NATO demaskuje Jaruzelskiego
Ujawnione wczoraj z okazji 30. rocznicy stanu wojennego dokumenty NATO potwierdzają to, o czym od lat mówią historycy: armia sowiecka nie planowała w grudniu 1981 roku interwencji w Polsce.
Związek Sowiecki straszył użyciem siły, ale w grudniu 1981 roku nie było żadnych ruchów wskazujących na możliwą interwencję wojsk radzieckich w Polsce – wynika z upublicznionych wczoraj w Brukseli dokumentów NATO z tamtego okresu. Natowska analiza z 13 grudnia 1981 roku dowodzi, że władze PRL nie chciały bronić się przed jakąkolwiek agresją Sowietów. Ich plan był prosty: zmusić społeczeństwo do zaakceptowania „twardszej polityki zaplanowanej po to, by odzyskać autorytet partii”. „Jaruzelski musiał być pod rosnącą presją, zarówno ze strony twardogłowych w partii, jak i Moskwy, by powstrzymać oczywisty rozpad władzy w Polsce. Przeczuwał też być może, że musi działać w celu uprzedzenia apeli twardogłowych o pomoc ZSRR” – czytamy w analizie. W tym celu – jak wynika z dokumentów Sojuszu – zadaniem Jaruzelskiego było utrzymanie władzy za wszelką cenę, m.in. poprzez wmówienie społeczeństwu, że stan wojenny pozwoli uniknąć interwencji sowieckiej i rozlewu krwi.
Według analityków NATO, do podobnego kroku (rosyjskiej agresji) mogłoby dojść co najwyżej w momencie, gdyby w wyniku wprowadzenia stanu wojennego doszło w Polsce do rozlewu krwi. „Gdyby milicja lub armia otworzyły ogień, ryzyko pogorszenia się sytuacji do punktu, w którym radziecka interwencja byłaby prawdopodobna, wzrosłoby, ale do tej pory nie odnotowano żadnych oznak ruchów wojsk sowieckich” – czytamy w dokumencie. Ewentualna interwencja jest też jednym z wariantów, który jeszcze przed wprowadzeniem stanu wojennego Wojciech Jaruzelski negocjował z Moskwą, prosząc o gwarancje pomocy „bratniej armii” na wypadek „niespodziewanych okoliczności”. Czyli sam Jaruzelski prosił Rosję o ingerencję. W upublicznionych dokumentach spadek popularności rządzących tłumaczony jest głównie pogarszającą się sytuacją gospodarczą (w grudniu 1981 roku Sojusz nie wykluczał, że już w lutym 1982 roku dojdzie do załamania gospodarczego). Przed samym stanem wojennym wskazywano na załamanie się negocjacji między opozycją i władzami oraz na strajki obejmujące również służby mundurowe. 9 grudnia, czyli na cztery dni przed wprowadzeniem stanu wyjątkowego, Komitet Wojskowy NATO ostrzegał, że „kryzys w Polsce jest w krytycznym okresie, kiedy prawie wszystko jest możliwe”, i że w kwestii Polski „szykuje się coś niezwykłego”. „Biorąc pod uwagę polskie zamiłowanie do kompromisu, przewidywania są niemożliwe, ale COŚ się zdarzy” – napisano w dokumencie przygotowanym na ściśle tajną sesję ministrów spraw zagranicznych Sojuszu.
