Banki kreują się na ofiary
Propagowany szeroko pogląd, jakoby obecny kryzys był głównie kryzysem
finansowym, jest ewidentnie fałszywy, jest raczej sposobem zaopatrywania ludzi w
"końskie okulary". Elementarna wiedza o cyklach koniunkturalnych każe
respektować dwa istotne punkty widzenia. Po pierwsze, w początkowej fazie kryzys
silnie uderza bezpośrednio w konsumentów i przedsiębiorstwa, czyli – patrząc z
bankowego punktu widzenia – w dłużników. To jest właśnie najistotniejszy aspekt
kryzysu, gdyż dotyczy gospodarki i społeczeństwa.
Lekceważenie społecznych i egzystencjalnych konsekwencji kryzysu, takich
choćby jak bezrobocie, bezdomność, niedożywienie dzieci itd., wynika z
założenia, że kryzys sprowadza się do kryzysu globalnego systemu finansowego. W
drugiej fazie kryzysu, gdy konsumenci i przedsiębiorstwa (a obecnie nawet całe
kraje) stają się niewypłacalne, kryzys uderza w banki oraz pozostałe instytucje
finansowe. To jest jednak wtórny i drugorzędny aspekt kryzysu. Warto więc
zastanowić się, dlaczego doszło do odwrócenia ról: banki stały się głównymi
"ofiarami" kryzysu, zaś ich ratowanie odbywa się kosztem dalszego pogorszenia
sytuacji konsumentów i przedsiębiorstw, a nawet kosztem utraty suwerenności
państwowej. Odpowiedź wydaje się jednoznaczna: wielkie korporacje (centra)
finansowe mają przemożny wpływ na rządy i media, także w tym sensie, że niejako
stają "po obydwu stronach lady". Przykładów nie trzeba szukać daleko. W grudniu
2011 r. Komisja Nadzoru Finansowego zezwoliła bankom na żądanie dodatkowych
(czyli pozaumownych) zabezpieczeń kredytów walutowych, co jest jaskrawo
stronnicze. Komisja powinna stać na straży bezpieczeństwa finansowego Polski i
jej obywateli.
Staje się oczywiste, że banki i MFW ustawiały dominujący obecnie pogląd na
istotę kryzysu, wedle którego banki są ofiarami, więc nie powinny partycypować w
ryzyku wynikającym z pogorszenia się sytuacji gospodarczej. Otrzymujemy takie
oto śmieszne tłumaczenia, że "banki są zbyt duże, aby upaść" albo że nałożenie
na nie podatków jest niedopuszczalne.
Po drugie, finansowe aspekty kryzysu nie są poddane poważnym analizom
ekonomicznym. Bardzo łatwo sprowadzono dyskusję do drukowania pieniędzy i
rozrzutnego stylu życia Greków. Do takich dyskusji nie miałbym zastrzeżeń, gdyby
nie to, iż spychają one gruntowną wiedzę ekonomiczną na margines, podstawiając
na jej miejsce opinie fragmentaryczne, dotyczące spektakularnych decyzji czy
wydarzeń. To oczywiście daje szerokie pole popisu różnym komentatorom, zwłaszcza
politykom, ale nie przyczynia się do zrozumienia kryzysu i jego przyczyn. W tym
sensie podobne dyskusje są bezpłodne.
Z ekonomicznego punktu widzenia współczesny kryzys śmiało może i powinien być
ujmowany zgodnie z teorią wielkich cykli Kondratiewa. To oznacza, że jest to
kryzys o charakterze systemowym. Jednak przymiotnik "systemowy" jest zbyt
abstrakcyjny; lepiej posługiwać się bardziej konkretnym określeniem kryzysu
"ustroju społeczno-gospodarczego". Z tego podejścia płynie wniosek, że
przezwyciężanie obecnego kryzysu dzięki dotychczasowym zabiegom stabilizującym
światowy system finansowy nic nie da (co już widać). Jednoczenie podejście to
jest – można śmiało powiedzieć – antyrozwojowe i antyludzkie. Czuje się zapach
darwinizmu społecznego.
Konieczna jest gruntownie przemyślana reforma ustroju społeczno-gospodarczego,
który dziś – co widać na przykładzie Polski – przypomina raczej zdziczały
krajobraz postsocjalistyczny, aniżeli przemyślany ład społeczny i gospodarczy.
Mówiąc o ustroju, mam właśnie na myśli ład, czyli porządek (instytucjonalny,
społeczny, przestrzenny etc.), a nie żywioł i chaos błędnie utożsamiany z wolnym
rynkiem.
W kształtowaniu nowego ładu społeczno-gospodarczego istotne znaczenie będzie
miało przezwyciężenie współczesnego korporacjonizmu, ograniczenie ekspansji
wielkich grup interesów oraz ich wpływu na rządy i opinię publiczną. Chodzi nie
tylko o ograniczenie wielkich korporacji finansowych, ale również wielkich sieci
handlowych, koncernów wydobywczo-przetwórczych, kompleksów
militarno-przemysłowych itp. Ich działanie przypomina zachowanie Frankensteina.
Są to siły destrukcyjne.
Prof. Artur Śliwiński
wydawca "Europejskiego Monitora Ekonomicznego"
