Bezsenna noc Klicha

Dziś minister transportu Sławomir Nowak ma podjąć decyzję w sprawie
odwołania Edmunda Klicha z funkcji przewodniczącego Państwowej Komisji Badania
Wypadków Lotniczych. We wtorek minister spotkał się z Klichem, a wczoraj ze
skonfliktowanymi z nim członkami komisjiTydzień temu na posiedzeniu Państwowej
Komisji Badania Wypadków Lotniczych jej członkowie jednomyślnie opowiedzieli się
za odwołaniem Edmunda Klicha, następnie wniosek trafił do ministra, którego
decyzja będzie ostateczna. Wniosek złożył jeden z członków komisji Tomasz
Kuchciński, ale przychyliła się do niego zdecydowana większość składu tego
gremium. Podobna sytuacja miała miejsce rok temu. Wówczas także wszyscy
członkowie komisji, z wyjątkiem samego Klicha i jednego z jego dwóch zastępców –
Andrzeja Pussaka, opowiedzieli się za odejściem Klicha, ale minister Cezary
Grabarczyk pozostawił go na stanowisku. Tym razem Pussak był nieobecny, a sam
przewodniczący nie głosował. W efekcie okazało się, że cały obecny skład komisji
jest za jego odwołaniem.

Zarzuty kolegów pod adresem Edmunda Klicha dotyczą wielu różnych kwestii.
Jedna z nich to sposób wypełniania przez niego funkcji polskiego akredytowanego
w śledztwie smoleńskim. Członkowie PKBWL, którzy jednocześnie byli
współpracownikami akredytowanego lub członkami komisji Millera, wskazują na
szereg nadużyć i zaniedbań swojego szefa. Miały one być przyczyną niewykonania
części badań wraku i odrzucenia przez Rosjan pewnej ilości polskich wniosków.

Po przyjeździe do Smoleńska 10 kwietnia 2010 roku Klich przejął inicjatywę ze
strony polskiej, prowadził uzgodnienia z Rosjanami, podejmował decyzje w sprawie
wraku i rejestratorów bez jakichkolwiek uprawnień. – Zaprowadzono nas tam, gdzie
były rejestratory. Pilnował ich wartownik. Zostały sfotografowane. Rosjanie
zapytali, czy rejestratory mogą zostać wydobyte. Po konsultacji z Edmundem
Klichem zdecydowano, że tak – wspomina świadek i członek komisji Waldemar
Targalski. Klich nie miał wówczas żadnych pełnomocnictw do decydowania o tym "w
imieniu Polski" – był jedynie przewodniczącym komisji cywilnej, ale ta nie
zajmuje się samolotami wojskowymi.

Kolejna grupa zarzutów dotyczy organizacji pracy komisji, przede wszystkim
despotycznych metod kierowania zespołem i złej metodyki pracy, co powodowało, że
zbyt dużo czasu tracono na badanie mało istotnych incydentów. Kilku byłych
członków i współpracowników komisji ma także pretensje o nieuczciwość. Klich
miał drukować pod swoim nazwiskiem wyniki badań wypadków prowadzonych przez inne
osoby jako własne publikacje naukowe. Pojawia się też oskarżenie o
niekompetencję. Klich jest byłym pilotem wojskowym i zdobywał doświadczenie w
dziedzinie badania zdarzeń lotniczych prawie wyłącznie na wojskowych samolotach
odrzutowych, co akurat zupełnie nie pasuje do tematyki prac komisji cywilnej.
Podobno w ogóle nie zna się na większych samolotach, w tym pasażerskich.

Edmund Klich przewodniczy komisji od 2006 r., od roku trwa jego druga
kadencja. Broni się, twierdząc, że wniosek o odwołanie "nie zawiera żadnych
argumentów merytorycznych". Jako swój sukces podaje przyspieszenie prac komisji
pod jego kierownictwem. Według jego oświadczenia przekazanego mediom, w 2005
roku komisja zakończyła badanie jedynie 20 wypadków i gdy objął funkcję
przewodniczącego, zaległości w badaniach dotyczyły 194 wypadków, a "dzięki jego
determinacji tylko w 2006 udało się zakończyć 150 postępowań i praktycznie
wyeliminować opóźnienia".

W swoim oświadczeniu nie odnosi się do pozostałych zarzutów, w tym o
nadmierną aktywność w mediach i upolitycznienie sprawy Smoleńska. "Po
katastrofie samolotu Tu-154M (…) temperatura emocji wokół polskiego lotnictwa
wzrosła do poziomu, który sprzyja wielu nieracjonalnym ocenom i zachowaniom. Źle
się stało, że dotyczy to także członków Państwowej Komisji Badania Wypadków
Lotniczych. Do uspokojenia tych nastrojów potrzebna jest dalsza merytoryczna i
bardzo intensywna praca. I o to będę w dalszym ciągu, w miarę możliwości dbał" –
napisał Klich.

W wypowiedziach dla mediów przed kluczowym posiedzeniem PKBWL w ubiegłą środę
Klich dawał do zrozumienia, że spodziewa się odwołania. Jednak cały czas
wspomina o tym, że rzekomo naraził się jakimś wysoko postawionym osobom, o
których ma podobno dużo wiedzieć. W ostatnich miesiącach wyszło na jaw, że od
dawna nagrywa wszystkie spotkania i rozmowy, w tym z polskimi politykami. Być
może liczy, że te nagrania kogoś wystraszą i zostanie na stanowisku.
Ministerstwo transportu na razie milczy, ale politycy PO w swoich wypowiedziach
raczej przychylają się do odwołania Edmunda Klicha.

Piotr Falkowski

drukuj