Chętnych do przepraszania brak
Z Jadwigą i Mieczysławem Ziętkami, rodzicami kpt. Artura Ziętka,
nawigatora na Tu-154M, który rozbił się na Siewiernym, rozmawia Marta Ziarnik
Jak oceniają Państwo wczorajszą konferencję prokuratorów na temat
ekspertyzy krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych?
Mieczysław Ziętek: – Nie śledziliśmy całej konferencji, jednak z tego, co
zaobserwowaliśmy – mówiąc szczerze – niewiele wynika. Nie sposób było nie
zauważyć, że prokuratorzy za wszelką cenę starali się przedstawić wyniki
krakowskich naukowców tak, aby jedynie zamydlić nam oczy. To nie była rzeczowa
konferencja, której celem jest przedstawienie i wyjaśnienie nowych faktów – choć
to jednak nic nowego, bo wszystkie organizowane dotąd konferencje i spotkania z
rodzinami przebiegały w identyczny sposób. Jednak jak wynika z dotychczasowych
ustaleń mediów, badania Instytutu Ekspertyz Sądowych z Krakowa są kluczowe dla
śledztwa smoleńskiego i dlatego spodziewaliśmy się czegoś więcej po
prokuraturze. Niestety, po raz kolejny jesteśmy mocno rozczarowani.
Jadwiga Ziętek: – Ponownie zostaliśmy jedynie zbyci informacjami, które
przedstawia się na każdej konferencji, w tym dotyczącymi liczby
przesłuchiwanych, liczby sporządzonych dokumentów itp. Mijają niemal dwa lata od
tej tragedii i chyba najwyższy już czas, abyśmy wreszcie poznali fakty.
Zwłaszcza że ustalenia MAK i komisji Jerzego Millera całkowicie różnią się od
wyników ekspertyz przeprowadzanych przez niezależnych ekspertów i naukowców, w
tym chociażby prof. Wiesława Biniendę – naukowca z USA specjalizującego się w
badaniu katastrof m.in. na podstawie analizy wytrzymałości materiałów
kompozytowych używanych w lotnictwie. Naturalne więc jest, że chcemy wreszcie
usłyszeć, skąd wzięły się te rozbieżności i jak było w rzeczywistości.
Główne filary raportu MAK i komisji Millera zostały mocno podkopane. O
czym to Państwa zdaniem świadczy?
M.Z.: – Świadczy to o tym, że przez cały czas jesteśmy okłamywani. Mało tego,
okłamują nas nie tylko Rosjanie, ale także polski rząd i polscy prokuratorzy. I
nie widzą w tym nic niewłaściwego. Cały przekaz, jaki do nas od 21 miesięcy
dociera, ma na celu nie wyjaśnienie przyczyn katastrofy, ale wybielenie
wszystkich winnych tej narodowej tragedii, czyli zarówno poszczególnych osób z
Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, jak też rosyjskich kontrolerów.
Ekspertyza fonoskopijna obala tezy lansowane m.in. przez Edmunda Klicha,
który przed dwoma laty puścił w obieg informacje, jakoby dowódca Sił
Powietrznych generał Andrzej Błasik przebywał w chwili katastrofy w kabinie i
wywierał na załogę presję. Żaden z prokuratorów nie ustosunkował się wczoraj do
tego kłamstwa…
M.Z.: – …ale kolejne z rzędu pytania dziennikarzy o tę kwestię jeden z
prokuratorów skwitował zdaniem, że prokuratura nigdy nie twierdziła, iż
zidentyfikowała głos gen. Błasika w kabinie.
Podczas żadnej z konferencji nigdy jednak nie skomentowała tych kłamstw,
nigdy ich nie podważała.
M.Z.: – Niestety. I to nie najlepiej świadczy o tych panach.
Uważają Państwo, że ktoś powinien przeprosić rodzinę generała Błasika?
J.Z.: – To nie podlega żadnej dyskusji. Rodzinę generała Błasika powinien
natychmiast przeprosić nie tylko płk Klich, który całą tę sytuację nakręcił, ale
także prokuratorzy, którzy tego przez tyle miesięcy nie sprostowali, oraz
wszyscy ci, którzy te kłamstwa powielali. Ale nie powinno to być jedno słowo
"przepraszam" rzucone w próżnię. Pan Klich, który tak chętnie występował w
mediach i szastał oskarżeniami wobec dowódcy Sił Powietrznych, powinien teraz w
tych samych mediach wystąpić i wyprostować swoje kłamstwa.
Ale według takich polityków jak Paweł Graś, Stefan Niesiołowski czy
Tomasz Nałęcz, to nieistotne, bo życia nikomu już nie zwróci, a cała sprawa –
zdaniem Nałęcza – jest ważna jedynie dla rodziny generała.
M.Z.: – Słyszałem niektóre z tych wypowiedzi i byłem tym do głębi oburzony! Jak
można tak mówić? Wspomniane osoby, wypowiadając publicznie podobne brednie,
powinny zostać całkowicie zdyskwalifikowane jako komentatorzy. Zwłaszcza że są
to osoby, które już nie raz ośmieszyły się w podobny sposób, wypowiadając się na
temat nieprawdziwych i niepotwierdzonych kwestii, dopuszczając się przekłamań.
J.Z.: – To jest żenujące. Osoby te nie tylko ośmieszają się osobiście podobnymi
wypowiedziami, ale ośmieszają także instytucje, które reprezentują. W związku z
powyższym powinny przez swoich zwierzchników zostać pociągnięte do
odpowiedzialności. I czekam, aż publicznie przeproszą za te słowa.
