Poczekajmy, kto stanie na czele Libii

Z prof. Danutą Madeyską, arabistką z Uniwersytetu Warszawskiego, rozmawia
Piotr Falkowski

Upadła kolejna dyktatura w świecie arabskim. Co czeka Libię w najbliższych
latach?

– No właśnie, Kaddafi jakby rozpłynął się w powietrzu. Może jest w Algierii,
może jeszcze gdzie indziej. I w Syrii, i w Egipcie, i teraz w Libii (pomijając
może monarchie, gdzie dąży się tylko do reform, a nie do obalenia króla)
sytuacja bardzo przypomina naszą "Solidarność". Wierzę, że tam są prawdziwe,
spontaniczne zrywy prostych ludzi, zwykłych zjadaczy chleba, chcących wolności i
polepszenia swego losu. Tylko bardzo często znajdują się cwaniacy i rozmaici
agenci, którzy potem kierują masami w swoją stronę. Ostatnio jakaś delegacja
poleciała do Tunezji radzić im, jak wprowadzać demokrację na wzór Polski. Tak
jakbyśmy mieli czym się chwalić! Mnie bardzo narzuca się ta analogia z naszymi
narodowymi doświadczeniami. Wszystko zależy od tego, kto teraz stanie na czele
tego ruchu w Libii. Dlatego konsekwentnie odmawiam snucia prognoz, żebyśmy
zobaczyli, czy i Libijczycy nie zostaną w swoich dążeniach oszukani. Odradzam
także wpadanie w przedwczesną euforię – przypomnijmy sobie "pomarańczową
rewolucję" na Ukrainie i nasz zachwyt.

Libia jest państwem zróżnicowanym regionalnie. Jaki ma to wpływ na rozwój
dążeń wolnościowych społeczeństwa?

– Libia to tak naprawdę trzy prowincje: Trypolitana, Cyrenejka i Fezzan, które
zjednoczył dopiero król Idris I, bardzo późno, bo w 1963 roku. Był on pierwszym
i ostatnim królem Libii. Tam tak naprawdę przetrwało wiele z ustroju
plemiennego. Chociaż pojawiło się już niewątpliwie poczucie przynależności do
Libii, to ludzie bardzo mocno identyfikują się ze swoim plemieniem, następnie z
rodem, a najbardziej z rodziną. Te plemiona różnią się charakterem, a nawet
ideologicznie. Jedni są pokorniejsi, inni bardziej buntowniczy. Jedni
odważniejsi, inni bardziej boją się o rodziny, o dobytek, boją się wszelkich
zmian, przy czym z całą pewnością przytłaczająca większość nie boi się
wprowadzenia szariatu. Ale te plemiona w krytycznych chwilach potrafią się
bardzo pięknie zjednoczyć.

Jak można pomóc Libijczykom?
– Żeby tylko Europa i Zachód przestali się do nich wtrącać! Oni mają ropę i
sobie poradzą. Tylko że Zachód na to nie pozwoli! Ma tam za dużo interesów.
Dobrze, że nie doszło do interwencji lądowej NATO, tylko dostarczano tam broń i
wspomagano przeciwników Kaddafiego z powietrza. W przeciwnym wypadku mielibyśmy
powtórzenie Iraku, gdzie do dziś są ciągłe zamachy i nie ma spokoju. Udało się
jakimiś drogami – Zachód nie musi o tym głośnio mówić – dozbroić te grupy
rebeliantów, które same nie miały przecież niczego poza kamieniami. I dzięki
temu reżim został jednak obalony głównie siłami Libijczyków.
 

Dziękuję za rozmowę.

drukuj