Co na wypadek drenażu
Rekapitalizacja i ewentualna nacjonalizacja europejskich banków oraz
groźba zapaści na rynku derywatyw związana z bankructwem MF Global niesie
potężne ryzyko dla polskiego sektora bankowego. Ekonomiści alarmują: konieczne
jest zwołanie Komitetu Stabilności Finansowej, aby opracować plan awaryjny dla
banków na wypadek nadzwyczajnych strat oraz prób drenażu ich kapitału z Polski.
Zaledwie tydzień po triumfalnym przyjęciu na szczycie w Brukseli planu
ratunkowego dla strefy euro los wspólnej europejskiej waluty znów zawisł na
włosku. Podstawy uzgodnień przetrąciła informacja rządu w Atenach o zamiarze
przeprowadzenia referendum w Grecji w sprawie przyjęcia pomocy i związanego z
tym reżimu oszczędnościowego, a potem nagły skok rentowności włoskich obligacji
dziesięcioletnich do poziomu 6,11 proc. – 6,15 procent. Tylko w pierwszym
kwartale 2012 r. Włochy muszą zrolować długi na kwotę 80 mld euro. Jeśli ich
obligacje dziesięcioletnie osiągną rentowność 7 proc., kraj będzie bankrutem.
Tak właśnie zaczynał się kryzys w Atenach. Notowania włoskich banków gwałtownie
się obsunęły i straciły nawet po kilkanaście procent. Rośnie obawa, że straty
sektora z tytułu bankructwa Grecji będą większe, niż ustalono, a do tego dojdą
straty na obligacjach włoskich. Realny staje się scenariusz nacjonalizacji
części banków europejskich w zamian za ich dokapitalizowanie przez macierzyste
kraje.
W Polsce sektor bankowy jest w ogromnej większości w rękach banków
zagranicznych, które działają na naszym rynku poprzez spółki-córki. Największy –
Pekao SA – który posiada ok. 30-procentowy udział w polskim rynku, należy do
włoskiego kolosa bankowego UniCredit. Hiszpański Santander przejął ostatnio BZ
WBK. Z banków francuskich obecne są w Polsce poprzez swoje spółki zależne –
Societe Generale, Credit Agricole, BNP Paribas. Popularny Millennium Bank należy
do portugalskiego BCP, Polbank do greckiego Eurobanku, zaś BRE Bank do
austriackiego Commerzbanku.
Wszystkie te banki łączy jedno – ich spółki-matki znajdują się w poważnych
tarapatach. Pojawia się niebezpieczeństwo, że zachodnie centrale bankowe, które
na mocy porozumienia przywódców eurostrefy muszą wzmocnić się kapitałowo, będą
ściągały od swoich spółek zależnych w Polsce kapitał potrzebny do
rekapitalizacji. Te, które nie zdołają zebrać wystarczającej puli środków,
zostaną poddane nacjonalizacji w zamian za dokapitalizowanie przez macierzyste
kraje. W takim wypadku polski sektor bankowy może stać się dostarczycielem
kapitału na ratowanie zadłużonych krajów euro.
– Należy natychmiast zwołać Komitet Stabilności Finansowej, aby wypracować plan
awaryjny dla polskiego sektora bankowego – apeluje Janusz Szewczak, główny
ekonomista SKOK. KSF tworzą minister finansów, prezes Narodowego Banku Polskiego
i przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego. Celem działania Komitetu
Stabilności Finansowej jest, jak mówi ustawa, "zapewnienie efektywnej współpracy
w zakresie wspierania i utrzymania stabilności krajowego systemu finansowego
poprzez wymianę informacji, opinii i ocen sytuacji w systemie finansowym w kraju
i za granicą oraz koordynację działań w tym zakresie". Janusz Szewczak
podkreśla, że istnieje poważne ryzyko, iż kryzys eurostrefy i europejskiego
sektora bankowego poprzez banki, które są własnością kapitału zagranicznego,
rozleje się na polskie banki i gospodarkę.
Nie jest to bynajmniej jedyny powód, dla którego premier Donald Tusk powinien
wreszcie pojawić się publicznie i wziąć w swoje ręce sprawy kraju. Równie groźny
kataklizm nadciąga zza oceanu i także będzie wymagał planu ratunkowego. Jest nim
ogłoszone właśnie bankructwo MF Global okrzyknięte jako ósme największe
bankructwo w historii Stanów Zjednoczonych. – Giełdy światowe zamarły, obrót
derywatami praktycznie stanął. Wszyscy wstrzymali oddech, nie wiedząc, co dalej
– komentuje znaczenie tej upadłości Jerzy Bielewicz, finansista. Wartość
globalnego rynku derywatyw oceniana jest na 600 bln dolarów, a jeśli policzyć
instrumenty pochodne wmontowane w innego rodzaju umowy bankowe – mówi się nawet
o trylionie dolarów. Dla światowych finansów jest to krach porównywalny z
upadkiem Lehman Brothers.
– Bankructwo MF Global grozi uruchomieniem łańcuszka bankructw banków, funduszy
hedgingowych i firm związanych z rynkiem derywatyw na całym świecie – przewiduje
Bielewicz.
MF Global to jedna z najbardziej wpływowych na świecie firm działających na
rynku instrumentów pochodnych. Handlowała derywatami na światowych rynkach
poprzez dwa swoje ramiona, z których jedno obsługiwało transakcje na własny
rachunek, drugie – na zlecenie klienta. W ubiegłych miesiącach MF Global
postawiła na złego konia i zainwestowała 6 mld dolarów w spekulacyjne
instrumenty pochodne oparte na notowaniach rynku obligacji krajów europejskich.
Straciła pieniądze, a chcąc się ratować, sięgnęła po środki klientów, tysięcy
traderów, którzy handlowali za pośrednictwem drugiego ramienia MF Global, i…
straciła ponownie, tym razem cudze pieniądze. – Ryzyko dla sektora bankowego
spowodowane tym bankructwem jest ogromne, ponieważ banki mają instrumenty
pochodne ukryte w aktywach pozabilansowych. Na pozór taki bank wygląda na
zdrowy, jego bilans pod względem aktywów i pasywów się zgadza. Tymczasem poza
bilansem jest trzy razy tyle instrumentów pochodnych, które niosą ryzyko
nadzwyczajnej straty – ostrzega Bielewicz, przywołując w tym kontekście głośną
sprawę opcji walutowych, które doprowadziły do bankructwa szereg polskich firm.
– Podobnie jak na początku obecnego kryzysu bankructwo Lehman Brothers było
poprzedzone niewypłacalnością mniejszej firmy Bear Stearns, tak i za
bankrutującym MF Global najprawdopodobniej idzie w ślady inny, potężniejszy
gracz, np. jeden z globalnych banków inwestycyjnych, który także źle obstawił
europejskie pozycje – przewiduje Jerzy Bielewicz.
Małgorzata Goss
