Smoleńsk w Brukseli
Środa, 28 marca, siedziba Parlamentu Europejskiego. W Brukseli odbędzie się
drugie już wysłuchanie publiczne dotyczące tragicznego lotu z 10 kwietnia 2010
roku. – Mam nadzieję na dobitne wystąpienie rodzin – mówi Ewa Kochanowska.
"Katastrofa smoleńska. Odrzucona prawda" – to hasło spotkania, którego celem
jest zainteresowanie Europy trudnościami z wyjaśnianiem okoliczności
towarzyszących śmierci polskiej delegacji na czele z prezydentem Lechem
Kaczyńskim oraz uzyskanie konkretnej pomocy eksperckiej w ustaleniu przyczyn
tragedii.
– W grudniu ubiegłego roku rodziny złożyły petycję do Komisji Petycji
Parlamentu Europejskiego o śledztwo z udziałem międzynarodowych ekspertów w
sprawie katastrofy smoleńskiej. Myślę, że w tej chwili sytuacja dojrzała dużo
bardziej do tego, by wywrzeć wpływ na tę komisję – mówi Ewa Kochanowska, wdowa
po rzeczniku praw obywatelskich dr. Januszu Kochanowskim. Oprócz Stowarzyszenia
Katyń 2010 także inne organizacje złożyły podobne wnioski i wsparły je setkami
tysięcy podpisów
Polaków, którzy popierają powołanie międzynarodowej komisji.
– Wydaje się, że w Polsce wersja lansowana przez MAK się zabetonowała. Żadne
nowe dowody w sprawie nie zmieniają i nie mogą zmienić nastawienia rządu Donalda
Tuska, ponieważ w pierwszej kolejności należałoby rozliczyć właśnie ten rząd.
Zwłaszcza że premier dystansuje się od przyczyn i skutków swoich decyzji. Te
jednak powodują niesamowitą traumę rodzin, które będą zmuszone przeżywać
tragedię od nowa. Mam na myśli ekshumacje, które odbywają się na wniosek
prokuratury, nawet nie samych rodzin. Musi jednak tak się stać, ponieważ
dokumentacja medyczno-sądowa dostarczona z Rosji okazała się poświadczeniem
nieprawdy – przypomina Kochanowska.
Najnowsze ustalenia
Wysłuchanie publiczne w sprawie Smoleńska zostanie podzielone na dwie części.
Pierwsza będzie miała charakter techniczny. Przedstawione zostaną m.in.
najnowsze wyniki badań prof. Wiesława Biniendy i dr. Kazimierza Nowaczyka ze
Stanów Zjednoczonych, a także wszystko to, co zebrał zespół parlamentarny posła
Antoniego Macierewicza i współpracujący z nim eksperci. Będzie też część
poświęcona prawom człowieka. Głos zabiorą rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej
lub ich przedstawiciele. Udział w wysłuchaniu publicznym planuje wziąć co
najmniej 17 rodzin smoleńskich. Obok Ewy Kochanowskiej mają się tam udać m.in.
Jarosław Kaczyński oraz Marta Kaczyńska. Spodziewana jest również obecność Ewy
Błasik, żony gen. Andrzeja Błasika, dowódcy Sił Powietrznych RP.
– Kwestia praw człowieka jest w Polsce w poważny sposób naruszana, całkowicie
lekceważona, a nawet wyśmiewana. Chcemy na forum europejskim odwrócić utartą
przez Rosjan i obóz rządzący w Polsce wersję dotyczącą katastrofy, bo ona nie ma
podstaw. Duże nadzieje wiążę z aktywnością europosłów. Myślę, że będą w stanie
sprowadzić na to wysłuchanie osoby, które są decyzyjne w Europie – zaznacza Ewa
Kochanowska.
