Amnezja Komorowskiego

Z Wojciechem Reszczyńskim, dziennikarzem i publicystą, rozmawia
Maciej Walaszczyk

W 30. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego o godz. 23.30 prezydent
Bronisław Komorowski zapalił w oknie Belwederu "symboliczną świecę będącą
wyrazem pamięci o ofiarach stanu wojennego" – czytamy w komunikacie Kancelarii
Prezydenta. Rok temu Komorowski podejmował z honorami na posiedzeniu Rady
Bezpieczeństwa Narodowego osobę, która wprowadziła stan wojenny – Wojciecha
Jaruzelskiego. Doradca prezydenta, były opozycjonista Jan Lityński nazywa wciąż
generała "polskim patriotą". Pomieszanie z poplątaniem?

– Byli opozycjoniści się kompletnie pogubili w ocenach tego wydarzenia i tym, w
jaki sposób mają je komentować. Trąci to wręcz schizofrenią. Z jednej strony
mówi się o tym, że 30 lat temu wydarzyło się w Polsce wielkie zło, ale z drugiej
strony nie wolno zapominać, że za zgodą Okrągłego Stołu i w warunkach pokojowych
Polska mogła wkroczyć na drogę demokracji i rozwoju. Jak się okazuje, zarówno
stan wojenny, jak i układ przy Okrągłym Stole nieustannie się ze sobą łączą. Bo
rzeczywiście był on konsekwencją stanu wojennego, kiedy oprawcy dogadali się z
wybranymi ofiarami. W ten sposób powstała przecież III Rzeczpospolita.

Trudno więc mówić, że ludzie dawnej opozycji się pogubili, raczej jest
to ich świadomy wybór wynikający z politycznych konsekwencji tego, że poszli na
układ z władzami PRL.

– Skutkiem tego pokojowego i – co najważniejsze – w pełni kontrolowanego
podziału władzy jest to, że do dziś nie można krytykować, atakować ani wyciągać
konsekwencji wobec ludzi odpowiedzialnych za stan wojenny i jego zbrodnie. Bo ci
ludzie są również twórcami III RP, stąd pan Lityński mówi, że Jaruzelski to
"polski patriota". To, niestety, typowy polski relatywizm: Jaruzelski to z
jednej strony sprawca różnych nieszczęść i zniewolenia, a z drugiej twórca
niepodległego państwa. To się przecież kupy nie trzyma. Niestety, dzisiaj ciągle
odczuwamy konsekwencje stanu wojennego.

Kto w Pana ocenie ponosi większą odpowiedzialność za to zakłamanie,
odgórną amnezję społeczną, pomieszanie wartości – ludzie władzy PRL, komuniści
czy dawni opozycjoniści, którzy poszli na układy?

– Jedni i drudzy w równym stopniu. Cały czas pierwszeństwo ma partykularny
interes wąskiej grupy panującej. Przed stanem wojennym była to jedna partia,
która pilnowała swojego interesu i za wszelką cenę broniła się przed zmianami,
pójściem na jakieś ustępstwa. Jeśli już zostali przymuszeni do porozumień
sierpniowych, to w tym samym czasie podjęli się przygotowań do wprowadzenia
stanu wojennego po to, by nie utracić wpływów. To samo miało na celu doproszenie
części opozycji do rozmów przy Okrągłym Stole i tym samym wzmocniło ich
legitymizację. Dzisiaj na spotkaniu prezydenta Komorowskiego z młodzieżą padła
propozycja, by w przyszłości świętować kolejne rocznice wyborów 4 czerwca 1989
r., co jest właśnie charakterystyczne dla tych obu grup. Dzisiaj jedna i druga
wspierają tę samą narrację, z której wyłania się schizofreniczny obraz z jednej
strony współczucia dla ofiar stanu wojennego, a z drugiej – wynoszenia do rangi
cnoty wspólnej budowy z jego twórcami "demokratycznego państwa". Jaruzelski nie
może jednak być zdrajcą Narodu i zarazem polskim patriotą.

Jak Pan sądzi, kiedy przebije się prawda o tym człowieku, o tym, kim był
i kim jest dla naszej najnowszej historii?

– W najbliższych latach na pewno nie. Jednak za kilkadziesiąt lat na pewno dojdą
do głosu ludzie, którzy te kwestie będą przedstawiali w sposób obiektywny. Będą
mieli czyste sumienia oraz będą wolni w możliwości interpretowania faktów.
Zresztą już jest to mocno dostrzegalne choćby na wspomnianym spotkaniu
Komorowskiego z młodzieżą, podczas którego jedna z dziewczyn zapytała go z
wielkim wyrzutem, dlaczego sądy nie ukarały ludzi odpowiedzialnych za stan
wojenny. Komorowski odpowiedział typowo: nie udało się, ale osąd historii będzie
jednoznaczny. To znaczy, że było to jednak zło, które wymaga potępienia. Ale
tutaj znów mamy do czynienia ze schizofrenią, bo jeśli mamy zło napiętnować, to
należy to uczynić w sposób konkretny, a od tego są m.in. sądy, by osądzić i
ukarać winnego.

Dlaczego uważa Pan, że Jaruzelski odpowiada za zło? Jak Pan to
definiuje?

– Ponieważ był to gwałt na wolności i zagrożenie dla niepodległego bytu Narodu.
Stali za nim ludzie rządzący PRL. To zło pojawiło się tutaj, w Polsce, przyszło
od ludzi, którzy nie potrafili funkcjonować w warunkach demokracji i
sprawiedliwości, a jedynie dzięki opresji i wsparciu obcego mocarstwa. Stąd
wielkie znaczenie, jakie ma Marsz Niepodległości i Solidarności i oddanie hołdu
ofiarom stanu wojennego. Radosław Sikorski znów powiela tę złą tendencję. Znów z
naszego kraju wychodzi oferta ograniczenia Polski do ram państwa nie w pełni
niepodległego i suwerennego, które musi funkcjonować pod jakimś protektoratem i
przywództwem zewnętrznym.

Dziękuję za rozmowę.

 

Aktualności dnia z udziałem red.
Wojciecha Reszczyńskiego

 

drukuj