Telewizja na jedno kopyto
TVP od wielu miesięcy nie spełnia wymogów pluralizmu i bezstronności w
prezentowaniu życia publicznego w naszym kraju – oceniają członkowie Rady
Programowej TVP. Zarzucają władzom telewizji publicznej, że dyskryminują dużą
grupę widzów o konserwatywnej wrażliwości, a informacje o rzekomym powrocie na
antenę Jana Pospieszalskiego to kłamstwo.
Zdaniem Barbary Bubuli, Anny Sobeckiej i Bożeny Walewskiej z Rady Programowej
TVP, plany programowe telewizji publicznej w zakresie publicystyki, szczególnie
na okres kampanii wyborczej do parlamentu, łamią zasady realizacji misji
publicznej i dyskryminują widzów o poglądach prawicowo-konserwatywnych.
Oświadczenie zawierające te zarzuty trafiło do Krajowej Rady Radiofonii i
Telewizji i Zarządu TVP.
– Programów publicystycznych prowadzonych m.in. przez panów Pospieszalskiego czy
Wildsteina bardzo dziś brakuje w telewizji publicznej – ocenia Anna Sobecka
(PiS). Według niej, ramówka przedstawiona Radzie Programowej będzie obowiązywała
przez kilka miesięcy i prawdopodobnie nie da się jej zmienić, dodając np.
program "Warto rozmawiać".
– Prezes spółki argumentował, że jego oglądalność była niewielka, ale był
przecież emitowany w późnych godzinach nocnych. Nie przyznał się do tego, że
przejmując stanowisko prezesa TVP w marcu br., unieważnił umowę podpisaną z
twórcami programu przez odchodzący wówczas zarząd – dodaje poseł Sobecka. Twórca
programu Paweł Nowacki potwierdza, że tak się stało, i przypomina, że projekt
alternatywnego programu wobec "Warto rozmawiać" został złożony już w lutym, ale
na razie nie ma żadnego odzewu w tej sprawie.
– Cała historia mająca na celu rzekome przywrócenie programu Jana
Pospieszalskiego na antenę to humbug, zapowiedź powtarzana od kilku miesięcy
przez Juliusza Brauna przy różnych okazjach. Na razie na powrót "Warto
rozmawiać" z tego, co wiemy, nie ma co liczyć – wyjaśnia Nowacki.
Również zdaniem autorek oświadczenia informacje na temat rzekomego powrotu na
antenę to "polityka zwodzenia, mglistych propozycji, dezinformacji, gry na
czas". – Oferta przesunięcia do TVP Info o kilkakrotnie mniejszej oglądalności i
to dopiero po wyborach świadczy o sposobie traktowania widzów identyfikujących
się z opozycją – podkreśla Anna Sobecka.
Członkowie Rady Programowej przypominają, że po usunięciu autorskich audycji
popularnych dziennikarzy, darzonych zaufaniem przez widzów, lansowane i
wspierane są jedynie programy publicystów niekryjących się ze swoimi
lewicowo-liberalnymi poglądami, takich jak Tomasz Lis. "W TVP1 i TVP2, oprócz
programu Tomasza Lisa, w okresie wyborczym w najlepszym czasie antenowym
zaplanowano tylko programy o charakterze debat prowadzonych przez dziennikarzy
zatrudnionych w TVP, co po czystce personalnej przeprowadzonej w ciągu
ostatniego roku daje podstawy, by obawiać się o obiektywne przedstawienie
poszczególnych ugrupowań" – oceniają Sobecka, Bubula i Walewska.
Pada jeszcze jedno oskarżenie: TVP od wielu miesięcy nie spełnia wymogów
pluralizmu i bezstronności w prezentowaniu życia publicznego w naszym kraju,
widoczny jest również brak równowagi w prezentowaniu opinii rządu i opozycji. "W
programach informacyjnych i publicystycznych prezentowane są treści, które w
korzystnym świetle ukazują partie rządzące: PO i PSL, a także posiadającą wpływy
we władzach mediów publicznych SLD, a w negatywnym – największą partię
opozycyjną Prawo i Sprawiedliwość. Według udostępnionych nam statystyk, czas
antenowy udzielony w czerwcu i lipcu na wypowiedzi przedstawicieli tej partii
jest ponad 2-krotnie mniejszy niż partii rządzącej" – podkreślają członkinie
Rady Programowej TVP.
Maciej Walaszczyk
