Koniec imperium Bondaryka

Ten rok może przynieść istotne zmiany w rządzie Donalda Tuska. Nie
wykluczył ich sam premier, nazywając swoich ministrów "zderzakami".
Przetasowania mogą dotknąć nietykalnej do tej pory sfery – służb specjalnych.
Decyzja Tuska o nominacji Jacka Cichockiego na szefa Ministerstwa Spraw
Wewnętrznych, wydanie rozporządzenia o przekazaniu Cichockiemu koordynacji służb
specjalnych oraz wypowiedzi samego szefa MSW świadczą o tym, że otoczenie
premiera planuje przejęcie kontroli nad służbami specjalnymi. Sam minister
Cichocki publicznie poparł projekt włączenia Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego
do MSW. Odwołanie wiceministra Adama Rapackiego świadczy o poszerzaniu przez
szefa MSW sfery wpływów.

Od analityka do ministra
Nominacja 18 listopada 2011 r. Jacka Cichockiego na szefa Ministerstwa Spraw
Wewnętrznych była jedną z niespodzianek nowego rządu Tuska. Jest to jeden z
najtrudniejszych resortów, odpowiadający za bezpieczeństwo państwa, nadzorujący
wielotysięczne służby mundurowe, borykające się z niedofinansowaniem. Tymczasem
Cichocki w przeszłości był pracownikiem i szefem analitycznego Ośrodka Studiów
Wschodnich, a przez ostatnią kadencję sekretarzem Kolegium ds. Służb
Specjalnych. Zgodnie z ustawą kolegium jest organem opiniodawczo-doradczym rządu
w sprawach "programowania, nadzorowania i koordynowania działalności służb
specjalnych" oraz "podejmowanych dla ochrony bezpieczeństwa państwa działań"
wojska, służb mundurowych i finansowych. W jego skład wchodzą m.in. szefowie
MSW, MSZ, MON. Natomiast w posiedzeniach uczestniczą szefowie ABW, Agencji
Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Wywiadu Wojskowego, Centralnego
Biura Antykorupcyjnego.
Przewodniczącym kolegium jest premier, ale ze względu na liczne obowiązki nie ma
on możliwości realnego nadzorowania służb specjalnych i kierowania kolegium.
Dlatego w okresie rządów PiS istniał specjalny urząd ministra – koordynatora
służb specjalnych, którym był wtedy śp. Zbigniew Wassermann. PO zlikwidowała ten
urząd po wyborach w 2007 r., tylko przez chwilę koordynatorem był Paweł Graś.

Funkcji sekretarza kolegium nie można mylić z urzędem ministra-koordynatora.
Sekretarz kolegium nie posiada kompetencji władczych, kontrolnych, nadzorczych
wobec służb specjalnych. Do jego ustawowych obowiązków należy jedynie
organizacja prac kolegium oraz wysyłanie do innych organów rządowych wniosków o
przesłanie informacji dla kolegium. I za taką właśnie działalność odpowiadał w
poprzedniej kadencji minister Cichocki. Jednak oprócz tych ustawowych zadań
zajmował się on działaniami służb specjalnych. Starał się być w cieniu,
uczestniczył w zakulisowych rozmowach, negocjacjach, decyzjach odnośnie do
służb, afer, ale również katastrofy smoleńskiej. Świadczą o tym ujawnione
ostatnio nagrania Edmunda Klicha. To również Cichocki wypowiadał się niejasno w
sprawie zdjęć satelitarnych miejsca katastrofy.

