Telewizja publiczna promuje antykulturę
Z ks. bp. Adamem Lepą z Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Środków
Społecznego Przekazu, rozmawia Sławomir Jagodziński
Obchodzony w Polsce w trzecią niedzielę września Dzień Środków Społecznego
Przekazu w tym roku wypada na zakończenie Tygodnia Wychowania. Czy hasło
"Wszyscy zacznijmy wychowywać" nie wskazuje także na konieczność kształtowania
postawy mądrego korzystania z mediów?
– Trawestując to hasło, powinno się powiedzieć, a może wykrzyczeć: "Zacznijmy
wreszcie wychowywać do mediów!". Bowiem z badań i ze zwykłej obserwacji wynika,
że tylko znikomy procent rodziców w sposób przemyślany przygotowuje dzieci do
prawidłowego odbioru mediów. Podobnie należy powiedzieć o szkole, w której w
najlepszym przypadku "mówi się o mediach", ale to nie jest jeszcze "wychowanie
do mediów". Powstał jeden z najsmutniejszych paradoksów we współczesnej
edukacji. Oto młody człowiek w Polsce nigdy przedtem nie miał tak szerokiego
dostępu do wiedzy, kultury i rozrywki dzięki mediom jak obecnie. Ale
jednocześnie nigdy wcześniej młodzi odbiorcy mediów nie byli tak porażani ich
negatywnym wpływem jak teraz. Wystarczy wymienić takie następstwa
nieprawidłowego odbioru mediów, jak lekceważenie kultury wysokiej, uzależnienie
się od telewizji i internetu czy rezygnacja z czytelnictwa. Dość powiedzieć, że
w ocenie negatywnego wpływu mediów sięga się dziś po terminologię wojskową i
słownictwo medyczne, przestrzegając, że np. telewizja jest medium masowym o
największej sile rażenia, a pewne media są wyjątkowo toksyczne i mogą prowadzić
do "amputacji myślenia". Najbardziej dziwi fakt, że Polacy mają niespotykane
dotąd możliwości wyboru w odbiorze mediów. A mimo to młody człowiek czyta
gazetę, która w sposób niezwykle przebiegły okłamuje go i manipuluje nim. Ogląda
telewizję, która zgodnie z przestrogą Billa Gatesa coraz skuteczniej rządzi jego
umysłem. Słucha radia, które wprowadza do jego psychiki totalny zamęt. Powstaje
pytanie, gdzie są w takich sytuacjach rodzice?
A jakie są główne zasady odpowiedzialnego korzystania ze środków społecznego
przekazu?
– Kościół katolicki wypracował najlepszą koncepcję wychowania do mediów. Idzie
ona o wiele dalej niż edukacja medialna w szkole, opiera się bowiem na
przemyślanym oddziaływaniu wychowawczym, a więc nie poprzestaje tylko na
przekazywaniu wiedzy o mediach, o ich języku, historii, o powstawaniu programów
radiowych i telewizyjnych itp. W tej koncepcji "wychowywać do mediów" znaczy
kształtować odpowiednie postawy – przede wszystkim postawę krytyczną wobec
mediów i postawę ich selektywnego odbioru. Jeżeli zaś media ukształtowały w
młodym człowieku postawy negatywne, należy mu pomóc w uwolnieniu się od nich.
Taką postawą negatywną może być uzależnienie się od mediów czy postawa
makiawelizmu polegająca na stałej tendencji do manipulowania drugim człowiekiem.
W ramach wychowania do mediów ważnym zadaniem jest uformowanie sumienia, które
spełnia rolę busoli w sytuacjach, gdy trzeba podejmować właściwe decyzje w
korzystaniu z mediów. I jeszcze ta wyjątkowo ambitna zasada w wychowaniu do
mediów. Oto tak należy wychowywać dziecko, aby gdy dorośnie, umiało pozytywnie
wpływać na funkcjonowanie mediów. Od wczesnego dzieciństwa należy przekonywać
młodego człowieka, że nie wystarczy, iż tylko on ma być pod wpływem mediów, lecz
sam, w razie potrzeby powinien na nie oddziaływać – poprzez dobre rady,
sugestie, zdrową krytykę, ale też w drodze protestu lub złożenia skargi w
odpowiedniej instytucji.
