Lekarstwo gorsze od choroby

Premier Donald Tusk, chcąc się przypodobać rynkom finansowym,
zapowiedział, że jego rząd doprowadzi do przedłużenia wieku przechodzenia na
emeryturę kobiet i mężczyzn do 67 lat. Temu pomysłowi przyklasnęli dogmatyczni
liberałowie, którzy zawałową sytuację systemu emerytalnego próbują uzdrawiać
lekarstwem gorszym od choroby. Aby tą metodą uratować obecny system emerytalny,
należałoby albo przynajmniej dwukrotnie podwyższyć wysokość składki, albo
przedłużyć wiek emerytalny do 80 lat. Jest jeszcze jedna metoda, już obecnie
lansowana w wersji "miękkiej", a docelowo zmierzająca do wprowadzenia w Unii
Europejskiej masowej eutanazji. Tę metodę dosadnie oddaje powiedzenie z czasów
PRL: "Emerycie, poprzyj partię czynem i umieraj przed terminem".

Problem polega na tym, że system emerytalny jest w gruncie rzeczy piramidą
finansową. Składki obecnie pracujących idą na pokrycie świadczeń obecnych
emerytów, których składki, gdy byli aktywni zawodowo, zostały z kolei wydane na
emerytury poprzednich pokoleń. Herbata nie stanie się słodsza od samego
mieszania bez dodania cukru. Bez dzieci i zdrowej struktury wiekowej
społeczeństwa nie da się utrzymać dotychczasowego systemu emerytalnego.
Działania zatem należy skoncentrować na polityce pronatalistycznej. Zima
demograficzna oznacza nie tylko złamanie systemu emerytalnego i opieki
zdrowotnej, lecz także strukturalny kryzys cywilizacyjny, ponieważ wymierające
społeczeństwa tracą dynamikę rozwoju.
Przedłużanie aż o 7 lat wieku emerytalnego dla kobiet łamie kilkupokoleniowy
konsensus. Kobieta pracowała zawodowo krócej, ale przecież drugi, a właściwie
pierwszy etat ma w domu. Bez pracy domowej wykonywanej przede wszystkim przez
kobiety (opieka nad dziećmi, opieka nad osobami starszymi, przygotowywanie
posiłków, zakupy, pranie, sprzątanie etc.), której wycena w świetle badań
Eurostatu stanowi aż 30 proc. PKB państw UE, załamałyby się gospodarki krajów
członkowskich. Gdyby ta praca nie była wykonywana, albo gdyby za nią trzeba było
płacić, nie byłoby możliwe funkcjonowanie społeczeństw. Zagnanie kobiet do
dłuższej pracy zawodowej w niektórych zawodach jest wręcz niemożliwe (wyobraźmy
sobie np. 66-letnią pielęgniarkę przewijającą pacjenta), więc pracodawcy będą
robili wszystko, by pozbyć się takich pracowników i trzeba będzie im płacić
socjal w wieku przedemerytalnym. Wywoła to także perturbacje na rynku pracy
(zwiększy bezrobocie wśród młodych), jak również będzie stanowiło straszliwe
obciążenie dla finansów publicznych. Bo nie będzie babci, a zatem konieczne
będzie budowanie żłobków, przedszkoli czy domów opieki, gdy w rodzinie jest
osoba starsza. Przy czym jedno dziecko w przedszkolu kosztuje gminę ok. 3 tys.
zł, więc bardziej racjonalnie i ekonomicznie byłoby matce zapłacić pensję
wysokości 1,5 tys. zł za to, że w domu zajmuje się własnym potomstwem, co byłoby
najlepsze dla dziecka.
Wart dyskusji jest pomysł PSL, by wraz z wydłużeniem wieku emerytalnego kobiet
umożliwić matkom przechodzenie na wcześniejszą o 3 lata emeryturę na każde
dziecko. Dla zwolenników prymitywnego nadwiślańskiego liberalizmu to przywilej
nieuzasadniony, ale takie myślenie jest całkowicie błędne. Bo przecież to dzieci
tych rodziców, którzy nie uchylali się od trudu wychowania liczniejszego
potomstwa, będą utrzymywały tych, którzy mogąc mieć dzieci, woleli wygodniejsze
życie.
 

Jan Maria Jackowski

drukuj