„W zasadzie się zakończyły”

W ten sposób wiceminister obrony Czesław Mroczek podsumował prace nad
propozycjami ugodowymi dla dzieci, żon i rodziców żołnierzy poległych na
misjach. W jego ocenie, resort "niemalże" spełni żądania rodzin, które przed
sądem domagają się zadośćuczynień i odszkodowań.

Wdowy i dzieci żołnierzy, którzy zginęli na misjach, dostaną inne świadczenia
niż rodzice poległych. Wysokość odszkodowań będzie zależała od stopnia
pogorszenia sytuacji życiowej, jednakowe będą natomiast zadośćuczynienia. Taką
propozycję złoży rodzinom MON. Obecnie w razie śmierci żołnierza na misji
wypłacane jest jednorazowe odszkodowanie w wysokości osiemnastokrotności
wynagrodzenia (dla żony lub dziecka) lub jego dziewięciokrotności (dla innych
członków rodziny). Według zapewnień Mroczka, MON zaproponuje wypłatę
zadośćuczynień w jednakowej wysokości dla każdego z najbliższych członków rodzin
poległych. Natomiast wysokość odszkodowania, którego maksymalną wysokość ustali
resort, ma zależeć od stopnia pogorszenia się sytuacji materialnej konkretnej
osoby. – Przepisy Kodeksu Cywilnego mówią o stosownym odszkodowaniu z tytułu
pogorszenia sytuacji życiowej po śmierci bliskiej osoby. Dlatego, w
przeciwieństwie do zadośćuczynienia, musi być tutaj odniesienie do konkretnej
sytuacji danej osoby. Wiadomo np., że jeżeli żołnierz miał żonę i dzieci, to ich
sytuacja pogorszyła się bardziej niż rodziców, jeśli ci mieszkali oddzielnie. W
takim wypadku żona i dzieci otrzymają maksymalne możliwe odszkodowanie, a
rodzice – świadczenie stosownie mniejsze – wyjaśnił Mroczek. Dodał, że przy
ocenie sytuacji danej osoby będzie brana pod uwagę nie tylko sytuacja
materialna, lecz także uwzględniane będzie pogorszenie stanu zdrowia. Z
nieoficjalnych informacji, które podała PAP, wynika, że pierwsze świadczenie
wyniesie 100 tys. zł, a drugie – maksymalnie 150 tys. złotych. Tymczasem już w
październiku jeden z pełnomocników rodzin poległych żołnierzy, radca prawny
Sylwester Nowakowski, zwracał uwagę, że nie wyobraża sobie, by propozycja MON
była inna niż w sprawach katastrof lotniczych pod Smoleńskiem i Mirosławcem,
gdzie rodziny ofiar otrzymały po 250 tys. zł łącznie tytułem zadośćuczynienia i
odszkodowania; ponadto ugody nie zamykały drogi do dochodzenia dalszych
świadczeń przed sądem. Mroczek ma inną wykładnię. – Ugoda oznacza obustronne
pójście na ustępstwa. Oczekuję zrozumienia od pełnomocników, że musimy działać
zgodnie z przepisami. To, co my proponujemy, jest radykalną poprawą w stosunku
do dotychczasowych rozwiązań. To niemalże pełna odpowiedź na te roszczenia.
Różnice są zupełnie niewielkie – twierdzi Mroczek.

 

PCz, PAP

drukuj