Katyń w propagandzie niemieckiej

Problematyka Zbrodni Katyńskiej przeżywa ostatnio renesans
zainteresowania, m.in. za sprawą smoleńskiego koszmaru, postawy Rosji wobec
katastrofy i w kwestii uznania Katynia za ludobójstwo, podłych i kłamliwych prób
rozgrywania tragedii sowieckich jeńców z roku 1920 jako swoistej przeciwwagi dla
popełnionego wczesną wiosną 1940 roku mordu na polskich oficerach. Stosunkowo
słabo rozpoznanym obszarem dramatu, który dotknął Polskę i jej elity (a jego
ślady znajdujemy w naszym życiu publicznym do dziś), jest działanie w tej
kwestii propagandy niemieckiej.

Jak wiadomo, sprawa mordu na polskich oficerach ujrzała światło dzienne
nagłośniona przez III Rzeszę – radio, a potem prasę – w połowie kwietnia 1943
roku. Szef propagandy Joseph Goebbels tak pisał 9 kwietnia 1943 roku w swoim
dzienniku o celach, jakie wyznaczył podwładnym: "Polecę, by te polskie groby
masowe zobaczyli neutralni dziennikarze z Berlina. Polecę ściągnąć również
polskich intelektualistów. Niech się przekonają na własne oczy, co ich czeka,
gdyby rzeczywiście spełnić się miało wielokrotnie przez nich żywione życzenie,
aby bolszewicy pobili Niemców". Do akcji przystąpiły redakcje gazet (m.in. "Völkischer
Beobachter", "Deutsche Allgemeine Zeitung", "Kölnische Zeitung", "Frankfurter
Zeitung") oraz twórcy filmowi. W tym samym czasie zgodnie z zaleceniem Goebbelsa
formowano w Berlinie grupę Polaków i delegację niezależnych dziennikarzy
mających udać się do Katynia. Niemcy zastanawiali się intensywnie, jaką drogą
należy przekazywać informacje o tragedii, która miała miejsce wiosną w Kozich
Górach. Hitler nie był przekonany co do sensowności całego przedsięwzięcia, za
to Goebbels był jego wielkim zwolennikiem. Ostatecznie przyjęto wersję ministra
propagandy: "Odkrycie 12 tysięcy zamordowanych przez NKWD polskich oficerów –
konstatował – zostanie wykorzystane w najlepszym stylu antybolszewickiej
propagandy. (…) Relacje, jakie nadchodzą na ten temat z zagranicy, napawają
zgrozą. Obecnie Fźhrer wyraził zgodę, by z naszej strony ogłosić w prasie
niemieckiej dramatyczną informację".

