Sztuczne wąsy Morozowa
Mogło być tak: w jednej z polskich stacji telewizyjnych wystąpił Aleksiej
Morozow. Zastępca przewodniczącej Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego
powtórzył znane od ponad roku stanowisko swojej instytucji. – Wolałbym, żeby ani
jedno słowo, ani jeden przecinek z raportu nie były podważane. Pewność jest
taka, że źródłem katastrofy smoleńskiej była próba lądowania w nieodpowiednich
warunkach pogodowych – stwierdził, zupełnie nie przejmując się ustaleniami
polskich ekspertów, nawet tych z komisji Millera.
MAK zazwyczaj całkowicie ignoruje wszelkie opinie powstałe poza nim samym
albo stara się je zdyskredytować. Tak było i tym razem. – Opublikowanie opinii
biegłych w sprawie, badających problem katastrofy smoleńskiej, poprzez rzecznika
prokuratury okręgowej jest czymś, co musi co najmniej dziwić. To są sygnały o
jakimś hasaniu z zupełnie niejasnych motywów – twierdzi, niestety, nie
ujawniając własnych podejrzeń co do tych motywów. Wprawdzie wojskowa prokuratura
okręgowa nie ma swojego oddzielnego rzecznika, a wyniki ekspertyzy przedstawiał
jej szef, który jest przełożonym prowadzących sprawę prokuratorów, ale to nie
zmienia faktu, że jego motywy są niejasne. Zresztą, czytając raport MAK,
przyzwyczailiśmy się już, że chodzi o ogólny wydźwięk moralno-polityczny, a nie
o jakieś szczegóły.
Dziwne było natomiast coś innego. Dlaczego Morozow przebrał się za prezydenta
Bronisława Komorowskiego? Nawet przylepił sobie wąsy. I zaczął mówić o
prokuraturze w Polsce. Na pewno w Moskwie oczekiwane są takie zmiany w tej
instytucji, które zaowocują w niej chaosem i bezwładem. Dlatego zastępca Anodiny
popiera kolejne przekształcenia. – Zbiera się wystarczająca ilość sygnałów
potwierdzających moją tezę o konieczności zmian dotyczących ustroju prokuratury
na drodze ustawowej – powiedział. Jakie zmiany proponuje MAK? Oczywiście
"głębokie". I jakie jeszcze? Takie, "aby prokuraturę przebudować w ten sposób,
żeby zmniejszyć lub wyeliminować ryzyko konfliktu wewnętrznego". Może to zdanie
nie jest najzgrabniejsze, ale sens pozostaje jasny: śledczym potrzeba przede
wszystkim jednomyślności.
Nie tak dawno rządząca partia Kraju Przywiślańskiego przeprowadziła reformę
prokuratury. Oddzielono ją od władzy wykonawczej, jej szef jest teraz zupełnie,
ale to zupełnie niezależny i… ciągle źle. Szczególnie w pionie wojskowym. Na
przykład postrzelił się, i to nieskutecznie, prokurator Przybył. Cóż za pomyłka.
O ile byłoby lepiej, gdyby się zaraz zastrzelił jeden z referentów śledztwa
smoleńskiego. A taki podpułkownik Kopczyk na przykład, to jakby zupełnie nie
rozumiał, co wolno oficerowi Ludowego Wojska Polskiego. Jeździ z kolegami do
Smoleńska, a tam jacyś dziwni eksperci coś mierzą, fotografują. Potem w Moskwie
zadają jeszcze kłopotliwe pytania samemu naczalstwu lotniska wojskowego. I
jeszcze, o zgrozo, oglądają wysokościomierze. Po co im to wszystko, skoro MAK
już przeprowadził wszelkie niezbędne badania. Nawet takie, których nikt inny nie
wykonuje, i ustalił wszystko, jak było. A były naciski i próba lądowania w złych
warunkach. I właśnie takiej jednomyślności potrzebuje prokuratura.
Piotr Falkowski
