Chrześcijaństwo uratuje Europę

Liczba ludności świata właśnie przekroczyła siedem miliardów.
Paradoksalnie – pomimo światowego wzrostu narodzin Europa się starzeje, a
określenie "Stary Kontynent" staje się boleśnie dosłowne. Parlament Europejski
pochylił się nad tym problemem, ale nasuwa się pytanie, czy diagnoza przez niego
postawiona jest właściwa i czy proponowane rozwiązania dają szansę na wyjście z
demograficznego pata, w którym tkwi Europa, czy też są zbiorem pobożnych życzeń
wpisanych w europejską poprawność polityczną.

Mamy najstarsze społeczeństwo i najniższy przyrost liczby ludności na świecie. W
większości państw członkowskich Unii wskaźnik urodzeń jest niższy od średniej
liczby dzieci na kobietę, a jednocześnie zwiększa się średnia długość życia.
Zatem słuszne jest stwierdzenie mówiące o tym, że stoimy na progu ogromnego
kryzysu demograficznego, który zdecydowanie zmieni sytuację społeczną,
ekonomiczną i polityczną w Europie.
Wydaje się, że problem leży nie tylko w samych zmianach demograficznych, lecz
także w niezdecydowanej postawie polityków, a również błędnej analizie przyczyn
problemu. Nie jest tak, że za spadek liczby ludności w około dwudziestu
regionach Europy, wynoszący ponad dziesięć procent, odpowiada przede wszystkim
odpływ młodych ludzi z biedniejszych regionów wiejskich do wielkich aglomeracji
miejskich. Ta sytuacja dotyczy północnej Hiszpanii czy niemieckich krajów
związkowych z byłej NRD, ale na pewno nie jest wyjaśnieniem zapaści
demograficznej w całej Unii, jak sugeruje Kerstin Westphal, autorka sprawozdania
europarlamentu w tej sprawie. Na pewno też problemu tego nie rozwiąże propozycja
zwiększenia liczby kobiet aktywnych zawodowo. Wręcz przeciwnie, zmniejszy to
ogólną liczbę urodzeń. Propozycje te można traktować jak typowy przykład unijnej
nowomowy wychodzącej naprzeciw postulatom lobby feministycznego i tzw.
postępowców, bardzo aktywnych w Parlamencie Europejskim. Taka pusta retoryka na
pewno nie poprawi dramatycznego spadku urodzeń na Starym Kontynencie.
Spadek liczby ludności w Europie byłby jeszcze bardziej widoczny, gdyby nie
migracja. Należy sobie zadać pytanie: Dlaczego problem ten dotyczy właśnie
Europy i czy można mu zaradzić? Nie powinno się tłumaczyć starzenia się naszego
kontynentu wyłącznie wzrostem średniej długości życia Europejczyków. Tym
niemniej głównym problemem jest dramatyczny spadek liczby narodzin. Istotą
sprawy jest odejście Europy po II wojnie światowej od wartości chrześcijańskich,
a zwłaszcza tych promujących rodzinę. Przez lata niszczono rodzinę, promując tak
zwane wolne związki, aborcję na życzenie czy w niektórych krajach nawet
eutanazję. Dzisiaj zbieramy zatrute owoce tej polityki – spadek liczby narodzin,
starzenie się społeczeństw oraz zapaść systemów emerytalnych w Europie. Aby
odwrócić tę niepokojącą tendencję, prowadzącą do wymierania naszego kontynentu,
trzeba powrócić do wartości chrześcijańskich Europy i zdecydowanie wesprzeć
rodzinę. Od tego zależy nasza przyszłość.

 

Waldemar Tomaszewski
 


Autor jest litewskim posłem do Parlamentu Europejskiego, należy do Grupy
Europejskich Konserwatystów i Reformatorów.

drukuj