Logos humanistyki
Z prof. dr. hab. Henrykiem Kieresiem, kierownikiem Katedry Filozofii
Sztuki KUL i wykładowcą WSKSiM w Toruniu, rozmawia Paweł Pasionek
Toruń jest Panu Profesorowi szczególnie bliski jako miasto rodzinne. Jak
Pan wspomina swoje dzieciństwo i młodość?
– Dzieciństwo nie było łatwe, jego świadome początki wspominam jak zły sen –
wojna zabrała mi rodziców, potem była sieroca tułaczka z młodszym bratem po
rodzinie, wreszcie adopcja w rozłączeniu z bratem (nosimy nazwiska rodziców
adopcyjnych). A młodość? "Chmurna i durna", żmudne i samotne przebijanie się po
rozum, marzenie o dorosłości, w czym pomocą były "połykane" książki i
grafomańskie, lecz szczere próby literackie. Szkoła zawodowa, nieudana próba w
technikum, liceum wieczorowe i wreszcie upragnione studia…
Od razu zainteresował się Pan filozofią?
– Studiowałem polonistykę na toruńskim uniwersytecie, ale dość szybko
stwierdziłem, że nie wyrośnie ze mnie zawodowy miłośnik literatury, a ponadto w
tych marnych czasach, kiedy dominował rytualnie prymitywny marksizm, przetykany
konspiracyjnie nowinkami z "francuskiej gazety", zacierał się logos humanistyki
i jej rola w kulturze. Inaczej mówiąc, nie rozumiałem humanistyki. Pomógł mi
przyjaciel, który studiował filozofię na KUL. Pojechałem więc do Lublina z
intencją studiów nad filozoficznymi podstawami humanistyki i – podkreślę to – z
zamiarem powrotu do Torunia. Kiedy podjąłem próbę realizacji tego zamiaru,
okazało się, że po studiach na katolickiej uczelni nie spełniam kryterium
"politycznej poprawności" i mogłem przysporzyć kłopotów. Po odmowie ze strony
władz UMK byłem w rozterce i właśnie wtedy mój mistrz, prof. Antoni B. Stępień,
zaproponował mi współpracę. Było to wielkie i niespodziewane wyróżnienie. Jednak
towarzyszył mi także lęk, czy sprostam. Nie mnie sądzić, ale patrząc z mojej
perspektywy, do filozofii "wpadłem przez okno".
Na swojej drodze spotkał Pan Profesor wielu wybitnych naukowców. Kto z
nich stał się dla Pana mistrzem?
– Na polonistyce byli nimi profesorowie: Konrad Górski, Artur Hutnikiewicz i
Zofia Abramowiczówna. Na filozofii kształciłem się "pod szkiełkiem i okiem"
prof. Stępnia i takich mistrzów jak: Stefan Swieżawski, Stanisław Kamiński,
Marian Kurdziałek, Zofia J. Zdybicka oraz "mistrza mistrzów", jakim był ojciec
Mieczysław A. Krąpiec, współtwórca i filar Filozoficznej Szkoły Lubelskiej; jak
zawyrokował swego czasu prof. Stępień: "Wszyscyśmy z Krąpca".
Proszę zatem przybliżyć Czytelnikom rolę mistrza w procesie edukacji.
– Mistrz nie tylko wie, lecz także wie, jak wie, czyli potrafi dorzecznie i
racjonalnie uzasadnić posiadaną wiedzę, a ponadto mistrz nie popełnia błędów w
sztuce wprowadzania ucznia w arcana dziedziny, jest uczciwy wobec prawdy, tworzy
szkołę, a relacja mistrz – uczeń jest kluczowa w edukacji.
Jest Pan Profesor założycielem i wiceprezesem Polskiego Towarzystwa
Tomasza z Akwinu. Dlaczego myśl św. Tomasza zachowuje przez tyle wieków
aktualność?
