Wojna światów
W 1942 roku, w szczytowym momencie Bitwy o Atlantyk, Churchill wyznał, że
gotów jest sprzymierzyć się z diabłem, żeby pokonać Hitlera. Zimna wojna to
konsekwencja tego wyboru. Belzebuba zastąpił Lucyfer… i ledwo rozwiały się
dymy wojny "gorącej" – zaczęła się "zimna"."Urodziłem się w roku 1943 roku, gdy
na świecie toczyła się gigantyczna wojna o to, czy nad obozami koncentracyjnymi
powiewać będą czerwone flagi ze swastyką, czy czerwone flagi z sierpem i
młotem". Tak zaczyna swoją sławną autobiografię Włodzimierz Bukowski.
Konstrukcja systemu sowieckiego była oparta na ideologii światowego zwycięstwa
komunizmu. 30 grudnia 1922 roku, przemawiając na I Zjeździe Rad, na którym
proklamowano ZSRS, Stalin oznajmił, że nowe państwo to jedynie "pierwowzór
przyszłej Światowej Republiki Sowietów". Aż do dzisiaj większość byłych
sowietologów upiera się przy tezie, iż Stalin postawił na budowę komunizmu w
jednym kraju, wbrew ekspansjonistycznej polityce Trockiego. Jednak książki i
filmy wyprodukowane w ZSRS przed wojną pokazują, że ani na chwilę idea Wielkiej
Wojny Wyzwoleńczej, niesionej przez Armię Czerwoną ciemiężonym przez
kapitalistów ludom Europy, nie została odłożona na bok. W finale kultowego filmu
"Wielki obywatel" z 1939 roku (apoteoza Kirowa) mówca na pogrzebie bohatera
wykrzykuje: "Dziś szczęściem sowieckim mogą cieszyć się obywatele naszych
czternastu republik – ale wkrótce będzie ich czterdzieści!". Film ten miał
obowiązek obejrzeć każdy uczeń i student, nie mówiąc o członkach partii i
"związków zawodowych". Dziesiątki fabryk produkowały przede wszystkim lekkie
czołgi, mogące się szybko poruszać po szosach Europy, w lotnictwie z kolei
pierwszeństwo miały bombowce.
Traktowana w ZSRS niemal mistycznie przysięga Stalina nad trumną Lenina
zawierała obietnicę, że zgodnie z nakazem Wodza bolszewicy będą "umacniać i
rozszerzać Związek Rad". Stalin nie wierzył, że Związek Sowiecki może przetrwać
bez zwycięskiej wojny z resztą świata. 14 lutego 1938 roku oświadczył:
"Ostateczne zwycięstwo socjalizmu w sensie pełnej gwarancji braku powrotu do
stosunków burżuazyjnych możliwe jest jedynie w skali światowej". Jeszcze
wyraźniej sformułował to 15 marca 1937 roku szef Zarządu Politycznego Armii
Czerwonej, komisarz Jan Gamarnik: "Armia Czerwona uzna swoją bolszewicką misję
za wypełnioną, kiedy na koniec zawładniemy całym globem ziemskim".
Plan ataku na Europę
Można mieć 99 proc. pewności, że najpóźniej od 1930 roku Stalin planował atak na
Europę w pierwszej połowie lat 40., zaś zwycięstwa Hitlera przyśpieszyły jego
datę na wczesne lato 1941 roku. 5 maja 1941 r. Stalin oświadczył na promocji
absolwentów Akademii Sztabu Generalnego: "Wszystko zmierza ku wojnie i
przeciwnikiem będą Niemcy. Naszym obowiązkiem jest bronić kraju poprzez
działania zaczepne". Tego dnia wydał dyrektywę osiągnięcia stanu gotowości do
działań ofensywnych. Następnego dnia mianował się premierem – najwyraźniej
chciał być jedynym ojcem zwycięstwa. Cytaty z jego przemówień do oficerów Armii
Czerwonej oraz przesunięcie olbrzymiej ilości wojsk o czysto ofensywnym
uzbrojeniu na zachodnią granicę to najczęstsze z argumentów na poparcie tej
tezy. Tezy prawdopodobnej, trzeba przyznać, także z politycznego punktu
widzenia. Uwolnienie Europy od Hitlera byłoby przecież najlepszą legitymacją jej
okupacji sowieckiej, i to nie tylko dla tzw. postępowej opinii publicznej.
