Poza Rubikonem
Wszystko wskazuje na to, że po prawej stronie sceny politycznej powstanie
wkrótce nowa partia. Ale jej szanse na sukces są na razie dość mgliste.
Rozejście się Prawa i Sprawiedliwości i posłów Solidarnej Polski wydaje się
przesądzone, bo obie strony podjęły nieodwracalne decyzje. Opuszczenie klubu PiS
przez 16 posłów i senatora (akces do SP zapowiedział też Andrzej Dąbrowski,
który obejmie mandat posła po Dariuszu Barskim) było "przekroczeniem Rubikonu",
a z kolei poniedziałkowe ultimatum Komitetu Politycznego PiS dla zbuntowanych
posłów przypieczętowało de facto rozłam, bo trudno oczekiwać, aby członkowie
Solidarnej Polski położyli uszy po sobie i pokornie wrócili do klubu Prawa i
Sprawiedliwości, zdając się na łaskę prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Kości
zostały rzucone i musiałoby się wydarzyć coś naprawdę nieoczekiwanego, aby nie
doszło do powstania nowej centroprawicowej formacji. Nie ustały przecież główne
przyczyny ogłoszenia secesji w PiS: eurodeputowani Zbigniew Ziobro, Jacek Kurski
i Tadeusz Cymański zostali wyrzuceni z partii i nic nie wskazuje na to, aby
mieli zostać do niej przywróceni. A przecież przywrócenie tej trójki w szeregi
PiS to warunek rozwiązania klubu Solidarnej Polski.
Tak naprawdę widać, że nikomu po obu stronach barykady nie zależy na pojednaniu.
Jarosław Kaczyński chce jak najszybciej oczyścić sytuację w partii, pozbyć się
niezadowolonych. Cena za to jest duża, bo już teraz klub PiS liczy tylko 138
posłów, ale za to partia ma być bardziej zdyscyplinowana, bez walczących ze sobą
frakcji. Szef PiS jest przekonany, że tylko wtedy będzie mógł zbudować
alternatywę dla Platformy Obywatelskiej. Gdyby zamęt trwał dłużej, wtedy i
rozłam w PiS byłby o wiele głębszy i miałby dużo gorsze konsekwencje – tak
decyzje szefostwa partii tłumaczą niektórzy posłowie.
Prezes Kaczyński ma też prawo liczyć na to, że z każdym miesiącem pozycja
Solidarnej Polski będzie słabnąć, skoro i teraz jej notowania na starcie nie są
rewelacyjne. Tym bardziej że Zbigniewowi Ziobrze brakuje charyzmy i zdolności
organizacyjnych. A to niezbędny warunek do osiągnięcia politycznego sukcesu.
Kaczyńskiemu ma sprzyjać głównie to, że elektorat PiS jest zdyscyplinowany i boi
się powrotu do "epoki rozłamów" na prawicy z lat 90., więc z rezerwą podchodzi
do nowych politycznych inicjatyw. Nie bez znaczenia jest i to, że najbliżsi
współpracownicy Kaczyńskiego oskarżają secesjonistów o prowadzenie działań,
które w konsekwencji przynoszą korzyść Platformie Obywatelskiej, bo osłabiają
opozycję, a to dla wielu wyborców PiS stanowi najcięższy zarzut wobec Zbigniewa
Ziobry i jego grupy.
Były minister sprawiedliwości też zdaje sobie sprawę, że droga powrotna jest już
zamknięta, ale stara się za wszelką cenę przekonać opinię publiczną, że to nie
on jest winien rozłamu. Dlatego w wywiadach ciągle mówi o chęci dialogu z
prezesem Kaczyńskim, że zależy mu na budowaniu silnego PiS, na jedności prawicy.
Ale jednocześnie wzywa do zwołania nadzwyczajnego kongresu partii, podważając
tym samym przywództwo Jarosława Kaczyńskiego. "Ziobryści" liczą na to, że mają
jednak atuty, które dają im szansę na uniknięcie losu partii Polska Jest
Najważniejsza, czyli stoczenia się na polityczny margines. Przede wszystkim –
wskazują – mamy lidera z prawdziwego zdarzenia, przewyższającego pod względem
popularności innych prawicowych polityków. Po drugie, secesjoniści twierdzą, że
w przeciwieństwie do swoich poprzedników nie będą budować swojej tożsamości na
atakowaniu PiS, ale na pokazywaniu pozytywnego przesłania, alternatywy. Po
trzecie wreszcie, liczą na to, że spora część pozaparlamentarnych ugrupowań
prawicowych i centroprawicowych zostanie w przyszłości przyciągnięta przez
Solidarną Polskę, co wzmocni to ugrupowanie i pozwoli zbudować partię z silnymi
strukturami terenowymi. A ponieważ do następnych wyborów są cztery lata, uznali,
że warto podjąć takie ryzyko.
To prawda, że SP to ledwie kilkunastu posłów i kilku eurodeputowanych. Ale
politycy mają biura, które można wykorzystać do budowania struktur,
organizowania się w powiatach i województwach. Niewykluczone, że "ziobrystów"
wesprą też niektórzy radni, burmistrzowie czy wójtowie z PiS, co w polskich
warunkach ma również duże znaczenie. Ale najważniejszy atut Solidarnej Polski to
obecność w parlamencie, co daje możliwość promocji w mediach. I secesjoniści
mają nadzieję, że tę szansę wykorzystają, zwłaszcza że prorządowe telewizje,
gazety i tygodniki lubią pokazywać polityków, którzy "przeciwstawili się
Kaczyńskiemu".
Jednak trzeba brać pod uwagę i najczarniejszy scenariusz, jakim byłaby otwarta
wojna między dwoma prawicowymi klubami. Każdy będzie chciał udowodnić, że jest
bardziej prawicowy, bo będą tak naprawdę walczyć o ten sam elektorat, a i
urażone ambicje mogą grać swoją rolę. I częściej PiS i SP będą atakować siebie,
niż rozliczać rządzące Platformę Obywatelską i PSL.
Krzysztof Losz
***
Sąd rozpatrzy odwołania
Wraz z upływem ultimatum dla członków klubu Solidarna Polska, którzy w geście
solidarności z wyrzuconymi z Prawa i Sprawiedliwości europosłami utworzyli w
parlamencie odrębny klub, również w piątek PiS może już ostatecznie załatwić
sprawę Zbigniewa Ziobry, Jacka Kurskiego i Tadeusza Cymańskiego.
Koleżeński sąd dyscyplinarny PiS odwołanie europosłów od decyzji Komitetu
Politycznego partii o wykluczeniu ze swoich szeregów trzech europosłów chce
definitywnie zakończyć przed zaplanowanym na 26 listopada posiedzeniem Rady
Politycznej. Sąd koleżeński ma 30 dni na rozpatrzenie odwołania, które Ziobro,
Cymański i Kurski złożyli w ubiegły piątek.
Politycy PiS, kończąc procedurę wyrzucania kolegów z partii, chcą jednak uniknąć
zamieszania, jeśli ci jako "nie do końca wyrzuceni" spełniliby zapowiedź i
pojawili się na posiedzeniu Rady Politycznej. Odwołanie od decyzji Komitetu
Politycznego PiS z 4 listopada o wykluczeniu ich z partii Ziobro, Kurski i
Cymański złożyli wraz z listem do Jarosława Kaczyńskiego, wzywając prezesa Prawa
i Sprawiedliwości m.in. do "wycofania się z błędnej decyzji" o usunięciu ich z
partii. Zarzucali przy tym Kaczyńskiemu podejmowanie działań "wywołujących
podział polskiej prawicy". Apelowali jednocześnie o zwołanie kongresu
programowego partii.
Do piątku czas do zastanowienia otrzymali ci parlamentarzyści, którzy w geście
solidarności z europosłami opuścili klub PiS, tworząc osobny klub parlamentarny.
Wtedy ma się uprawomocnić decyzja o wykluczeniu z partii tych, którzy będąc
członkami PiS, nie przystąpili do parlamentarnego klubu Prawa i Sprawiedliwości.
Artur Kowalski
