In vitro: statystyka bioetyka manipulacja

Procedury sztucznego rozrodu stwarzają zagrożenie dla godności człowieka
jako osoby ludzkiej, zdrowia i życia poczętych dzieci. Dziecko staje się
wynikiem manipulacji człowieka pracującego w laboratorium, a nie owocem aktu
małżeńskiego. Prawem dziecka jest być poczętym w sposób naturalny, w organizmie
matki, w ramach małżeństwa, intymności, wyłączności i miłości. Dziecko ma prawo
być traktowane jako dar, a nie jako przedmiot zamówienia czy posiadania.

Technologie sztucznego rozrodu, takie jak in vitro, nie prowadzą – jak
twierdzą liberałowie – do wyzwolenia kobiet, ale stwarzają im obietnice nie do
zrealizowania, sugerując, że spokojnie mogą budować karierę zawodową, że
poczęcie dziecka nawet po 40. roku życia jest czymś banalnie prostym. Jest to
jedna z najczęstszych przyczyn bezdzietności tysięcy kobiet i ich bólu.
Obowiązkiem lekarzy jest informować pacjentki o potencjalnych
niebezpieczeństwach związanych z opóźnianiem macierzyństwa.

In vitro zamiast leczenia niepłodności

Ponad 30 lat temu organizacja lekarzy American Board of Obstetricians and
Gynecologists zaakceptowała trzy podspecjalizacje w ginekologii: onkologię
ginekologiczną, perinatologię i medycynę rozrodczości. Ta ostatnia miała za
zadanie między innymi leczenie niepłodności i innych zaburzeń hormonalnych.
Opierała się ona pierwotnie przede wszystkim na chirurgii miednicy mniejszej,
czyli na przywróceniu prawidłowej anatomii i funkcji żeńskim narządom rodnym.

W 1978 r. na świat przyszła Louisa Brown, pierwsze "dziecko z probówki",
poczęte za pomocą in vitro. Ta procedura zmieniła w sposób zasadniczy medycynę
rozrodu. O ile wcześniej w jej ramach dokonywano chirurgicznego, przyczynowego
leczenia niepłodności u kobiet, o tyle od czasu wprowadzenia procedur in vitro
medycyna rozrodczości nastawiona jest przede wszystkim na wykonywanie i
rozwijanie tych procedur.

Tym samym zaniechano w dużej mierze rozwoju wielu technik leczenia schorzeń
będących przyczyną niepłodności. Wielu lekarzy, szczególnie młodych, nie posiada
dziś umiejętności chirurgicznych, zwłaszcza z zakresu chirurgii rekonstrukcyjnej
miednicy mniejszej. Zostały utracone umiejętności z zakresu mikrochirurgii,
chirurgii z użyciem lasera. NaProTechnology usiłuje wypełnić próżnię powstałą na
skutek wieloletniego odchodzenia od technik chirurgicznych w leczeniu
niepłodności.

Skuteczność in vitro podważana

Czy przyczyną oferowania procedury in vitro jest to, że przewyższała
dotychczasową skuteczność chirurgicznego leczenia niepłodności?
Pierwotnym powodem, dla którego proponowano kobietom użycie technologii in vitro,
była w przypadku niepłodności kobiecej niedrożność jajowodów. Niedrożność
jajowodów to sytuacja, kiedy plemnik nie może przejść przez jajowód, lub poczęte
dziecko, mały zarodek nie może dostać się do jamy macicy. W 1978 r. w artykule "Salpingostomy
by microsurgery" V. Gomel (Fertil Steril 29:380-387) donosił o wskaźniku 29
proc. ciąż uzyskanych po chirurgicznej korekcie niedrożności jajowodów w ciągu
36 miesięcy po operacji. Wskaźnik ten przewyższa wskaźnik skuteczności in vitro.