* * *

Niemieckie zamiary precyzyjnie odczytywano w okupowanej Polsce w strukturach
Polskiego Państwa Podziemnego. Znajdujący się w Instytucie Sikorskiego dokument
(tajna notatka przesłana z kraju do Londynu, Kolekcja Katyńska J. Czapskiego,
sygn. Kol. 12/1/A/7) tak definiował cele niemieckiej propagandy katyńskiej:
"a) wykorzystać istniejącą wśród Polaków obawę przed komunizmem dla
zaszczepienia w ich świadomości idei, że Niemcy bronią Zachodu (…) także
Polski,
b) ograniczyć i sparaliżować poczynania komunistyczne na ziemiach Polski,
c) utrudnić położenie polskiego rządu i rozbić spoistość koalicji
antyhitlerowskiej,
d) zdyskredytować rząd RP w Londynie w oczach społeczeństwa, a przez to
umożliwić przejście "rządu dusz" w ręce współpracujących z okupantem "czynników
krajowych"",
e) stworzyć pomyślne warunki dla werbunku siły roboczej w GG do pracy w Rzeszy,
f) oraz uzasadnić dokonujący się właśnie Holokaust na ludności żydowskiej
przedstawieniem zbrodni katyńskiej jako dzieła sowieckich Żydów".
Największe zainteresowanie problemem zbrodni popełnionej w Katyniu na polskich
oficerach prasa niemiecka przejawiała w pierwszych tygodniach i miesiącach po
jej ujawnieniu światowej opinii publicznej. W Berlinie wysiłki te oceniano
bardzo wysoko, a niemiecka placówka dyplomatyczna w Szwajcarii informowała
wprost: "Prawdziwość niemieckich ustaleń nie budzi żadnych wątpliwości".
W prasie niemieckiej "kwestię katyńską" podjęto dzień po nagłośnieniu sprawy
przez berlińskie radio, czyli 14 kwietnia 1943 roku (według Andrzeja Krzysztofa
Kunerta, sprawa ujrzała światło dzienne 11 kwietnia 1943 roku – tu jednak nie
miejsce na dyskusję o tym).
Pierwszy artykuł zamieszczono w "Völkischer Beobachter". Zatytułowano go: "GPU
wymordowało 12 000 polskich oficerów". Zawierał on informacje o położeniu
miejsca kaźni, liczbie i wymiarach grobów. Podano w nim też przybliżoną liczbę
zwłok, które miały znaleźć się w rozkopanych mogiłach. Postępowano tu zgodnie z
zaleceniami Goebbelsa, wskazując nie faktyczną liczbę wydobytych ciał, która
miała być trudna do określenia, lecz opisywaną przez świadków, która wahała się
"w granicach" 10 000 oficerów "byłej polskiej armii walczącej o pokój". Opisując
okoliczności egzekucji, wysunięto przypuszczenie (jak się dzisiaj okazuje,
słuszne), że prowadzonych na stracenie pozbawiano wartościowych przedmiotów, a
oprawcy byli pod wpływem alkoholu. Twierdzono też, że zbrodnia w Katyniu to
tylko jeden z etapów działań sowieckich wobec Polski, a zachodni alianci
świadomie poświęcają Polskę dla własnych interesów.

