Ruszyć w Polskę

Trzeba rozpocząć pracę u podstaw" – taki postulat zgłaszało po
przegranych wyborach większość środowisk niepodległościowych. Powszechna staje
się świadomość, że bez działań "pozytywistycznych", takich jak zapewnienie
odpowiedniej edukacji, prowadzenie działalności wydawniczej, bez generowania
postaw patriotycznych poprzez szeroko pojętą działalność kulturalną nie zmienimy
duchowej kondycji naszych rodaków. A bez tej zmiany nie będzie możliwe wygranie
kolejnych wyborów – w "sztuczkach piarowych" czy manipulacjach medialnych obóz
niepodległościowy, przyjmujący prymat rzeczywistych wartości nad światem
pozorów, nigdy nie będzie sprawniejszy od obecnie rządzącej partii.

Czytelnik zaangażowany
Jedyną realną szansą na zmianę jest zatem odzyskanie inicjatywy, nauka
samodzielnego myślenia, odbudowanie w Polakach poczucia tożsamości i dumy
narodowej, przywrócenie w życiu publicznym prymatu podstawowych wartości. W myśl
słów Prymasa Tysiąclecia: "Jeżeli zmienią się nasze serca, to i władza będzie
musiała się zmienić". Jedną z najważniejszych form pracy organicznej jest
edukacja i działalność wydawnicza. Nierzadko bywa ona trudna i ryzykowna –
czytelnictwo w Polsce spada, a media głównego nurtu niechętnie promują
wartościowe pozycje i autorów. Można oczywiście narzekać na taki stan rzeczy i
rwać włosy z głowy, zastanawiając się, dokąd nas to doprowadzi. Można także…
ruszyć w Polskę. Tę drogę wybrało kilku autorów książek historycznych i
socjologicznych – m.in. dr Sławomir Cenckiewicz i prof. Andrzej Zybertowicz.
Trasy promocyjne ich najnowszych książek są imponujące. Naukowcy podkreślają, że
wszystkie spotkania z czytelnikami były potrzebne i owocne. Dowiodły, że osób
ciekawych świata, zainteresowanych zarówno historią, jak i przyszłością Polski
jest wiele. Nie jesteśmy żadnym "gettem", jak życzyliby sobie tego niektórzy.
Nie jesteśmy także jednolitą masą ani "prawicowym betonem". – W ramach obozu
niepodległościowego istnieją różne nurty i różne poglądy na to, czym ma być
patriotyzm. Widziałem to wyraźnie podczas spotkań autorskich – dzieli się
refleksją prof. Zybertowicz, który odbył szereg spotkań w ramach promocji swojej
najnowszej książki "Pociąg do Polski. Polska do pociągu". W spotkaniach
autorskich uczestniczyli przedstawiciele każdej grupy wiekowej, także – co
szczególnie ważne dla autorów – ludzie młodzi. Czytelników publikacji o
charakterze historycznym czy socjologicznym łączy wspólny mianownik –
zaangażowanie. Są to ludzie ciekawi świata, wyrobieni, przygotowani do dyskusji,
umiejący trafnie opisywać mechanizmy społeczne, świat wartości, procedur,
instytucji etc. – Miłym zaskoczeniem było dla mnie to, że często osoby bardzo
skromnie ubrane i na pierwszy rzut oka nieprzykuwające uwagi okazują się
wspaniałymi, ciekawymi, nieźle wykształconymi osobami, posługującymi się
dojrzałym językiem analizy problemów społecznych, którym często nie potrafią
posługiwać się moi studenci – mówi autor "Pociągu do Polski". Zdaniem profesora
Zybertowicza, jest to owoc pewnej formacji kulturowej – m.in. prawicowej prasy.
– Ludzie ci zamiast oglądać głupkowate teleturnieje, oglądają "Polski punkt
widzenia" w Telewizji Trwam, czytają artykuły na konserwatywnych portalach,
dzięki czemu na poziomie umiejętności rozumowania i samodzielności myślenia są
często odporni na antypolskie manipulacje – podsumowuje prof. Zybertowicz.