Kolejnym powodem kierowania kobiet do ośrodków oferujących in vitro była i
jest nadal endometrioza. Wyniki opublikowane przez H.W. Jonesa i J.A. Rocka w
1983 r. (Reparative and Constructive Surgery of the Female Genital Tract.
Williams and Wilkins, Baltimore/London) donoszą o skuteczności klasycznych metod
leczenia (53,9 proc. uzyskanych ciąż). Wskaźnik ten przewyższa wskaźnik
skuteczności sztucznych metod prokreacji w przypadkach endometriozy (30,8 proc.
uzyskanych ciąż) z roku 2001 (ART Succes Rates National Summary and Fertility
Clinics Reports U.S.Department of Health and Human Services, 2003).

Praktyka in vitro

Na świecie urodziło się ponad 4 miliony dzieci poczętych metodami sztucznego
rozrodu. W Stanach Zjednoczonych stanowią one około 2 proc. wszystkich
noworodków.
Najczęściej stosowane metody sztucznego rozrodu to: domaciczna inseminacja;
zapłodnienie pozaustrojowe (in vitro); wstrzyknięcie plemnika do komórki jajowej
(intra cytoplasmic sperm injection – ICSI). Metody te nie leczą niepłodności.

Rzetelne dane ESHRE (European Society of Human Reproduction and Embryology)
dotyczące Europy, a opublikowane w 2010 r. (Human Reproduction, Vol. 25, No. 8
pp. 1851-1862, 2010), na temat liczby ciąż i urodzeń w stosunku do liczby cykli
miesiączkowych, w których zastosowano procedurę sztucznego rozrodu, pokazują, że
29,0 proc. ciąż i 21,5 proc. urodzeń nastąpiło w wyniku procedury zapłodnienia
pozaustrojowego (IVF) oraz 29,9 proc. ciąż i 18,4 proc. urodzeń to wynik
procedury umieszczenia plemnika we wnętrzu komórki jajowej (ICSI). Z danych
europejskich wynika więc, że cztery z pięciu par korzystających z procedury
sztucznego rozrodu nie zostają rodzicami.
Integralną częścią procedur sztucznego rozrodu jest zamrażanie zarodków. Unika
się w ten sposób przeprowadzania ponownie procedury stymulacji jajników i
pobierania komórek jajowych z jajników u kobiety, u której pierwsza próba
zapłodnienia pozaustrojowego nie powiodła się, lub wówczas, kiedy kobieta
pragnie później urodzić następne dziecko. Procedura mrożenia, a potem odmrażania
zarodków zmniejsza ich biologiczny potencjał. Odsetek urodzeń po przeniesieniu
do macicy zarodków wcześniej zamrożonych jest mniejszy (12 proc.) niż po
przeniesieniu zarodków niezamrożonych (21,5 proc.). Tak więc jeden na osiem
embrionów ludzkich, które zostały zamrożone w temperaturze minus 196 st. C, ma
szansę na późniejsze narodziny.

Zatem kolejne czynności podejmowane w procedurze in vitro prowadzą do śmierci
zarodków. Część z nich ginie na szkle, część podczas selekcji, kolejne w czasie
mrożenia i po umieszczeniu w macicy. Z danych Human Fertilisation and Embryology
Authority (HFEA) wynika, że na 2,1 mln embrionów ludzkich wytworzonych w latach
1991-2005 w Wielkiej Brytanii urodziło się jedynie 100 tys. dzieci, czyli
jedynie ok. 5 proc., co oznacza, że 95 proc. z nich nigdy nie przyjdzie na
świat. Nietrudno więc obliczyć, że aby żyło jedno z dzieci, śmierć poniosło 20
innych. Jednak ich fotografii nie ma obok zdjęć nowo narodzonych dzieci
zdobiących ściany klinik. A ilu z nas, przechodząc obok ośrodków in vitro, zdaje
sobie sprawę, że w tym miejscu ludzie są mrożeni i giną?

