Brzoza skrzydło czy skrzydło brzozę?
– Skrzydło samolotu o takiej masie (blisko 80 ton) nie mogło złamać się
pod wpływem uderzenia w 40-centymetrową brzozę – dowodził prof. Wiesław Binienda,
członek amerykańskiej Grupy Ekspertów ds. Badań Katastrof Lotniczych, zajmujący
się m.in. badaniem przyczyn tragedii wahadłowca Columbia w 2003 roku. Swoje
badania oparł na programie przygotowanym przez amerykańskie uczelnie (College of
Engineering i The University of Akron) oraz NASA.
Zdaniem inżyniera skrzydło przecięło brzozę. Ale uszkodzenie nie zmniejszyło
powierzchni nośnej skrzydła ani stabilności samolotu. Co więcej, po zderzeniu z
drzewem przy prędkości ok. 80 m/s samolot mógł lecieć dalej jedynie w lekkim
przechyleniu. Nie bez znaczenia jest tu też budowa samego skrzydła. Stanowi ono
najsilniejszą część struktury samolotu, ciśnienie powietrza na jego dolnej
części musi zrównoważyć ciężar całej maszyny. Struktura wewnętrzna skrzydła musi
być na tyle sztywna i odporna, by nie tylko udźwignąć ciężar samolotu, ale też
podołać takim siłom, jak ciśnienie powietrza i obciążenia turbulencji lotu.
Tymczasem na tezie, że do katastrofy doszło w wyniku zderzenia samolotu z
brzozą, skonstruowany jest raport rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu
Lotniczego oraz polskiej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa
Państwowego. W obu dokumentach nie ma jednak analizy dotyczącej złamanego
drzewa.
Przeciążenie i analizy
Komisja nie wykonywała żadnych specjalnych symulacji ani eksperymentów dla
zweryfikowania hipotezy ścięcia skrzydła przez brzozę. – Bazujemy na własnym
wieloletnim doświadczeniu i znajomości parametrów lotu – ripostuje dr inż.
Maciej Lasek, ekspert w dziedzinie aerodynamiki lotniczej, zastępca
przewodniczącego podkomisji lotniczej KBWLLP. Jego zespół opierał się na
zapisach czarnych skrzynek i wykonywał własne obliczenia. – To, że ta brzoza
ścięła skrzydło, wynika z zarejestrowanych przeciążeń i analizy zmian parametrów
lotów zapisanych przez rejestratory – tłumaczy. Lasek nie chce komentować
ustaleń specjalistów z USA. – Trudno mi się odnieść do tego materiału. Jeszcze
go nie widziałem. Jako naukowiec nie mogę się wypowiadać na temat pracy innych
osób, dopóki nie zapoznam się dokładnie z ich treścią, przyjętym modelem
fizycznym i matematycznym. Jako specjalista od mechaniki lotów, z
dziesięcioletnim stażem w Instytucie Lotnictwa, mogę powiedzieć, że obliczeniowo
można udowodnić wszystko, wystarczy odpowiednio dobrać założenia – stwierdza.
Broni jednak zdecydowanie stanowiska komisji. – Jestem przekonany, że tak się
zdarzyło, jak jest opisane w naszym raporcie, w oparciu o dane, którymi
dysponowaliśmy. Niedawno szybowiec zderzył się z drzewkami o bardzo cienkich
gałązkach przy podejściu do lądowania rzędu 80 km/h i te drzewka obcięły mu oba
skrzydła – przekonuje Maciej Lasek.
Sekunda na miliard
Binienda wykonał symulację uderzenia skrzydła w drzewo w różnych wariantach kąta
uderzenia i prędkości. Superkomputer ze specjalistycznym oprogramowaniem
rozłożył każdą sekundę lotu na miliard części i dla każdego oddzielnie
przeliczał siły działające na drewno brzozy oraz materiały, z których zrobione
jest skrzydło. Wynik obliczeń nie zgadza się z ustaleniami rosyjskiej i polskiej
komisji. – Nie widziałem żadnej analizy tego typu w raportach oficjalnych
komisji. Jeśli ktoś ją zrobił, to chętnie się temu przyjrzę. Mnie wyszło, że
skrzydło nie mogło odpaść. Jeżeli ekspertom komisji Millera wyszło inaczej, to
ktoś się musi mylić – mówi profesor "Naszemu Dziennikowi". I zaprasza chętnych
na międzynarodową konferencję w Pasadenie w kwietniu przyszłego roku (odbędzie
się zaraz po drugiej rocznicy katastrofy), aby w obecności wybitnych
specjalistów z całego świata skonfrontować swoje wyniki badań z konkurencyjnymi
rozwiązaniami. Zapowiada również wydanie recenzowanej publikacji zawierającej
szczegółowe omówienie wykonanej symulacji.
