Kulejące braterskie upomnienie
Wielki Post to wezwanie do nawrócenia. W świetle Ewangelii nawracać się to
uwalniać się od zła po to, by coraz bardziej kochać. W tegorocznym orędziu na
Wielki Post Benedykt XVI przypomina o tym, że jednym z ważnych przejawów miłości
bliźniego jest upominanie tych, którzy błądzą. Papież stwierdza: "Pragnę zwrócić
uwagę na pewien aspekt życia chrześcijańskiego, który jak mi się wydaje, popadł
w zapomnienie – upomnienie braterskie z myślą o zbawieniu wiecznym". Sam
Chrystus wzywa nas stanowczo do tego, byśmy upominali bliźnich, którzy grzeszą
(por. Mt 18, 15). "Nie należy milczeć w obliczu zła" – stwierdza Ojciec Święty i
dodaje: "W naszym świecie, przesyconym indywidualizmem, trzeba odkryć na nowo,
jak ważne jest upomnienie braterskie, aby razem podążać do świętości". Te słowa
Papieża są nam potrzebne, gdyż łatwiej jest troszczyć się o ludzi potrzebujących
materialnego wsparcia, załamanych czy skrzywdzonych, niż upominać tych, którzy
czynią zło. Upominanie błądzących wymaga wysiłku i odwagi. Niesie ze sobą ryzyko
nieporozumień, niewdzięczności, a nawet agresji ze strony upominanego przez nas
człowieka.
Żyjemy w czasach, w których upominanie błądzących kojarzy się raczej z
wtrącaniem się w prywatne sprawy drugiej osoby niż z okazywaniem miłości tejże
osobie. Wielu chrześcijan ulega wpływowi ateistów i liberałów, którzy nie
aspirują do miłości, a w jej miejsce stawiają tolerancję i akceptację. Ci,
którzy są wyznawcami ideologii ponowoczesności, twierdzą, że nie trzeba, a nawet
nie należy odróżniać dobra od zła, gdyż – w ich przekonaniu – wszystkie sposoby
postępowania są jednakowo dobre i każdy człowiek ma prawo czynić to, co sam
subiektywnie uważa za stosowne. W obliczu takich założeń nie ma miejsca na
upomnienie braterskie. Tego typu ideologia jest jednak utopijna, gdyż ignoruje
fakt, że człowiek to ktoś, kto potrafi krzywdzić innych ludzi, a nawet samego
siebie – do popadania w śmiertelne uzależnienia i do samobójstwa włącznie. Mimo
to ideologia tolerancji i akceptacji dla wszystkiego, a zwłaszcza dla tego, co
sprzeciwia się Bogu i Dekalogowi, jest popularna z tego powodu, że głosi miłe
iluzje o istnieniu świata, w którym wszyscy mają rację i w którym nikogo nie
trzeba upominać, a nawet wychowywać.
Stawianie tolerancji i akceptacji w miejsce prawdy i miłości to jednak tylko
pozorna forma szacunku wobec człowieka. W rzeczywistości jest to tolerowanie
słabości i zła, a przez to pomaganie w błądzeniu. Jezus nas nie akceptuje ani
nie toleruje, lecz kocha. Właśnie dlatego pragnie, byśmy się nawracali i stawali
coraz bardziej podobni do Niego. Ewangelia potwierdza, że On stanowczo upominał
tych, którzy błądzili. Jeśli ludzie błądzący nie nawracają się, to sami są
odpowiedzialni za swoją zatwardziałość w złu, ale biada nam, jeśli nie mówimy im
prawdy o ich błędnym postępowaniu. Upomnienie braterskie powinno być zawsze
wyrazem naszej miłości i troski, a nie zarozumiałości czy wywyższania się. To
dlatego warunkiem owocnego upominania błądzących jest stanowcze upominanie
najpierw samego siebie, gdyż nikt z nas nie jest bez grzechu.
Ks. Marek Dziewiecki
