Komu żal „nacisków”

Z mec. Piotrem Pszczółkowskim, pełnomocnikiem Jarosława Kaczyńskiego
w śledztwie smoleńskim, rozmawia Zenon Baranowski

"Nie ma znaczenia, czy w kokpicie tupolewa był generał Błasik, czy nie –
ofiarom katastrofy nie przywróci to życia" – tyle miał do powiedzenia rzecznik
rządu Paweł Graś…

– Dla mnie ma to znaczenie, dla śledczych ma to znaczenie i ma znaczenie dla
pamięci gen. Andrzeja Błasika. Z przerażeniem patrzę, jak funkcjonariusze
naszego państwa są szczęśliwi, że tak jak Edmund Klich mogą się powoływać na
jakieś ustalenia strony rosyjskiej niewygodne dla Polaków. I zastanawiam się,
skąd się bierze tyle złej woli, taka motywacja, żeby każda informacja
niewpisująca się w rosyjską narrację była torpedowana. Dziś już chyba nikt nie
ma wątpliwości, że rosyjskie pomówienia o pijanym generale, który miał być w
kokpicie jako "zły duch", to po prostu bezczelne kłamstwo…

Edmund Klich, polski akredytowany przy MAK, ma do powiedzenia tyle, że
nawet jeśli dowódca Sił Powietrznych nic nie mówił, to stał za plecami pilotów i
wywierał presję…

– Klich, ujawniając tajemnicę dochodzenia, naruszając prawo wbrew załącznikowi
13 konwencji chicagowskiej, powiedział tak wiele miesięcy temu i teraz jest
wierny tej wypowiedzi, widocznie trudno mu się z tego wycofać. Natomiast prawda
jest taka, że żadne dowody na te insynuacje o jakichkolwiek naciskach ze strony
gen. Błasika, pośrednich czy bezpośrednich, czy też pośrednio przez niego ze
strony prezydenta Lecha Kaczyńskiego, w polskim śledztwie nie istnieją. Myślę,
że należy się z tego cieszyć, a nie przywoływać tutaj ustalenia rosyjskie, które
z założenia mają inny wymiar i pewnie mają też inny cel.

W świetle tych doniesień niezbędne jest reaktywowanie prac komisji
Jerzego Millera?

– Bez wątpienia konieczna będzie jakaś forma weryfikacji jej ustaleń. Ale
powinien to zrobić kto inny. Z perspektywy osoby, która cały czas mówiła, że
błędem jest dawanie prymatu ustaleniom komisji cywilnych przed zakończeniem
śledztwa prokuratorskiego, mogę powiedzieć, że w tym składzie i w kontekście
sposobu procedowania tej komisji nie spodziewam się już niczego nowego i
istotnego. Dochodzenie MAK czy komisji Millera nie może być w jakimkolwiek
pojęciu źródłem uproszczeń dla śledztwa polskiej prokuratury. Co więcej, jak
ktoś był biegłym dla komisji, nie powinien być biegłym dla prokuratury.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj