Strajk szkolny

Protest przeciwko dewastowaniu systemu edukacji, ograniczeniu liczby
godzin i metodyki nauczania historii w liceach i technikach przeniósł się do
Warszawy.

W siedzibie Stowarzyszenia Wolnego Słowa głodówkę protestacyjną podjęli
kolejni byli działacze opozycji z lat 80. Jednym z jej inicjatorów jest Adam
Borowski, w latach 80. kolporter i drukarz niezależnych wydawnictw, działacz
NSZZ "Solidarność" i więzień polityczny. Razem z nim głodują: Grzegorz Wysocki,
Lech Osiński, Bogusław Olszewski i Mariusz Patej. Do protestu szykuje się już
kolejna grupa byłych działaczy opozycji z Sosnowca. – Nie chcemy dopuścić, by
MEN zapomniało o tym, że jest w Polsce duża grupa ludzi, środowisk, które
sprzeciwiają się tym zmianom. Rząd może uznać, że sprawa została zamknięta i
wszystko się wyciszy. Stąd nasz solidarnościowy protest z kolegami z Krakowa –
mówi Borowski.

Również wczoraj Bogusław Kostka-Dąbrowa, Leszek Jaranowski, Adam Kalita,
Ryszard Majdzik i Grzegorz Surdy oraz wspierający ich rotacyjnie przedstawiciele
Stowarzyszenia Studenci dla Rzeczypospolitej zawiesili protest głodowy. Uczynili
to na wyraźną prośbę ks. kard. Stanisława Dziwisza. Inny z głodujących Marian
Stach kilka dni temu trafił do szpitala.

Jak relacjonuje Adam Kalita, ksiądz kardynał prosił mężczyzn o zakończenie
protestu i nienarażanie zdrowia i życia. – Mówił, że jesteśmy potrzebni do
dalszej pracy dla Polski – wyjaśnia krakowski radny, który wraz z kolegami od
dwunastu dni prowadził protest. Na konferencji, na której ogłoszono zawieszenie
głodówki, protestujący podtrzymali swoje stanowisko wobec zmian forsowanych
przez minister edukacji Krystynę Szumilas. – Ono jest niezmienne i dotyczy
zawieszenia obowiązywania rozporządzenia wprowadzającego nową podstawę
programową. Dziękujemy również wszystkim, którzy nas wsparli, naukowcom,
profesorom, studentom, związkowcom, nauczycielom i wszystkim ludziom, którym
protest nie był obojętny – podkreśla Kalita. Uczestnicy głodówki powołali
Obywatelską Komisję Edukacji Narodowej. – Chcemy zaprosić do niej naukowców,
którzy wypracują nowe podstawy programowe dla polskiej szkoły i zastanowią się
nad przyszłością polskiej edukacji. Wezwaliśmy również młodzież do wsparcia
naszego protestu i zbierania podpisów przeciw wprowadzanym zmianom – podkreślał
Kalita. To nie pierwsza taka inicjatywa. Klub Parlamentarny PiS zapowiedział, że
w najbliższych dniach wniesie projekt ustawy, która będzie gwarantować
odpowiedni kształt i liczbę godzin w szkołach średnich. Kilka dni temu szef NSZZ
"Solidarność" Piotr Duda również deklarował pomoc w zorganizowaniu grupy
eksperckiej, która przygotuje nowy projekt podstawy programowej, alternatywny
wobec rządowego.

Wczoraj pikietę przed gabinetem małopolskiego kuratora oświaty rozpoczęła
grupa krakowian solidaryzujących się z protestem przeciwko nowej podstawie
programowej. Z kolei w internecie ruszyła akcja zorganizowania "strajku
szkolnego". Inicjują ją członkowie Stowarzyszenia Marsz Niepodległości i
Młodzieży Wszechpolskiej. Chcą zmobilizować jak największą liczbę uczniów i
nauczycieli. "Uważamy, że pogorszy to stan polskiej oświaty, który i tak jest
kiepski. Dlatego zainicjowaliśmy Strajk Szkolny. Jesteśmy młodymi Polakami,
którzy chcą, by szkoła dawała nam możliwość nabywania wiedzy o świecie, pomagała
w wychowaniu i kształtowaniu naszej tożsamości. O taką szkołę będziemy walczyć"
– czytamy w oświadczeniu. Protest będzie polegał na noszeniu przez uczniów i
nauczycieli w szkołach biało-czerwonych wpinek z napisem "strajk szkolny" i
oflagowaniu szkół. Kulminacja protestu ma nastąpić 1 czerwca.

Maciej Walaszczyk

 

Oni już wygrali!

