Sentymentalny „Heimat”

Z inicjatywy Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej i Fundacji
Konrada Adenauera w Warszawie w wielu miejscach w Polsce (m.in. w liceach
ogólnokształcących w Warszawie, Krakowie, Gliwicach, Lublinie i Gdańsku)
prezentowany był film "Ein weises Feld" ("Rozległe pole") autorstwa Gerburg
Rohde-Dahl. Uzyskał on za granicą nagrody na festiwalach w Nowym Jorku, Los
Angeles i Filadelfii, a także w Indiach.

Film ten obejrzałem w Muzeum Gdyni, a jest to miejsce szczególne. We wszystkich
informacjach i zaproszeniach na projekcję połączoną ze spotkaniem autorskim z
panią Gerburg Rohde-Dahl zaznaczono, że zachowała ona własne wspomnienia z
czasów okupacji niemieckiej w Gdyni z lat 1940-1945 jako "najpiękniejsze lata
swojego dzieciństwa". Dla gdynian wysiedlonych były to lata tragiczne, czas
wypędzenia z domów i rozstania z najbliższymi, których najczęściej już nigdy nie
mieli zobaczyć. Wielu nie powróciło po wojnie do ograbionych przez Niemców
domów, wielu nie przeżyło wysiedleń.
Film pokazuje stosunek Niemców do berlińskiego Pomnika Pomordowanych Żydów
Europy, który ma formę pola zastawionego różnej wielkości betonowymi
sześcianami. Bloki te przypominają nieco cmentarne macewy. Na filmie
zarejestrowano różne sposoby traktowania pomnika przez mieszkańców Berlina: od
poważnej refleksji młodego człowieka nad tym, w czym zawiniły pokolenia Niemców
okresu III Rzeszy, do niefrasobliwych gestów, jak np. opalanie się na owych
blokach młodej Niemki. Byli też tacy, którzy twierdzili, że to zbyt dużo
kosztuje. Pomnik jest upamiętnieniem losów europejskich Żydów, ale aktualne jest
pytanie, co z jego wymowy dotarło do Niemców. Samo stawianie pomników bowiem
wszystkiego jeszcze nie załatwia.
Paralelny do tego wątku jest dialog, jaki prowadzi autorka filmu ze swoją
siostrą na temat dzieciństwa spędzonego w Gdyni przy ulicy 3 Maja 22 na trzecim
piętrze jednego z najnowocześniejszych budynków śródmieścia. Ich ojciec, członek
NSDAP pracował wówczas w Kriegsmarine i jednocześnie pełnił funkcję "blokowego"
– jak to nazwały. Zastanawiają się, czy kogoś wtedy zadenuncjował i czym była
dla niego ta funkcja. Trzeba dodać, że "blokowy" to nic innego jak partyjny
inwigilator mieszkańców, który szczególnie nachodził Polaków i "sprawdzał" ich
poprawne prowadzenie się oraz niejednokrotnie nakłaniał do podpisania
niemieckiej listy narodowościowej. W filmie tego szczegółu nie wyjaśniono, ale
dopiero w tym kontekście można zrozumieć niepokojące pytania obu sióstr o rolę
ich ojca.
Gdy weszły do gdyńskiego mieszkania, na kuchni stały jeszcze garnki z ciepłą
strawą – przed chwilą wypędzono stąd Polaków. Taka sytuacja powtarza się w wielu
relacjach zarówno wysiedlanych wówczas gdynian i mieszkańców innych polskich
miast, jak i zajmujących je Niemców.
Nieżyjąca już pisarka Maria Odyniec wspominała przyjazd do Krakowa w grudniu
1939 roku transportu wagonów towarowych z wysiedlonymi gdynianami. Zima 1939
roku była mroźna. Gdy otwarto wagony, to wynoszono z nich trupy zamarzniętych
dzieci i starszych osób. Tych, którzy ocaleli, przygarnęli krakowianie, a akcją
pomocy dla wysiedlonych kierował komitet z ks. kard. Adamem Sapiehą na czele.
Oto kontrast losu wysiedlonych Polaków do owego "najpiękniejszego dzieciństwa"
pani Gerburg Rohde-Dahl i jej siostry.
Bohaterem innej niemieckiej produkcji ukazującej losy wysiedlonych Polaków jest
Niemiec, który po latach odwiedził willę zajmowaną przez jego rodzinę w czasie
wojny. Przyjęła go Polka, wysiedlona wówczas z Poznania wdowa, której męża
Niemcy ścięli gilotyną. Nawet przez moment nie pojawia się refleksja, że Niemcy
są spadkobiercami zbrodniarzy i grabieżców. Na podobnym "sentymencie" oparta
jest działalność tzw. wypędzonych i ich rzeczniczki Eriki Steinbach.
W filmie "Rozległe pole" siostry wspominają wspaniałe wakacje spędzane na Helu i
wyznają, że to ich sentymentalny "Heimat". Nie słyszały wówczas strzałów w
lasach pobliskiej Piaśnicy, gdzie ginęli polscy obrońcy Helu, elita społeczności
Gdyni i Pomorza oraz przywożeni pociągami członkowie mniejszości narodowych, w
tym Polonii zamieszkującej przed wojną Niemcy. Lasy Piaśnicy kryją groby 12 tys.
lub nawet 14 tys. zamordowanych – to taki polski Katyń na pomorskiej ziemi.
Słowo "Heimat" ma w niemieckiej tradycji i polityce ogromne znaczenie, a także
różnorodne konotacje. Ciekawe tylko, że dla nich owym "Heimatem" nie są
niemieckie landy, z których się wywodzą, ale podbite i skolonizowane ziemie. Już
najwyższy czas, by Niemcy pożegnali się z koloniami na Wschodzie. Tu nie chodzi
tylko o mentalność niemieckich "ziomków", ale przede wszystkim o realną politykę
niemieckich władz, które łożą na ten cel ogromne pieniądze.

 

Lech Antoni Kujawski
dziennikarz, reżyser dokumentalista


Lech Antoni Kujawski jest autorem m.in. filmu pt. "W lasach Piaśnicy",
członkiem Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, a także Stowarzyszenia
Gdynian Wysiedlonych.

drukuj