– Jednym z koniecznych warunków uprawiania filozofii jest historyzm: znajomość
dorobku poznawczego tradycji. W jego świetle widać, że nie byłoby Tomasza bez
Arystotelesa i nie byłoby Etienne Gilsona, Jacquesa Maritaina i Mieczysława
Krąpca bez Tomasza. A jego epokową zasługą w filozofii jest radykalny realizm,
odkrycie aktu istnienia i jego roli w wyjaśnianiu filozoficznym, co wyzwoliło
filozofię ze spekulacji pojęciowych i związało ją z realnym światem. Owocem tego
odkrycia jest realistyczna teoria absolutu oraz personalistyczna antropologia. W
dzisiejszej myśli naukowej dominuje idealizm i jego pseudofilozofie, które
prowadzą Europejczyka na manowce pseudokultury. Weźmy np. dzisiejszą modę na
tzw. postmodernizm. Jego uniwersyteccy admiratorzy pastwią się nad rozumem,
żądają "wyzwolenia wolności", ale nie raczą zauważyć, że ich poglądy są dziełem
rozumu, że na co dzień tym rozumem się posługują i że miarą ich rozumności jest
realny świat. Osobliwa schizofrenia.
Żyjemy w czasach, kiedy przychodzi bronić rzeczy oczywistych, także
instytucji rodziny, która jest coraz częściej atakowana. Dzieje się tak chyba
nie przypadkiem?
– W tradycji europejskiej (łacińskiej i personalistycznej) rodzina jest
przyczyną wzorczą oraz celem-dobrem wszelkich stowarzyszeń społecznych i
instytucji państwowych. To jest oczywiste, a świadczy o tym nasze codzienne
doświadczenie. Ale w kulturze nowożytnej i współczesnej Europy zagnieździł się
socjalizm, cywilizacja tzw. gromadna i jej "uczone głupstwo", które boi się
suwerenności rodziny, a w człowieku chce widzieć tzw. jednostkę, która różni się
od innych ludzi numerycznie i jest funkcją wszechwładnego państwa. Za dzisiejszą
agresją wobec rodziny, tym razem socliberalną, kryje się zatem błędny,
totalitarny ustrój polityczny. U jego podstaw leży ignorancja rodzimej tradycji
oraz arogancja, czyli butne nieliczenie się z realnym człowiekiem w imię
fanatycznej wiary w utopię.
Polityka to zgodnie z klasyczną definicją troska o dobro wspólne. Dziś
niestety w przestrzeni publicznej brakuje takiego podejścia.
– W naszej rodzimej tradycji politykiem jest każdy człowiek, bo każdy zabiega o
dobro, jakim jest jego własne życie. Dlatego mówimy, że ludzkie życie jest
dobrem wspólnym działalności społecznej, czyli właśnie polityki. W socjalizmie
polityka jest sztuką zdobycia i utrzymania władzy lub sztuką budowania idealnego
państwa, według jakiejś utopii. Socliberalizm to ustrój oligarchiczny. O władzę
ubiegają się partie, a każda z nich żywi przekonanie, że jej ideologia (utopia)
jest "jedynie słuszna", a wyborcy to "massa damnata" (ciemna masa), którą łatwo
zwieść obietnicą gruszek na wierzbie. Polityka doznała ideologizacji, dlatego
upada kultura czynu, a dominują bądź bierność, bądź kłótnia i warcholstwo.
Nadzieja zatem w uczelniach, które będą w stanie wykształcić nowe elity.
Jest Pan Profesor wykładowcą w WSKSiM od początku jej istnienia.
– Z pewnością imponuje jej wymiar materialny. Studenci mają wręcz cieplarniane
warunki bytowe i doskonałe zaplecze dydaktyczne w nabywaniu wiedzy i sprawności
zawodowych. Zwraca uwagę możliwość praktyk w instytucjach rządowych w Polsce i
Unii Europejskiej. Innym świadectwem rozwoju uczelni są wydane przez nią dyplomy
licencjackie i magisterskie, liczne sympozja naukowe – w większości w obsadzie
międzynarodowej, oraz publikacje książkowe. Stabilizuje się własna kadra
profesorska, bogacą się zasoby biblioteczne. Z podziwem patrzę na owoce ogromnej
i niełatwej pracy, jaką wręcz heroicznie wykonują Ojcowie Redemptoryści, a
szczególnie ojciec dr Tadeusz Rydzyk CSsR. Praca ta zaświadcza, że dobro jest
trudne, ale że włożony w jego realizację wysiłek zwielokrotnia się społecznie w
postaci dobrze wykształconych i poważnie traktujących życie absolwentów.
Dziękuję za rozmowę.