Brak woli
Jaki efekt mogą mieć podobne inicjatywy? – Po mojej interpelacji Komisja
Europejska oświadczyła, że gotowa jest wesprzeć międzynarodowe śledztwo
dotyczące katastrofy smoleńskiej. Ale stwierdziła jednocześnie – co potem
powtórzył za nią przewodniczący KE José Manuel Barroso – że rząd Donalda Tuska
nie zwracał się do tej instytucji o pomoc w tej sprawie. Czyli mimo otwartości
ze strony Brukseli rząd nie skorzystał z możliwości umiędzynarodowienia tego
śledztwa – relacjonuje poseł do PE Ryszard Czarnecki, współorganizator
spotkania. Jak zaznacza, podobne wysłuchania publiczne, które nagłaśniają sprawę
katastrofy smoleńskiej na arenie międzynarodowej, powodują pośrednią presję na
Moskwę, a przede wszystkim na rząd PO – PSL. – Im więcej tego typu inicjatyw ma
miejsce na arenie międzynarodowej, tym większy będzie nacisk na rząd, bo będzie
musiał odpowiedzieć na pytanie, dlaczego, gdy miał możliwość, nie skorzystał z
pomocy międzynarodowej – dodał europoseł. Czarnecki jest przekonany, że fakty,
które będą poruszane w Brukseli, nie są szerzej znane w Europie. – Podam
charakterystyczny przykład. Otóż bardzo wpływowy europoseł z Wielkiej Brytanii w
grudniu 2010 roku, po pierwszym wysłuchaniu, powiedział mi, że jest naszym
sojusznikiem i przyjacielem Polski, ale do tej pory wierzył w rosyjską
propagandę, jakoby zawinili polscy piloci i pijany generał – relacjonuje. –
Dopiero to nasze wysłuchanie przekonało go, że tak nie było. To pokazuje, jak
bardzo takie wysłuchania są potrzebne – skonstatował Czarnecki.
Organizatorami wysłuchania publicznego są Grupa Europejskich Konserwatystów i
Reformatorów oraz Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010.
Piotr Czartoryski-Sziler
***
W Brukseli inaczej niż Tusk
Z Ewą Kochanowską, wdową po rzeczniku praw obywatelskich dr. Januszu
Kochanowskim, rozmawia Piotr Czartoryski-Sziler
"Katastrofa smoleńska. Odrzucona prawda" – pod takim hasłem 28 marca
odbędzie się w Brukseli wysłuchanie publiczne. Chcą Państwo zainteresować
Parlament Europejski trudnościami związanymi z wyjaśnianiem w Polsce przyczyn
katastrofy?
– Tak. Wydaje się, że w Polsce wersja lansowana przez MAK została
zabetonowana. Żadne nowe dowody w sprawie nie zmieniają i nie mogą zmienić
nastawienia rządu Donalda Tuska, ponieważ w pierwszej kolejności należałoby
rozliczyć właśnie ten rząd. Zwłaszcza że premier dystansuje się od przyczyn i
skutków swoich decyzji. Te jednak powodują niesamowitą traumę rodzin, które będą
zmuszone przeżywać tragedię od nowa. Mam na myśli ekshumacje, które odbywają się
na wniosek prokuratury, nawet nie samych rodzin. Wiem, że musi tak się stać,
ponieważ dokumentacja medyczno-sądowa dostarczona z Rosji okazała się
poświadczeniem nieprawdy. Trzeba jednak zadać pytanie, dlaczego nie zrobiono ich
od razu, gdy te trumny wracały do Polski. Wówczas powinny natychmiast jechać
tam, gdzie teraz jadą te szczątki. To jest bestialstwo, dyscyplinowanie rodzin
przy pomocy ekshumacji, jest mi z tego powodu bardzo ciężko i smutno.
Będą Państwo chcieli podnieść w Brukseli temat ekshumacji?
– Rozumiem prokuraturę, że w rażących i poważnych kwestiach decyduje się na
te ekshumacje, natomiast kolejny raz nie liczy się z wolą rodzin. Zwłaszcza
tych, które życzą sobie przy nich obecności niezależnych ekspertów. Odbywa się
kolejna akcja, która nie jest klarowna i przejrzysta, tylko znowu otwiera pole
do bolesnych kontrowersji i zbędnych dyskusji. Wysłuchanie publiczne w sprawie
Smoleńska w Brukseli zostanie podzielone na dwie części. Pierwsza będzie miała
charakter techniczny. Przedstawione zostaną m.in. najnowsze wyniki badań prof.
