Dla prokuratury jest bezwartościowy

Z mecenasem Bartoszem Kownackim, pełnomocnikiem rodzin ofiar katastrofy
smoleńskiej, rozmawia Zenon Baranowski

Co z raportu komisji Jerzego Millera mogą wynieść dla prowadzonych śledztw w
sprawie katastrofy i organizacji lotu do Smoleńska obie prokuratury?

– Jeżeli raport może być przydatny dla prokuratury, to bardziej w zakresie
postępowania prowadzonego przez prokuraturę cywilną w kwestii przygotowania
lotu. Dla prokuratury wojskowej pozostają te wątki dotyczące przygotowania
załogi. Możliwa jest tutaj odpowiedzialność osób z 36. SPLT. Raport pozwala
postawić hipotezę, że w tej jednostce mogło dochodzić do fałszowania dokumentów,
myślę tu m.in. o tzw. fałszu intelektualnym, komuś pozwalano na dokonywanie
pewnych czynności, mimo że nie miał do tego uprawnień.

Dziennikarze pytali o to podczas prezentacji, ale bez większych efektów…
– Ten raport może wskazywać na to, że dochodziło do nieprawidłowości w
jednostce. Natomiast jeśli chodzi o sam lot, to raport zapewne nie będzie miał
dla prokuratury większej wartości. Wynika to z faktu, iż komisja pracowała na
materiałach, na których pracował MAK, czyli de facto opierała się na
dokumentach, które były już wcześniej znane. I które zostały przekazane przez
stronę rosyjską lub wręcz polską prokuraturę. Co więcej, żaden z kilkudziesięciu
dokumentów wskazanych w uwagach strony polskiej do raportu MAK nie został do
dziś przekazany, a więc prace komisji obarczone są istotnymi brakami.

Małgorzata Wassermann stwierdziła, iż ma wrażenie, że komisja oparła się
tylko na materiałach z czarnych skrzynek.

– Dokładnie tak. To wszystko, co jest zawarte w raporcie, opiera się na zapisach
rejestratorów ATM i dwóch innych skrzynkach. Przy czym, jak wskazałem wyżej,
jeśli nawet komisja opierała się na innych opiniach, to są one wynikiem tego, co
przekazali Rosjanie lub polska prokuratura. Jest opinia mówiąca, że nie doszło
do użycia materiałów wybuchowych w samolocie. I na nasze pytanie, na podstawie
czego tak stwierdzono, uzyskaliśmy odpowiedź, iż w oparciu o przekazane opinie
biegłych wykonane na zlecenie innych organów. Nie było tak, że komisja sama
zabezpieczyła odpowiedni materiał do badań, zleciła opracowanie ekspertyzy i w
ten sposób uzyskała własną opinię biegłych. Komisja dysponowała opiniami
zleconymi przez polską prokuraturę bądź przez Rosjan. W Rosji zabezpieczono
materiał, tam dokonano ekspertyzy, a polska komisja wykorzystała te wyniki.

Jednym słowem, korzystanie z tych samych ekspertyz zaowocowało tym, że raport
Millera jest w dużym stopniu tożsamy z raportem MAK, co zresztą przyznają sami
Rosjanie.

– W dużej części niestety tak jest. Na szczęście komisja zachowała się
przyzwoicie i tych wszystkich insynuacji, pomówień i wątków sensacyjnych, na
które pozwalał sobie MAK, nie zamieszczono. Ale z racji tego, że dokument jest w
dużej mierze odwzorowaniem raportu MAK, to materiał dowodowy dla prokuratury ma
małą wartość.

Raport mówi, że gen. Andrzej Błasik był w kokpicie, ale nie naciskał na
załogę.

– Do tych stwierdzeń nie chciałbym się w tym momencie ustosunkowywać. Poczekajmy
na opinię fonoskopijną z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Sehna w Krakowie. Jak
będziemy dysponowali tymi odczytanymi zapisami, to wówczas będziemy mieli
jasność w tym względzie. Słowa, które miał wypowiedzieć gen. Błasik, np.: "nic
nie widać", wskazują, że miał świadomość złych warunków, nie wywierał presji na
załogę, a wręcz mogła ona być pewna, że w przypadku, gdy nie wyląduje na
lotnisku, generał będzie jej bronił, sam mając świadomość, jak złe warunki
panowały na Siewiernym. Co więcej, warto wskazać, że generał jako jedyny miałby
prawidłowo odczytywać zapisy wysokościomierza barometrycznego, mógł być zatem
swoistym ostatnim ostrzeżeniem dla załogi, że dzieje się coś nie tak. Tym samym
w świetle ustaleń polskiej komisji jawi się zupełnie inna rola generała – on
wspiera załogę, a nie wywiera presję. Co ciekawe, słów wskazujących na pozytywną
rolę generała nie ma w stenogramach rosyjskich. Chciałbym także zobaczyć zdjęcia
ciała generała. Przy założeniu jego obecności w kokpicie, jeszcze w pozycji
stojącej, po katastrofie jego zwłoki powinny mieć ślady poważnych obrażeń. Z
dotychczas posiadanych informacji wiadomo, że te obrażenia były mniejsze niż
pilotów, co może przeczyć tezie o obecności w kokpicie.

