny akcji uzależnione są w znacznym stopniu od koniunktury na
giełdzie i mogą podlegać bardzo dynamicznym zmianom. Na potwierdzenie tych słów
spójrzmy, jak w ostatnich latach zachowywał się indeks WIG20, czyli największych
spółek notowanych na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. W latach 2006
i 2009 indeks ten wzrósł o odpowiednio ponad 33 i 23 proc. (czyli o tyle
przeciętnie podrożały akcje), natomiast w roku 2008 spadł o blisko 50 procent! W
ciągu roku dochodziło do jeszcze większych wahań wartości indeksu (a zatem i cen
akcji). Wspomniane zmiany wartości indeksu przekładały się na wyniki
inwestycyjne otwartych funduszy emerytalnych. W roku 2008 tzw. średnia ważona
jednostki uczestnictwa OFE oznaczająca efektywność inwestycji obniżyła się o
blisko 14 procent. Stało się tak, ponieważ na początku 2008 r., w przededniu
poważnych spadków wartości indeksów giełdowych, fundusze emerytalne znajdowały
się blisko maksymalnego zaangażowania w akcje.
Pomimo negatywnych doświadczeń w roku 2011 zwiększono limit zaangażowania
funduszy emerytalnych w akcje. W roku 2012 ten limit wynosi już 45 proc.,
natomiast docelowo od roku 2034 ma osiągnąć poziom 90 procent. Konsekwencje
nowelizacji przepisów to wzrost ryzyka zmiany wartości aktywów zgromadzonych w
otwartych funduszach emerytalnych, a wysokość zgromadzonych aktywów emerytalnych
w większym stopniu zależeć będzie od wyników giełdy w ostatnim okresie przed
osiągnięciem wieku emerytalnego. Jednak giełdy papierów wartościowych nie
charakteryzują się tylko wzrostami, a okresy hossy przeplatane są spadkami. Co
więcej, po okresach dłuższych wzrostów rośnie prawdopodobieństwo wystąpienia
gwałtownych spadków cen. Doskonale o tej zależności wiedzą osoby, które w roku
2007 za namową doradcy finansowego czy też sąsiada, który zarobił na rynku
kapitałowym, zdecydowały się na inwestycje w akcje lub fundusze akcyjne, a w
efekcie straciły znaczną część swoich oszczędności. Jednak w przypadku
obowiązkowych oszczędności emerytalnych nie można proponować jako
bezalternatywnego mechanizmu, który naraża na niebezpieczeństwo utraty znacznej
części oszczędności zgromadzonych celem zabezpieczenia w okresie jesieni życia.
Spadki wartości inwestycji OFE są szczególnie niebezpieczne dla osób
znajdujących się tuż przed osiągnięciem wieku emerytalnego, ponieważ takim
osobom może zabraknąć czasu, aby odrobić straty w kolejnych latach, gdy przyjdą
wzrosty na giełdzie. Przedsmak sytuacji mieliśmy we wspomnianym roku 2008,
jednak w przyszłości sytuacja będzie dużo bardziej niebezpieczna. Uczestnicy OFE
w każdym kolejnym roku mają więcej do stracenia, ponieważ dłużej trwa okres
gromadzenia środków, zatem wysokość środków w otwartych funduszach będzie miała
coraz większy wpływ na wysokość otrzymywanej emerytury. Ponadto zwiększa się
systematycznie limit zaangażowania w akcje. Jak zatem może sytuacja wyglądać w
praktyce? Jeżeli nie zostaną wprowadzone zmiany w uchwalonych w roku 2011
przepisach, to już w roku 2034 zgromadzone w otwartych funduszach emerytalnych
oszczędności mogą stanowić ok. 20-25 proc. łącznych środków stanowiących
podstawę do ustalenia wysokości emerytury. Jeżeli zatem fundusze emerytalne
inwestować będą w akcje 90 proc. środków, a nastąpią spadki wartości akcji o
średnio 50 proc., to wartość środków zgromadzonych w OFE może ulec obniżeniu
nawet o 45 proc., a łączna emerytura może być niższa nawet o ponad 10 procent!

Przykład powyższy, którego spełnienia niestety nie można wykluczyć, wskazuje, że
rozwiązania polegające na możliwości zwiększenia zaangażowania OFE w akcje
przywodzą na myśl zaciągnięcie na siłę przyszłych emerytów do kasyna, aby w
ruletce postawili znaczną część swoich oszczędności. Jak natomiast powszechnie
wiadomo, w grze hazardowej nie wygrywają wszyscy jej uczestnicy. Spadki na
giełdzie, których nie da się uniknąć, oznaczają zmniejszenie i tak
zapowiadających się jako bardzo skromne świadczeń przyszłych emerytów, którzy
będą mieli pecha znajdować się w ostatniej fazie aktywności zawodowej, gdy
wystąpi bessa. Sytuacja taka prowadzi nie tylko do pogorszenia standardu życia
takiego emeryta, ale i zwiększenia obciążeń państwa, bo wielu emerytom, którzy
będą otrzymywać niskie świadczenia, trzeba będzie zapewnić świadczenia socjalne.
A państwo będzie szukać środków na zwiększone wydatki, czyli można zakładać
zwiększenie obciążeń (podatki, składki), co wpłynie negatywnie na
konkurencyjność polskiej gospodarki.

