Broń, mundury i czułe listy
Funkcjonujące w obecnej formie Muzeum AK powstało w 2000 roku na mocy
uchwał Rady Miasta Krakowa i Sejmiku Województwa Małopolskiego. Muzeum
początkowo dysponowało niewielką przestrzenią muzealną, która w ostatnich latach
sięgała zaledwie 1,3 tys. metrów kwadratowych. To znacząco ograniczało jego
działalność. Początków muzeum należy jednak szukać na początku lat 90., kiedy to
kombatanci Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej podjęli dzieło zbierania
pamiątek historycznych związanych z AK. Był to widoczny znak rozpoczęcia
realizacji idei zbudowania pierwszego na świecie miejsca, w którym upamiętniana
będzie idea i działalność tej formacji.
Jednak jak podkreślają żołnierze Armii Krajowej, to nie przez ostatnie
dwudziestolecie, ale przez niemal 70 lat kombatanci marzyli o tym, by doczekać
dnia, kiedy w wolnej Polsce powstanie miejsce, w którym będzie można zgromadzić
wszystkie świadectwa, pamiątki o Polskim Państwie Podziemnym i jego zbrojnym
ramieniu – Armii Krajowej. Dlatego tak jak w czasie w czasie II wojny światowej
rzucili na szalę swoje życie i stanęli do walki o wolną Ojczyznę, tak w
ostatnich latach nie spoczęli w staraniach o utrwalenie pamięci wydarzeń, w
których uczestniczyli. Gromadzili bezcenne pamiątki, często skrzętnie
przechowywane w okresie komunistycznym. – Są to relikwie obarczone bagażem
niepodważalnych emocji, przeżyć i bardzo trudno będzie to pojąć każdemu, kto nie
doświadczył tego, co przeżyło moje pokolenie – mówił ppłk Kazimierz Kemmer
"Halny", prezes Fundacji Muzeum Historii Armii Krajowej. To m.in. dokumenty,
odznaczenia, mundury, orzełki z wojskowych czapek, oporządzenie, sztandary,
przedmioty codziennego użytku, ale też broń, krzyże należące do zesłańców Sybiru
i czułe listy. Łącznie około 5 tys. muzealiów. – Wszystko to przechowywaliśmy w
domach, skrytkach, nierzadko z narażeniem własnego życia w czasach
komunistycznego zniewolenia Polski, i dlatego mamy prawo mówić, że to jest nasze
muzeum. Bo to my, nie nikt inny, o nie walczyliśmy, to my je założyliśmy, to my
daliśmy założycielską kolekcję kilku tysięcy niezwykle wartościowych i
unikalnych eksponatów – podkreślił "Halny".
Wczoraj odnowiony gmach Muzeum AK został uroczyście poświęcony przez ks. kard.
Franciszka Macharskiego. Przez najbliższe miesiące organizowana będzie w nim
ekspozycja stała. Ma ona w pełni prezentować fenomen Polskiego Państwa
Podziemnego i jego siły zbrojnej – Armii Krajowej. Prace będą kosztowały blisko
7 mln zł, a ich efekt ma być widoczny w połowie przyszłego roku. Do tego czasu
sale muzealne goszczą wystawę czasową zawierającą archiwalia i zdjęcia ze
Studium Polski Podziemnej z Londynu oraz eksponaty własne muzeum. Odnowiony
gmach ma powierzchnię 6,5 tys. metrów kwadratowych. Jest to niepowtarzalna
przestrzeń z największymi podziemiami technicznymi i militarnymi Krakowa, a
zarazem jeden z najlepiej zrewaloryzowanych obiektów postmilitarnych w Europie.
Koszty modernizacji sięgnęły kwoty 30 mln złotych.
Marcin Austyn
***
Z Adamem Rąpalskim, dyrektorem jedynego na świecie Muzeum Armii Krajowej
im. gen. Emila Fieldorfa "Nila" w Krakowie, rozmawia Marcin Austyn
Nowe przestrzenie muzealne odpowiadają na wszystkie potrzeby Muzeum Armii
Krajowej?