Raport stwierdza, że generał rozmawiał z dowódcą załogi tupolewa, i to
dwukrotnie, ale nie ma tam mowy o tej rzekomej kłótni.

– Być może były krótkie rozmowy na temat złożenia meldunku itp. Z relacji
różnych osób wynika, że przed wylotem kilka osób, w tym Mariusz Handzlik, gen.
Błasik, doradca prezydenta Andrzej Klarkowski, stało w grupie i luźno
rozmawiało. Pilot też znajdował się wśród osób będących na płycie lotniska.

Komisja wskazuje na błędy rosyjskich kontrolerów.
– Jest to wiedza, którą mieliśmy już wcześniej. Wiadomo, że trzeba rozważać
odpowiedzialność karną rosyjskich kontrolerów.

Sądzi Pan, że rosyjska prokuratura dojdzie do podobnych wniosków?
– Jest to wątpliwe, zwłaszcza po raporcie MAK, który pokazał, że strona rosyjska
nie bierze tego pod uwagę. Ale nie chodzi tylko o kontrolerów, lecz także o
zespół, który odpowiadał za stan lotniska. Wiadomo, że nie spełniało ono
standardów, podobnie jak jego otoczenie. Chociażby drzewa, które potem wycięto,
a które nie powinny tam rosnąć. Akurat ta brzoza była poza ścieżką podchodzenia,
ale już dalsze drzewa miały nieprzepisową wysokość. Gdyby tupolew nie uderzył w
tę konkretną brzozę, to uderzyłby w następne drzewa. To kwalifikuje się do
odpowiedzialności karnej, ponieważ narażano na niebezpieczeństwo wszystkich
pasażerów samolotów tam lądujących, m.in. prezydenta Rosji.

Rozważają Państwo pozwy w przypadku dalszego podtrzymywania stwierdzeń, że
gen. Błasik stosował naciski na pilotów, podczas gdy raport mówi wyraźnie, że
tak nie było?

– Analizujemy tego typu wypowiedzi. Do tej pory zazwyczaj opierały się one na
twierdzeniach MAK, co utrudniało takie działania. Teraz, kiedy dysponujemy
ustaleniami komisji Millera, sytuacja jest prostsza. Stwierdzenie, że gen.
Błasik stosował naciski, kwalifikowałoby się na pozew. Jeśli chodzi o przeszłe
sprawy, nie wykluczamy, że któraś z nich będzie do skierowania do sądu, ale
pozostaje w gestii pani Ewy Błasik. Jak również podkreślałem wcześniej, nie
każda osoba "zasługuje" na to, by skierować przeciwko niej pozew, po prostu
niektóre z nich w naszej ocenie nie mają "zdolności sądowej".

Generał Leszek Cwojdziński, szef szkolenia lotniczego, zasugerował na
spotkaniu komisji Millera z wojskowymi, że trzeba się zastanowić, czy ludzie
tacy jak mjr Protasiuk powinni siadać za sterami samolotu.

– Jest to nieprzyzwoita wypowiedź, która nigdy nie powinna mieć miejsca. Nic nie
wskazuje na to, iż można by przypisać jakąkolwiek winę umyślną czy niedbalstwo
mjr. Protasiukowi. Jeśli już, to raczej osobom, które były odpowiedzialne za
przygotowanie lotu, a nie jemu. On starał się wykonać swoje zadanie jak
najlepiej. Miał w tym zakresie doświadczenie. Taka wypowiedź jest skandaliczna i
pokazuje, jaki stosunek do tej katastrofy jest w armii. Oni najchętniej
obciążyliby odpowiedzialnością osoby, które nie żyją.
 

Dziękuję za rozmowę.

drukuj