Szczyt w Brukseli


Dziś w Brukseli zbierze się Rada Europejska, czyli szczyt przywódców wszystkich 27 państw UE.
Dzisiaj mają zapaść kluczowe decyzje, które mają uspokoić rynki finansowe. Decyzja o zorganizowaniu spotkań zapadła podczas niedzielnego szczytu krajów euro strefy.

Główny ekonomista SKOK Janusz Szewczak – wbrew zapewnieniom premiera Donalda Tuska – mówi, że tworzy się wyraźny podział UE na Unię dwóch prędkości. Niedzielny szczyt – jak stwierdził Janusz Szewczak okazał się „szczytem zmarnowanych szans”.

Teraz – jak mówi ekonomista – pozostaje nam czekać do jutra; dopóki nie zapadnie porozumienie na linii Berlin-Paryż. Polska ma bowiem bardzo ograniczy wpływ na bieg wydarzeń.

 

Europa przygotowuje kompleksowy plan naprawczy, którego kluczowe elementy to: rewizja planu pomocowego dla Grecji i restrukturyzacja jej długu ze znaczną stratą prywatnych wierzycieli długu, odpowiednia rekapitalizacja banków europejskich, co ma przygotować je na szok związany z częściowym umorzeniem długu Grecji oraz wzmocnienie funduszu ratunkowego strefy euro.

 

RIRM



***

Długi nie do odzyskania

 



Do uzgodnienia podczas dzisiejszego szczytu nadal pozostają kwestie finansowe, a
w tych o porozumienie najtrudniej. Po pierwsze, jak wzmocnić Europejski Fundusz
Stabilizacji Finansowej z 440 mld euro, którymi dysponuje obecnie, do 1-2 bln
euro, aby był zdolny interweniować w razie niewypłacalności dużych krajów eurostrefy, jak Włochy i Hiszpania.

Państwa nie mają na to pieniędzy w zadłużonych budżetach i w grę wchodzą różne
warianty lewarowania, czyli zaciągania zobowiązań przez EFSF. Pierwszy
przewiduje, że EFSF ma prawo ubezpieczać część strat inwestorów, jakie mogą
ponieść na obligacjach zadłużonych krajów. To oznaczałoby rozkład ryzyka
pomiędzy fundusz i inwestorów prywatnych. Drugi wariant zakłada stworzenie nowej
organizacji międzynarodowej, która ściągałaby kapitał z międzynarodowych rynków
(Chiny, Zatoka Perska, inwestorzy prywatni) w celu zakupu obligacji krajów
zadłużonych. Mógłby w to być zaangażowany Międzynarodowy Fundusz Walutowy. –
Drugi wariant jest próbą przerzucenia ryzyka związanego z finansowaniem
zadłużenia eurostrefy na inwestorów i kraje Trzeciego Świata, a pośrednio na
barki obywateli Europy, którzy będą spłacać zadłużenie, tankując paliwo czy
kupując chińskie perkaliki. To zwiększy uzależnienie Unii od zewnętrznych potęg
– ocenia senator Grzegorz Bierecki, szef SKOK.
Wobec sprzeciwu Niemiec odpadła natomiast francuska koncepcja przekształcenia
EFSF w bank, który zaciągałby pożyczki w Europejskim Banku Centralnym pod zastaw
obligacji państwowych kupowanych na rynku. – Odrzucenie koncepcji wykupu
obligacji przez EBC oznacza wstrzymanie budowy państwa federacyjnego w Europie –
komentuje Bierecki. – Przejęcie krajowych zadłużeń i skoncentrowanie ich w banku
centralnym oznaczałoby, że musi powstać jeden ogólnoeuropejski budżet i
ogólnoeuropejskie podatki. Stany Zjednoczone Ameryki powstały wtedy, gdy
stworzono Rezerwę Federalną, która przejęła długi poszczególnych stanów
zagrożonych bankructwem – przypomina.
Przywódcy eurostrefy muszą zdecydować, jaka część długów Grecji ulegnie
umorzeniu. Przy zadłużeniu rzędu 160-170 proc. PKB o spłaceniu przez jakikolwiek
kraj całości długu nie może być mowy. Dyskusja zaczyna obracać się wokół poziomu
strat, jakie poniosą wierzyciele. Przedstawiciele Komisji Europejskiej, MFW i
EBC, czyli tzw. trojka, po kontroli przeprowadzonej w Atenach ocenili, że Grecja
jest zdolna spłacić wierzycielom maksymalnie połowę długów. Nacisk na większe
spłaty może skończyć się tylko jednym – wierzyciele stracą wszystko. Redukcja
musi zatem sięgnąć co najmniej 50 proc. zadłużenia, a mówi się, że wyniesie 60,
a nawet 70 procent. – Długi Grecji należy zredukować w taki sposób, aby nie
przekraczały 50 proc. PKB. Jeśli PKB Grecji wynosi około 230 mld euro, to
zadłużenie należy "zbić" do ok. 100-110 mld euro. Ten poziom pozwoliłby jej
spłacać długi i plasować na rynku obligacje, a z czasem odzyskać równowagę –
twierdzi Jerzy Bielewicz, finansista. – O tym, że redukcja musi sięgnąć co
najmniej 50 proc., mówiłem już w lipcu – zaznacza. Mimo to decyzje szczytu nie
mają szans, jego zdaniem, stać się "barierą ogniową" w rozprzestrzenianiu się
kryzysu na kolejne kraje strefy euro.

Inni też zechcą redukcji
Bielewicz zwraca również uwagę na to, że jeśli dojdzie do redukcji długu Grecji,
to nic nie powstrzyma kolejnych krajów – Portugalii, Irlandii, Włoch – przed
żądaniami zredukowania i ich zadłużenia. – Tym, co rzeczywiście rozwiązałoby
problem, i to w skali globalnej, jest ogólnoświatowa konferencja oddłużeniowa –
podkreśla Bielewicz.
Do ustalenia na szczycie pozostaje, ile z tych strat jest zdolny wziąć na siebie
system bankowy, który posiada w portfelach obligacje zadłużonych krajów.
Dotychczas banki godziły się na 21-procentowy udział w stratach, teraz mówi się
oficjalnie o przymusowym obciążeniu ich na poziomie 60 procent. Tak
gigantycznych strat nie wytrzymają nawet największe grupy bankowe, toteż
konieczna jest rekapitalizacja banków (dokapitalizowanie), i to na poziomie co
najmniej 100 mld euro. Kapitał ten ma być najpierw ściągnięty od akcjonariuszy
banków, a jeśli to się nie powiedzie, dokapitalizowanie będą musiały zapewnić
macierzyste kraje, co połączone będzie z nacjonalizacją instytucji finansowych.
W ostateczności, gdy i ta metoda zawiedzie, na odsiecz ruszy EFSF, a więc
wspólny fundusz eurolandu, lewarowany przez organizację międzynarodową lub
bezpośrednio na rynkach. Przygotowania do tej operacji już ruszyły. Pierwszym
krokiem będzie przeprowadzenie stress testów w największych europejskich
bankach, które pozwolą ocenić ich potrzeby kapitałowe związane z kryzysem.
Wskaźnik płynności kapitałowej, który banki będą musiały wykazać, ustalono na
poziomie 9 proc., a więc prawie dwukrotnie wyższym niż w poprzednim badaniu.

 

Małgorzata Goss

drukuj