Nie spodziewałem się, że poprze nas tak wielu młodych ludzi. I
co najważniejsze – oni myślą i czują tak samo jak my, pokolenie "Solidarności" –
mówi Bogusław Dąbrowa-Kostka, reżyser filmów dokumentalnych, fotografik, jeden z
głodujących w podziemiach kościoła pw. św. Stanisława Kostki w
Krakowie-Dębnikach w proteście przeciwko ograniczaniu nauczania historii, języka
polskiego, religii. Głodówka pięciu byłych opozycjonistów w Krakowie trwała
dwanaście dni, w piątek, 30 marca, została zawieszona. Sztandar walki o polską
szkołę przejęła teraz Warszawa. – Sądziłem, że na nas, którzy przeżyliśmy
wydarzenia lat 80. XX wieku i uczestniczyliśmy w nich, kończy się pewna
wrażliwość na polskie sprawy. Myliłem się, dzisiejsza młodzież jest taka sama
jak my – i to jest źródłem nadziei i optymizmu na przyszłość, którą wynoszę z
tej głodówki – dodaje Dąbrowa-Kostka.

Służyć dobrze Ojczyźnie

Gościny udzielili im salezjanie. Zgromadzenie, które dało Polsce
Prymasa ks. kard. Augusta Hlonda. To on mówił, że jeżeli zwycięstwo przyjdzie,
to przez Maryję. Słowa te powtarza przybyły ze wsparciem dla głodujących Jan
Budziaszek. Wzywa, aby śladem Austriaków i Węgrów chwycić za różańce.

Sługa Boży August Hlond uważał, że "Polska nie będzie nas
potrzebowała jako liczby. Będzie natomiast potrzebowała naszych wartości, a
głównie naszych zdrowych sił moralnych". To w tym duchu salezjanie wychowali
kilka pokoleń Polaków, by wspomnieć chociażby "Poznańską Piątkę"… Dlatego ks.
Tomasz Kijowski, rzecznik prasowy salezjańskiej Inspektorii Krakowskiej,
podkreśla, że tak bliskie jego zgromadzeniu są postulaty protestujących. –
Trzeba powstrzymać dehumanizację oświaty, nie możemy jej redukować do
"produkcji" wąsko wykwalifikowanych specjalistów, co często przybiera formy
tresowania korporacyjnych pracowników. Liceum musi zachować swój
ogólnokształcący charakter – zwraca uwagę ks. Kijowski.

Kościół św. Stanisława Kostki na krakowskich Dębnikach jest
miejscem szczególnym także ze względu na jego historię związaną z mieszkającym
ongiś nieopodal młodym Karolem Wojtyłą. To tutaj klękał przez sześć lat przed
obrazem Matki Bożej Wspomożycielki, tutaj też spotkał skromnego krawca Jana
Tyranowskiego i – jak sam napisał po latach – "to w jego klimacie" wyrosło
kapłańskie powołanie przyszłego Papieża Polaka.

Sala w podziemiach kościoła św. Stanisława Kostki, kilka
materaców, parę krzeseł, rozrzucone dokumenty i listy poparcia na stołach,
grupki rozdyskutowanych gości wśród głodujących, na ścianach komunikaty, flagi,
napisy, kwiaty. Rzeczywiście, gdyby nie laptopy, modemy, drukarki, komórki
sceneria niczym nie różniłaby się od tej z pierwszych lokali przydzielonych
"Solidarności" na początku jesieni 1980 roku.

"Solidarni, nasz jest ten dzień"

Protestujący byli pod stałą opieką lekarzy, często przychodziła
dr Zuzanna Kurtyka, w dziesiątym dniu pojawiła się dr Maria Filipecka-Smarzyńska.
Nie kryła zdziwienia: tłum gości, wszyscy głodujący na nogach. – Panowie, nie ma
żartów, kładziecie się i odpoczywacie, reszta wychodzi do drugiej sali! Proszę o
wyniki badań – mówi stanowczo, ale z miłym uśmiechem. Wszyscy zapewniają, że
dobrze się czują, rozpoczyna więc od zmierzenia ciśnienia… Jeszcze zalecenie:
– Pijecie co najmniej trzy litry wody dziennie, nie mniej! A na koniec zostawia
numer telefonu: – Jakby się coś działo, proszę natychmiast dzwonić, o każdej
porze dnia i nocy, zaraz przyjadę.