Można mieć wiele zastrzeżeń do mediów komercyjnych, które wedle jakichś
swoich określonych założeń często pokazują niemoralne programy, atakują zasady
chrześcijańskie i ludzi Kościoła. Gdy nawet w telewizji publicznej dochodzi do
promowania satanizmu poprzez zaangażowanie do programu człowieka, który gardzi
chrześcijaństwem, profanuje symbole religijne, Pismo Święte, to już chyba
najwyższy czas, aby zapytać, dokąd właściwie jako Polacy zmierzamy?
– Media komercyjne spętane są bezwzględnym podporządkowaniem się wartościom
rynkowym. Znany dylemat "misja czy kasa" jest w nich rozgrywany zawsze ze
wskazaniem na kasę. Dlatego wartości chrześcijańskie i patriotyczne kierowane są
na bocznicę medialną albo wcale nie dochodzą do głosu. One są z definicji
niedochodowe. Jest niedobrze, gdy młody człowiek korzysta wyłącznie z mediów,
które ogłupiają go tak dalece, że nie jest nawet zdolny zrozumieć, co traci i
jak mało zyskuje. Trzeba przyznać, że występujący tam kuglarze potrafią po
mistrzowsku czarować swoich fanów. Sytuacja ta jest wyzwaniem rzuconym w stronę
rodziców. Jeśli się nie zbudzą i nie pomogą dziecku, ich bierność i opieszałość
mogą doprowadzić do przykrych następstw w jego rozwoju osobowym.
Jeszcze większą obawę budzą kontrowersyjne decyzje w telewizji publicznej
dotyczące człowieka, który propaguje satanizm. Nie da się tego usprawiedliwić
ani postępową tolerancją, ani prawem do wolności przekonań czy swobody w
uprawianiu sztuki. Swoimi ekscesami "Nergal" obraża chrześcijan i demonstruje
wobec nich nienawiść. Działania takie są szerzeniem antykultury, wszak satanizm
z natury swej niszczy kulturę. Jest to tym bardziej żałosne, że telewizja
publiczna ustawowo zobowiązana jest do propagowania kultury i do działań na
rzecz jej rozwoju. W tej samej firmie wielbicielki satanisty ostentacyjnie stają
w jego obronie, popierając hasła, które on głosi. Trwa swoista karuzela, która
jest przestrogą, że rozpętana zabawa może się fatalnie skończyć. Tym bardziej że
uruchomiona została antydemokratyczna spirala wykluczania osób, których
patriotyzm i wartości chrześcijańskie nie mieszczą się w obowiązującej
poprawności politycznej. Tych zjawisk nie wolno lekceważyć, mogą doprowadzić do
katastrofy w dziedzinie kultury.
Zastanawia też i budzi obawy nieprzyznanie Telewizji Trwam miejsca na
platformie cyfrowej.
– Jest to forma dyskryminacji, gdyż uzasadnienie odmowy nie dostarcza
merytorycznych argumentów. Odmowa robi wrażenie, że również i tu daje znać o
sobie upiór wykluczania – dziedzictwo minionych czasów. A spodziewaliśmy się, że
pojęcie "getta" już na zawsze zostanie wykreślone z polskiej przestrzeni
publicznej. Nie jest wcale przypadkiem, że Papież Benedykt XVI w tegorocznym
orędziu na Niedzielę Środków Społecznego Przekazu przestrzega przed tworzeniem
monopolów w świecie mediów. Wyjątkowej roli Telewizji Trwam w Polsce i poza jej
granicami, a szczególnie w środowiskach polonijnych nie trzeba podkreślać. W
transmisjach ze spotkań o randze międzynarodowej wypełnia ona również lukę
spowodowaną indolencją telewizji publicznej. Nic dziwnego, że polscy biskupi
zgromadzeni na Jasnej Górze wyrazili słowa uznania pod adresem Telewizji Trwam.
Wspomniane fakty sugerują, że komuś bardzo zależy na tym, żeby w Polskę i w
świat poszedł sygnał, iż mamy u nas do czynienia z symptomami oligarchicznego
systemu mediów. Oznacza to zagrożenie dla demokracji w szczególnie delikatnej
dziedzinie, jaką jest zagwarantowanie wolności i pluralizmu w mediach oraz prawa
do tworzenia mediów alternatywnych. Prowadzi to do zachwiania ładu
informacyjnego w państwie, co może się odbić negatywnie na jego bezpieczeństwie.
Traci na tym przede wszystkim źle poinformowany obywatel.
Dziękuję za rozmowę.
Pewne media są wyjątkowo toksyczne i mogą prowadzić do "amputacji myślenia"
ks. bp Adam Lepa