* * *

Od początku w przedstawianych analizach prasowych niezwykle mocno akcentowano
udział Żydów – czy to jako bezpośrednich sprawców, czy jako tych, którzy wydali
rozkaz wykonania egzekucji. Zamierzano tą metodą utrwalić, głównie w świadomości
Niemców (ale także narodów państw koalicji antyhitlerowskiej, w tym Polaków),
element śmiertelnego zagrożenia ze strony "jźdischen – bolschewismus".
Znamienne, że na pierwszy ogień poszły w propagandowej akcji Niemców nie służby
NKWD, ale były ambasador USA w Moskwie Joseph Davies, który co prawda nie miał
nic wspólnego z wymordowaniem polskich oficerów, ale posiadał jedną
niezaprzeczalną "zaletę" – był amerykańskim Żydem i na swoim stanowisku miał
przyczyniać się do tłumienia informacji rzucających złe światło na ZSRS – można
to było przedstawiać jako element intrygi światowego żydostwa przeciw
Aryjczykom. Tak więc pasywna i ustępliwa polityka Roosevelta wobec ZSRS
dostarczała propagandzie niemieckiej kolejnych argumentów.
Twierdzono też, że mord należy traktować jako zemstę żydowskiej grupy
przywódczej w NKWD na Polakach. Uzasadnieniem miał być tu fakt, iż "wyższe
warstwy polskiego społeczeństwa, w tym szczególnie oficerowie, były
znienawidzone przez Żydów pochodzących ze wschodu" ("Völkischer Beobachter",
17.04.1943).
Polaków przekonywano, że ich miejsce jest w Europie. Katyń był zaś jednoznacznym
wykładnikiem sowieckich zamiarów wobec Polski. Eksponowanie roli Żydów miało w
tym przypadku stanowić alibi wobec tego, co Niemcy robili w trakcie rozwijania
akcji propagandowej w warszawskim getcie. W myśl propagandowych założeń Katyń
miał być przeciwwagą dla Endlösung – "ostatecznego rozwiązania" kwestii
żydowskiej. Interesowano się także postawą aliantów wobec naszego kraju, od
początku określając ją jako dwulicową. Do tragedii w Kozich Górach nie doszłoby,
gdyby F.D. Roosevelt i W. Churchill "wprzęgnięci w służbę światowego żydostwa,
które reprezentowało plutokratyczno-bolszewicką chęć posiadania" nie popchnęli
Polski, wcześniej jeszcze umacnianej w "przestępczej polityce wobec Gdańska", do
wojny z III Rzeszą.
Nie oznaczało to choćby cienia sympatii dla Polaków i ich spraw. Zachowanie
sojuszników zaś miało wynikać z ich ścisłego powiązania z "żydowskim kapitałem",
który z kolei miał ścisłe związki z Moskwą. Przyszłość Polski określano tu z
perspektywy grobów nad brzegiem Dniepru – było to wyraźne ostrzeżenie dla małych
narodów mogących się znaleźć w sferze wpływów ZSRS. W miarę odkrywania strasznej
prawdy publikowano listy zamordowanych w Katyniu. Starano się też odtworzyć
ostatnie chwile mordowanych, oceniając oprawców i usiłując w ten sposób okrutnie
uzasadnić Holocaust: "nie ma zrozumienia dla takiej mentalności rodem z kloaki –
tu pozostaje tylko zagłada" ("Völkischer Beobachter", 17.04.1943).
Miało to według niemieckich zamysłów propagandowych mobilizować do obrony
"tradycyjnych europejskich wartości" pod przewodnictwem III Rzeszy, "jedynego
obrońcy Europy". Propaganda ta obliczona była także na wywołanie rozdźwięków w
obozie sprzymierzonych i tym samym spowodowanie korzystnego i istotnego dla
Niemców przełomu. Komplikacje rzeczywiście nastąpiły, nie przyniosły jednak
żadnych wymiernych korzyści dla III Rzeszy. Ujawnienie mordu na polskich
oficerach stało się, paradoksalnie i wbrew nadziejom wyrażanym przez Goebbelsa,
korzystne dla jego sprawców. Stalin mógł "bezkarnie" zerwać stosunki
dyplomatyczne z legalnym rządem polskim, oskarżając go o współpracę "z
faszystami". Przy okazji narzuca się porównanie do ostatniej rosyjskiej agresji
propagandowej wobec Polski we wrześniu 2010 roku, kiedy także oskarżano nasz
kraj o kolaborację z Niemcami przeciwko światowemu pokojowi i miłującemu pokój
ZSRS.
Było to działanie perspektywiczne i ułatwiające późniejszą instalację na
terenach Polski reżimu politycznego posłusznego potężnemu sąsiadowi, a tak
opresywnego wobec własnego narodu. W tym kontekście pojawiał się eksponent Żydów
mających zwasalizować Polskę dla ZSRS, ocalały z katyńskiego pogromu płk "Siegmunt
Berlin" (Zygmunt Berling!) ("Volkischer Beobachter", 10.05.1943). Koalicja zaś
została wzmocniona pewnego rodzaju niepokojem moralnym aliantów i świadomością
kompletnej bezkarności ZSRS, który był koniecznym w tym momencie wojny
sojusznikiem. Owego układu nie dało się oczywiście utrzymać na dłuższą metę, był
jednak na tyle solidny, że zaczął się rozpadać dopiero po upadku III Rzeszy,
której istnienie było jego lepiszczem.
Odnosząc się do kwestii Polski i jej przyszłości, niemiecka propaganda katyńska
unikała jakichkolwiek zobowiązań i obietnic. Pisano wprawdzie o Polakach jako
ofiarach "żydowsko-bolszewickiego bestialstwa", czyniono to jednak tak, by nie
wzbudzać do "podludzi" jakiejkolwiek sympatii czytelników. Kolejny raz
formułowano opinie, że to właśnie sami Polacy stali się winni popełnionej na
nich zbrodni – odwoływano się tu do rzekomej kaźni w Bydgoszczy, jakiej mieli w
1939 roku dopuścić się Polacy na niemieckiej ludności tego miasta. Nie
wspominano też w jakikolwiek sposób o państwie polskim i próbach jego restytucji
w związkach z III Rzeszą. Świadczyło to o instrumentalnym traktowaniu przez
Niemców sprawy Katynia. Troszczono się też fałszywie o los prawie 2 milionów
naszych rodaków, którzy znaleźli się na terenie ZSRS po 1939 roku.