Wiesława Biniendy i dr. Kazimierza Nowaczyka ze Stanów Zjednoczonych. A także
wszystko to, co zebrał zespół parlamentarny posła Antoniego Macierewicza i
współpracujący z nim eksperci. Będzie też część poświęcona prawom człowieka.
Zabiorą w niej głos rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej lub ich
przedstawiciele. Udział w wysłuchaniu publicznym potwierdziło 17 rodzin
smoleńskich.
Wiem, że swoje wystąpienia będą miały m.in. panie: Marta Kaczyńska,
Zuzanna Kurtyka i Ewa Błasik. Pani również?
– Nie, moja córka, Marta Kochanowska. Będziemy apelować do Komisji Petycji
Parlamentu Europejskiego, aby w świetle nowych faktów, które tam zostaną
przedstawione, podjęła decyzję o umiędzynarodowieniu dochodzenia smoleńskiego.
Będziemy też mówić o życzeniach i oczekiwaniach rodzin, których w Polsce nikt
nie słucha, tylko – jak wspomniałam – dyscyplinuje przy pomocy ekshumacji.
Wszyscy są nimi przerażeni, boją się, kto następny. Kwestia praw człowieka jest
w Polsce w poważny sposób naruszana, całkowicie lekceważona, a nawet wyśmiewana.
Chcemy na forum europejskim odwrócić utartą przez Rosjan i obóz rządzący w
Polsce wersję dotyczącą katastrofy, bo ona nie ma podstaw.
Czego oczekuje Pani po tym wysłuchaniu?
– Za dużych oczekiwań nie mam. Oczywiście, że musimy coraz bardziej wykazywać
fałszywość raportu MAK, ponieważ na każdym kroku piętrzą się tego potwierdzenia,
z których opinia europejska nie zdaje sobie sprawy. Z drugiej strony jest
mnóstwo kwestii, które dotykają rodzin bezpośrednio. Już teraz widać, że mszczą
się błędy popełnione na początku procedowania przy wyjaśnieniu katastrofy
smoleńskiej. Okazuje się, że badania, które są przeprowadzone w niezależnych
instytucjach poza Polską, wykazują, że raport MAK jest nieścisły i zawiera
rażące błędy, z których są wyciągane określone wnioski, zresztą nieprawdziwe. Z
drugiej strony – niewłaściwe procedowanie po katastrofie w Polsce, to znaczy
nieprzeprowadzenie ekshumacji czy badań medycznych w kraju, skutkuje teraz
kolejną tragedią rodzin, bo przeżywanie kolejnych ekshumacji to nie jest rzecz
łatwa. Poza tym wartość tych ekshumacji zawsze może być podważona z powodu braku
przy nich obiektywnego biegłego z zewnątrz. Rodziny nie mogą sprzeciwić się
ekshumacji, nie mają właściwie nic do powiedzenia w żadnej kwestii. Prokuratura
robi jak zwykle to, co jest wygodne dla niej.
Jak Pani ocenia szanse na umiędzynarodowienie dochodzenia?
– W grudniu ubiegłego roku rodziny złożyły petycję do Komisji Petycji
Parlamentu Europejskiego o śledztwo z udziałem międzynarodowych ekspertów w
sprawie katastrofy smoleńskiej. Myślę, że w tej chwili sytuacja dojrzała dużo
bardziej do tego, by wywrzeć wpływ na tę komisję. Pojawiły się bowiem nowe
okoliczności, które mają zostać przedstawione podczas wysłuchania. Mamy
nadzieję, że Komisja Petycji PE, od roku zastanawiająca się, jak odpowiedzieć na
nasz wniosek, będzie mogła w czasie tego wysłuchania wyrobić sobie jakąś opinię.
Duże nadzieje wiążę z aktywnością europosłów. Myślę, że będą w stanie sprowadzić
na to wysłuchanie osoby, które są decyzyjne w Europie.
"Umiędzynarodowienie dochodzenia" brzmi bardzo mgliście.
– W tej chwili najważniejsza jest dla nas obecność niezależnych ekspertów,
którzy byliby obecni przy ekshumacjach, jedynych właściwie dowodach, jakie
posiadamy w kraju. To są dowody bolesne dla nas. Sytuacja jest bardzo trudna,
rodziny bardzo ciężko przez to przechodzą. I tak przykro patrzeć na relacje z
cmentarzy. Szkoda, że media nie zachowują się bardziej godnie.
Szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso powiedział kiedyś, że
Bruksela była otwarta na pomoc, ale polski rząd o nią nie zabiegał.
– No właśnie, na tym polega całe nieszczęście z tym rządem Tuska. Instytucje,
które są wyspecjalizowane w badaniu katastrof i mają do tego przygotowanych
biegłych, laboratoria, są instytucjami rządowymi. Jeżeli więc dany rząd wyraża
zgodę, to takie instytucje się włączają w wyjaśnianie przyczyn katastrofy.
Zwykle dzieje się to na prośbę rządu zainteresowanego państwa. Nasze państwo nie
jest zainteresowane wyjaśnianiem przyczyn katastrofy smoleńskiej, to jest
właśnie największe nieszczęście. Przypuszczam, że niektóre kraje europejskie czy
nawet Stany Zjednoczone byłyby w stanie użyczyć swoich ekspertów i laboratoriów,
gdyby była w Polsce taka wola. Tego rodzaju zaparcie w tej kwestii świadczy o
tym, że nie ma tutaj woli wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Nie ma też woli ze
strony Rosjan, którym w końcu najbardziej powinno zależeć, aby ich działania nie
budziły najmniejszej wątpliwości. Zwłaszcza że historię w tym zakresie mają –
mówiąc delikatnie – tragiczną. Wystarczy chociażby wspomnieć o wyniku ataku na
moskiewski teatr na Dubrowce. Podczas akcji jego odbicia zostali zagazowani
wszyscy terroryści, ale śmierć poniosło również 129 zakładników. Ich rodziny
przez osiem lat dochodziły prawdy o przyczynie śmierci. W końcu międzynarodowy
Trybunał Sprawiedliwości wyrzucił do kosza rosyjskie wyniki sekcji ich bliskich,
sporządzone ponoć przez bardzo poważne instytucje. Stwierdzono w nich jakąś
absurdalną przyczynę zgonu, a w każdym razie nie bardzo adekwatną do
rzeczywistości. Jak wszyscy pamiętamy, Polska mogła powołać niezależnych
ekspertów już na początku śledztwa oraz w czasie działania naszego
akredytowanego. Tak się nie stało, jak się wydaje, na wyraźne życzenie rządu
polskiego. To jest trudne do zrozumienia, a jeszcze trudniejsze do
zaakceptowania.
Problem w tym, że rząd wychodzi z założenia, iż z niczego nie musi
się tłumaczyć.
– Wydaje się, że nie ma ani takiej woli, ani – jak mu się zdaje – obowiązku,
więc nikomu się nie tłumaczy.
Mechanizm jest taki: niech rodziny mówią sobie w Brukseli, co chcą,
my i tak robimy swoje?
– Do tego to się sprowadza. Ale nie można ustawać w wysiłkach. Jak widać, o
prawdę warto walczyć do końca.
Dziękuję za rozmowę.
***
Naukowe Westerplatte
Polska nauka ma obowiązki względem społeczeństwa polskiego,
obowiązki, w których nikt jej nie może wyręczyć. Bezpośrednio po katastrofie
smoleńskiej śledztwo prowadzono, jak powiedział były premier pan Włodzimierz
Cimoszewicz, tak jakby była to sprawa włamania do garażu na Pradze. Teraz, po
dwóch latach, ta ocena wydaje się niezasłużonym komplementem. Nie wykonano
oczywistych procedur, nie przedstawiono wyników badań kinematycznych i
laboratoryjnych, unika się jak ognia konfrontacji z wynikami niezależnych badań
naukowych, za to ogłasza się domniemania, nawet bez żadnych podstaw, licząc na
naiwność lub/i brak wiedzy obywateli.
Nie ma to nic wspólnego z metodologią naukową. Nie możemy się na
to zgodzić, bo to obraża nas przede wszystkim jako uczonych – przyzwolenie na to
byłoby kompromitacją polskiej nauki, obraża nas także jako obywateli
Rzeczypospolitej i Unii Europejskiej, obraża nas jako wolnych ludzi.
