Pomnik prezydenta Reagana
Prezydent Wilson ma w Warszawie plac i stację metra, prezydent Waszyngton
rondo swego imienia tuż przy Stadionie Narodowym, a prezydent Hoover skwer na
Krakowskim Przedmieściu. Ronald Reagan doczekał się przedwczoraj pomnika na
Trakcie Królewskim w Alejach Ujazdowskich pomiędzy ambasadą amerykańską i
gmachem Sejmu. Wszyscy czterej byli wielkimi prezydentami Ameryki, odegrali
wielką historyczną rolę w dziejach świata, ale także w dziejach Polski. Byli też
wielkimi przyjaciółmi Polski i Polaków.
Ronaldowi Reaganowi ten pomnik się należał. Był on tym, który doprowadził do
upadku systemu komunistycznego, był odważnym prezydentem, który nie bał się
atomowego szantażu Kremla. To on wygrał zimną wojnę! To on zdefiniował Rosję
sowiecką jako imperium zła. Pytany później, co rozumie przez to określenie,
powiedział: "Zamiast pokoju – wojna, zamiast wolności – niewola, zamiast prawdy
– kłamstwo". Reagan został wybrany na prezydenta w listopadzie 1980 roku, dwa
lata po wyborze Karola Wojtyły na Papieża. Fakt, że ci dwaj wielcy ludzie byli
przyjaciółmi, a jednocześnie przywódcami wolnego świata w walce z
komunistycznym, zbrodniczym imperium zła – dało wolność milionom ludzi. Obaj
przelali za to krew, obaj stali się ofiarami zbrodniczych, niewyjaśnionych do
dzisiaj zamachów na swe życie. Zamach na Reagana miał miejsce 30 marca 1981 r.,
a na Jana Pawła II sześć tygodni później, 13 maja 1981 roku. Zbieżność tych dat
nie jest przypadkowa! Prezydent Ameryki i Ojciec Święty spotykali się
wielokrotnie. W czasie jednego z tych spotkań na oczach milionów Amerykanów Jan
Paweł II z pogodnym uśmiechem powiedział do Reagana: "Panie prezydencie, proszę
pamiętać, że ja też zaczynałem jako aktor". Najważniejsze było ich supertajne
spotkanie w 1984 roku nie w Watykanie, nie na salonach Białego Domu, ale na
odludnej Alasce, tuż obok granicy amerykańsko-sowieckiej, z dala od mediów i
agentury KGB. To wtedy prawdopodobnie podjęli wspólnie bezprecedensowe dziejowe
decyzje. Potęga Rosji komunistycznej zwanej Związkiem Sowieckim osiągnęła wtedy
apogeum. To nie za Stalina, ale w okresie 1964-1984 przypadł moment szczytowy
potęgi politycznej, militarnej, a nawet ekonomicznej Rosji. Stany Zjednoczone
przegrywały z sowiecką Rosją przez politykę odprężenia Cartera na wszystkich
frontach zimnej wojny, którą Kreml chciał przekształcić w swych planach
strategicznych w III wojnę światową. I to w tych właśnie okolicznościach Ronald
Reagan z całą determinacją podjął decyzję, że będzie tym prezydentem, który
doprowadzi komunistyczne, bandyckie, zbrodnicze i totalitarne imperium zła do
upadku. Polska i Polacy, tradycyjnie walczący o wolność, w naturalny sposób
budzili sympatię prezydenta USA, co więcej – uznał on Polaków za najważniejszych
sojuszników Ameryki. W ten sposób bezprecedensowo po raz pierwszy w historii
Polska uzyskała przyjaźń, poparcie polityczne oraz wsparcie moralne ze strony
człowieka, który nie tylko stał na czele supermocarstwa, jakim była Ameryka, ale
miał największą władzę i siłę militarną w skali globalnej.
Nigdy nie zapomnimy Reaganowi, że wsparł nas w tragicznym okresie stanu
wojennego, że na znak solidarności z walczącymi o wolność z obcą przemocą
Polakami w Wigilię 1981 roku zapalił w oknie Białego Domu świeczkę, a na jego
wezwanie ten sam gest uczyniły miliony ludzi dobrej woli w USA i na świecie.
Reagan najważniejsze swoje przemówienie wygłosił także z odniesieniami do
Polski: "W tym stuleciu Amerykanie i Polacy stali ramię w ramię w ogniu dwóch
pożóg, jakie przetoczyły się przez świat (…). I jeżeli jest jakaś nauka
płynąca z kart historii – to z pewnością jest nią pewność o niezniszczalności
Polski – nawet mimo klęsk. Polska może być podbita, ale nigdy się nie podda.
Polska może być zmuszona siłą do ustępstw, ale nigdy nie zgodzi się na zależność
od obcych państw, do odebrania danej przez Boga wolności".
Józef Szaniawski