Jeszcze pani doktor nie zdążyła wsiąść do taksówki, a w
korytarzu zrobiło się ciemno. To dr Mirosław Boruta przyprowadził po wykładzie w
Klubie "Gazety Polskiej" kilkadziesiąt osób. Śpiewają "Solidarni, nasz jest ten
dzień…", w rękach kwiaty dla głodujących. Chwilę później siedzą na sali
konferencyjnej, gdzie o tym, co wydarzyło się w ostatnich godzinach, o ostatnich
wyrazach poparcia mówi Grzegorz Surdy, jeden z piątki, która zainicjowała
strajk.

– Po 1989 roku Grzesiek trochę się pogubił, był w KLD, dwa lata
w TVN, tą głodówką i wcześniejszym wyjazdem do Smoleńska z tablicą
upamiętniającą ofiary z 10 kwietnia 2010 roku odkupił jednak swoje winy. Wrócił
do korzeni – śmieją się koledzy. Działacz NZS i "Solidarności", dwukrotnie
skazany w latach 80., spędził dwa lata za kratami, wielokrotnie karany
grzywnami, współzałożyciel Ruchu Wolność i Pokój – wtedy uczestniczył w
pierwszej głodówce. W 1988 roku rzecznik prasowy komitetu strajkowego ówczesnej
Huty im. Lenina. W lutym 1989 roku był jedną z osób, które "aresztowały" w
Krakowie ministra oświaty i szkolnictwa wyższego Jacka Fisiaka i wymieniły go na
zatrzymanych przez milicję kolegów. Inicjator okupacji budynków SZMP i PZPR w
Krakowie… Długo można by wymieniać.

Grzegorz Surdy do Smoleńska pojechał z Adamem Kalitą,
współzałożycielem NZS UJ w Krakowie, który po 13 grudnia 1981 roku organizował
struktury podziemne zrzeszenia. Pół roku spędził w areszcie, czekając na proces.
Wyszedł dzięki papieskiej pielgrzymce w 1983 roku. Animator niezależnego życia
kulturalnego. Zawsze skuteczny, człowiek o niespożytej energii, w głowie liczne
pomysły, które realizuje do końca. To dzięki jego determinacji – włącznie ze
strajkiem okupacyjnym – kilkaset dzieci zawdzięcza nadal istnienie Szkoły
Świętej Rodziny z Nazaretu w Krakowie.

Leszek Jaranowski zawsze z czynnym sprzętem drukarskim. Jest
atrakcją wszelkich rocznicowych uroczystości, gdy młodzież może powąchać farbę
drukarską, powielić ulotkę. W podziemiu drukarz kilkunastu tytułów w Małopolsce,
wielokrotnie zatrzymywany, "zaliczył" obóz wojskowy dla niepokornych
solidarnościowców w Czerwonym Borze. Podczas jednej z lekcji historii uczeń
zapytał go: "Ile pan tego wydrukował?". Odpowiedział, że dużo. Chłopak drążył:
"Ale ile to jest dużo?". Wtedy Jaranowski zaczął liczyć i wyszło mu, że samego
tylko "Hutnika" – gdyby ułożyć wszystkie egzemplarze w stertę – "pod zegar
Pałacu Kultury w Warszawie".

Ważył już 38 kilogramów

Jest także Ryszard Majdzik, legenda krakowskiej opozycji, teraz
stateczny samorządowiec, radny Skawiny, ale gdy trzeba, od razu wraca na
barykadę. Ile razy głodował? – Będzie ze dwadzieścia – odpowiada. Nie tylko
przeciwko komunie, jak w wojsku w 1979 roku o prawdę o Katyniu czy podczas
internowania, kiedy skończył po ponad 50 dniach w szpitalu – ważył wtedy 38
kilogramów. W III RP skutecznie głodował w obronie swego zakładu pracy. Do
historii przeszły z pewnością dwa momenty w jego życiu.

Gdy pod koniec sierpnia 1980 roku Majdzik przyszedł do pracy i
założył biało-czerwoną opaskę, na tokarce powiesił kartkę: "Ja, Ryszard Majdzik,
robotnik w piątym pokoleniu, solidaryzuję się z Wybrzeżem i jego postulatami i
ogłaszam czterogodzinną przerwę w pracy". Tak w krakowskim Elbudzie rozpoczął
najdłuższy w Małopolsce strajk solidarnościowy z Wybrzeżem. W tym czasie jego
ojciec Mieczysław głodował w nowohuckiej "Arce Pana". Po 13 grudnia bezpieka
musiała wezwać posiłki, żeby ich zabrać, do suki wpakowano obu w samej
bieliźnie. W Wiśniczu samochód zatrzymał się pod cmentarzem, wcześniej tyle razy
słyszeli: "Takich Majdzików to tylko zabić". Kazano im wysiąść. "Synu, chyba
śmierć przyszła, trzeba się przygotować. Jak będziesz umierał?" – zapytał
ojciec. "Godnie, ale nie dam się od razu, będę uciekał" – odpowiedział Ryszard.
Obaj uklękli i zaczęli się głośno modlić. Pilnujący ich milicjant się
rozpłakał…

Najstarszy z głodujących, Marian Stach, szeregowy działacz
"Solidarności" z Hutniczego Przedsiębiorstwa Remontowego w Nowej Hucie, blisko
rok spędził w więziennej celi. Przez pewien czas przebywał w jednej celi z
Grzegorzem Surdym. Odsiedział swoje i znów wrócił do "bibuły".