Uczeni z dziedziny fizyki i wielu specjalności technicznych,
widząc skrajny brak profesjonalizmu dotychczasowych postępowań, podjęli
inicjatywę organizacji poprawnych metodologicznie i wykonalnych badań naukowych
nad mechaniką zniszczenia samolotu. Nie interesuje ich polityka, ani wielka, ani
mała, sympatie polityczne takie czy inne, oni chcą zbadać metodami naukowymi
coś, co od polityki w ogóle nie zależy: jak z punktu widzenia praw fizyki
przebiegało to zdarzenie. Tej chęci wyświetlenia sprawy nie da się zatrzymać,
także ze względu na niezwykłe możliwości dzisiejszej techniki. Nie może być tak,
że w swojej pracy możemy badać najsubtelniejsze efekty i widzieć pojedyncze
atomy, a nie jesteśmy w stanie zobaczyć i zidentyfikować mikrośladów farby
lotniczej na przekroju drzewa. Po prostu zobaczmy, najstaranniej jak to możliwe,
jak działały te same prawa przyrody, które codziennie wykorzystujemy w naszych
badaniach.
Nie wyobrażamy sobie uczonego, który powiedziałby, że te badania
nie powinny być prowadzone. A dlaczego nie miałoby być wolno prowadzić takich
badań? Każda katastrofa, jeśli jej przyczyny są wyjaśniane, jest nie tylko
tragedią, ale także lekcją i bezcennym materiałem mogącym przyczynić się do
poprawy bezpieczeństwa przyszłych lotów. Dla tych wszystkich, którzy bez badań
naukowych wiedzieli już po kilku minutach, co się stało, będzie pouczającą
obserwacja, jak naprawdę wygląda metodologia badań naukowych, zasady
wnioskowania, jak następuje wyjaśnianie wątpliwości na drodze empirycznej itd.
Grupa inicjatywna profesorów mechaniki i fizyki z całej Polski
chce zintensyfikować i skoordynować już prowadzone kompleksowe badania naukowe i
poszukuje jak najszerszego poparcia profesorów i doktorów habilitowanych z
zakresu nauk technicznych i ścisłych. To deklaratywne poparcie kompetentnego
środowiska jest potrzebne do uzyskania finansowania badań w wyspecjalizowanych
jednostkach badawczych. Deklaracja profesorów i doktorów habilitowanych nauk
ścisłych z UW (można zgłaszać się do p. prof. Piotra Witakowskiego z AGH:
[email protected]) byłaby bardzo ważna, bo pokazywałaby, że uczeni
uważają, iż zdarzenie mechaniczne trzeba badać metodami naukowymi, a nie
zostawiać ustalania praw fizyki politykom.
"Każdy ma w życiu swoje Westerplatte" – to słowa Jana Pawła II.
To jest Westerplatte polskiej nauki, także nasze własne, osobiste Westerplatte
jako badaczy: czy opowiadamy się za rozwiązywaniem problemów z dziedziny
mechaniki czy chemii za pomocą badań naukowych, czy prawda nas w ogóle nie
interesuje?
prof. dr hab. Lucjan Piela
(Wydział Chemii Uniwersytetu Warszawskiego)
dr hab. Leszek Plaskota
(Wydział Matematyki, Informatyki i Mechaniki UW)
dr Piotr Romiszowski (WCh)
prof. dr hab. Rafał Siciński (WCh)
dr hab. Andrzej Sikorski (WCh)
dr hab. Janusz Stępiński (Wydział Fizyki UW)
dr hab. Leszek Z. Stolarczyk (WCh)
prof. dr hab. Henryk Woźniakowski (WMatIM)
prof. dr hab. Krzysztof Woźniak (WCh)
mgr Adam Chajewski (WCh)
prof. dr hab. Zbigniew Czarnocki (WCh)
prof. dr hab. Edward Darżynkiewicz (WFiz)
prof. dr hab. Jan S. Jaworski (WCh)
prof. dr hab. Marek K. Kalinowski (WCh)
prof. dr hab. Tadeusz M. Krygowski (WCh)
prof. dr hab. Krzysztof Meissner (WFiz)
dr Krzysztof Pecul (WCh)
dr hab. Marek Pękała (WCh)
***
Prolog do raportu
Bez względu na to, jakie będą jeszcze rezultaty tzw. śledztwa smoleńskiego,
bez względu na to, jakie jeszcze powstaną raporty na temat przyczyn katastrofy w
Smoleńsku – wydaje się niezbędne, aby raporty te nie ograniczały się do wydarzeń
jedynie z 10 kwietnia 2010 roku. Nie można, najbardziej nawet szczegółowo,
analizować katastrofy smoleńskiej w całkowitym oderwaniu od dotychczasowych
relacji między Polską a Rosją. Aby raporty były obiektywne, nie można pominąć
kluczowych wydarzeń, jakie nastąpiły przed 10 kwietnia 2010 r., a szczegółowo
analizować rzeczy błahe, trzeciorzędne, niemające związku z katastrofą.
