Zagadka notatki Szelepina

W początku marca 1940 r. ludowy komisarz spraw wewnętrznych Ławrientij
Beria skierował do Komitetu Centralnego Wszechzwiązkowej Partii Komunistycznej
(bolszewików) adresowane do "towarzysza Stalina" pismo z projektem decyzji o
likwidacji polskich jeńców. Większość Polaków przewidzianych do wymordowania
przetrzymywano w obozach specjalnych NKWD w Kozielsku, Starobielsku i
Ostaszkowie: "14 736 byłych oficerów, urzędników, obszarników, policjantów,
żandarmów, służby więziennej, osadników i agentów wywiadu: ponad 97% narodowości
polskiej"; pozostałą grupę spośród "18 632 (wśród nich 10 685 Polaków)"
przetrzymywano w więzieniach zachodnich obwodów Ukrainy i Białorusi.
Wniosek został rozpatrzony przez Biuro Polityczne 5 marca 1940 roku. Na
dokumencie, na którym wpisano tę datę, obok parafy wnioskującego Berii znalazły
się podpisy: Józefa Stalina, Klimienta Woroszyłowa, Wiaczesława Mołotowa i
Anastasa Mikojana, oraz adnotacja sekretarza o zaakceptowaniu decyzji również
przez Michaiła Kalinina i Łazara Kaganowicza. Postanowienie Politbiura
potwierdzone zostało w decyzji z 5 marca 1940 r. sporządzonej wyciągiem z
protokołu nr 13. Decyzją tą członkowie Politbiura Komitetu Centralnego WKP (b)
skazali na zagładę 25 700 Polaków.

Tajna notatka szefa KGB do I sekretarza KPZR z 1959 roku
Wedle datowanej na 3 marca 1959 r. notatki szefa KGB ZSRS Andrieja Szelepina dla
sekretarza generalnego KPZS Nikity Chruszczowa, na podstawie decyzji z 5 marca
1940 r. wykonanej przez "specjalną trójkę NKWD ZSRR rozstrzelano 21 857 osób". W
rozwinięciu szef sowieckiej bezpieki precyzyjnie co do liczby, ale dość
ogólnikowo, jeśli chodzi o opis geograficzny zbrodni, stwierdza, że ofiar z Lasu
Katyńskiego w obwodzie smoleńskim było 4421, w Starobielsku w obwodzie
charkowskim 3820, w Ostaszkowie w obwodzie kalinińskim 6311, zaś w innych
obozach i więzieniach zachodnich obwodów Ukrainy i Białorusi 7305.
Zgodnie z dzisiejszą wiedzą, opartą również na wielu innych dokumentach, a także
ekshumacji w Katyniu w 1943 r. i późniejszych ekshumacjach w
Charkowie-Piatichatkach, Miednoje i podkijowskiej Bykowni, jeńców Kozielska
rozstrzelano w Lesie Katyńskim, w daczy NKWD lub wprost nad dołami śmierci, w
których ukryto ciała; jeńców Starobielska rozstrzelano w Charkowie i tam też na
obrzeżu miasta blisko wsi Piatichatki pogrzebano; jeńców Ostaszkowa rozstrzelano
w Kalininie (Twerze), a ciała ukryto koło oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów
miejscowości Miednoje. Równolegle dokonano mordu na więźniach przetrzymywanych
na zagarniętych przez Związek Sowiecki ziemiach II Rzeczypospolitej, którego to
wątku jednak w notatce nie rozwinięto. NKWD zrealizowało zbrodniczą akcję na
Polakach z trzech obozów specjalnych i więzień "rozładowania" w kwietniu i w
maju 1940 roku.