– Oczywiście. Wcześniej dzieliliśmy budynek z Agencją Mienia Wojskowego. Tak
było właściwie do czasu rozpoczęcia renowacji. Taka sytuacja z oczywistych
względów nie pozwalała nam na rozwinięcie skrzydeł, chociażby w zakresie
ekspozycji stałej, gdyż rzecz, która musiała w niedalekiej przyszłości ulec
zmianie, nie powinna angażować środków publicznych. Dlatego bardzo ostrożnie
wydawaliśmy pieniądze. Były to głównie korekty tej ekspozycji. Organizowaliśmy
liczne wystawy czasowe. Na nową drogę weszliśmy od 2005 roku. Wówczas
rozstrzygnięty został konkurs na projekt modernizacji, a ostatnie dwa lata to
czas budowy, adaptacji, które dały obecny efekt. Obecnie, z punktu widzenia
kubatury, dysponujemy jednym z większych muzeów w kraju.
Pod względem gabarytowym ta placówka prześciga nawet Muzeum Powstania
Warszawskiego…
– Nie lubię tego stwierdzenia. Trudno się w ten sposób chwalić. Prawdą jest, że
gabarytowo Muzeum Armii Krajowej jest większe. Jeśli jednak chodzi o przestrzeń,
która jest skupiona przy wspaniałym Muzeum Powstania Warszawskiego – to tam ona
jest większa.
Mają Państwo świadomość, że nie unikną porównań z tym muzeum? I nie mam tu na
myśli wielkości budynków.
– Jesteśmy tego świadomi. Jednak czas na oceny przyjdzie, gdy nasza stała
ekspozycja zostanie przygotowana.
Wiadomo już, jak będzie zaprezentowana?
– Właściwie został rozstrzygnięty przetarg w tym zakresie i 19 września br.
miała być podpisywana umowa. Jednak z uwagi na formalne procedury [wyniki
przetargu zostały oprotestowane przez drugą w przetargu firmę – red.] musimy
jeszcze poczekać.
Na pewno organizacja stałej ekspozycji nie jest problemem łatwym do rozwiązania.
Muzeum Powstania Warszawskiego ma tę wyjątkową sytuację, że podejmuje
zagadnienia związane z Powstaniem Warszawskim – oczywiście nadmieniając kwestie
Polskiego Państwa Podziemnego, jego struktur itd. My, jako Muzeum AK, chcemy jak
najpełniej ukazać Polskie Państwo Podziemne jako strukturę, nie tylko w zakresie
wynikającym z naszego tytułu, czyli jego siły zbrojnej, ale całą strukturę
funkcjonowania tego niezwykłego – tu wielu używa określenia "fenomen" – państwa
w okupowanej Europie. Chcąc oddać ową niezwykłość państwa funkcjonującego w
okupowanym państwie, tak różnego od ruchów oporu w okupowanych krajach Europy,
trzeba sięgnąć po niekonwencjonalne rozwiązania.
I tego należy się spodziewać po ekspozycji stałej?
– Niewątpliwie. Będzie to wielki wysiłek scenarzystów, historyków, pracowników
muzeum. Czujemy tę głęboką odpowiedzialność. Nie możemy uciec tylko w poszumy
bitewne, opowieści partyzanckie, bo sprawa jest o wiele poważniejsza.
Kilka lat temu mówił Pan, że placówka otrzymuje wiele pamiątek od żołnierzy
Armii Krajowej, ich bliskich, ale nie ma ich gdzie przechowywać, o prezentowaniu
nie wspominając. Teraz wystarczy miejsca dla wszystkich pamiątek?
– Tak jak pan wspomniał, w naszych zasobach znajdują się głównie dary. Istnieją
też nieliczne – z uwagi na nikłe środki – elementy, których zakup był niezbędny,
choćby z racji uzupełnienia ekspozycji o część narracyjną, edukacyjną. Te dary w
większości będą eksponowane, a jeśli czegoś zabraknie, to na pewno znajdzie się
w przekazie internetowym. Do młodzieży przemawia ta forma i nasze muzeum jest
nasycone tymi treściami w sposób odpowiedzialny, z zachowaniem stosownych
proporcji.
Dziękuję za rozmowę.
