Wypełnij kupon
Atmosfera oczekiwania na wynik wyborczy ma wiele wspólnego z grą w
totolotka. Już wypełniając kupon, oczekujemy z nadzieją wygranej, jak zresztą
wszyscy inni gracze, ale dobre samopoczucie psuje świadomość, że nie wszyscy
mogą wygrać, że można być przegranym.
A jednak zdarzało się, że wygrywaliśmy, choć na krótko. 22-letnia historia
III RP dała nam cztery krótkie "trafienia". Pierwsze, nie w pełni oczywiście
satysfakcjonujące, to zwycięstwo w wyborach parlamentarnych w 1989 roku. To
zasługa mitu "Solidarności". Drugie "losowanie" dawało szansę sukcesu
prezydenturą Lecha Wałęsy, oczywiście do czasu, kiedy po obstawianiu "lewej
nogi" oddał władzę postkomunie. Był też krótki okres rządów Jana Olszewskiego,
do chwili obalenia go przez postkomunę przy aktywnym współudziale szefów obecnej
rządowej koalicji Tuska i Pawlaka. Dalej dwuletnie rządy PiS szarpane przez tych
samych co dawniej, przy współudziale nowych koalicjantów partii Jarosława
Kaczyńskiego, zakończone rozwiązaniem parlamentu i ogłoszeniem nowego rozdania.
To były cztery krótkie okresy, które dawały szansę na zasadnicze i wiarygodne
zmiany w Polsce. Z 22 lat przypadających na III RP niecałe cztery lata dawały
nadzieję na niekomunistyczne rządy i oderwanie się od dawnych struktur i
powiązań. W tym sensie cztery ostatnie lata pod rządami PO i PSL okazały się
kontynuacją dawnej przegranej szansy. Poza tym były to najbardziej nieudolne
rządy w całej historii III RP. Taka będzie ocena historyków, chyba że ustępujący
rząd, na czele z premierem, historykiem z wykształcenia, sam będzie pisał
historię, a innym to utrudni. Wówczas napisze to, co jeszcze teraz głosi PO w
swojej kampanii wyborczej, że winę za obecny stan Polski ponosi poprzedni "pisowski"
rząd.
Za trzy dni kolejne "rozdanie" i kolejna wielka niewiadoma. Grupa ludzi równa
jednej czwartej obywateli (7,5 mln uprawnionych do głosowania) określana jest
jako "niezdecydowani", czyli tacy, którzy nie wiedzą, na kogo mają oddać swój
głos. Bardzo chciałbym wiedzieć, jaki procent z tych ludzi zastanawia się nad
wyborem tylko dlatego, że są rozczarowani III RP, że przestali już wierzyć w
realne zmiany, a ilu z tych ludzi w ogóle nie "wypełni kuponu" i nie pójdzie
głosować, bo są przekonani o bezsensie wyborów.
Wybory parlamentarne sprzed czterech lat cechowała najwyższa po 1989 roku
frekwencja (53.88%), co oznaczało, że z 30 mln uprawnionych do głosowania
zagłosowało około 16,5 mln, a w domach, przy telewizorze czy przy grillu
pozostało aż ok. 13,5 mln obywateli. I ta liczba jest koronnym dowodem na
stracone szanse III RP. To, że grupa niezadowolonych, zdezorientowanych czy
zniechęconych do udziału w życiu publicznym, nawet raz na cztery lata, utrzymuje
się, i to od tylu lat, na podobnym poziomie, jest w dużym stopniu świadomym
założeniem twórców III RP i jej pseudoelit. Mimo że oficjalnie głosi się coś
zupełnie przeciwnego. Liczą się bowiem tzw. żelazne elektoraty. A najbardziej
ten, któremu żyje się dobrze z władzą i wokół władzy. Są to ci, którym III RP
kojarzy się dobrze, np. ze stałą urzędniczą pensją (tych za rządów PO – PSL
przybyło ponad 100 tysięcy). Klucz do zwycięstwa, do sukcesu całej Polski, jeśli
nie teraz, to w przyszłości, jest w rękach tych, którzy pobudzą i wykorzystają
energię wszystkich Polaków, w tym przede wszystkim tych zniechęconych i
niezadowolonych. Kiedyś to w końcu nastąpi, lawy nie da się szybko wyziębić.
Oczywiście, że nie wszyscy mogą wygrać w totka. Zwycięska pula idzie tylko do
wygranego. Ale jest tak jak w tym starym dowcipie, kiedy to Stwórca, zirytowany
namolnym błaganiem gracza o wygraną, w końcu nie wytrzymał i zapytał: "A
wypełniłeś kupon?´´.
Tym razem ten kupon to niedzielna kartka wyborcza.
Wojciech Reszczyński
Autor jest komentatorem w Programie 3 Polskiego Radia SA.
