Zatrute ostrze homopropagandy
Pod wpływem nacisków, by mówić o homoseksualistach same miłe, nie zawsze
prawdziwe rzeczy, studenci medycyny w USA otrzymują marginalną wiedzę o
problemach zdrowotnych tych osób. Główne bloki zagadnień, które powinni poznać,
to AIDS, nowotwory i schorzenia psychiczne
Studenci medycyny kalifornijskich uczelni w niewielkim stopniu są kształceni w
kierunku chorób, na jakie zapadają osoby prowadzące homoseksualny tryb życia.
Jak podkreślają eksperci, to błąd, bo choroby, na które zapadają, mają swoją
specyfikę. Niestety, najnowsze curricula uniwersytetów medycznych, dostosowując
się do standardów poprawności politycznej, praktycznie nie uwzględniają tego
aspektu.
"Journal of the American Medical Association" podaje, że kalifornijskie uczelnie
medyczne w programach nauczania rezerwują średnio zaledwie pięć godzin, aby
uczyć o chorobach gnębiących środowisko osób dotkniętych homoseksualizmem. Co
trzecia szkoła w ogóle nie uwzględniła tego aspektu podczas pracy studentów z
pacjentami. W co czwartym uniwersytecie jako "słabe" lub "bardzo słabe" oceniono
przygotowanie przyszłych lekarzy do radzenia sobie z takimi sprawami, jak
choroby psychiczne osób homoseksualnych lub będących po operacji zmiany płci czy
nawet kwestii HIV i AIDS.
Wszyscy studenci medycyny są poinformowani, żeby w określonych sytuacjach i przy
określonych badaniach pytać pacjentów, czy odbywali stosunki seksualne z osobą
tej samej płci, jednak to nie pomaga im w rozwiązaniu problemu, co z taką wiedzą
zrobić. "Oznacza to, że po uzyskaniu tzw. historii kontaktów seksualnych lekarz
nie będzie wiedział, w jaki sposób najlepiej pomóc danemu pacjentowi" – pisze w
artykule naukowym dr Juno Obedin-Maliver z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San
Francisco. I dodaje, że bez odpowiedniego wykształcenia doktorzy będą musieli
zwyczajnie zgadywać, jaką terapię zalecić. Autor podaje przykład, którego
większość studentów najprawdopodobniej nie pozna. Chodzi o wykonywanie tzw.
pap-testu, na podstawie którego stwierdza się obecność groźnego wirusa
przenoszonego drogą płciową, mogącego wywoływać choroby nowotworowe.
Rozpowszechnione jest przekonanie, że badanie to wykonuje się wyłącznie u kobiet
heteroseksualnych, tymczasem jak zaznacza Obedin-Maliver, wirus ten z taką samą
częstotliwością atakuje kobiety homoseksualne. A zgłaszają się do niego
pacjentki, które nie miały tego testu od ponad 20 lat. Z podobną nonszalancją
traktowane jest występowanie HIV i AIDS u par jednopłciowych. Zagłuszanie faktu,
że to właśnie homoseksualiści są grupą największego ryzyka, jeśli chodzi o
zarażenie się śmiertelnym wirusem, jest w pierwszym rzędzie nie tyle korzystne
dla wizerunku tej grupy, ile groźne dla niej samej. Zgodnie z obowiązującą
homopropagandą przemilcza się także inne problemy dotykające tę społeczność.
Studenci nie dowiedzą się na podstawowym kursie, że jest to grupa ze zwiększonym
występowaniem depresji; częściej także jej przedstawiciele podejmują próby
samobójcze oraz w zdecydowanie większej skali doświadczają przemocy ze strony
partnera.
Jak podnosi "Journal of the American Medical Association", bez zapewnienia tak
podstawowych informacji swoim studentom przez uczelnie medyczne, przyszli
lekarze nie będą w stanie w prawidłowy sposób dostarczyć potrzebnej pomocy swoim
homoseksualnym pacjentom. Z tego wynika, że brutalna propaganda stosowana przez
homoseksualistów, zamazująca prawdę o nich samych i ich realnych problemach, w
tym zdrowotnych, może wkrótce w radykalny sposób obrócić się przeciwko nim
samym.
Łukasz Sianożęcki