Agresja na Finlandię była przeprowadzona w ramach "planu obronnego".
Nie trzeba być pisarzem political fiction, by przyjąć, iż Chamberlain, do końca
próbujący uniknąć wojny z Niemcami i odmawiający pomocy generałom niemieckim
pragnącym skończyć z nazizmem, liczył się właśnie z nagłym atakiem sowieckim.
Choć Wiktor Suworow udowadnia w swoich świetnie udokumentowanych książkach, że
Zachód nie miał w 1939 roku żadnych szans przeciw potędze sowieckiej, to jednak
należy pamiętać, że ówczesna młodzież europejska nie była bynajmniej bez reszty
lewicowa. Dwa lata później na krucjatę antybolszewicką wyruszyły tysiące
ochotników z Norwegii, Hiszpanii, Belgii i krajów bałtyckich. Gdyby więc Hitler
okazał cierpliwość, to jego armia stawiłaby czoło agresji Stalina, i to jemu
przyszedłby z pomocą rząd Chamberlaina oraz Francji, Hiszpanii i krajów
skandynawskich; a nie należy też lekceważyć dobrze przygotowanego polskiego
planu obrony przed Sowietami.
A przecież USA zapewne także przyszłyby z pomocą – zwłaszcza zbrojne w bombę
jądrową. Być może w 1945 roku to Hitler, Chamberlain i Roosevelt dzieliliby w
Jałcie postsowiecki świat…
Czyż po zwycięstwie obozu antysowieckiego nie odbyłby się jakiś Międzynarodowy
Proces Kijowski czy Charkowski, w wyniku którego zawiśliby Mołotow, Żdanow,
Chruszczow, Susłow, Żukow i jeszcze paru największych ludobójców i ich
generałów? Józef Mackiewicz porównał w 1961 roku porwanie i proces Eichmanna z
traktowaniem Chruszczowa, współodpowiedzialnego za holokaust chłopów ukraińskich
w czasie kolektywizacji oraz zsyłki Polaków na Sybir, którego "kładzie się spać
w po-królewskim łożu we Francji, a jego samopoczucie jest tak wysoko cenione, że
tych emigrantów, których nie zdołał wymordować, deportuje się na Korsykę, aby
czasem wrogą demonstracją nie zepsuli mu apetytu".
A przecież natura sowietyzmu i tego, w jakie bestie zamienia on swoich
niewolników, dała się poznać gdy tylko oddziały czerwonoarmistów znalazły się w
Europie Środkowej. W Polsce, w Jugosławii i na Węgrzech dość dobrze znane są
zbrodnie "wyzwoleńczej" Armii Sowieckiej. Ciekawe jednak, jak powszechna, i to
na całym świecie, jest zmowa milczenia na temat bestialstw, jakich dopuszczali
się sołdaci sowieccy w Niemczech i Austrii. Lewicowe tabu wciąż istnieje, prawie
sześćdziesiąt lat po tej wojnie.
Pamiętniki "niezniszczalnego" członka Biura Politycznego KPZR Anastasija
Mikojana zawierają opis sceny, która wydarzyła się 15 maja 1945 roku w sali
posiedzeń na Kremlu. Stalin miał wówczas oświadczyć, że liczba dywizji
sowieckich nad Łabą tak dalece przewyższa siły zachodnie, że w ciągu trzech
tygodni czołgi Żukowa dojdą do Lizbony. Należy więc natychmiast przystąpić do
natarcia na nieprzygotowaną i zniszczoną Europę. Odpowiedzieć mu miała głucha
cisza. Nawet zbirom z jego przybocznej gwardii jedna, zakończona po tak wielkim
wysiłku, wojna na razie zupełnie wystarczała. Stalin machnął ręką, skwitowawszy
swoim zwyczajem ich "tchórzostwo" rynsztokowym zwrotem.
Jeśli taka scena rzeczywiście się wydarzyła, ukazuje ona wierność dawnego
rewolucjonisty "Koby" wobec hasła, pod jakim zaczynał niemal pół wieku wcześniej
swoją polityczną działalność i w które towarzysze z Biura obowiązani byli
oficjalnie nadal wierzyć – hasła światowej rewolucji.
