Pacjencie, zapłać za niewydolność NFZ

Po 1 stycznia 2012 r. podrożeje wiele lekarstw, a Polacy mogą mieć
kłopoty z realizacją recept refundowanych. W niektórych przypadkach trzeba
będzie zapłacić nawet za bezpłatne leki, zwłaszcza te przepisywane dla pacjentów
chorych na cukrzycę, wydłuży się także czas oczekiwania na wizyty u lekarzy.
Wkrótce zapewne wznowią oni protesty przeciw nowelizacji ustawy refundacyjnej.

Takie "prezenty" funduje Polakom na nowy rok Ministerstwo Zdrowia pod
rządami Bartosza Arłukowicza. Wszystko przez Ustawę o zmianie ustawy o
refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego
oraz wyrobów medycznych. Krytykuje ją i oprotestowuje przede wszystkim
środowisko lekarzy, na które resort zdrowia i Narodowy Fundusz Zdrowia chcą
przerzucić skutki i koszty swojego nieudolnego zarządzania systemem opieki
zdrowotnej.

Bezpłatny znaczy płatny
Jeśli lekarze zrealizują groźby w postaci zapowiadanej przez część środowiska
lekarskiego, np. na Śląsku, odmowy wypisywania recept refundowanych ucierpią na
tym głównie pacjenci. Będą mogli realizować recepty tylko na leki pełnopłatne. W
dodatku nowa lista leków refundowanych podnosi ceny wielu z nich, niektórych aż
o niemal 1000 procent (np. Prograf – lek podawany przy przeszczepach zdrożeje z
3,20 zł do 279 zł). Ale nawet gdyby lekarzom udało się rozwiązać spór z MZ, nie
zmienią się zapewne przepisy zmuszające pacjentów do dopłacania nawet do leków
formalnie w 100 procentach refundowanych. Dlaczego? Bo – mówiąc w skrócie –
resort zdrowia wprowadził limity refundacji leków. Jeśli lekarz przepisze
pacjentowi medykament, którego cena przekracza ów limit, chory będzie musiał
dopłacić różnicę, mimo że na recepcie lek może być oznaczony jako całkowicie
refundowany. – Może się okazać, że do takiego "bezpłatnego" leku pacjent będzie
musiał dopłacić znaczną kwotę, nawet rzędu 100 zł – wskazuje Agnieszka Litwin,
lekarz rodzinny z przychodni w niewielkiej podwarszawskiej miejscowości.
Dodaje, że nowa ustawa będzie niekorzystna zwłaszcza dla osób chorych na
cukrzycę, ponieważ wzrosną koszty ich leczenia. Wprowadza bowiem nie tylko
limity refundacji cen leków, ale także ich ilości, jakie przysługują jednemu
pacjentowi. – Urzędnicy wymyślili, że np. 1 opakowanie pasków do badania poziomu
cukru we krwi powinno wystarczyć pacjentowi na miesiąc. Tymczasem zwłaszcza
dzieci mogą wykorzystywać ich więcej – tłumaczy zawiłości nowych przepisów były
wiceminister zdrowia w rządzie PiS, obecnie poseł Bolesław Piecha. Zaznacza, że
leczenie powikłań cukrzycy, jak amputacje czy utrata wzroku, kosztują znacznie
więcej niż 1 opakowanie pasków do pomiarów cukru, które powinny być refundowane.
– Tak niemądrych przepisów jeszcze nie widziałem – podsumowuje pomysły MZ.