* * *

Jeśli oceniać niemiecką propagandę od strony czysto technicznej, to można
stwierdzić, że w większości przypadków przedstawiała ona fakty zgodnie z prawdą
(wyjątkiem była liczba pomordowanych polskich oficerów – mówiono o 10 tysiącach,
podnosząc z biegiem czasu te dane do 12 tysięcy ofiar). Dopiero w komentarzach
znajdowały się przeinaczenia i półprawdy mające rzucić na sprawę "odpowiednie
światło".
Trzeba zwrócić uwagę na paradoks, że zbrodnię zaplanowaną w marcu 1940 r. na
Kremlu ujawnili światu Niemcy, którzy do tego czasu zdołali zniszczyć znaczną
część Europy i razem ze zbrodniczym reżimem Stalina wymordować miliony ludzi (w
tym polskie elity – co pokazała wystawa organizowana przez IPN w 2006 roku
"Zagłada polskich elit. Akcja AB – Katyń"). Nie mniej paradoksalne stało się
także to, iż groby bohaterów, nad którymi chwiał się otumaniony alkoholem
prezydent Polski Aleksander Kwaśniewski, posłużyły Moskwie w roku 1943 do
zerwania stosunków dyplomatycznych z legalnym rządem Rzeczypospolitej i
otworzenia drogi do władzy właśnie formacji, z której wyszedł Kwaśniewski –
pretekstem była tu rzekoma współpraca Polski z niemieckim agresorem.
Wspomniany na wstępie artykułu krajowy dokument, podsumowując niemieckie wysiłki
propagandowe w kwestii mordu na polskich elitach, wykazuje absurdalność
sowieckich oskarżeń: "Niemcy niewątpliwie mogą mieć pewne korzyści z tzw. sprawy
Katynia i o korzyści te bardzo silnie zabiegali. Ale korzyści te leżą raczej
poza obszarem Polski. Narkoza zbrodni bolszewickiej na Koziej Górce mogła może
działać wśród ludów neutralnych. (…) W Polsce Niemcom nie udało się nic,
absolutnie nic. Nie dała Quislinga, nie dała żołnierza, nie dała robotnika, nie
dała sfolgowania w akcji podziemnej, nie dała surowców czy żywności.
Upowszechniła natomiast w społeczeństwie poczucie własnego interesu
politycznego, zaktywizowała to społeczeństwo, które dostrzegło trudną rolę
swojego Rządu (…). Z próby politycznej początków 1943 r. Naród Polski wbrew
intencjom Goebbelsa wychodzi z podsumowanym bilansem: Katyń i Oświęcim – jednacy
wrogowie".

* * *

Kiedy dziś obserwujemy propagandowy "taniec" wokół Katynia, nieodparcie
narzuca się mało odkrywcza teza, że moralność w polityce (a szczególnie w
polityce międzynarodowej) jest towarem niezmiernie deficytowym.
Marian Hemar pisał o tym w wierszu zatytułowanym "Racja stanu":

Kiedy w Katyniu ziemia na światło wydała
mierzwę trupów – pobite, porzucone ciała…
Jak skwapliwie pyskali nasi politycy,
Realni demokraci, trzeźwi anglofile,
Żeby nie mówić o byle mogile…
Żeby nie psuć humoru angielskiej ulicy…
Żeby nie robić gwałtu z jednego Katynia…
Bo pan Goebbels o Katyń Sowiety obwinia –
Więc jak nam demokratom, popierać Goebbelsa?
Jak – za Goebbelsem – Rosję oskarżać przed światem?
Jak nam Anglię przed takim stawiać dylematem?
Szyki psuć Churchillowi? Drażnić pana Wellsa?
A jeszcze kto napisze: "Polacy faszyści!
Basują Goebbelsowi z wspólnej nienawiści
Do sowieckiego raju… ręka rękę myje"…
Jak polski demokrata ten zarzut przeżyje?
Więc trzeźwi, polityczni, realni i mili
Zrobili tak, że właśnie – wiemy jak zrobili.

 

Dr Piotr Łysakowski (IPN Centrala)

drukuj