Podobnie jak w wypadku klęski Wielkiego Skoku Mao, tak i członkowie Biura
Politycznego KPZR nie dowierzali sobie na tyle, by zawiązać spisek. Jeśli
wierzyć najnowszej generacji rosyjskich historyków, zawiązali go dopiero w
obliczu własnej śmierci, gdy w 1952 roku procesy lekarzy miały przygotować
aresztowania ich rzekomych protektorów w najwyższych kręgach. W Chinach zabrakło
Berii, który rzekomo spowodował lub przyśpieszył śmierć Wodza, a jego
odpowiednik, czyli Deng Xiaoping, został przezornie wcześniej odsunięty przez
Przewodniczącego. Ale nie decydując się na natychmiastową inwazję Europy
Zachodniej, Stalin stanął niebawem wobec faktu, że USA mają bombę atomową.
Wyjaśnia to, przynajmniej w 80 proc., jego powściągliwość wobec Zachodu przez
trzy powojenne lata.
Spory o początek zimnej wojny
Zimna wojna ma pewien rys, bardzo kłopotliwy dla historyka dziejów najnowszych:
nie ustalono bowiem w sposób powszechnie obowiązujący jej okresu. Są tacy,
którzy datują ją od 17 marca 1945 roku, kiedy ambasador USA w Moskwie Averell
Harriman potwierdził w depeszy do prezydenta Roosevelta pogląd Churchilla, iż
"przywódcy sowieccy zaczęli uważać, że mogą zmusić nas do przyjęcia ich
stanowiska w każdej sprawie". Rezultatem była wymiana oschłych, a potem
gniewnych depesz między Rooseveltem a Stalinem, którą 12 kwietnia przerwała
nagła śmierć prezydenta.
Zdaniem innych, należy jej początek datować na lipiec 1947 roku, gdy w Polsce
rozgromiono już opozycję, zaś we wpływowym kwartalniku amerykańskim "Foreign
Affairs" ukazał się obszerny artykuł George´a F. Kennana, zawierający doktrynę
"powstrzymywania komunizmu", która stała się stałą wytyczną dla polityki USA.
Była to poszerzona wersja jego sławnej "depeszy", którą wysłał z Moskwy w
poprzednim roku. Radykalna reorientacja polityki Waszyngtonu była wynikiem
całego łańcucha doświadczeń, które obudziły w USA poczucie zagrożenia.
Pierwszym takim katalizatorem był stosunek Sowietów do Powstania Warszawskiego i
alarmujące depesze wysyłane z Moskwy przez George´a F. Kennana, ówczesnego radcy
ambasady USA. Później było podstępne aresztowanie Szesnastu, a na końcu
sfałszowane wybory i pogwałcenie układu jałtańskiego.
Zanim jeszcze architektem polityki powstrzymywania stał się po powrocie do
Waszyngtonu George F. Kennan, jego długa depesza z Moskwy wysłana w lutym 1946
roku, oparta w znacznej mierze na polskich doświadczeniach, stała się punktem
zwrotnym. Tak widzi początek zimnej wojny Jan Nowak-Jeziorański.
Ciekawe jednak, że podobne refleksje znajdujemy u przedstawiciela skrajnej
lewicy amerykańskiej Johna Gaddisa, dla którego sam przymiotnik "zimnowojenny"
oznacza "podżegający do wojny" lub "reakcyjny". Powołując się na wspomnienia
George´a F. Kennana oraz artykuł Williama Larsha "Averell Harriman and the
Polish Question 1943-1944", pisze: "Stalin dostał w końcu taki polski rząd,
jakiego chciał, lecz zapłacił za to wysoką cenę. Brutalność i cynizm, którymi
się wykazał, najzupełniej wystarczyły, by wyczerpać kapitał dobrej woli
zgromadzony na Zachodzie dzięki wysiłkowi wojennemu Związku Radzieckiego, zasiać
w Londynie i Waszyngtonie wątpliwości co do perspektyw przyszłej współpracy oraz
napełnić głębokim lękiem resztę Europy". Opinia ta nie zgadza się ani z innymi
tezami historyka z Ohio, ani – niestety – z rzeczywistością, jednak znamienne,
że lektura świadectw i dokumentów skłoniła go do sformułowania takiego sądu.