Dyskusja i działanie
Wydana niedawno książka dr. Sławomira Cenckiewicza poświęcona kulisom działania
Wojskowych Służb Informacyjnych pt. "Długie ramię Moskwy" cieszyła się ogromnym
zainteresowaniem czytelników. Trasa spotkań była imponująca, przebiegała przez
Kraków, Łódź, Szczecin, Wrocław, Poznań, Bydgoszcz, Opole, Kielce i wiele innych
miast.
W samej Warszawie odbyły się trzy spotkania i w każdym z nich uczestniczyły
tłumy. Podczas spotkań autorskich sprzedano około dwóch tysięcy książek,
natomiast łącznie w ciągu miesiąca ponad 10 tys. egzemplarzy. – To rewelacyjny
wynik. Każda z książek historycznych dr. Cenckiewicza sprzedaje się zresztą w
nakładzie około 30 tys. egzemplarzy – komentuje Adam Zysk, dyrektor marketingu w
wydawnictwie "Zysk i S-ka", nakładem którego ukazała się pozycja. Kolejne
spotkania odbędą się już wkrótce – m.in. na ścianie wschodniej, a także w
Berlinie. – Każde spotkanie miało swoją specyfikę. Na pewno zapamiętam premierę
książki w Warszawie w Clubie Traffic, nie tylko ze względu na niezmierzone
tłumy, ale też ze względu na ciekawą dyskusję z Jackiem Karnowskim, Piotrem
Pałką i Jerzym Jachowiczem. Bardzo lubię rozmawiać o książce z ludźmi, którzy ją
przeczytali – mówi dr Cenckiewicz. Czytelników nurtowały głównie problemy
związane z kulisami transformacji ustrojowej, powstaniem III RP, a więc również
z aktywnością WSI. Często padały pytania dotyczące mniej znanych wątków z
politycznej działalności prezydenta Bronisława Komorowskiego. Sporym
zainteresowaniem czytelników cieszyły się fragmenty książki dotyczące afery FOZZ
i roli tajnych służb w rabunku finansów państwa. Jak zauważa autor "Długiego
ramienia Moskwy", wiele osób nie tylko kojarzy tę sprawę, ale czuje się oszukana
i zawiedziona kondycją państwa, które przez długie lata nie radziło sobie z
pociągnięciem kogokolwiek do odpowiedzialności. Książka odsłoniła ukrytych
aktorów afery FOZZ, którzy po 1989 r. z powodzeniem robili kariery w służbach
wojskowych.
Spotkania z autorami analizującymi ważne tematy z historii Polski nie mają
jedynie charakteru "klubu ciekawej książki", w którym odbywają się akademickie
dyskusje. Ludzie przychodzą także po diagnozę aktualnej sytuacji politycznej, a
także po sugestie dotyczące możliwości działania. – Zdarza się, że rozmawiam z
kimś, kto uczestniczył w spotkaniu ze mną w zeszłym roku. Przychodzi i mówi:
"Wie pan, rok temu powiedział pan, żeby na różnych portalach wstawiać linki do
publikacji na dobrym poziomie – do "Naszego Dziennika" i innych portali
sporządzających niezależne analizy. I ja to robię. Mam poczucie, że dzięki temu
pokazuję, że nasz sposób myślenia jest w internecie obecny i żywy" – wspomina
prof. Zybertowicz.