Zbyt osłabieni na agresję
O tym, że ZSRS nie szykuje żadnej napaści na Polskę, ówczesny aparat władzy wiedział bardzo dobrze. Podobnych działań Rosja podjąć nie mogła, gdyż w tym czasie była już militarnie zaangażowana m.in. w Afganistanie. Poza tym w Polsce do 1993 roku i tak stacjonowały sowieckie wojska, które kontrolowały PRL. Przed podobnym krokiem musiała wstrzymywać Moskwę także ewentualna międzynarodowa presja (zarówno gospodarcza, jak i polityczna), która słaniającemu się na glinianych nogach kolosowi groziła zapaścią. Zdawało sobie z tego sprawę również
NATO. W upublicznionych wczoraj dokumentach Sojusz przyznaje, że choć brał na serio możliwość interwencji zbrojnej (w bliżej nieokreślonym czasie), to jednak był świadom, że Moskwa jedynie straszy użyciem wszystkich możliwych środków. Jeszcze w marcu 1981 roku NATO przygotowywało ewentualne scenariusze dla Polski, które przewidywały: bezpośrednią inwazję ZSRS w Polsce na zaproszenie władz PRL lub bez, interwencję pod przykrywką ćwiczeń lub dyslokacji wojsk na dużą skalę, bądź też użycie siły przeciwko ludności przez polskie władze z apelem lub bez apelu o pomoc Układu Warszawskiego. NATO wykluczało jednak możliwość zbrojnej odpowiedzi na atak, preferując wariant presji na ZSRS oraz gospodarczą pomoc dla Polski. Przygotowany 16 marca 1981 roku dla natowskich ministrów dokument zakładał też możliwość rozpatrzenia nałożenia na ZSRS restrykcji gospodarczych, w tym „wprowadzenie ogólnego embarga na eksport” oraz „zaniechanie projektów eksploatujących sowieckie źródła energii”. O tym, że podobnej agresji ZSRS nie szykował, świadczą także sowieckie archiwa, do których na początku lat 90. udało się dotrzeć rosyjskiemu dysydentowi Władimirowi Bukowskiemu.
Kukliński uprzedzał
O przygotowaniach do wprowadzenia w Polsce stanu wojennego na bieżąco informowani byli przez płk. Ryszarda Kuklińskiego Amerykanie. – Pułkownik Kukliński informował nas o przygotowaniach do tego, ale nie podawał daty. Ja zresztą nie byłem dokładnie poinformowany o treści jego raportów. Biały Dom bardzo się obawiał, że wiadomość o nich wycieknie na zewnątrz, więc CIA wtajemniczyła w nie tylko prezydenta i jego najbliższych współpracowników – relacjonuje w rozmowie z PAP znawca historii Rosji prof. Richard Pipes. Emerytowany profesor historii Uniwersytetu Harvarda wyjaśnia też, że Jaruzelski nie może tłumaczyć swej decyzji wprowadzenia stanu wojennego rzekomymi planami interwencji wojskowej ZSRS, bo taka nie była planowana. – Rosjanie nie zamierzali interweniować. Marszałek Kulikow, dowódca wojsk Układu Warszawskiego, powiedział to dobitnie po latach. Notatki z posiedzeń politbiura KPZR dowodzą, że nie było takich planów. Na jesieni i zimą 1981 roku nie było też koncentracji wojsk sowieckich przy granicy z Polską – podkreśla Pipes.
Wśród odtajnionych wczoraj przez NATO dokumentów dotyczących wprowadzonego w Polsce stanu wojennego znajduje się też niemal 200 materiałów NATO pochodzących z lat 1956-1984, a poświęconych Polsce, które archiwiści Sojuszu postanowili przekazać opinii publicznej w 30. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Znalazły się w nich także dokumenty dotyczące wydarzeń w Poznaniu w czerwcu 1956 roku oraz sytuacji po zmianie władz w PZPR w 1976 roku. Uroczyste przekazanie materiałów odbyło się w kwaterze głównej NATO w Brukseli, a wzięli w nim udział m.in. wiceminister spraw zagranicznych i były ambasador Polski przy NATO Bogusław Winid oraz asystent sekretarza generalnego NATO – ambasador William Eaton. Polska jest pierwszym krajem z grona nowych państw członkowskich NATO, którym udało się zainicjować odtajnienie dokumentów Paktu z czasów zimnej wojny.
Marta Ziarnik
***
Nikt nie chciał bić się za Polskę
Z dr. Patrykiem Pleskotem, historykiem z IPN, rozmawia Zenon Baranowski
Co nowego wnoszą kolejne materiały odtajnione przez NATO?