Stalin bazował na naiwnych
Bardziej prawdopodobne jest, że Stalin, szanujący tylko silnych, zorientował
się, jak naiwnego ma przeciwnika.
Sam przyznał pod koniec wojny, że około 2/3 przemysłu sowieckiego zbudowano
przed wojną i podczas niej dzięki finansowej i technicznej pomocy amerykańskiej.
Przypomnijmy też, że stosunki między Kremlem a ekipą Roosevelta były ciepłe
niemal od początku. Roosevelt nie protestował przeciw sowieckiej inwazji na
Polskę, zaś po agresji na Finlandię w grudniu 1939 roku ogłosił "moralne
embargo" wobec ZSRS. Sukcesywne zajmowanie krajów bałtyckich i Besarabii latem
1940 roku wzbudziło w Departamencie Stanu jedynie "niepokój".
Serdecznym przyjacielem osobistego doradcy i przyjaciela prezydenta Harry´ego
Hopkinsa był Icchak Achmerow, as wywiadu NKWD. Oleg Gordijewski, major KGB,
który przeszedł na Zachód, twierdzi, że sam Hopkins zgodził się na "pracę dla
pokoju" (tak służby sowieckie określały swoją działalność za granicą). Pod
koniec lat czterdziestych zaczęło wychodzić na jaw, że to na polecenie Hopkinsa
już od 1942 roku przesyłano Moskwie wszystkie materiały potrzebne do produkcji
bomby atomowej, w tym połowę amerykańskich zapasów oczyszczonego uranu! W ten
sposób Stalin mógł wpływać na decyzje Roosevelta, doszło wtedy zapewne do
historii brzmiącej dziś tak nieprawdopodobnie, że amerykańscy historycy omawiają
ją niechętnie, a nawet powstrzymują się od komentarzy. Otóż szef służb
specjalnych William Donovan miał mniejsze złudzenia co do Sowietów i w
listopadzie 1944 roku kupił od Finów przechwyconą przez nich księgę kodów NKWD.
Oburzony tym sekretarz stanu Edward Stettinius złożył u prezydenta protest
przeciw podstępnym działaniom, wymierzonym w najlepszego sojusznika USA!
Roosevelt zmusił Donovana do oddania księgi Rosjanom (którzy wiedzieli, że
wszedł w jej posiadanie), i to z przeprosinami… Donovan nie był rzecz jasna aż
tak służbisty, by nie zrobić kopii.
Od Algera Hissa natomiast musiał się dowiedzieć, że Roosevelt zimą 1945 roku nie
tylko nie podjął oferty Williama Donovana przekształcenia Biura Służb
Strategicznych, czyli wywiadu, w rozbudowaną organizację wywiadowczą, ale nawet
spowodował przeciek prasowy, by ją skompromitować! 9 lutego trzy najważniejsze
dzienniki Wschodniego Wybrzeża gwałtownie zaatakowały Donovana za chęć
stworzenia "amerykańskiego Gestapo", szpiegującego "dobrych sąsiadów na całym
świecie".
Organizacja Narodów Zjednoczonych, w co trudno dziś uwierzyć, była dla wielu
zachodnich intelektualistów i politologów zaczątkiem jeśli nie rządu, to
przynajmniej pokoju światowego; w końcu przecież sam Roosevelt tak ją sobie
wyobrażał.
Piotr Skórzyński
Tekst jest fragmentem książki Piotra Skórzyńskiego "Wojna światów.
Intelektualna historia zimnej wojny", Biblioteka "Glaukopisu", t. 1, Warszawa
2011.
Piotr Skórzyński (1952-2008) był publicystą, poetą, krytykiem i eseistą,
działaczem "Solidarności" Regionu Mazowsze, nadawcą radia "Solidarność". W
stanie wojennym został internowany w więzieniu w Białołęce. Publikował m.in. w
"Tygodniku "Solidarność"", "Ładzie", "Arcanach". Jest autorem m.in. książek:
"Jeśli będziesz ptakiem" (1988) – powieści wydanej w podziemiu, "Na obraz i
podobieństwo. Paradygmat materializmu" (2002), "Pejzaże pamięci" (2004).
