Ziobro nie groził rozłamem

Z Andrzejem Derą, posłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Maciej
Walaszczyk

Co zmieniło się w Prawie i Sprawiedliwości po posiedzeniu klubu
parlamentarnego poprzedzonym wywiadami dla "Naszego Dziennika" i "Uważam Rze",
których udzielił Zbigniew Ziobro?

– Myślę, że wszystko skończy się dobrze. Wszystkim nam chodzi o jedność partii.
To, co się dzieje, jest w pewnej mierze, nie tylko dla mnie, nieporozumieniem w
sensie oceny sformułowań, jakie Zbigniew Ziobro zawarł w tych tekstach. Nie ma w
nich żadnej opinii, która byłaby groźna czy niebezpieczna dla PiS. Nie ma w nich
przede wszystkim tego, co się sugeruje – że jest mowa o jakimś rozłamie w
partii.

A jednak sprawa trafiła do komisji dyscyplinarnej.
– Tak się stało, ale trzeba mieć na uwadze fakty. Chodzi oczywiście o zawartą w
wywiadzie dla "Naszego Dziennika" hipotezę, w której pada stwierdzenie, że jeśli
nic nie zrobimy i za cztery lata znów przegramy wybory, to będzie trzeba wybrać
inny kierunek. To pytanie o to, co byłoby za cztery lata, gdybyśmy przegrali.
Natomiast dzisiaj jesteśmy jedną formacją, którą powinniśmy wzmacniać i
rozszerzać – i za wszelką cenę nie dopuścić do kolejnej porażki. Natomiast
Zbigniew Ziobro nie powiedział, że należy budować nową partię.

Jak Pan zrozumiał jego słowa?
– To troska Zbigniewa Ziobry jako wiceprezesa partii, by w przyszłości wygrać
wybory. Chodzi o to, by wykonać takie działania, które w tym pomogą, dlatego
wola zwycięstwa nie może być odczytywana w kategoriach zagrożenia dla
funkcjonowania Prawa i Sprawiedliwości. Przecież Zbigniew Ziobro podkreśla, że
Jarosław Kaczyński jest liderem i nigdzie tego nie podważa, tylko daje
wskazówki, co zrobić, aby wygrać. Robi to w prasie jakoś nam przychylnej, która
dociera do naszego środowiska i wyborców.

Co jest teraz, w Pana ocenie, największym zagrożeniem?
– Najważniejsze jest obecnie zastopowanie rozwoju Palikota, który wyrasta z
zastosowania nihilizmu moralnego i społecznego. Aby nasza opcja wygrała, musimy
być strażnikami naszych tradycji narodowych, kulturowych i religijnych. Jeśli
tego nie zrobimy, będziemy mieć w Polsce swojego Zapatero, który powoli rodzi
się na naszych oczach. Musimy być mądrzejsi niż Hiszpanie.

Czy Zbigniew Ziobro nie zakwestionował jednak kierunku, w którym zmierza PiS?
Zabrakło działań prewencyjnych w stosunku do Palikota.

– Nie zgadzam się z tą oceną. Ziobro nie zakwestionował polityki partii, ale
postuluje zwiększenie jej dynamizmu. Chodzi o pozyskanie środowisk
funkcjonujących na zewnątrz Prawa i Sprawiedliwości. Jeśli mamy wygrać, to
trzeba wskazać kierunki działania – jak to zrobić. Jeśli po wyborach mówi się o
wariancie węgierskim w Polsce, to właśnie należy zrobić to, co zrobiono tam. I o
tym mówił wiceprezes Ziobro.

Poza prezesem Jarosławem Kaczyńskim nikt wcześniej nie analizował sytuacji po
wyborach oraz przyczyn porażki. Nastała cisza, i to milczenie w którymś momencie
musiało zostać przerwane.

– To naturalne, gdybyśmy wygrali, to byłaby radość i świętowanie. Ale gdy
przegrywamy kolejne wybory, nie pierwsze i nie drugie, to o tym trzeba poważnie
porozmawiać i wyciągnąć wnioski. To zupełnie naturalne i nikt tego procesu nie
zatrzyma. Jeśli jednak ktoś go zatrzyma, dopiero wówczas będzie to działalność
szkodząca partii.

Z drugiej strony Prawo i Sprawiedliwość rzeczywiście otworzyło się na nowe
nazwiska i ludzi spoza partii. Wielu z nich znalazło się na wysokich pozycjach,
np. przedstawiciele Fundacji Republikańskiej, Ruchu im. Lecha Kaczyńskiego,
środowisk naukowych. Ta zmiana jest widoczna.

– Otwarcie list dla ludzi z Ruchu im. Lecha Kaczyńskiego rzeczywiście nastąpiło.
Jest jednak wiele środowisk, które są bliskie PiS, czasem współpracujące – i
należy je do siebie przyciągać. Jak pokazał wynik wyborów, to otwarcie się na
nowe środowiska i nazwiska wystarczyło tylko na 30 procent. A to zdecydowanie za
mało, by rządzić samodzielnie. Z tego należy wyciągnąć wnioski. Tym bardziej że,
jak powtórzę, obok wyrósł Ruch Palikota, który lansuje idee polityczne dla moich
idei i wartości po prostu śmiertelne. Dlatego nasze środowiska muszą dziś zrobić
wszystko, by nie obudzić się w takim świecie, w jakim znaleźli się katolicy w
Hiszpanii. Oni długo byli bierni, uważali, że jakoś dadzą sobie radę, przespali
moment, gdy można było zatrzymać złe tendencje. A potem okazało się, że jest już
za późno. Musimy z tego wyciągnąć wnioski.

Prawo i Sprawiedliwość nie przespało ostatnich czterech lat? Czy partii nie
zabrakło konsekwencji?

– Nie chcę przeprowadzać takiej analizy w mediach. Dlatego chcemy, by debata na
temat błędów i przyczyn porażki odbywała się w partii, po to, by wyciągnąć
wnioski i opracować skuteczną strategię działania na przyszłość. Teraz jest czas
na rozmowę wewnątrz PiS.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj