Lewica chce zawładnąć umysłami

Z prof. Ewą Thompson, specjalistką w zakresie literatury porównawczej i
slawistyki z Rice University w Houston (USA), publicystką i redaktorem
kwartalnika "Sarmatian Review", rozmawia Mariusz Bober

"Gdzieś pod Warszawą znajduje się nie centrum polskiego rządu burżuazyjnego i
republiki kapitału, ale centrum całego współczesnego systemu
imperialistycznego". W ten sposób we wrześniu 1920 r. sowiecki dyktator Lenin
tłumaczył cele wojny z Polską. Na ile i na jak długo polskie zwycięstwo w Bitwie
Warszawskiej odsunęło stworzenie nowych odcinków frontu "czerwonej zarazy" w
Europie i na świecie?

– Lenin miał rację. Kontrola nad Polską była zasadniczym elementem kontroli nad
Europą, a więc i światem. Polska wygrała wojnę, ale przegrała pokój w Rydze,
zdradzając jednocześnie Ukraińców. Koncepcja federalizmu Piłsudskiego została
wtedy na zawsze pogrzebana. Piłsudski był wielkim wodzem, ale fatalnym
dyplomatą. Polscy negocjatorzy w Rydze okazali się dziecięco naiwni. Marzyła im
się polonizacja Ukrainy i Białorusi, na którą było już wtedy za późno. Lew
Trocki napisał gdzieś, że negocjacje ryskie były tak łatwe, iż zdążył w tym
czasie napisać książkę, która nie miała z nimi nic wspólnego. Tragedią Polski od
czasów wojny polsko-bolszewickiej jest między innymi to, że nie wydała ani
jednego wielkiego dyplomaty, który potrafiłby przewidzieć konsekwencje
dzisiejszych decyzji dla przyszłych pokoleń. Z drugiej strony, sowieckie
słownictwo już dawno wypadło z języka tych, którzy chcieliby kontrolować świat.
Pojęcia, którymi posługiwali się sowieccy teoretycy marksizmu, takie jak
leninizm czy komunizm, są dziś bezużyteczne. W niepiśmiennym Trzecim Świecie
można jeszcze coś taką terminologią ugrać, ale tam, gdzie toczy się walka o
realną władzę, jest inaczej. Marksizm przeniósł się na obszar dyskursu
akademickiego, sprzymierzając się z psychoanalizą i postmodernistyczną
epistemologią. Apeluje raczej do próżności i miłości własnej niż do poczucia
sprawiedliwości.

Jakie były, Pani zdaniem, główne czynniki, które przesądzały o tym, że to
właśnie komunizm "uwodził" ludzi w innych krajach świata, zwłaszcza
intelektualistów?

– W 1950 roku została wydana w Ameryce książka pt. "Autorytarna osobowość" (The
Authoritarian Personality) autorstwa grupy filozofów-uciekinierów z
hitlerowskich Niemiec, którzy po przyjeździe do USA podjęli pracę na czołowych
amerykańskich uniwersytetach. Książka ta jest chyba najbardziej wpływowym
dziełem tzw. szkoły frankfurckiej, która wiedzie prym we współczesnej odmianie
marksizmu. "Autorytarna osobowość" to mariaż marksizmu i psychoanalizy. Książka
przedstawia tezy, których nie sposób udowodnić. Jest czymś w rodzaju bajeczek
braci Grimm. Podaje do wierzenia, że typ osobowości, o której mowa w tytule,
jest odwrotnością ludzi odważnych i nastawionych na rozwój. Autorytarna
osobowość chce raczej słuchać rozkazów, niż być niezależna, chce raczej
bezpieczeństwa niż odkrywczości, jest tchórzliwa i skłonna do wiary we
wszelkiego rodzaju przesądy. Takie osobowości są świetną pożywką dla faszyzmu:
chcą wodza, który będzie nimi kierował i któremu będą posłuszni. Nienawidzą
wszelkiego rodzaju mniejszości, które posądzają o niecne poczynania. Karmią się
resentymentem, są antyintelektualne, sympatyzują z faszyzmem. Są to więc
osobowości neurotyczne, chore, które nie potrafią się normalnie rozwijać.
Książkę tę świetnie skrytykował późniejszy redaktor "National Review" William F.
Buckley, ale mimo wykazania absurdalności jej tez lewica w dalszym ciągu je
powiela.

Na ile przystają one do dzisiejszej rzeczywistości?
– To stamtąd pochodzi pomysł, że nie należy dyskutować ze swoimi politycznymi
przeciwnikami. Zamiast tego należy ich ośmieszać i sugerować, że są chorzy
psychicznie. Autorzy książki doskonale rozumieli związek między władzą i
upokorzeniem. Najefektowniejszym sposobem umocnienia swojej władzy jest
upokorzenie przeciwnika i ośmieszenie go. Współcześni marksiści nie nawołują
więc do rewolucji, lecz do zmiany świadomości. Jak zauważył włoski marksista
Antonio Gramsci, rewolucja zbrojna tak naprawdę nie zmienia społeczeństwa,
natomiast rewolucja w myśleniu – owszem. Należy więc zmienić sposób myślenia
przeciętnego człowieka, a wtedy władzę można będzie objąć bez rewolucji. Stąd
wysiłki lewicy, by opanować nie tylko środki masowego przekazu, ale również
uniwersytety, wydawnictwa oraz życie intelektualno-artystyczne.

Niektórzy uważają, że komunizm tak bardzo przyciągał społeczeństwa, bo kraje
Zachodu nie przeciwstawiły mu silnej alternatywy. Uczestnik Bitwy Warszawskiej
gen. Kazimierz Sosnkowski po zakończeniu II wojny światowej ostrzegał Zachód, że
przegra rywalizację ideologiczną z komunizmem, jeśli nie powróci do
chrześcijańskich zasad. Podziela Pani ten pogląd?

– Od czasu rozpadu Związku Sowieckiego lewica już nie szermuje hasłami równości
i sprawiedliwości. Rdzeniem marksizmu bowiem nie są sprawy ekonomiczne, lecz
ideologia. Można być marksistą i jednocześnie zwolennikiem tzw. wolnego rynku.
Dzisiaj elektorat lewicy składa się z jednej strony głównie z mięsa armatniego
oraz pożytecznych idiotów, a z drugiej – z ludzi żądnych władzy, którzy
doskonale rozumieją, że jedynie kraje wdrażające lewicowe postulaty dają pewnym
jednostkom szansę na pełnię władzy. W przeciwieństwie do tego zasadą
konserwatyzmu jest nieoddawanie władzy organom państwowym i pozostawianie jej w
kręgach lokalnych.

Generał Sosnkowski mówił, że de facto komunizmowi przysługuje się każdy
polityk, który głosząc hasła "sprawiedliwości i wolności, kupczy cudzymi
ziemiami, wolnością jednostek i wolnością narodów, zdradą płaci za wierność,
który wierzy, że w czasach dzisiejszych da się, wbrew prądom nurtującym
ludzkość, niewolą połowy świata okupić wolność dla drugiej jego połowy". To
trafna diagnoza przyczyn słabości Zachodu?

– Trzeba pamiętać, że marksistowska lewica nigdy nie głosiła zasady wolności
narodów. Zamiast tego używa terminu "demokracja". Marksizm bardzo wrogo odnosi
się do pojęcia narodu. Ze współczesnych nam ideologii lewicowych to pojęcie
zostało całkowicie wyeliminowane. Niedawno w Polsce głośno było o antypolskości
Róży Luksemburg. Urodzona na ziemiach polskich Luksemburg była gorącą
przeciwniczką odbudowy państwa polskiego. W przeciwieństwie do niej Piłsudski
jechał pociągiem socjalizmu tylko do przystanku "Polska niepodległa" i tam
wysiadł.

Późniejsze rozprzestrzenianie się komunistycznej ideologii w krajach Azji,
Ameryki Łacińskiej, Afryki, a także Europy wynikało jedynie z aktywności
komunistycznej agentury czy także ze słabości cywilizacji Zachodu?

– Mogę tu odpowiedzieć cytatem z wiersza Williama Butlera Yeatsa "Drugie
przyjście": "Najlepsi tracą wszelką wiarę, w najgorszych kipi żarliwa i porywcza
moc". W jaki sposób powinniśmy działać, aby sprawy przekierować na lepsze tory?
Zdajemy sobie sprawę, że Zachód popełniał i popełnia wielkie błędy, a nawet
zbrodnie, i że częściowo dlatego narracje lewicowe "chwyciły" wśród społeczeństw
Trzeciego Świata, jak również wśród rozczarowanych Europejczyków i Amerykanów. W
cywilizacji zachodniej teoria zbyt często nie zgadzała się z praktyką – np.
wojny narkotykowe w Chinach, gdy rzekomo wysoce cywilizowane imperium brytyjskie
starało się zaszczepić nałóg używania opium wśród Chińczyków i dobrze na tym
zarobić. Do tego trzeba dodać indywidualne wady moralne, chciwość i nienawiść,
zawiść i żądzę zemsty, które razem składały się i składają na bardzo
niedoskonałe społeczeństwa. Tomista amerykański Alasdair MacIntyre zakończył
jedną ze swoich książek uwagą, że prawdziwie odkrywczy myśliciele nie mają
obecnie dostępu do "centralnych forów naszego porządku kulturalnego i
społecznego". Naszym więc zadaniem jest "ciągle starać się wynajdywać nowe
sposoby na to, aby tych myślicieli społeczeństwa mogły usłyszeć". Nic dodać, nic
ująć.