W 2006 r. w 32 krajach Europy odbyło się ponad 222 tys. transferów: w 57
proc. były to transfery dwóch embrionów ludzkich, w 19 proc. trzech embrionów
ludzkich. W wyniku tych transferów urodziło się 87 705 dzieci, co stanowi od 1
proc. (Włochy) do 4,1 proc. (Dania) urodzeń w poszczególnych krajach. Nie ma
dostępnych danych na temat liczby embrionów, które są przechowywane w stanie
zamrożenia. Jest ich prawdopodobnie przynajmniej kilkanaście razy więcej niż
dzieci urodzonych. Z raportu dotyczącego Polski wynika, że w 2006 r. odbyło się
4126 procedur in vitro oraz 3684 transfery, z tego w 14 proc. jednego embrionu,
w 66 proc. – dwóch embrionów, a w 19,4 proc. – trzech embrionów. W wyniku tych
procedur urodziło się 1686 dzieci.

Zysk za wszelką cenę

Techniki zapłodnienia pozaustrojowego to bardzo intratna gałąź usług
medycznych podporządkowana prawom ekonomii, gdzie kwestie podstawowe to dochód,
reklama, marketingowe metody pozyskiwania klientów, konkurencja. Myśl o
spełnieniu ludzkiego marzenia trafiła na grunt dochodowego biznesu.
Mniej ważne są emocje i odczucia cierpiących na niepłodność małżonków. W jednym
ze świadectw małżonkowie, którym urodziło się dziecko w wyniku zapłodnienia in
vitro, otwarcie przyznali, że wszystko, co przeszli w klinice w związku z tą
procedurą, uwłaczało ich godności. Doświadczenie to sprawiło, że oddalili się od
siebie. Nie mogli też żyć spokojnie, wiedząc, że w zamrażarce kliniki in vitro
pozostało kilkanaścioro ich dzieci, braci i sióstr dziecka, które się urodziło.
Bywa, że ośrodki in vitro w swoich materiałach reklamowych wprowadzają w błąd,
podając odsetek uzyskanych ciąż na podstawie biochemicznych testów ciążowych, a
nie porodów ani dzieci wyniesionych na rękach przez rodziców z bloków
porodowych. Przez sukces rozumieją ciążę, a nie – jak spodziewaliby się zapewne
przyszli rodzice – urodzenie dziecka. Ośrodki preferują klientów młodych i
zdrowych, ponieważ możliwość uzyskania zapłodnienia pozaustrojowego jest u nich
największa, chociaż zapłodnienie drogą naturalną jest zwykle nadal możliwe.

Odpowiednie poradnictwo

Lekarz zajmujący się niepłodnością małżeńską powinien służyć pomocą ze
szczególną cierpliwością i szacunkiem ze względu na intymny charakter problemu,
przeprowadzić dokładne badanie podmiotowe (wywiad) i przedmiotowe, zalecić
wykonanie dodatkowych badań, szanować integralność płciową obojga oraz ich
godność, zrozumieć ich żal i poczucie krzywdy.

Jeżeli wykryte zostanie schorzenie mogące utrudniać poczęcie, należy
przystąpić do jego leczenia. Porada powinna być uzupełniona o zalecenia
dotyczące stylu życia, unormowania wagi ciała, zaprzestania palenia papierosów.

Istotne jest zaufanie do lekarza, odpowiedni sposób komunikowania się
zmniejszający natężenie stresu, umiejętność przekazywania zarówno dobrych, jak i
złych wiadomości, warunki rozmowy, przeznaczony na nią czas. Niepłodnością
powinny się zajmować wielodyscyplinarne zespoły, które mogą w sposób kompleksowy
przeprowadzić diagnostykę i terapię niepłodności. W Polsce brakuje takich
ośrodków.

Postępowanie diagnostyczne i lecznicze powinno być prowadzone bez naruszania
systemu wartości pacjentów, godności i prawa do życia poczętych dzieci. Lekarz
czy pielęgniarka mają prawo odmówić uczestniczenia w wykonywaniu procedur
niezgodnych z ich poczuciem godności jako człowieka i osoby wykonującej medyczny
zawód wymogiem poszanowania życia człowieka od momentu poczęcia.

Nie wolno odbierać nadziei, jeżeli nie ma się ku temu bezdyskusyjnych
powodów. Uczciwość zawodowa powinna powstrzymywać lekarza przed przeciąganiem
postępowania diagnostycznego i leczniczego w nieskończoność. Małżeństwa z
zaburzeniami płodności czasem gotowe są płacić każdą cenę za procedurę, którą
przedstawia się im jako skuteczną.

Istotne problemy bioetyczne

Część ludzi, w tym lekarzy, podchodzi bezkrytycznie do in vitro, nie
zastanawia się nad etycznymi aspektami stosowania tej metody, skutecznością,
ryzykiem dla matki i dla poczętego w ten sposób dziecka.

Większość małżeństw poddających się procedurze in vitro robi to w dobrej
wierze, ze szczerej potrzeby dzielenia się miłością. Pragnienie dziecka jest
samo w sobie czymś zrozumiałym, pięknym, głębokim i bardzo wartościowym. Nie
oznacza to jednak, że automatycznie prowadzi do akceptacji każdego środka
prowadzącego do realizacji tego celu. Pragnienie rodziców nie usprawiedliwia
podejmowania procedur godzących w życie ludzkie, narażających na szwank godność
rodziców, samych dzieci i personelu medycznego. Z pewnością każde z dzieci,
które się narodziło po poczęciu metodą in vitro, jest kochane i szanowane. I
słusznie, one niczemu nie zawiniły. Cel pary małżeńskiej, a coraz częściej także
par homoseksualnych czy osób samotnych, uzasadniany "prawem do posiadania do
dziecka", nie uświęca środków. Stawką poniesioną za życie jednego dziecka jest
śmierć jego kilkunastu braci czy sióstr i istnienie kilku do kilkunastu dzieci
zawieszonych między życiem i śmiercią, zamrożonych w termosach z ciekłym azotem
w temperaturze minus 196 st. C.

Polska jest krajem katolickim. Para małżeńska mająca problem z poczęciem
dziecka, pragnąca dochować wierności wierze katolickiej, może czuć się
pozbawiona pomocy medycznej respektującej naukę Kościoła katolickiego.

Jest to w sposób oczywisty sprzeczne ze współczesnymi kryteriami
określającymi wysokiej jakości opiekę medyczną. Powinna być ona bezpieczna,
dostępna, skuteczna, sprawnie zorganizowana, skupiona na potrzebach,
oczekiwaniach i systemie wartości pacjenta, który z kolei powinien czynnie
uczestniczyć w podejmowaniu decyzji dotyczących jego zdrowia. Pacjentów
rezygnujących z opcji in vitro zostawia się jednak swojemu losowi. Tymczasem
specjaliści w zakresie NaProTechnology mogą zaproponować skuteczną, uznaną
metodę postępowania tym małżeństwom, które uważają sztuczny rozród za
niegodziwy.