Dziękuję za rozmowę.
Z Jadwigą i Mieczysławem Ziętkami, rodzicami kpt. Artura Ziętka,
nawigatora na Tu-154M, który rozbił się na Siewiernym, rozmawia Marta Ziarnik
Jak oceniają Państwo wczorajszą konferencję prokuratorów na temat
ekspertyzy krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych?
Mieczysław Ziętek: – Nie śledziliśmy całej konferencji, jednak z tego, co
zaobserwowaliśmy – mówiąc szczerze – niewiele wynika. Nie sposób było nie
zauważyć, że prokuratorzy za wszelką cenę starali się przedstawić wyniki
krakowskich naukowców tak, aby jedynie zamydlić nam oczy. To nie była rzeczowa
konferencja, której celem jest przedstawienie i wyjaśnienie nowych faktów – choć
to jednak nic nowego, bo wszystkie organizowane dotąd konferencje i spotkania z
rodzinami przebiegały w identyczny sposób. Jednak jak wynika z dotychczasowych
ustaleń mediów, badania Instytutu Ekspertyz Sądowych z Krakowa są kluczowe dla
śledztwa smoleńskiego i dlatego spodziewaliśmy się czegoś więcej po
prokuraturze. Niestety, po raz kolejny jesteśmy mocno rozczarowani.
Jadwiga Ziętek: – Ponownie zostaliśmy jedynie zbyci informacjami, które
przedstawia się na każdej konferencji, w tym dotyczącymi liczby
przesłuchiwanych, liczby sporządzonych dokumentów itp. Mijają niemal dwa lata od
tej tragedii i chyba najwyższy już czas, abyśmy wreszcie poznali fakty.
Zwłaszcza że ustalenia MAK i komisji Jerzego Millera całkowicie różnią się od
wyników ekspertyz przeprowadzanych przez niezależnych ekspertów i naukowców, w
tym chociażby prof. Wiesława Biniendę – naukowca z USA specjalizującego się w
badaniu katastrof m.in. na podstawie analizy wytrzymałości materiałów
kompozytowych używanych w lotnictwie. Naturalne więc jest, że chcemy wreszcie
usłyszeć, skąd wzięły się te rozbieżności i jak było w rzeczywistości.
Główne filary raportu MAK i komisji Millera zostały mocno podkopane. O
czym to Państwa zdaniem świadczy?
M.Z.: – Świadczy to o tym, że przez cały czas jesteśmy okłamywani. Mało tego,
okłamują nas nie tylko Rosjanie, ale także polski rząd i polscy prokuratorzy. I
nie widzą w tym nic niewłaściwego. Cały przekaz, jaki do nas od 21 miesięcy
dociera, ma na celu nie wyjaśnienie przyczyn katastrofy, ale wybielenie
wszystkich winnych tej narodowej tragedii, czyli zarówno poszczególnych osób z
Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, jak też rosyjskich kontrolerów.
Ekspertyza fonoskopijna obala tezy lansowane m.in. przez Edmunda Klicha,
który przed dwoma laty puścił w obieg informacje, jakoby dowódca Sił
Powietrznych generał Andrzej Błasik przebywał w chwili katastrofy w kabinie i
wywierał na załogę presję. Żaden z prokuratorów nie ustosunkował się wczoraj do
tego kłamstwa…
M.Z.: – …ale kolejne z rzędu pytania dziennikarzy o tę kwestię jeden z
prokuratorów skwitował zdaniem, że prokuratura nigdy nie twierdziła, iż
zidentyfikowała głos gen. Błasika w kabinie.
Podczas żadnej z konferencji nigdy jednak nie skomentowała tych kłamstw,
nigdy ich nie podważała.
M.Z.: – Niestety. I to nie najlepiej świadczy o tych panach.
Uważają Państwo, że ktoś powinien przeprosić rodzinę generała Błasika?
J.Z.: – To nie podlega żadnej dyskusji. Rodzinę generała Błasika powinien
natychmiast przeprosić nie tylko płk Klich, który całą tę sytuację nakręcił, ale
także prokuratorzy, którzy tego przez tyle miesięcy nie sprostowali, oraz
wszyscy ci, którzy te kłamstwa powielali. Ale nie powinno to być jedno słowo
"przepraszam" rzucone w próżnię. Pan Klich, który tak chętnie występował w
mediach i szastał oskarżeniami wobec dowódcy Sił Powietrznych, powinien teraz w
tych samych mediach wystąpić i wyprostować swoje kłamstwa.
Ale według takich polityków jak Paweł Graś, Stefan Niesiołowski czy
Tomasz Nałęcz, to nieistotne, bo życia nikomu już nie zwróci, a cała sprawa –
zdaniem Nałęcza – jest ważna jedynie dla rodziny generała.
M.Z.: – Słyszałem niektóre z tych wypowiedzi i byłem tym do głębi oburzony! Jak
można tak mówić? Wspomniane osoby, wypowiadając publicznie podobne brednie,
powinny zostać całkowicie zdyskwalifikowane jako komentatorzy. Zwłaszcza że są
to osoby, które już nie raz ośmieszyły się w podobny sposób, wypowiadając się na
temat nieprawdziwych i niepotwierdzonych kwestii, dopuszczając się przekłamań.
J.Z.: – To jest żenujące. Osoby te nie tylko ośmieszają się osobiście podobnymi
wypowiedziami, ale ośmieszają także instytucje, które reprezentują. W związku z
powyższym powinny przez swoich zwierzchników zostać pociągnięte do
odpowiedzialności. I czekam, aż publicznie przeproszą za te słowa.
Dziękuję za rozmowę.