Oficjalnie komunizm zbankrutował i został "pogrzebany" wraz z upadkiem
Związku Sowieckiego jako system polityczny i jako ideologia. Ale jego mutacje są
dziś obecne w wielu krajach świata. To lewicowa reaktywacja?

– W powieści Jamesa Joyce´a "Portret artysty jako młodego człowieka" jeden z
bohaterów, pytany, dlaczego odrzucił katolicyzm, odpowiada "Non serviam" – "nie
będę służył". W ten sposób powiedział, że nie zgadza się na bycie częścią bardzo
niedoskonałego świata, w którym nas Bóg umieścił. Myślę, że często, zdając sobie
sprawę z głębi tej niedoskonałości, jesteśmy kuszeni do jej odrzucenia, czyli do
odrzucenia świata. To jest motywacja nie tylko bohaterów Joyce´a, ale i Iwana
Karamazowa oraz wielu innych postaci nowoczesnej literatury. Jest to pozornie
szlachetna motywacja i na pewno pewien procent tych, którzy prezentują opcję
lewicową, dałby takie właśnie wytłumaczenie swojego wyboru. Ale bardzo duży
procent lewicowców po prostu stadnie idzie za większością (bo dziś lewica nadaje
ton publicznemu dyskursowi nie tylko w Polsce, lecz w całej Europie) albo czyni
to z wyrachowania (kariera, władza, chęć pokazania, że nam się w życiu udało).

Dziś coraz bardziej widoczne są problemy związane z zadłużeniem praktycznie
wszystkich państw świata. To jeden ze współczesnych symptomów lewicowej choroby
– chęć życia ponad stan i na koszt innych ludzi?

– Lekkomyślność jest pospolitą wadą, więc nie zrzucałbym tu winy jedynie na
lewicę. Jedną z przyczyn tego zjawiska była i jest tendencja polityków do ślepej
wiary w "odkrycia" ekonomistów i innych ekspertów. Mam tu na myśli teorie Johna
Maynarda Keynesa, który zachęcał rządy do drukowania pieniędzy bez pokrycia i
wsławił się powiedzeniem, że nie warto troszczyć się o przyszłość, bo "na
dłuższą metę wszyscy pomrzemy".

A czy współczesne tworzenie wielkich ponadnarodowych instytucji skupiających
coraz większą władzę, np. Unii Europejskiej, strefy euro, Międzynarodowego
Funduszu Walutowego itd., nie jest również przejawem lewicowego myślenia –
tworzenia scentralizowanych instytucji narzucających swoją wolę państwom
narodowym?

– Używając angielskiego wyrażenia, tu chyba pomieszane są jabłka i pomarańcze.
Unia Europejska była pomysłem chrześcijańskich polityków rodem z Francji,
Niemiec, Luksemburga i Belgii, przede wszystkim Roberta Schumana i Konrada
Adenauera. Obaj byli katolikami. Pierwotny projekt UE był nawiązaniem do
średniowiecznej jedności Europy. To prawda, że projekt ten został przechwycony
przez polityków lewicowych, ale jego założenia są z gruntu słuszne i powrót do
nich jest możliwy. Natomiast MFW miał na celu utrzymywanie wypłacalności państw
i banków, bez uwzględnienia tego, jak się to może odbić na sytuacji materialnej
ludności. Na przykład jednemu z państw afrykańskich, a konkretnie Malawi, MFW
zalecił, aby rząd nie subsydiował zakupu nasion przez rolników, bo tego rodzaju
subsydia przeczą zasadzie wolnego rynku. Rząd zastosował się do tego zalecenia i
skutkiem tego był głód w tym kraju. Wówczas rząd zignorował zalecenia MFW i
powrócił do subsydiowania nasion. W efekcie w ciągu kilku lat Malawi nie tylko
stało się samowystarczalne żywnościowo, ale i zaczęło eksportować nadwyżki.
Straciły na tym międzynarodowe banki, bo rząd przestał wypłacać procent od
pożyczek, które w nich zaciągał i które zresztą nie miały szansy być spłacone
(rząd zaciągnął je, aby być wypłacalnym, ale ich "ceną" była obietnica rządowa,
że nie będzie subsydiował zakupu nasion przez rolników oraz zastosuje się do
innych zaleceń MFW). Bankom opłacało się pobierać procenty, bo ich wartość po
latach przekraczała wartość udzielonej pożyczki (a pakiety pożyczkowe można było
sprzedać i na tym również zarobić). A więc można uznać MFW za typowo lewicowe
przedsięwzięcie, bo rezultatem jego działalności jest zwiększenie kontroli nad
państwami narodowymi, nie zaś polepszenie bytu materialnego mas.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj