W Kazachstanie także dzielimy się opłatkiem

Z ks. abp. Tomaszem Petą, przewodniczącym Konferencji Biskupów
Katolickich Kazachstanu, rozmawia Agnieszka Żurek

Chrześcijaństwo na terenie Kazachstanu istnieje już od VI wieku, jednak
jego największy rozkwit przypadł – paradoksalnie – na okres prześladowań ze
strony Związku Sowieckiego. Dlaczego tak się stało?

– Do rozprzestrzenienia się chrześcijaństwa na terenach Kazachstanu przyczynił
się biegnący przez te ziemie szlak jedwabny. W szczególny sposób swoją obecność
zaznaczyli tu nestorianie. W XIII i XIV wieku apostołowali tu misjonarze
franciszkańscy. W 1340 r. w Ałmałyku zginął śmiercią męczeńską biskup misyjny –
franciszkanin Ryszard de Bourgone. Począwszy od końca XVIII w. w Kazachstanie
zaczęli się pojawiać polscy zesłańcy, a w XIX w. było ich już wielu. Początek XX
w. to dobrowolne osadnictwo niemieckich katolików znad Wołgi. Prawdziwe "plantatio
Ecclesiae" – pojawienie się setek tysięcy katolików w Kazachstanie, dokonało się
natomiast w okresie stalinowskich represji, w latach 30. i 40. XX wieku.
Współcześni tamtejsi katolicy to w dużej części zesłańcy i ich potomkowie. Po
raz kolejny okazało się, że "Pan Bóg pisze prosto na krzywych liniach", a ze zła
wyprowadza dobro.

Spotkał Ksiądz Arcybiskup osoby, które pamiętają jeszcze czasy
odprawiania Mszy św. w domach prywatnych?

– Oczywiście, że tak. Niepodległy Kazachstan ma dopiero 20 lat. W okresie ZSRS
wierni nie widzieli kapłana niekiedy przez kilkadziesiąt lat, a kiedy docierał
do nich, trzeba było organizować Mszę św. w sposób tajny. Z okresu prześladowań
mamy bardzo wiele świadectw wiary, trwania przy Chrystusie, choć wymagało to
wielkiej odwagi.

W Kazachstanie współistnieje pokojowo ponad 100 narodowości wielu
wyznań. Co leży u podstaw tego fenomenu?

– W Kazachstanie mieszkają przedstawiciele ok. 130 narodowości, w tym także nasi
rodacy. Na ich zgodne współistnienie duży wpływ ma tragiczna przeszłość –
wspólnie przeżyte cierpienia. Nie bez znaczenia jest również mądra polityka
władz, które bardzo troszczą się o zachowanie spokoju społecznego. Z inicjatywy
prezydenta Nursułtana Nazarbajewa co trzy lata odbywa się w Astanie Kongres
Religii Świata. Zawsze uczestniczy w nim delegacja Stolicy Apostolskiej.

Na uwagę zasługuje również fakt, że kazachski islam jest pozbawiony
wrogości wobec chrześcijaństwa…

– Kazachowie byli w przeszłości koczownikami. Trudne życie nomadów i bardzo
surowy klimat – w północnym Kazachstanie od +40 st. C latem do -40 st. C zimą –
nauczyły ten naród solidarności z innymi, z przybyszami, z gośćmi. Nie bez
znaczenia jest również fakt, że w przeszłości przodkowie Kazachów byli po części
chrześcijanami, zwłaszcza nestorianami.

Na terenie Kazachstanu działa podobno około 55 sekt. Czy stanowią one
zagrożenie dla Kościoła katolickiego?

– Okres ZSRS był próbą wyrugowania Boga z ludzkich serc. Kiedy nastała wolność,
pojawiły się także nowe ruchy religijne i po części znalazły one odzew, ponieważ
serca wielu mieszkańców Kazachstanu były głodne Pana Boga. Nie myślę jednak, aby
sekty były zagrożeniem dla Kościoła katolickiego w Kazachstanie. Przecież my
jesteśmy tutaj "małym stadem". Jest nas mniej niż 200 tysięcy.

Jak układają się relacje Kościoła katolickiego w Kazachstanie z
tamtejszym Kościołem prawosławnym i innymi wspólnotami chrześcijańskimi?

– Najwięcej jest wiernych prawosławnych, ok. 20-25 procent. Wspólnie jako
chrześcijanie stanowimy ok. 30 proc. społeczeństwa. 70 procent przyznaje się do
islamu. Relacje między przedstawicielami poszczególnych religii i wyznań są
bardzo dobre, także na oficjalnym poziomie. Ciągle brakuje natomiast większej,
bardziej otwartej współpracy, np. w sprawie obrony życia, wychowania młodego
pokolenia, walki z narkomanią itd. Staramy się jednak to zmienić i Pan nam
błogosławi. Podjęliśmy już pewne wspólne działania, zwłaszcza z luteranami i
prawosławnymi.

Powiedzenie "Polak katolik" pasuje również do realiów panujących w
Kazachstanie?

– W kraju tym żyje ok. 40 tys. Polaków. W wielu parafiach, zwłaszcza w północnym
Kazachstanie, Polacy stanowią trzon wspólnoty parafialnej. Należy jednak
pamiętać, że Kazachstan jest bardzo dużym krajem, 9 razy większym od Polski, i
dlatego niektórzy nasi rodacy, żyjąc w rozproszeniu, mieszkają niekiedy w
odległości nawet kilkuset kilometrów od najbliższej świątyni katolickiej.

Polacy w Kazachstanie mają szanse na podtrzymywanie więzi z Polską?
– Nasi rodacy, mieszkający dziś w Kazachstanie, zostali tutaj przesiedleni z
Ukrainy w 1936 roku. W państwie polskim nie mieszkają już od 1772 r., to znaczy
od czasów pierwszego rozbioru Polski. Ile trzeba mieć męstwa i miłości do swojej
Ojczyzny, aby przez tyle lat zachować tożsamość narodową. Dziś ok. 37 tys.
obywateli Kazachstanu ma wpisaną w dowodzie osobistym narodowość polską, choć
nie ma obowiązku podawania tych danych. Państwo polskie od wielu lat finansuje
studia polonijnej młodzieży kazachskiej w Polsce. Dużej pomocy udziela nam
również polski Kościół katolicki. Najwięcej kapłanów i sióstr zakonnych pochodzi
bowiem właśnie z naszej Ojczyzny. Znakiem troski są także wizyty polskich
hierarchów. Ksiądz Prymas kard. Józef Glemp odwiedził nas dwukrotnie.

Nasi rodacy na Wschodzie pielęgnują polskie tradycje, religię i język.
Jaką rolę w zachowaniu przez nich narodowej tożsamości odgrywa Kościół
katolicki?

– Tradycje katolickie i polskie są w sposób szczególny obecne w większych
skupiskach Polaków, np. w północnym Kazachstanie w powiecie Tajynsza (wcześniej
Krasnoarmiejsk) Polacy stanowią ok. 25 proc. mieszkańców. Działa tam 40
kościołów i kaplic katolickich. W powiecie tajynszańskim znajduje się też
narodowe sanktuarium katolików Kazachstanu: sanktuarium Matki Bożej Królowej
Pokoju w Oziornoje.

Wielu Polaków decyduje się na osiedlenie w Polsce? Ilu z nich wraca do
Kazachstanu zawiedzionych tym, czego doświadczyli w Ojczyźnie?

– Nie mam dokładnych danych, ale zapewne kilka tysięcy naszych rodaków wyjechało
z Kazachstanu do Ojczyzny przodków. Stało się to przede wszystkim dzięki
inicjatywom poszczególnych gmin. Młodzież, która studiuje w Polsce, najczęściej
nie wraca już do Kazachstanu. Powroty z Polski są bardzo rzadkie. Wyjazd jest
bowiem doniosłą decyzją życiową. W Kazachstanie trzeba sprzedać dom, zostawić
pracę itd. Ufam, że Polacy okażą serce rodakom ze Wschodu, kiedy ci trafią do
ich miejscowości. Chętnych do wyjazdu jest wielu, ale nie wszyscy mają taką
możliwość. My, jako przedstawiciele Kościoła, ani nie zachęcamy ludzi do
wyjazdu, ani nie próbujemy ich zatrzymać. To musi być decyzja konkretnego
człowieka, konkretnej rodziny. Kościół wydaje "wizy do Nieba", widząc w
przynależności do Jezusa i do Kościoła sprawę najważniejszą. O reszcie każdy
musi decydować sam.

Mieszkańcom Kazachstanu grożą przemiany cywilizacyjne, które dotykają
obecnie zachodniej Europy, a także Polski?

– Świat stał się dziś małą wioską. Żadne społeczeństwo nie żyje już w izolacji
od innych. Na szczęście pewne poglądy, takie jak ideologia promująca
homoseksualizm czy eutanazję, są nie do przyjęcia w świadomości tutejszego
społeczeństwa, ze względu na zdrową kulturę w tym względzie. Tego rodzaju
pomysły traktowane są jako coś odrażającego. Istnieją jednak wielkie zagrożenia
w dziedzinie ochrony życia i rodziny. Rozprzestrzenia się aborcja,
antykoncepcja, in vitro, mnożą się rozwody. Można odnieść wrażenie, że jak gdyby
istnieje międzynarodowy plan rozprzestrzeniania zła w tym wymiarze. Całe narody
stają się bezbronne i poddają się reklamie zła. Trzeba więc, aby chrześcijanie
świadczyli z miłością, ale w sposób zdecydowany, o prawdzie na temat ludzkiego
życia i małżeństwa.

Na terenie Kazachstanu pełnili posługę tak wspaniali duszpasterze, jak
Sługa Boży ks. Władysław Bukowiński i ks. Tadeusz Fedorowicz. Czy pamięć o nich
jest wciąż żywa w tym kraju? Doświadcza Ksiądz Arcybiskup ich opieki i
wstawiennictwa?

– Błogosławiony Jan Paweł II podczas swojej historycznej wizyty w Kazachstanie w
2001 r. wspominał obu tych wspaniałych duszpasterzy. Obaj są przykładem i
inspiracją dla współczesnych duchownych. Szczególnie żywa jest tutaj pamięć
Sługi Bożego Księdza Władysława Bukowińskiego, którego proces beatyfikacyjny
jest już na etapie rzymskim. Po wyjściu z obozów koncentracyjnych służył on w
Karagandzie przez 20 lat, tam też znajduje się jego grób. Nazywamy go apostołem
Kazachstanu. Wierzymy, że wspomniani kapłani razem z bł. Ojcem Świętym Janem
Pawłem II – z którym przyjaźnili się na ziemi – pomagają nam teraz z Nieba.

Jak przeżywa Ksiądz Arcybiskup święta Bożego Narodzenia w Kazachstanie?
Co różni je od świąt obchodzonych w Polsce?

– W Kazachstanie są tylko dwa wolne dni od pracy związane ze świętami
religijnymi: muzułmański Korban ajt – ofiara Abrahama, i prawosławne Boże
Narodzenie – 7 stycznia. 25 grudnia jest dniem pracującym, ale mimo to najwięcej
ludzi przychodzi do kościoła właśnie na Pasterkę o północy. Tradycja świąt
bożonarodzeniowych jest więc bardzo silna. Na szczęście w tym roku Boże
Narodzenie wypada w niedzielę. W Wigilię oczywiście dzielimy się opłatkiem. Ta
tradycja jest zatem obecna także w Kazachstanie. Korzystając z okazji, chciałbym
podziękować wszystkim naszym rodakom za wszelką pomoc. Zaczynając od księży
biskupów, a kończąc na małych dzieciach z ognisk misyjnych. Wszystkim, którzy
modlą się za Kazachstan i wspomagają nas na różne sposoby, BÓG ZAPŁAĆ!

Dziękuję za rozmowę.

drukuj