Kompetencje jak Kiszczaka
Zyskał zaufanie Tuska, który najwyraźniej wybrał go na swojego człowieka w
służbach. Niespełna tydzień po nominacji Cichockiego na szefa MSW Tusk przekazał
mu władzę nad służbami specjalnymi. 24 listopada premier podpisał rozporządzenie
w sprawie zakresu działania ministra spraw wewnętrznych dotyczącego koordynacji
służb specjalnych. Tusk powierzył Cichockiemu koordynację działalności ABW, AW,
SKW, SWW i CBA oraz nadzór nad tą działalnością. Zgodnie z tym rozporządzeniem
Cichocki wykonuje w imieniu premiera i z jego upoważnienia następujące zadania:
np. przygotowuje, uzgadnia i wnosi do rozpatrzenia przez rząd projekty ustaw,
rozporządzeń służb specjalnych; może żądać od szefów służb specjalnych
informacji związanych z planowaniem i wykonywaniem zadań; zapewnia
współdziałanie służb specjalnych. Tymczasem zgodnie z obowiązującą ustawą
premier może powierzyć obowiązek koordynacji współpracy służb specjalnych tylko
"ministrowi powołanemu w celu koordynowania działalności służb specjalnych albo
szefowi jednej ze służb". Szef MSW nie posiada takich kompetencji, nie jest
również ministrem-koordynatorem. Dlatego opozycja słusznie oceniła, że powyższe
rozporządzenie jest sprzeczne z prawem, zapowiedziała nawet skierowanie wniosku
do Trybunału Konstytucyjnego.
Wybór Cichockiego na szefa MSW i powierzenie mu nadzoru nad służbami specjalnymi
to dowody na to, że posiada on bardzo duże zaufanie Tuska. Premier mógł
przekazać koordynację służb specjalnych innemu politykowi lub szefowi jednej ze
służb (np. ABW), ale wybrał – z naruszeniem ustawy – Cichockiego.
Podporządkowanie Cichockiemu służb specjalnych i mundurowych uczyniło z niego
ministra posiadającego największy, od czasów generała Kiszczaka, zakres
uprawnień w zakresie bezpieczeństwa państwa. W okresie III RP żaden z ministrów
nie nadzorował równocześnie policji, wywiadu i kontrwywiadu, służb wojskowych i
cywilnych, BOR i Straży Granicznej. Inną sprawą jest, czy Cichocki będzie
potrafił skutecznie kontrolować te instytucje.
Pozycja Cichockiego jest też dowodem na tworzenie konkurencyjnego wobec
dotychczas istniejących ośrodka władzy służb specjalnych oraz chęci zmniejszenia
znaczenia dotychczasowych ośrodków kierowniczych – do tej pory najpoważniejszym
było szefostwo ABW.

Powrót ABW do MSW powrotem do PRL
Taki kierunek projektowanych zmian potwierdzają również publiczne wypowiedzi
Cichockiego o planach zmian w służbach specjalnych. W wywiadzie dla "Gazety
Wyborczej" z 15 grudnia 2011 r. zapowiedział rewolucję w tym obszarze.
Szczególnie interesująca jest odpowiedź na pytanie: "Czy możemy się spodziewać
powrotu ABW do struktur MSW?". Cichocki odpowiedział: "Nie ukrywam, że myślę o
tym, ale nie chciałbym składać żadnych deklaracji, bo to wymagałoby już zmian
ustawowych. Rozwiązanie, w którym wewnętrzna służba specjalna nadzorowana jest
przez szefa MSW, sprawdziło się w wielu krajach".
Następnie szef MSW mówił o swojej "koncepcji specjalnego organu kontrolnego dla
pracy operacyjnej służb. Brakuje nam profesjonalnego, możliwie jak najbardziej
niepolitycznego organu, który byłby w stanie kontrolować ten wrażliwy obszar".

Tę enigmatyczną wypowiedź obecnego szefa MSW i zarazem nadzorcy służb
specjalnych należy interpretować następująco: razem z Tuskiem poważnie
zastanawiamy się nad uchwaleniem odpowiedniej ustawy umożliwiającej włączenie
ABW do MSW i podporządkowanie tej służby ministrowi spraw wewnętrznych, obecnie
jest jeszcze za wcześnie na ujawnienie szczegółów. Jednak będziemy dążyć do
takiego rozwiązania, wzorowanego na innych krajach. O projekcie poinformujemy w
odpowiednim dla nas momencie, kiedy będziemy gotowi do wprowadzenia takich zmian
– tak można zrozumieć fragment wywiadu ministra Cichockiego dla "GW". Trzeba
dodać, że ABW nigdy nie była ustawowo podporządkowana MSW, takie rozwiązanie
istniało jedynie w PRL, gdzie SB była włączona do MSW.