Lekarze nie chcą być urzędnikami
Jednak opór lekarzy wzbudzają przede wszystkim zmiany w przepisach nakładające
na nich obowiązek sprawdzania ubezpieczenia pacjentów, określania na receptach
poziomu refundacji danego leku, i – co wzbudza ich największy sprzeciw –
płacenia kar za wszelkie błędy, nawet te przez nich niezawinione.
– Najgorsze dla lekarza jest to, że jakby się nie starał, może zapłacić karę –
tłumaczy Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego
Lekarzy. Dlaczego? – Bo, po pierwsze, nie ma dokumentów potwierdzających w 100
proc. ubezpieczenie pacjenta. – Nawet jeśli przedstawi on druk RMUA prawidłowo
wystawiony, może się okazać, że np. ZUS nie przesłał do NFZ informacji o
ubezpieczeniu danej osoby, więc ten uzna ją za nieubezpieczoną – tłumaczy.
Dodaje, że w myśl nowych przepisów skutkiem takiej sytuacji będzie nałożenie
kary na lekarza za błędną weryfikację ubezpieczenia.
A to tylko jeden z powodów, za które medycy mogą odpowiadać finansowo. Lekarze
obawiają się także określania poziomu refundacji leków na receptach, ponieważ
nowe zawiłe przepisy wprowadzają dużą dowolność w ich interpretacji, co ułatwia
urzędnikom NFZ nakładanie kar.
O jakich karach mowa? Krzysztof Bukiel zaznacza, że w obecnych warunkach każdemu
lekarzowi może zdarzyć się sytuacja, że NFZ każe mu zapłacić od kilkunastu do
kilkudziesięciu tysięcy złotych kary za zakwestionowane tylko w ciągu 1 roku
recepty. Agnieszka Litwin podkreśla, że takie przepisy stwarzają chorą sytuację,
w której dla lekarza każdy pacjent staje się wielkim zagrożeniem finansowym.
– Ani sprawdzanie ubezpieczenia, ani wpisywanie na recepcie przysługującej
pacjentowi zniżki to nie jest nasze zadanie. My powinniśmy się zająć leczeniem –
podsumowuje Krzysztof Bukiel. Dlatego OZZL wzywa do stemplowania od nowego roku
wypisywanych recept adnotacją: "Refundacja leku do decyzji NFZ". Choć Fundusz
zadeklarował ostatnio, iż będzie uznawał takie recepty, część aptekarzy
zapowiedziała, że będzie je realizować tylko na zasadzie pełnej odpłatności.
OZZL, a także PiS zaskarżyły ustawę refundacyjną do Trybunału Konstytucyjnego.

Resort przerzuca obowiązki i koszty
Nowe przepisy formalnie miały na celu eliminację nadużyć w wydawaniu leków
refundowanych. Szkopuł w tym, że MZ i NFZ chcą to zrobić rękami i na koszt
głównie lekarzy oraz pacjentów. Ministerstwo mimo miliardów złotych
przeznaczonych z publicznych środków na informatyzację ZUS i NFZ nie radzi sobie
nawet z weryfikacją ubezpieczeń pacjentów. W efekcie 21 lat od upadku PRL Polacy
muszą biegać do szpitali i przychodni nie tylko z książeczkami zdrowia, ale
także drukami RMUA. Tymczasem, jak wskazuje poseł Piecha, problemy wywołane nową
ustawą refundacyjną można było bez problemu rozwiązać przez 4 lata "świetlanych"
rządów w Ministerstwie Zdrowia Ewy Kopacz. – Pod koniec rządów PiS były niemal
gotowe projekty zmian w przepisach przewidujące m.in. wprowadzenie
elektronicznych kart ubezpieczenia pacjentów, podobnych do kart bankomatowych.
Niestety, PO obejmując władzę, wycofała te zmiany – podkreśla poseł.
Nie działa też elektroniczny rejestr usług medycznych, przez co NFZ nie ma
bieżących informacji o usługach i wypisywanych receptach, więc nie potrafi
szybko eliminować przypadków nadużyć.
Bolesław Piecha wskazuje, że w momencie, gdy ponoszone przez NFZ koszty
przekroczą tzw. budżet refundacyjny, fundusz jest zobligowany ustawowo ściągać
pieniądze za refundację ze wszystkich możliwych stron, głównie od firm
farmaceutycznych. – Tyle że te firmy to bardzo twardy, bezwzględny gracz, który
nie da się ograć. W efekcie dzięki nowej ustawie rząd będzie miał kij na
lekarzy, których będzie zmuszał do pokrycia sumy przekroczonego limitu – ocenia
Bolesław Piecha.

Mariusz Bober

drukuj