I jeszcze Bogusław Dąbrowa-Kostka, reżyser filmów
dokumentalnych, fotografik. Dokumentował historię niepokornego Krakowa. Ostatnio
ukazał się jego album "Generałowi dziękujemy. Stan wojenny 13 grudnia 1981".
Głodując, nie rozstawał się z kamerą: udokumentował cały protest.

Później dołączył jeszcze emerytowany górnik, ratownik Kazimierz
Korabiński, uczestnik podpisania porozumienia w Jastrzębiu-Zdroju w 1980 roku,
działacz podziemnej "Solidarności" w Skawinie, drukarz, kolporter, uczestnik
rotacyjnej głodówki zainicjowanej przez Annę Walentynowicz u ks. Adolfa
Chojnackiego w Krakowie-Bieżanowie od lutego do sierpnia 1985 roku.
Ich niezłomnością, uporem, odwagą można by obdzielić wielu. Choć przerwali
głodówkę, to już zwyciężyli. W proteście uczestniczyli również rotacyjnie
studenci: Aleksandra Czapla, Tomasz Kalita, Paweł Kurtyka, Sebastian Kęcik,
dołączył także Marcin Szymański.

Prędzej czy później władza będzie musiała ustąpić. Protest
wyzwolił bowiem społeczną aktywność, a ta będzie narastać. I co najważniejsze,
obudził również część środowiska akademickiego, którego większość była kojarzona
z antylustracyjnym buntem przed kilku laty.

Pokoleniowy dług

Jako pierwsi wypowiadają się pojedynczy historycy. Później
niepowodzeniem kończy się inicjatywa poparcia głodówki przez historyków Polskiej
Akademii Umiejętności. Nie zyskuje ona akceptacji większości. Wkrótce prof.
Tomasz Gąsowski zgłasza podobną propozycję w Instytucie Historii UJ i ta zostaje
przyjęta jednogłośnie: "Zamiar ograniczenia edukacji historycznej w szkołach
średnich od 1 września 2012 roku budził i budzi nadal nasz zdecydowany
sprzeciw".

Wkrótce podobne deklaracje nadejdą z Uniwersytetu Wrocławskiego,
Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu, Uniwersytetu Pedagogicznego w
Krakowie, Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, przygotowywane są kolejne.
Włączają się szkoły: nauczyciele wraz z dyrekcją VIII LO im. S. Wyspiańskiego w
Krakowie, później dołączają następne – wkrótce będzie ich ponad 50.

Akcję zaczynają studenci I roku historii UJ, wyrażając w swoim
liście pełne poparcie dla głodujących. "My, pokolenie dorastające po roku 1989,
mamy szczęście i możliwość życia w wolnej Polsce. Naszym obowiązkiem jest
wyrażenie zdecydowanego sprzeciwu, gdy podejmowane są działania mające na celu
ograniczenie nauczania przedmiotów nierozerwalnie połączonych z poczuciem
tożsamości narodowej i godzące w nią. Człowiek bez świadomości historycznej i
znajomości dziejów to człowiek pozbawiony części dziedzictwa przodków.
Dziedzictwa, któremu na imię Polska" – piszą przyszli historycy. Pod listem w
ciągu dwóch dni podpisało się ponad 180 osób, wciąż dołączają nowi.
Kilkunastoosobowa delegacja zanosi nowe podpisy na Dębniki. – Nasza inicjatywa
cieszy się pełnym poparciem dyrekcji Instytutu oraz wykładowców – mówi Agnieszka
Chorabik, starosta I roku historii UJ, która ze swymi rówieśnikami rozpoczęła
akcję. – Chcemy wypełnić pokoleniowy dług wdzięczności wobec tego pokolenia,
dzięki któremu żyjemy w wolnej Polsce, a dzisiaj w tak dramatyczny sposób
upomina się o przyszłe pokolenia. Czujemy się odpowiedzialni za przyszłe
pokolenia, za to, co będzie za 20 lat – dodają studenci I roku historii UJ.

Łyk wolności

– Musiałam tu przyjechać, nie wiem, co zrobić, w jaki sposób
mogłabym pomóc głodującym, wyrazić swą solidarność – mówi młoda kobieta. Takich
ludzi jest więcej. Dlatego w niedzielę ustawiono przed kościołem namiot
Solidarnych 2010. Wykłady rozpoczęli historycy z krakowskiego oddziału Instytutu
Pamięci Narodowej, a po nich wystąpili: Ewa Stankiewicz, Stanisław Markowski i
dr Zuzanna Kurtyka.

W poniedziałek ok. 300 osób zgromadziło się na spontanicznym
koncercie z udziałem: Geralta Łukasika, Jana Kołakowskiego, Jerzego Bożyka,
Sylwestra Domańskiego z zespołem Fabryka, Andrzeja Kołakowskiego, Adama
Macedońskiego, Stanisława Markowskiego i Pawła Piekarczyka.

– Przychodzę tutaj po łyk wolności. Strajkujący utwierdzają mnie
w przekonaniu, że wolność jest w nas. W tym proteście nie chodzi tylko o
historię, język polski, religię, w tym proteście chodzi o naszą narodową
tożsamość. Dlatego poprę każdą formę protestu w tej sprawie – mówi Stanisław
Markowski.

Atmosfera wokół głodówki przypomina mu – oczywiście z
zachowaniem proporcji – tę z okresu pierwszej "Solidarności". – Dostrzegam
stopniowe budzenie się społeczeństwa. Musimy zastanowić się, jak odbudować
struktury wolnego Narodu. Już się z tej drogi nie cofniemy. Obecna władza
postawiła się poza społeczeństwem. Władza już jest trupem, że zacytuję słowa
Jarosława Marka Rymkiewicza, ona popełniła cywilne samobójstwo – dodaje
Markowski.

Polacy mają dosyć!

Ludzie, którzy przyszli wesprzeć głodujących, zaczynają ze sobą
rozmawiać. Krystyna Czaplińska "Hala" jako 16-letnia łączniczka uczestniczyła w
Powstaniu Warszawskim. Chce pomóc w zbieraniu podpisów, nie może już znieść
propagandy kreującej "europejskość". – Przecież to jakiś absurd. Gdzie żyliśmy
wcześniej, choćby przed wojną, w Azji? – pyta. Marian Banaś to działacz
przedsierpniowej opozycji niepodległościowej, jeden z uczestników słynnej akcji
balonowej – w czerwcu 1979 roku, podczas papieskiej Mszy św. na Błoniach, nad
głowami milionowego zgromadzenia wypuszczono balony unoszące wielkie sztandary z
orłami w koronie. Dziś mówi: – Jestem tu, bo moi koledzy walczą o przyszłość
Polski.
Marek Mleczko, muzyk z Akademii Muzycznej, i jego żona Katarzyna
Kurowska-Mleczko jeszcze niedawno grali w zespole Capella Cracoviensis pod
dyrekcją Stanisława Gałońskiego. – Codziennie, gdy siadam do posiłku albo idę
spać, myślę o głodujących. To nie daje mi spokoju, a w ludziach tyle
obojętności. Czytam w internecie niektóre komentarze, przerażające, nie tylko
znieczulica, ale kpina, szyderstwo – podkreśla Marek Mleczko. Żona dodaje: –
Tyle troski o zwierzęta, o wygodę kurczaków, a tutaj obojętnie przechodzi się
wobec cierpienia ludzi, którzy walczą za nas. Zaproszenie przez minister oświaty
głodujących na rozmowy do Warszawy jest skandalicznym wyrazem tej ignorancji i
znieczulicy – dodaje Katarzyna Mleczko.
Podobne zdanie wyraża były wieloletni krakowski kurator oświaty Jerzy Lackowski.
– Ministerstwo edukacji uznało, iż może zrobić z Polską i Polakami wszystko,
realizując najbardziej szkodliwe pomysły i nie będąc zmuszonym wcale liczyć się
ze zdaniem krytyków, których można po prostu ignorować. Polacy jednak zaczynają
pokazywać rządzącym, że mają tego serdecznie dość – stwierdza.

Protest wspierał cały czas redaktor Witold Gadowski,
przygotowując wywiady, informacje zamieszczane następnie w internecie, gdyż
media mainstreamowe przemilczały głodówkę. Przemawiając przed kilkoma tygodniami
na wielkim krakowskim marszu w obronie Telewizji Trwam, powiedział: – Właśnie
rozpoczęliśmy marsz po wolne media. Teraz z krakowskich Dębnik wyruszył kolejny
– o naprawę polskiej szkoły.

Dr Jarosław Szarek
historyk, publicysta

drukuj