Alternatywa dla Bondaryka
Obecnie szef ABW – zgodnie z obowiązującą ustawą – bezpośrednio podlega
premierowi. Szef rządu posiada zresztą szereg uprawnień w stosunku do ABW. To
przecież premier powołuje i odwołuje szefa ABW i jego zastępców, premier również
określa kierunki działalności Agencji, premier otrzymuje od jej szefa coroczne
sprawozdanie z działalności tej służby, premier także wyraża zgodę na
współdziałanie ABW z organami i służbami innych państw. Nie można też zapominać,
że premier jest również przewodniczącym kolegium ds. służb specjalnych, a szef
ABW jedynie uczestniczy w posiedzeniach tego organu.
Ujawniony przez ministra Cichockiego pomysł włączenia Agencji do struktury MSW
jest więc rewolucją w sferze działania służb specjalnych w Polsce. W ten sposób
ograniczone zostaną kompetencje premiera, gdyż "powrót ABW do MSW" zmieni
podporządkowanie szefa Agencji. Czy to oznacza, że premier Tusk chce pozbyć się
części władzy? Nie, raczej dąży do uszczuplenia imperium ABW i jej szefa.
Podobnie należy interpretować słowa Cichockiego o konieczności powołania organu
kontrolującego służby specjalne (notabene powiedział to minister rządu, który
zlikwidował urząd koordynatora!).
Dlatego decyzja o połączenie kompetencji szefa MSW i koordynatora była świadomą
decyzją, podyktowaną dążeniem do ograniczenia wpływów szefa ABW. W dodatku po
nowelizacji ustawy będzie można zmienić szefa ABW. Jednak czy minister Cichocki,
posiadając nawet tak ogromne uprawnienia, może stać się alternatywą dla
Krzysztofa Bondaryka?

W uścisku ABW
ABW jest największą służbą specjalną w kraju. Agencja w okresie szefostwa
Krzysztofa Bondaryka zdominowała pozostałe służby specjalne – m.in. w wyniku
wprowadzenia ustawowych przepisów (np. w ustawie o ochronie informacji
niejawnych) bądź poprzez wycofanie innych służb z pewnych obszarów lub
stworzenie instytucji kontrolujących z ramienia ABW inne służby (np. CAT ABW).
W dodatku prawie wszyscy obecni szefowie specsłużb byli funkcjonariuszami ABW
(np. SKW na stronie internetowej szczyci się: "trzon kadry kierowniczej nowego
kontrwywiadu wojskowego stanowią byli funkcjonariusze ABW"). Agencja posiada w
swoim archiwum akta personalne tych osób, zna ich charakterystyki i nawyki,
posiada również wiedzę o ich sukcesach i porażkach. Chyba nie trzeba nikogo
przekonywać, jak istotne są to informacje w działalności służb specjalnych.
Dzięki takim uprawnieniom i możliwościom gen. Bondaryk stał się nieformalnym
szefem służb specjalnych. Dotychczas w III RP żaden z szefów służb specjalnych
nie kierował nimi przez tak długi czas, nie posiadał takiej władzy, nie
poszerzał jej w takim stopniu. Mając wiedzę o kulisach rządów ostatniego
czterolecia, szef ABW stał się na tyle wpływowy, że nie można go bez przeszkód
usunąć z rządu (jak np. Bogdana Klicha). Najwyraźniej zrozumiał to Tusk i uznał,
że najpierw należy utworzyć instytucjonalną przeciwwagę dla sfery wpływów
nieformalnego lidera służb. Stąd pomysł powołania superministra nadzorującego
zarazem MSW i służby specjalne.
Czas pokaże, czy szef ABW zechce być kolejnym "zderzakiem" Tuska i w ten sposób
zakończy się era Bondaryka. Jednak decyzje premiera wskazują, że trwa zaciekła
walka o kontrolę nad ABW.

 

Piotr Bączek publicysta
 


Autor był członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI. Do grudnia 2007 r. pełnił
funkcję szefa Zarządu Studiów i Analiz Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Po
objęciu urzędu prezydenta RP przez Bronisława Komorowskiego został wyrzucony z
Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

drukuj