Wartościowy "podarunek" prezydenta FR Borysa Jelcyna
Notatka Andrieja Szelepina wraz ze stanowiącym jej załącznik projektem decyzji
Prezydium KC KPZS z 1959 r. została przekazana Polsce przez prezydenta Borysa
Jelcyna 14 października 1992 r. wraz z około dwudziestoma innymi dokumentami
przechowywanymi w Pakiecie nr 1, w Teczce Specjalnej. Osobaja Papka, czyli
Teczka Specjalna z pieczęcią "Ściśle Tajne" (Sow. Siekrietno), była przez
kilkadziesiąt lat zdeponowana w sektorze nr 6 w tajnej części Archiwum KC WKP
(b) – KPZR. Zgromadzono w niej najważniejsze i zarazem najtajniejsze dokumenty
na temat najpierw zatajonej, a następnie zakłamanej zbrodni. Stały dostęp do
niej miał tylko szef sowieckiego państwa i szef archiwum. Już w momencie
przekazania Polsce jednostronicowej, odręcznie napisanej notatki, a właściwie
jej kopii – bo pamiętajmy, że zawsze, kiedy mówimy o przekazywanych z Moskwy
dokumentach, są to w rzeczywistości tylko ich kopie – było jasne, że ma ona
bardzo istotną wartość jako źródło historyczne.
Wartość krótkiej notatki i jeszcze bardziej lapidarnego jednozdaniowego
załącznika z marca 1959 r. dla poznania tragicznego zagadnienia samej Zbrodni
Katyńskiej jest znacząca. Zbiorcza informacja Andrieja Szelepina stanowi do dziś
ważne potwierdzenie faktycznej liczby Polaków z całą pewnością zgładzonych w
oparciu o decyzję z 5 marca 1940 roku. Zgodnie z szeregiem ujawnionych w kilku
etapach w latach 90. zeszłego stulecia szczegółowych materiałów operacyjnych i
sprawozdań NKWD z okresu wojny liczba pomordowanych była zbliżona do 22 tysięcy.

Andriej Szelepin nie podał natomiast precyzyjnie wszystkich miejsc mordów i
ukrycia zwłok, zbijając, ze względu na syntetyczny charakter notatki, w jedno
miejsca przetrzymywania i wymordowania oraz ukrycia ciał ofiar. Jest to dotkliwy
brak, gdyż cały czas – wbrew często pochopnie powielanym sądom – nie znamy
miejsc ukrycia zwłok zdecydowanej większości ofiar Zbrodni Katyńskiej, w części
której dotyczyła ona więźniów z tzw. wschodniej Ukrainy i Białorusi.

Czego się tylko domyślamy i czego nadal nie wiemy
W oparciu o wykopaliska i dokumenty możemy jedynie z bardzo dużą dozą
prawdopodobieństwa wskazać na Bykownię pod Kijowem jako miejsce ukrycia części
zwłok ofiar z ukraińskiej listy i z mniejszą już pewnością Kuropaty pod Mińskiem
dla ofiar z listy białoruskiej. Nie wiemy, gdzie leżą zwłoki więźniów wysłanych
do Charkowa i Chersonia, a być może i w inne miejsca, bądź rozstrzelanych w
więzieniach na anektowanych ziemiach Rzeczypospolitej. Odtworzenie miejsc mordów
na tych Polakach opiera się w rzeczywistości tylko na domniemaniu, iż wskazane w
ekspediującym Polaków z zachodnich obwodów ZSRS rozkazie Ławrientija Berii
więzienia docelowe w Mińsku, Kijowie, Charkowie, Chersoniu są miejscami mordu,
co nie jest pewne.
Pewność dałyby nam dokumenty NKWD opisujące przebieg tej części zbrodni, których
Polska nigdy nie otrzymała. Odpowiedź na kluczowe pytania mogłyby przynieść też
tzw. teczki osobowe ofiar tworzone w czasie śledztwa za ich życia i kończone
protokołem z egzekucji, który rozstrzygnąłby kwestię miejsca ich zgładzenia.
Nawet tylko ta ostatnia makabryczna sowiecka "sprawka" z wykonania przez NKWD
wyroku śmierci na mocy decyzji Politbiura WKP (b) z 5 marca 1940 r. byłaby
niezwykle cennym źródłem wiedzy o zbrodni ludobójstwa i jednostkowym losie jej
ofiar. Tymczasem, co może zdziwić nawet interesującego się historią sprawy
katyńskiej Czytelnika, nie dysponujemy ani takimi teczkami, ani pojedynczymi
protokołami – również w odniesieniu do wszystkich pozostałych ofiar zbrodni,
czyli także tych pochodzących z obozów w Kozielsku, Starobielsku, Ostaszkowie, o
których – jak się okazuje – wiemy wcale nie aż tak daleko więcej. Polska nigdy
nie tylko tych dokumentów nie otrzymała, ale także karmiona była z Moskwy
przekazem o niezachowaniu się ich w rosyjskich archiwach. Podobnie rzecz ma się
z tzw. listą białoruską, czyli imiennym wykazem pomordowanych przetrzymywanych
przed kaźnią w więzieniach na terenie Białoruskiej SRS – najbardziej znanym, ale
nie jedynym źródłowym ogniwem brakującym nam do osiągnięcia poziomu wiedzy o
mordzie katyńskim, który można uznać za satysfakcjonujący w odniesieniu do
międzynarodowej zbrodni o tak wielkim znaczeniu w naszej narodowej historii.