– Materiały te zostały dopiero co upublicznione na stronie internetowej NATO, ich dokładna analiza musi jeszcze potrwać. Nie trzeba jednak dogłębnych badań, by stwierdzić, że to interesujące rzeczy, które na pewno uzupełnią i pogłębią naszą wiedzę, ale czy przyniosą coś naprawdę nowego – to się okaże po rzetelnej lekturze. Część z tych źródeł można już było wcześniej znaleźć w archiwach zagranicznych.
Po lipcowej transzy dokumentów prof. Paczkowski powiedział, że te materiały mają charakter syntezy. Głównym elementem tych informacji jest to, że NATO nie miało sygnałów, iż wojska radzieckie nie zamierzają interweniować w Polsce.
– Sprawa jest bardzo skomplikowana. Oczywiście były różne scenariusze, także te, w których zakładano interwencję. Co ciekawe, bardziej obawiano się inwazji w grudniu 1980 r. niż rok później. Znane już dokumenty wskazują, że Amerykanie czy Francuzi obawiali się, że w wyniku ewentualnej inwazji radzieckiej wybuchnie po prostu wojna domowa w Polsce. Dopuszczano nawet bunt polskiego wojska przeciwko Rosjanom. Oczywiście należy brać pod uwagę różne prawdopodobieństwo realizacji tych scenariuszy.
Rozumiem, że NATO przygotowywało te analizy nie tylko w oparciu o tzw. biały wywiad, ale i siatkę agenturalną w PRL?
– Należy pamiętać, że poprzez biały wywiad uzyskiwano zdecydowaną większość informacji, niektórzy sądzą, że nawet 80 procent. Nie zmienia to faktu, że w PRL – podobnie jak gdzie indziej – funkcjonowała trudna do zdefiniowania sieć agenturalna zachodnich wywiadów. Najlepszym tego przykładem jest płk Ryszard Kukliński, członek kierownictwa Sztabu Generalnego WP, który współpracował z CIA od początku lat 70. i do momentu swojej ucieczki w listopadzie 1981 r. dostarczył ponad 40 tys. stron doniesień, w większości ściśle tajnych materiałów. To było naprawdę bardzo cenne źródło dla Amerykanów. Zresztą tylko pięć osób mogło czytać jego raporty, na czele z prezydentem. Jednak trudno bliżej scharakteryzować działalność tej agentury, bo nie mamy pełnego dostępu do zagranicznych archiwów. Dla tej tematyki ich pełne otwarcie może nastąpić dopiero za kilkadziesiąt lat.
Z tej dokumentacji wynika, że NATO nie planowało żadnej interwencji. Dwa lata wcześniej był Afganistan i tam poprzestano tylko na wsparciu mudżahedinów?
– Nikt na Zachodzie nie przewidywał, by z racji sytuacji w Polsce można było naruszyć w jakikolwiek sposób układ jałtański. Na pewno Afganistan i stan wojenny zakończyły okres odprężenia w stosunkach Wschód – Zachód, znany z lat 70. Nikt nie myślał, żeby bić się za Polskę. Nawet gdyby doszło do interwencji radzieckiej, państwa NATO nie zamierzały podjąć jakiejkolwiek interwencji zbrojnej. Wyraźne ochłodzenie stosunków dyplomatycznych, zerwanie rozmów rozbrojeniowych, podniesienie stanu gotowości NATO itp. – to były jedyne dopuszczalne kroki, i to tylko w razie inwazji.
Trzeba pamiętać, że Zachód zareagował na stan wojenny z ulgą. W końcu nie doszło przecież do interwencji Sowietów. Dopiero później zaczęło się okazywać, że są ofiary, pacyfikacja "Wujka", internowania, rozbita "Solidarność" itp. Swoją rolę odegrało oburzenie opinii publicznej, z czym musieli się liczyć decydenci. Dyskurs polityczny zaczął się zaostrzać, ale nie wszędzie. Poszczególne państwa Zachodu kształtowały swój stosunek do Polski przede wszystkim pod kątem własnych interesów: walki o wpływy w ramach NATO, wewnętrznej rywalizacji, priorytetów swej polityki zagranicznej. Było to zresztą całkowicie zrozumiałe.
Dziękuję za rozmowę.