Otwarte drzwi procedury in vitro umożliwiają również kobiecie będącej w
zaawansowanym wieku przeprowadzenie zapłodnienia komórek jajowych pobranych dużo
wcześniej. W ten sposób umożliwia się niekiedy poczęcie dziecka kobiecie będącej
w okresie menopauzy. Stosuje się przeniesienie komórek rozrodczych od dawców,
częściej plemników, ale również komórek jajowych, za darmo lub za pieniądze. W
miastach, gdzie funkcjonuje ośrodek sztucznego rozrodu wykorzystujący nasienie
małej liczby dawców, może pojawić się problem urodzeń dużej liczby dzieci
spokrewnionych ze sobą, mających jednego ojca, które wchodzą następnie w związki
małżeńskie. W bankach nasienia w wielu krajach nie ma możliwości
zidentyfikowania ojca, choć poszukiwanie tożsamości jest jedną z podstawowych
potrzeb człowieka, nie tylko jeśli chodzi o świadomość psychologiczną, ale
również ryzyko wystąpienia chorób ujawniających się rodzinnie. Coraz częściej
osoby pochodzące z zapłodnienia pozaustrojowego czynią ogromne wysiłki, by
ustalić swój rodowód. Poza tym banki nasienia stwarzają możliwość dewiacji
ojcostwa, rozdzielenia męskiej seksualności i płodności, braku jakichkolwiek
relacji z matką, braku odpowiedzialności ojcowskiej za konsekwencje płodności.
Oddanie nasienia do banku spermy oznacza traktowanie zdolności przekazywania
życia jako niemal przypadłości biologicznej, rodzicielstwo staje się czymś
nieokreślonym. U dawców występuje zjawisko wyszukiwania w otoczeniu dzieci
podobnych do nich.
Możliwy jest transfer do macicy kobiety zarodka, który powstał w wyniku
połączenia plemnika od dawcy i komórki jajowej pochodzącej od innej kobiety,
która pragnie mieć dziecko, a z jakichś powodów nie może donosić ciąży.
Wynajmuje w tym celu macicę od innej kobiety. Są kraje, w których powstają
kompleksy laboratoryjno-mieszkalne, gdzie kobiety wynajmują łona kontrahentom.
Powstać wówczas mogą prawne problemy z uznaniem macierzyństwa, trudno znaleźć
odpowiedź na pytanie, kto jest matką: dawczyni komórki jajowej czy kobieta,
która dziecko donosiła i urodziła.

Technologie sztucznego rozrodu mają wpisane w swoje procedury eugeniczną
selekcję zarodków i śmierć dużej ich części. Pracownik ośrodka prowadzącego
zapłodnienie pozaustrojowe ocenia pod mikroskopem zarodki i decyduje, które
poddać przeniesieniu do macicy lub zamrożeniu, a które, nieodpowiadające
jakościowym kryteriom, przeznaczyć do zniszczenia. Stawiany jest w ten sposób w
roli stwórcy i sędziego.

Opracowanie technologii zapłodnienia pozaustrojowego umożliwiło eugeniczną
selekcję zarodków za pomocą diagnostyki przedimplantacyjnej. We wczesnej fazie
rozwoju zarodka, kiedy składa się on z nie więcej niż ośmiu komórek, można, bez
niekorzystnych następstw, jedną komórkę z zarodka wydzielić i poddać badaniu
genetycznemu. Określić można płeć zarodka, podatność na choroby w przyszłości.
Wyselekcjonowane zarodki są przenoszone do macicy, inne, których cechy są
nieznane lub nieakceptowane, podlegają zamrożeniu lub zniszczeniu. W
przyszłości, po upowszechnieniu się tego jeszcze jednego przejawu "kultury
eugenicznej", diagnostyka przedimplantacyjna i selekcja zarodków może umożliwić
bogatym rodzicom hodowanie dzieci zdrowszych niż inne, uzdolnionych, mających
przed sobą ponadstuletnie życie.

Znane są przypadki, kiedy rodzice obciążeni jakąś nieprawidłowością, na
przykład niesłyszący, wybierają spośród zarodków do transferu do macicy te,
które są obciążone taką samą, genetycznie uwarunkowaną chorobą.

W majestacie prawa tworzone są metodą in vitro dzieci mające być źródłem
zarodkowych komórek macierzystych dla chorego rodzeństwa. Czasem takie dziecko
uzyskuje zezwolenie, by się urodzić, a źródłem komórek macierzystych ma być krew
pępowinowa. Dziecko ma się urodzić nie dla siebie samego. Na naszych oczach
rozgrywa się koszmarny spektakl biorący swój początek z przedmiotowego
traktowania ludzkiego życia. Trzeba dodać, że bez technologii in vitro
eksperymenty te byłyby niemożliwe.