Czy notatka Szelepina wyjaśnia luki w dokumentacji?
Pismo szefa KGB z 1959 r. do Nikity Chruszczowa wiąże się wprost z kwestią luk w
dokumentacji. Notatka ta stanowi klucz do zagadki braku wielu kluczowych
dokumentów Zbrodni Katyńskiej, a może raczej należałoby powiedzieć, że
rozstrzygnięcie tajemnicy notatki jest kluczem do wyjaśnienia większości
wątpliwości związanych ze zniknięciem bądź jednak tylko brakiem dostępu do wielu
dokumentów.
Rola jednej kartki papieru w bardzo ważnym wątku sprawy katyńskiej jest
wyjątkowa. O ile do kwestii historii zbrodni notatka z 1959 r. jest źródłem
ważnym, ale przecież tylko jednym z wielu – obok kluczowej notatki szefa NKWD
Ławrientija Berii, na której podpisali się Stalin i pozostali zbrodniarze,
wyciągu z protokołu Politbiura WKP (b) z 5 marca 1940 r. ze zbrodniczą decyzją
oraz wielu dokumentów operacyjnych wytworzonych przez NKWD – o tyle dla historii
dziejów dokumentacji katyńskiej jest źródłem najważniejszym i równocześnie
najbardziej zagadkowym.
Zagadka notatki Andrieja Szelepina i jej waga w sprawie katyńskiej tkwi w tej
części dokumentu, która była istotnym powodem jego powstania, oraz w jej
załączniku. Szef KGB nie napisał bowiem do Chruszczowa po to, aby opowiedzieć mu
o zbrodni. Chruszczow, jako aktualny szef państwa, miał dostęp do kluczowych
dokumentów na jej temat, w tym do protokołu z 5 marca 1940 r., zaś jako szef
partii na Ukrainie w 1940 r. miał o niej już wówczas przynajmniej wyrywkową
wiedzę. W latach 50. XX w. Chruszczow miał okazję przypomnieć sobie o zbrodni,
kiedy w 1952 r. Biuro Polityczne WKP (b) odrzuciło prośbę Komisji Izby
Reprezentantów USA o pomoc w badaniu zbrodni oraz w 1956 r., kiedy kongresmani
USA prosili go w liście, już jako I sekretarza KPZR, o ujawnienie prawdy.

