Kto weźmie masę upadłościową

Sobotnie posiedzenie Rady Krajowej SLD to pierwsze zebranie
statutowych władz partii, które oficjalnie zajęły się powyborczymi
rozliczeniami. Zgłoszono dwa projekty uchwał w sprawie zwołania kongresu partii.

Zdaniem komentatorów, SLD znajduje się na równi pochyłej. Aleksander Kwaśniewski
uznał, że będzie to prawdopodobnie ostatnia parlamentarna kadencja partii.
Ścierają się więc jednak koncepcje, a raczej ambicje polityków, którzy
pamiętając czasy dominacji lewicy postkomunistycznej, nie mogą pogodzić się z
tym, że partią władzy w Polsce jest Platforma Obywatelska, a obok wyrosła im
konkurencja, z którą trudno będzie rywalizować. Chodzi oczywiście o partię
Janusza Palikota, która na fali ultralewackich haseł zdobyła 40 mandatów. Do
tego Donald Tusk postanowił zbudować w Platformie lewe skrzydło, pokazując, że
jest w niej miejsce dla polityków takich jak Marek Borowski, Izabella
Sierakowska, Bartosz Arłukowicz czy Dariusz Rosati.
Grzegorz Napieralski na własnej skórze doświadcza co najmniej chłodnego
traktowania przez medialny establishment, który nie tylko jak może wspiera
Donalda Tuska, ale w ostatnich tygodniach wylansował partię Palikota. To
przypieczętowało klęskę SLD. Patrząc z tej perspektywy, politolodzy są zgodni,
że Sojusz jawi się jako jedna wielka masa upadłościowa.

Kiedy kongres
Jednak w sobotę przeciwnicy dotychczasowego przewodniczącego Grzegorza
Napieralskiego domagali się zwołania nadzwyczajnego kongresu już za 2-3
tygodnie, jeszcze w listopadzie. Drugi projekt zakładał zwołanie kongresu w
styczniu. Za tym drugim rozwiązaniem opowiedział się Napieralski. Podobnie jak
zaraz po przegranych wyborach wziął odpowiedzialność za klęskę, przyznając
także, że partia nie miała pomysłu na kampanię i nie wszyscy się w nią
dostatecznie zaangażowali. Napieralskiego podczas posiedzenia miał zaatakować
lider śląskiego SLD Zbigniew Zaborowski. – Trzeba to jak najszybciej przeciąć –
relacjonował jego słowa jeden z polityków Sojuszu. Wezwanie Napieralskiego do
ustąpienia z funkcji przewodniczącego było mu też sugerowane, jak mówił przed
rozpoczęciem Rady Krajowej europoseł Wojciech Olejniczak, podczas środowego
spotkania byłych przewodniczących i sekretarzy generalnych.
To jednak nie jedyne starcie frakcji, jakie miało miejsce na posiedzeniu Rady
Krajowej. Przed posiedzeniem zarząd partii zawiesił wiceszefa warszawskich
struktur SLD Jerzego Budzyna w prawach członka Sojuszu. Powód? Wypowiedzi,
jakich udzielił "Gazecie Wyborczej" na temat sytuacji finansowej ugrupowania.
Działacze stołecznego SLD zaczęli domagać się od Grzegorza Napieralskiego
informacji o wydatkach na kampanię wyborczą. Pytali, gdzie są pieniądze ze
sprzedaży siedziby przy ul. Rozbrat. Mówiło się, że część z nich została wydana
na potrzeby kampanii wyborczej. Jednak nie wszyscy kandydaci mogli z nich w
odpowiednim stopniu skorzystać.
Lista kłopotów, w które wpadli postkomuniści, jest dłuższa. Co najdziwniejsze,
nie wiadomo, kto będzie liderem partii po kongresie. Ponowny start wykluczył sam
Napieralski, ale również nie wyraził takiego zainteresowania jego rywal, a
zarazem poprzedni szef Wojciech Olejniczak. Po objęciu funkcji szefa klubu nie
jest tym zainteresowany inny poprzedni lider Leszek Miller ani nawet Katarzyna
Piekarska. Miller jest jednak zwolennikiem konfrontacji z Palikotem i zachowania
podmiotowości SLD. Nie wszyscy podzielają jego zdanie. Według Joanny Senyszyn,
najlepszym rozwiązaniem nie jest rywalizacja z Ruchem Palikota, ale ścisła
współpraca. Tym bardziej że oba ugrupowania łączy chęć przeprowadzenia w Polsce
zmian na tle światopoglądowym i obyczajowym.

 

Maciej Walaszczyk

drukuj