Zagrajmy też w walucie
Podniesienie limitu zaangażowania w akcje to nie jedyne zagrożenie dla środków
gromadzonych w otwartych funduszach emerytalnych. Obecnie zgodnie z limitami OFE
mogą inwestować za granicą do 5 proc. zgromadzonych w nich oszczędności. W
przypadku takich inwestycji OFE pokrywają opłaty transakcyjne z własnych środków
(w przeciwieństwie do inwestycji krajowych). Komisja Europejska uznała, że jest
to rozwiązanie niezgodne z traktatem akcesyjnym i unijną zasadą wolnego
przepływu kapitału, pozywając Polskę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.
Trybunał pod koniec 2011 r. orzekł, że Polska naruszyła ustanowioną traktatem
swobodę przepływu kapitału, stosując ograniczenia w inwestowaniu przez OFE w
innych państwach członkowskich UE. Wyrok taki zapadł, mimo że OFE nie
wykorzystywały nawet wspomnianego limitu 5 proc. (na koniec roku 2011 inwestycje
poza granicami nie przekraczały nawet 1 proc.), tłumacząc niski udział
inwestycji zagranicznych zbyt wysokimi kosztami. W związku z wyrokiem
Ministerstwo Finansów zapowiedziało podniesienie limitu inwestycji zagranicznych
nawet do 30 procent. Takie nowe regulacje mogą okazać się niekorzystne zarówno
dla polskich emerytów, jak i polskiej gospodarki. W związku ze zwiększonym
limitem wzrasta tzw. ryzyko kursowe oznaczające dodatkowy czynnik mogący
negatywnie wpłynąć na wysokość przyszłego świadczenia. Szczególnie jeśli złoty
będzie umacniał się w stosunku do walut, w których prowadzone są inwestycje,
lepszą alternatywę stanowić powinna inwestycja krajowa. A właśnie zgodnie z
wieloletnim planem finansów państwa Ministerstwo Finansów zakłada w terminie do
2015 r. umacnianie się złotego w stosunku do euro czy dolara amerykańskiego.
Ponadto, jak wspomniano, OFE kupują akcje i obligacje polskich przedsiębiorstw,
które mogą wykorzystać napływające środki na inwestycje, tworzenie nowych miejsc
pracy, czyli tym samym służą rozwojowi gospodarczemu kraju. OFE nabywają także
papiery skarbowe czy obligacje samorządów, finansując polski dług publiczny. Po
zapowiadanych zmianach część aktywów będzie służyła inwestycjom poza granicami,
jak również finansowaniu zadłużenia innych państw. Zatem nie można wykluczyć, że
w przypadku gdyby jakieś państwo popadło w tarapaty (jak ostatnio Grecja),
straty poniesie także polski ubezpieczony, a podstawa do jego emerytury
zmniejszy się.

Zmiany są konieczne
W interesie przyszłych emerytów jest system emerytalny, z silnym i efektywnym
elementem kapitałowym, który w dłuższej perspektywie zmniejszy obciążenia
systemu finansów publicznych. Do osiągnięcia takiego celu są jednak potrzebne
zmiany w OFE.
Przede wszystkim gromadzone środki nie mogą być narażone na dużą zmienność
wartości (a tym samym ich obniżenie), dlatego musi istnieć alternatywa dla
wysokiego zaangażowania w akcje. Rozwiązanie stanowi wprowadzenie tzw.
subfunduszy, które mogłyby inwestować środki tylko w instrumenty uznawane za
mniej ryzykowne. Do takich subfunduszy trafiałyby środki osób zbliżających się
do osiągnięcia wieku emerytalnego.
Należy również administracyjnie obniżyć wysokość opłat manipulacyjnych, jakie
potrącane są od składek wpływających do OFE. Obecnie maksymalna wysokość takich
opłat wynosi 3,5 proc., a tylko dwa fundusze stosują opłatę niewiele niższą.
Oznacza to, że z każdych 100 zł naszych składek, jakie trafiają do większości
otwartych funduszy, inwestowanych jest tylko 96,50 złotego. Natomiast odpis
roczny na działalność ZUS, na którego efektywność często (i na ogół słusznie!)
się narzeka, wynosi ponad 4 mld zł, czyli stanowi ok. 3 proc. wartości składek
wpływających rocznie do funduszu państwowego.
 

Maciej Rapkiewicz

Autor jest członkiem zarządu Instytutu Sobieskiego

drukuj