Tajemnice odręcznie spisane
Zasadnicza treść notatki zawierała się w jej drugiej części, brzmiącej:
"Od momentu przeprowadzenia wymienionej operacji, tj. od 1940 roku, żadnych
informacji związanych z tą sprawą nikomu nie udzielano i wszystkie akta w
liczbie 21 857 przechowywane są w opieczętowanym pomieszczeniu.
Z punktu widzenia Organów Sowieckich wszystkie te akta nie przedstawiają ani
operacyjnej, ani historycznej wartości. Wątpliwe jest, by mogły one przedstawiać
rzeczywistą wartość dla naszych polskich przyjaciół. Przeciwnie nawet,
jakkolwiek nieprzewidziana niedyskrecja może doprowadzić do zdekonspirowania
przeprowadzonej operacji, ze wszystkimi niepożądanymi dla naszego państwa
następstwami. (…)
W związku z wyżej powiedzianym wydaje się celowe zniszczenie wszystkich akt
ewidencyjnych dotyczących osób rozstrzelanych w 1940 roku w ramach wyżej
wymienionej operacji.
Dla odpowiedzi na potencjalne pytania po linii KC KPZR bądź Rządu Sowieckiego
można pozostawić protokoły posiedzeń trójki NKWD, która osądziła wymienione
osoby na karę rozstrzelania, i akta dotyczące wykonania decyzji i przechowywać
je można w specjalnej teczce.
Projekt decyzji KC KPZR w załączeniu".
Załączony do notatki jednozdaniowy projekt decyzji zakładał zezwolenie KGB na
likwidację wszystkich akt związanych z operacją przeprowadzoną zgodnie z decyzją
KC WKP (B) z 5 marca 1940 r., z wyjątkiem protokołów posiedzeń trójki NKWD ZSRS.
Projekt "Decyzji Prezydium KC KPZR" znalazł się w Pakiecie nr 1 przechowywanym w
Teczce Specjalnej w formie złożonej przez Szelepina, czyli bez wpisanej daty
dziennej, co każe go traktować jako wniosek, a nie decyzję, choć sam fakt
znalezienia się projektu w Teczce Specjalnej, którą autor proponował założyć,
sugeruje, że projekt KGB został przekuty w decyzję polityczną. Pozwala przyjąć
roboczą hipotezę o zaakceptowaniu i realizacji decyzji zniszczenia części
ważnych dokumentów.
Zwraca uwagę, że cytowana notatka Szelepina dla Chruszczowa, wraz z
załącznikiem, została sporządzona przez jej autora odręcznie. Była to praktyka
absolutnie wyjątkowa, znamionująca najwyższy, ponadstandardowy poziom utajnienia
sprawy. Odręczny zapis stosowano bardzo rzadko. Dość powiedzieć, że w Pakiecie
nr 1, zawierającym bardzo newralgiczne, pochodzące z kilkudziesięcioletniego
okresu istnienia ZSRS dokumenty, był to jedyny dokument napisany ręcznie. Normą
było pismo maszynowe. Skreślenie notatki odręcznie oznaczało rezygnację przez
autora z pomocy maszynistki, czyli osoby wielokrotnie sprawdzanej pod kątem
zaufania i dyskrecji, która zawodowo nie widziała i nie pamiętała przepisywanego
tekstu, było więc wyrazem najwyższej ostrożności. Tym sposobem droga dokumentu
do adresata – faktyczna, gdyż nie chodziło tu o formalny obieg, którego
sekretarka nie była ogniwem – została przez Szelepina skrócona do zupełnego już
minimum, poprzez wyłączenie z niej nawet etatowej maszynistki KGB. Świadczyło o
wadze, jaką szef tej instytucji przypisywał w 1959 r. zachowaniu tajemnicy o
zbrodni popełnionej na mocy decyzji podjętej 5 marca 1940 roku.

Co dalej z propozycją KGB?
Propozycja zakładała zniszczenie pozapolitycznej dokumentacji sprawy Katynia,
czyli nie obejmowała dokumentów wytworzonych przez kierownictwo ZSRS, które
znalazły się w Teczce Specjalnej. Szelepin, jak można przypuszczać na podstawie
enigmatycznego w brzmieniu dokumentu, chciał w pierwszym rzędzie zniszczyć
wspomniane już teczki osobowe ofiar wraz z kartami ewidencyjnymi wysyłanymi do
centrali w Moskwie z obozów za ekspediowanymi na śmierć jeńcami, a być może
także inne dokumenty sprawozdawcze i operacyjne NKWD.
Pełna realizacja zwłaszcza tego ostatniego zadania byłaby bardzo pracochłonna,
rozciągnięta w czasie i ze względu na sposób obiegu i archiwizacji dokumentów
trudna do wykonania w stopniu oznaczającym wyczyszczenie archiwów raz na zawsze
ze wszystkiego.
Należy zwrócić uwagę, że ujawnione kilka lat temu przez Ukraińską Służbę
Bezpieczeństwa dokumenty wprost wskazały na niszczenie na Ukrainie dokumentów
Zbrodni Katyńskiej już na początku lat 50. XX wieku. Ilość materiału i
przechowywanie ich nie tylko w organach republik i obwodów, ale także w Moskwie,
i odwrotnie – nie tylko w terenie, ale i w centrali, sprawiały jednak, że zawsze
istniało ryzyko przetrwania części dokumentacji. W efekcie dysponujemy dziś tzw.
listą ukraińską, czyli wykazem imiennym zamordowanych więźniów z zachodnich
obwodów Ukraińskiej SSR. Przetrwała ona pomimo czyszczenia archiwów na Ukrainie,
czyli skądinąd w republice związkowej, z której pochodzili i w której rozwinęli
karierę… Chruszczow i Szelepin.
Oznacza to, że część dokumentów, nawet w wypadku podjęcia w 1959 r. decyzji o
kompleksowym niszczeniu dokumentów, o ile nie wprowadzono jej w życie
drobiazgowo i nie kontynuowano procederu bardzo długo, miała szansę przetrwać w
sowieckich archiwach i trafić do nas w latach 90. XX wieku. Przy założeniu
wydania decyzji "zniszczyć" przez Nikitę Chruszczowa tym właśnie można tłumaczyć
fakt, iż do lat 90. XX w. przetrwało wiele dokumentów operacyjnych NKWD. Podczas
gdy inne, w tym indywidualne teczki oficerów WP, policjantów i innych ofiar,
zostały, wedle możliwego, choć – podkreślmy – niepewnego scenariusza, zniszczone
w oparciu o decyzję z 1959 roku.