Katastrofa smoleńska była bez precedensu w dziejach świata, ale wpisuje się w
historyczny ciąg krzywd, jakie spotkały Polskę ze strony Rosji. W 2004 r.
prezydent Lech Kaczyński mówił proroczo: "Mamy z Rosją niezałatwione rachunki
krzywd, ale jesteśmy…".
W tej sytuacji stwierdziłem, że istnieje potrzeba opracowania dokumentu,
który zatytułowałem "Prolog do raportu". Rosyjskie kłamstwa, matactwa i
fałszerstwa w sprawie katastrofy determinują do tego, że nie można w
jakimkolwiek raporcie na temat śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego, całego
dowództwa Wojska Polskiego i znaczącej części elity przywódczej
Rzeczypospolitej, uniknąć pytania kluczowego: Jakim państwem jest dla Polski od
trzystu lat Rosja? Jest kwestią fundamentalną, czy i jak zdefiniujemy Rosję –
niegdyś carską, następnie sowiecką, a obecnie Rosję prezydenta Putina.
"Prolog do raportu" ma zdefiniować, czego chce Rosja od Polski. Definicje
precyzują dokładnie odwieczną nienawiść Rosji do Polski oraz politykę otwartej
albo skrywanej, ale zawsze wrogości.
Prezydent Lech Kaczyński wraz z elitą przywódczą Rzeczypospolitej nie
przypadkiem zginął akurat 10 kwietnia 2010 r. i akurat w tym miejscu – w
Smoleńsku tuż obok Katynia. W polityce, tak samo jak w historii, istnieje zawsze
związek przyczynowo-skutkowy. I nawet jeśli nie ma związków bezpośrednich
pomiędzy katastrofą w Smoleńsku a sowiecką zbrodnią w Katyniu, to istnieją
związki pośrednie wydarzeń w następującej kolejności wynikających jedne z
drugich: 23 sierpnia 1939 g 1 września 1939 g 17 września 1939 g 5 marca 1940 g
10 kwietnia 1940 g 10 kwietnia 2010. Nie sposób podważyć związku tych dat ze
sobą! Chyba że przyjmiemy rosyjską wersję "prawdy". W obecności premiera rządu
RP Donalda Tuska 7 kwietnia 2010 r., na trzy dni przed katastrofą polskiego
samolotu, premier Putin w Katyniu fałszował prawdę i fakty historyczne o zbrodni
ludobójstwa sowieckiego. Zresztą to sformułowanie – "ludobójstwo" – nawet nie
padło, natomiast Putin dokonywał manipulacji politycznej i mijania się z prawdą
nad grobami tysięcy pomordowanych polskich oficerów. Nie wymienił nawet sprawców
zbrodni! Natomiast twardo zapowiadał, że "rosyjska wersja II wojny światowej
(…) nie podlega żadnej rewizji". Dlatego wiarygodność Putina jest dla Polaków
żadna.
Z perspektywy 10 kwietnia 2010 r., kiedy pod Smoleńskiem tuż obok Katynia
zginęła w narodowej katastrofie elita Rzeczypospolitej z prezydentem Lechem
Kaczyńskim – najbardziej ponadczasowa wydaje się definicja Rosji zapisana w
polskim dramacie narodowym, jakim bez wątpienia jest "Kordian". Rosyjska "ziemia
jest trupem" dla Polaków – napisał Juliusz Słowacki we wstrząsającej poetyckiej
wizji Rosji.
Józef Szaniawski
