To nie był impuls
Z gen. Romanem Polką, byłym dowódcą jednostki specjalnej GROM,
rozmawia Agnieszka Żurek
Motywy podjęcia próby samobójczej przez prokuratora Mikołaja Przybyła
nie są jasne.
– Rzeczywiście, jeżeli oficer w stopniu pułkownika przychodzi na konferencję
prasową z naładowaną bronią i w czasie przerwy strzela sobie w głowę, to znaczy,
że dzieje się coś naprawdę niedobrego. Ludzie na takich stanowiskach przechodzą
gruntowną selekcję i nie podejmują takich decyzji pod wpływem impulsu.
Prokurator jest zawodem zaufania publicznego. Decyduje on o losach innych
obywateli.
Prezydent Bronisław Komorowski zapowiedział monitorowanie tej sprawy
przez Biuro Bezpieczeństwa Narodowego.
– Wszystkie sprawy związane z bezpieczeństwem prezydent monitoruje z racji
zajmowanego stanowiska. Nie należy jednak przeceniać tego, co Biuro
Bezpieczeństwa Narodowego może zrobić. Będzie się ono zapewne przyglądało tej
sprawie, udzieli jakiejś pomocy tam, gdzie będzie to możliwe, nie wyczerpuje to
jednak działań, które należałoby podjąć. Dlatego w mojej opinii należałoby
powołać specjalną komisję, która dokładnie zbadałaby wszystkie aspekty tej
sprawy.
Kto miałby wejść w skład tej komisji?
– Komisja powinna składać się z przedstawicieli różnych opcji politycznych –
po to, żeby sprawa nie została zamieciona pod dywan, jak miało to miejsce już
nieraz. Dotyka ona zarówno wymiaru sprawiedliwości, jak i sposobu funkcjonowania
polskiej sceny politycznej.
Prokurator oddał strzał przy włączonej kamerze pozostawionej przez
jednego z dziennikarzy, w przerwie konferencji prasowej.
– Nie chciałbym tego komentować. To potwierdza jedynie, że sprawa jest
wieloaspektowa. Mnie jako wojskowemu trudno nie dostrzec braku spójności w tych
wydarzeniach. Wojskowy, jeśli już decyduje się na taki krok jak samobójstwo, na
ogół czyni to w samotności.
Pamięta Pan podobny wypadek?
– Nie pamiętam. To jest bardzo dziwna sprawa. Tego rodzaju próby samobójcze –
takie, żeby samobójstwa jednak nie popełnić – zdarzały się na ogół młodym
żołnierzom poborowym, a nie doświadczonym prokuratorom.
Jest jeszcze wątek pogróżek, jakie otrzymywał prokurator Przybył w
związku z wykryciem korupcji przy przeprowadzaniu przetargów wojskowych.
– Prokurator pogróżek zapewne się nie bał, z racji wykonywanego zawodu
zapewne był do nich przyzwyczajony. Przecież nie było to pierwsze śledztwo,
które prowadził. Trudno powiedzieć, o co tu chodzi, nie wykluczam nawet, że jest
to jakaś gra z jego strony.
Prokurator Andrzej Seremet podczas konferencji prasowej sprawiał
wrażenie bardziej zdenerwowanego niż wcześniej prokurator Przybył.
– Rozmawiałem z prokuratorem Seremetem, kiedy obejmował swoje stanowisko. Był
naprawdę pełen dobrych chęci. Zapowiedział odpolitycznienie prokuratury.
Rozbawiło mnie takie otwarte przyznanie, że prokuratura jest upolityczniona.
Już chyba nikt się nie łudzi, że jest inaczej. W proporcji do tego,
co dzieje się w śledztwie w sprawie katastrofy smoleńskiej, sprawa zgody sądu na
sprawdzenie treści rozmów i SMS-ów wydaje się podkreślana w sposób
nieproporcjonalny.
– Wkraczamy w wariacki świat. Kiedy spojrzymy na śledztwo w sprawie
katastrofy smoleńskiej, jest nie do uwierzenia, że wrak samolotu nadal leży w
Rosji, zdaje się, że nadal nie odnaleziono laptopa śp. ministra Aleksandra
Szczygły, nie mamy kluczowych dowodów, na których moglibyśmy pracować. A my
tymczasem cieszymy się, kiedy po kawałku skapują nam czasem jakieś dokumenty.
Dziękuję za rozmowę.