Przezwyciężyć defetyzm
Owocami spotkań z czytelnikami są często refleksje na temat tego, co należałoby
zmienić w nas samych. Profesor Zybertowicz zauważa, że słabością środowiska
niepodległościowego jest często nadmierny defetyzm. Ten stosunek do
rzeczywistości ujawnia się szczególnie podczas dyskusji o roli służb specjalnych
w kształtowaniu polityczno-medialnej sceny naszego kraju. Niektórzy ludzie
posługują się w tym kontekście wymówką: "Oni są silniejsi, więc my nic nie
robimy". – Odpowiadam wtedy – mówi prof. Zybertowicz – że musimy być świadomi,
że agentura i obce służby są instrumentami polityki i my jako obywatele niewiele
możemy na to poradzić. Z tym może zmierzyć się jedynie profesjonalny
kontrwywiad. My, obywatele, możemy jedynie pomóc zdobyć władzę tym, którzy
reprezentują polski interes narodowy. Wypływa z tego wniosek, że naszym zadaniem
jest taka reorganizacja i samoorganizacja obozu niepodległościowego, która
doprowadzi do zdobycia władzy przez ludzi zdolnych powołać profesjonalny
kontrwywiad będący w stanie zwalczyć patologię oddziaływania agenturalnego. –
Samo ekscytowanie się albo nawet dołowanie się faktem istnienia służb wpływu
obcego mocarstwa często tylko paraliżuje naszą chęć do działania – konkluduje
socjolog. Powtarzana często w prawicowych kręgach opinia, że "nic się nie da
zrobić", nie zawsze znajduje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Podczas
organizacji prawie dwudziestu spotkań promujących "Długie ramię Moskwy" wydawca
książki tylko raz napotkał trudności związane z rezerwacją sali. Czasem zatem
tym, co nas paraliżuje, jest własny strach i wynikająca z niego bierność.
Oczywiste jest, że aby działać naprawdę skutecznie, należy stworzyć prężnie
działające środowisko. Ważną rolę wspólnototwórczą mogą tu odegrać także
spotkania autorskie. – Przekonałem się o tym po raz pierwszy w 2008 r., kiedy
promowałem jedną ze swoich książek. Później objechałem całą Polskę z książką o
Annie Walentynowicz. Ludzie tego potrzebują, szukają kontaktu z autorami,
których znają głównie z mediów, chcą rozmawiać – zaznacza dr Cenckiewicz. Jego
zdaniem, szczególnie ważne jest odwiedzanie mniejszych miast, nieco
zapomnianych, niebędących ośrodkami akademickimi. Co ciekawe, to właśnie tam
autorzy mogą liczyć na uwagę mediów. – Im bliżej centrum, tym gorzej – mówi dr
Cenckiewicz. Z gazet centralnych o "Długim ramieniu Moskwy" napisały jedynie
konserwatywne tytuły. Mimo że książka szybko osiągnęła status bestsellera i
trafiła do ścisłej czołówki najlepiej sprzedawanych tytułów w Empiku i Matrasie,
jej autor nie został zaproszony do zaprezentowania pozycji w telewizji
publicznej ani w żadnej z telewizji komercyjnych.

Potrzeba otwarcia
Brak równowagi w dostępie do mediów także może skutkować postawami
defetystycznymi. Często okazuje się, że osoby o poglądach patriotycznych same
zaczynają wierzyć propagandzie mediów głównego nurtu chcących zamknąć ich w
skansenie. Przyjmują przez to postawy pesymistyczne, a czasem i wrogie. Jest to
poważny błąd. – Jeżeli my, jako strona niepodległościowa, nie nauczymy się
wyciągać ręki do osób zagubionych, nie będziemy w stanie zrealizować naszej
wizji Polski – mówi prof. Zybertowicz. Wrogość nie zawsze bierze się z cynizmu,
czasami jej źródłem jest zagubienie. Konieczne jest podjęcie wysiłku zrozumienia
świata tych ludzi, odkrycia przyczyn, dla których wyznają oni określony
światopogląd. Dotyczy to szczególnie młodzieży, która – jeśli zostanie
pozostawiona sama sobie, zostanie wchłonięta przez kulturę konsumpcyjną. Wejście
w świat ludzi młodych jest często niełatwe, co nie znaczy jednak, że niemożliwe.
Wymaga wysiłku i zmiany optyki. – Część obozu patriotycznego nie umie rozmawiać
ze "stroną przeciwną", nie potrafi potraktować tych ludzi jako wątpiących
rodaków, a nie zdrajców – uważa prof. Zybertowicz. Tymczasem ten podział nikomu,
poza wąską grupą "trzymających władzę", nie przynosi niczego dobrego. Służy
jedynie tym, którzy nie chcą, żebyśmy byli zintegrowanym podmiotem zdolnym do
sprawnego działania na przykład na arenie międzynarodowej. Autor "Pociągu do
wolności" zawsze apeluje do swoich czytelników: "Przyprowadźcie tych, którzy
myślą inaczej". Autorzy szczególnie ciepło wspominają momenty, kiedy czytelnicy
proszą ich o dedykację dla kogoś ze swoich bliskich, komu lektura ich książek
może pomóc otworzyć oczy na inną perspektywę. Profesor Zybertowicz wspomina: –
Zdarza się, że piszę dedykację dla czyjegoś dopiero co urodzonego syna lub
córeczki i słyszę: "Wie Pan, chcę, żeby moje dziecko interesowało się Polską".

 

Agnieszka Żurek

drukuj