Liczba zarodków, które umieszcza się w macicy, jest zwykle większa niż liczba
zarodków, które zagnieździły się później w błonie śluzowej macicy. Duża część
tych, którym udało się przeżyć trudne warunki na szkle, nie zagnieżdża się w
błonie śluzowej lub obumiera po zagnieżdżeniu. Z powodu transferu kilku zarodków
częściej dochodzi do ciąż mnogich, niosących ryzyko powikłań w czasie ciąży i
porodu. Z tego względu w niektórych państwach w przypadku, gdy kilkoro dzieci
rozwija się w ciąży, praktykuje się "redukcję liczby płodów", tj. wstrzyknięcie
w serce tzw. nadliczbowych dzieci toksycznej dawki chlorku potasu pod kontrolą
USG w 9.-13. tygodniu ciąży.

Co wobec tego należy robić?

Przede wszystkim informować kobiety, zwłaszcza młode, stojące u progu
dorosłego życia, o naturalnych mechanizmach ich płodności, o wrażliwości tych
mechanizmów na czynniki zewnętrzne, nieodpowiedni styl życia, na upływający
czas.

Wobec obecnej tendencji opóźniania wieku macierzyństwa konieczne jest
oddziaływanie na postrzeganie rodzicielstwa, dziecka i rodziny, wprowadzanie
bodźców ekonomicznych sprzyjających wcześniejszej decyzji o poczęciu dziecka.
Bardzo ważne jest upowszechnianie wiedzy na temat możliwości rozpoznawania
płodności, szkodliwości niektórych metod ograniczających płodność,
upowszechnianie afirmacji płciowości i płodności. Trzeba poradzić małżeństwom,
by nie dały sobie za wcześnie przypiąć znaczka "niepłodni", nie ulegały
indukowanej panice i nie poddawały się sugestiom nieodpowiedzialnych osób.

Bardzo ważna jest postawa lekarzy, zwłaszcza ginekologów, którzy są na
pierwszej linii, w centrum problemów związanych z prokreacją, macierzyństwem.
Dużo zależy od ich opinii, treści publicznych wypowiedzi, cywilnej odwagi w
formułowaniu niezależnych sądów, odporności na oskarżenia o wstecznictwo czy
nienowoczesność. Starsi, doświadczeni lekarze powinni chronić młodszych,
stojących u progu swojej kariery zawodowej, przed atakami liberalnego lobby
wspierającego podejście antykoncepcyjno-aborcyjne.
Można też pomóc małżeństwom niepłodnym poprzez pewną akceptującą postawę. Należy
kształtować postawy pozytywne szczególnie wobec form rodzicielstwa zastępczego.
Każdy może budować cywilizację życia i miłości, cywilizację rodzicielstwa na
wiele sposobów. Decyzja o tym, jak chcemy realizować macierzyństwo i ojcostwo,
gdy straciliśmy nadzieję, gdy niemożliwe jest poczęcie w drodze naturalnej,
wciąż pozostaje otwarta. W Polsce są tysiące dzieci czekających na pomoc i
opiekę duchową i materialną, a przede wszystkim na dom, mamę i tatę.

Prof. dr hab. n. med. Bogdan Chazan – lekarz specjalista ginekolog-położnik,
dyrektor Szpitala Ginekologiczno-Położniczego im. Św. Rodziny w Warszawie,
członek Rządowej Rady Ludnościowej, przewodniczący Rady Fundacji MaterCare
International.

Natalia Suszczewicz – lekarz medycyny, członek zarządu Polskiego Stowarzyszenia
Nauczycieli Naturalnego Planowania Rodziny, instruktor metod rozpoznawania
płodności, instruktor Creighton Model System, konsultant medyczny
NaProTechnology.

Lek. med. Natalia Suszczewicz

drukuj