Co z innymi dokumentami?
Nie można jednak wersji wydarzeń zakładającej zniszczenie dużej i ważnej części
dokumentacji uznać za niepodważalne i ostateczne wytłumaczenie braku w
ujawnionej dotąd dokumentacji katyńskiej długiego szeregu dokumentów.
Czy rzeczywiście w 1959 r. zniszczono właśnie te dokumenty, których brak teraz
odczuwamy jako dojmującą lukę źródłową na drodze poznania całokształtu przebiegu
Zbrodni Katyńskiej? Nie można, jak stwierdziliśmy wyżej, całkowicie tego
wykluczyć. Część dokumentów, których dotąd – jak twierdzą Rosjanie – nie
odnaleziono w archiwach rosyjskich, stanowiła sygnalizowane w notatce z 1959 r.
stosunkowo łatwe do kompleksowego zniszczenia elementy dokumentacji, czyli
teczki osobowe i określone kategorie dokumentów, jak np. protokoły egzekucji.
Z drugiej strony brak jednak również masowej dokumentacji operacyjnej NKWD
pozwalającej odtworzyć np. miejsca mordu i ukrycia zwłok więźniów, a nawet list
ekspedycyjnych czy innych wykazów więźniów pozwalających zrekonstruować tzw.
listę białoruską ofiar, czyli w większości dokumentów zaliczających się do
kategorii "akt dotyczących wykonania decyzji", a więc zgodnie z projektem
Szelepina nigdy nieprzeznaczonych do zniszczenia. Trudno uwierzyć, że te akta –
wcześniej nieskopiowane – spłonęły.
Kwestią otwartą pozostaje też dotarcie do – zgodnie z literalnie czytaną
przewodnią notatką szefa KGB – nieprzewidzianych w złożonej w 1959 r. propozycji
do zbrakowania protokołów posiedzeń trójki NKWD, których istnienie potwierdził
Szelepin, a którymi do dziś nie dysponujemy i których powstanie, wobec szybkości
zbrodniczej operacji "rozładowania" w 1940 r. i roli w niej 1 Wydziału
Specjalnego NKWD, w ogóle może budzić zdziwienie. Należy dążyć do wyjaśnienia
tych kwestii i udostępnienia całej ocalałej dokumentacji.

Gdzie są protokoły zniszczenia?
Wbrew pozorom należy także nadal intensywnie prowadzić dalsze poszukiwania
archiwalne (czyli żądać od strony rosyjskiej działania) w odniesieniu do
wspomnianych zindywidualizowanych teczek ofiar i innej dokumentacji, która być
może rzeczywiście została zniszczona zgodnie z notatką z 1959 roku.
Nie ma w powyższym postulacie nic nadzwyczajnego. Przyjmując bowiem, że decyzja
o niszczeniu dokumentacji została w 1959 r. podjęta, można założyć istnienie
innych, wprost potwierdzających ten fakt dokumentów z 1959 r., ewentualnie z lat
60. XX wieku. W momencie tzw. brakowania sporządzano bowiem zawsze protokoły
zniszczenia poszczególnych jednostek i zespołów dokumentów i wytwarzano
korespondencję dotyczącą przedsięwzięcia. Dokumenty informujące o niszczeniu
poszczególnych partii materiałów, a nawet pojedynczych teczek sporządzano
standardowo i nie ma podstaw, by przypuszczać, że tym wypadku praktyka była
odmienna. Oznacza to, że osoby publiczne powinny domagać się ujawnienia i
przekazania dokumentacji z Rosji, a historycy powinni następnie ją głęboko
przebadać i opisać.