Praca Biniendy została zignorowana przez media. Ale głośno o niej w internecie.
Znaleźli się nawet podejrzliwi, którzy kontaktowali się z amerykańskimi kolegami
Wiesława Biniendy. Ale zawiedli się. "Znam i współpracuję z dr. Biniendą.
Uważam, że jest godzien szacunku, wiarygodny i wybitnie kompetentny" – napisał w
odpowiedzi na e-mail polskiego internauty Kelly Carey, uznany ekspert NASA, z
którym Binienda konsultował się podczas prac nad swoją symulacją.
Na animację ostatnich sekund lotu tupolewa zaprezentowaną w dokumentach komisji
Millera zwrócił uwagę prof. Kazimierz Nowaczyk, amerykański fizyk polskiego
pochodzenia, pracownik Centrum Spektroskopii Fluorescencyjnej Wydziału Biochemii
i Biologii Molekularnej Szkoły Medycznej Uniwersytetu Maryland (USA). Jak
podkreślił, Tu-154M nie mógł po zderzeniu z drzewem lecieć odwrócony o 180
stopni przez tak długi czas, jak sugerują eksperci przygotowujący animację.
Według raportu w odległości 855 m od progu pasa, ok. 350 m od miejsca upadku,
samolot lewym skrzydłem uderzył w brzozę. Skutkiem tego uderzenia była utrata
części konsoli lewego skrzydła, w efekcie czego rozszczelniony został zbiornik
paliwowy. Jak stwierdza raport, zderzenie to spowodowało jednocześnie
rozszczelnienie wszystkich trzech instalacji hydraulicznych.
Jest teza, znajdą się dane
Według MAK i polskiej komisji właśnie utrata części skrzydła rozpoczęła
nieodwracalny proces dezintegracji samolotu i spowodowała, że samolot zaczął się
przechylać w lewo, czemu załoga nie mogła już w żaden sposób zapobiec. Symulacje
komisji pokazują, że doprowadziło to do zupełnego odwrócenia się kadłuba
grzbietem do dołu tuż przed zderzeniem z ziemią. Natomiast oderwany kawałek
skrzydła miał przelecieć jeszcze 111 metrów (w takiej odległości od brzozy
został znaleziony). Jedno i drugie wydaje się trudne do wytłumaczenia. Jednak
nie dla członków komisji. – To mnie absolutnie z punktu widzenia dynamiki
obiektów latających nie dziwi – mówi Lasek, który powołuje się na wykonywane
przez podkomisję lotniczą obliczenia. Nieco inaczej patrzy na to dr inż. Ryszard
Drozdowicz z Politechniki Szczecińskiej, również zajmujący się aerodynamiką
lotniczą. – Przede wszystkim muszę zwrócić uwagę, że to raczej skrzydło ścięło
część tego drzewa, a nie odwrotnie. Na dostępnych zdjęciach widać jedynie
znaczne wgniecenie skrzydła. Jednak nawet gdyby część skrzydła została ścięta
wraz z częścią tej brzozy, to uwzględniając masę i znaczną prędkość początkową
odciętej części skrzydła, te 111 m swobodnego lotu odciętego fragmentu skrzydła
jest całkiem realne. Oczywiście przy założeniu, że ten fragment skrzydła już w
niezależnym locie nie zaczepił na tych 111 m o inne drzewa – komentuje.
Szef zespołu smoleńskiego Antoni Macierewicz zapowiada, że wszystkie dane
zaprezentowane przez obu ekspertów zostaną przedstawione prokuraturze wojskowej,
Prokuraturze Generalnej, członkom rządu oraz KBWLLP. – Wyrażam głęboką nadzieję,
że te instytucje się nimi zajmą – mówił Macierewicz.
Anna Ambroziak
Współpraca Piotr Falkowski
Praca prof. Biniendy została zignorowana przez media, ale głośno o niej w
internecie