A może dokumenty przetrwały?
Drugie wyjaśnienie zagadki notatki szefa KGB zasadza się na przyjęciu założenia,
iż złożony przez Andrieja Szelepina projekt kompleksowej likwidacji dokumentów
Nikita Chruszczow po prostu odrzucił. Żadnych dokumentów w oparciu o
postanowienie z 1959 r. nie zniszczono, a te, które dotąd ujawniono, są tego
najlepszym dowodem. Propozycja Andrieja Szelepina pozostała na papierze, a
wszystkie najważniejsze dokumenty, włącznie z wymienionymi w notatce z 1959 r.
kategoriami, przetrwały aż do dziś.
W związku z hipotetyczną możliwością zachowania praktycznie całości dokumentacji
katyńskiej i – dodajmy – kierując się taką nadzieją, musimy równolegle do
domagania się dokumentów potwierdzających zniszczenie ważnych składowych
dokumentacji katyńskiej w oparciu o decyzję z 1959 r. stale i niezmiennie żądać
od Rosjan przekazania nam – alternatywnie wobec tych pierwszych – wszystkich
sygnalizowanych wyżej i wielokrotnie wymienianych w dyskusjach nad aktualnym
stanem badań nad Zbrodnią Katyńską dokumentów, w tym: teczek osobowych jeńców i
więźniów, protokołów z egzekucji, imiennych wykazów zamordowanych na Białorusi
oraz dokumentów operacyjnych NKWD wskazujących nieznane dotąd miejsca ukrycia
zwłok.
Na te wszystkie dokumenty bądź na wiarygodne, udokumentowane potwierdzenie ich
rzeczywistego zniszczenia w okresie sowieckim czekamy. Na razie bez skutku.

Dokumenty ze śledztwa nr 159 milczą
Nadzieję części Polaków na zdobycie pełniejszej wiedzy o zbrodni na rodakach
wzbudziły informacje o przekazaniu polskim władzom w latach 2010-2011 – na mocy
decyzji politycznej premiera Władimira Putina podjętej po tragedii smoleńskiej –
kopii kolejnych tomów akt rosyjskiego śledztwa karnego nr 159.
Niestety, dotychczasowe, cały czas zresztą bardzo wyrywkowe informacje wskazują
na brak w kolejnych tomach, tak szumnie darowanych Polsce, najważniejszych
dokumentów. Znajduje się tam natomiast masowa dokumentacja operacyjna NKWD,
głównie powielająca, a tylko w nielicznych miejscach poszerzająca naszą aktualną
wiedzę o już rozpoznanych aspektach Zbrodni Katyńskiej. W kopiach akt znajduje
się m.in. dokumentacja odnosząca się do różnych ofiar NKWD jeszcze z lat 30. XX
w., a także cała masa dokumentów wytworzonych przez samych śledczych w latach
90. XX w., a nawet kserokopie publikacji drukowanych. Kserokopie akt ze śledztwa
nr 159 przekazywane były – o czym nie wszyscy wiedzą bądź pamiętają – do Polski
wiele lat przed anonsowanym w ostatnim okresie "ociepleniem stosunków". Wśród
dokumentów przekazanych w okresie premierostwa Władimira Putina nie ma natomiast
żadnych materiałów porównywalnych wagą do tych, które otrzymaliśmy w latach 90.
XX w. wprost z archiwów rosyjskich. Dodajmy – o ile wiemy, nie ma, gdyż dostęp
polskich historyków do włączonych do polskiego śledztwa katyńskiego kopii
dokumentów śledztwa rosyjskiego jest ograniczony, wręcz iluzoryczny.
Nadal więc czekamy, kiedy wprost z rosyjskich zasobów archiwalnych otrzymamy
ważne, niezbędne do pełniejszej rekonstrukcji katyńskiej zbrodni dokumenty bądź
też upewnimy się, nie na zasadzie zaufania, ku któremu nie ma racjonalnych
podstaw, a na bazie innych dokumentów, o bezpowrotnej utracie tych najbardziej
pożądanych świadectw. Świadectw, zaznaczmy, oczekiwanych także przez Rodziny
Katyńskie, w wielu wypadkach nieznające miejsca ukrycia zwłok bliskiej osoby, a
w niektórych niemające nawet potwierdzenia jej śmierci, nie mówiąc o poznaniu
bliższych okoliczności kaźni. Sukcesorzy oprawców winni są tę prawdę całemu
Narodowi Polskiemu, którego unicestwieniu służyć miała Zbrodnia Katyńska.

Dr Witold Wasilewski
Instytut Pamięci Narodowej
 

drukuj