Miller rozczarował i rodziny, i dziennikarzy

Trzy godziny – tyle członkowie Państwowej Komisji Badania Wypadków
Lotniczych Lotnictwa Państwowego poświęcili dziennikarzom po prezentacji raportu
dotyczącego katastrofy smoleńskiej. Co więcej, w pewnym momencie przerwano
możliwość zadawania pytań ze względu – jak argumentował Jerzy Miller,
przewodniczący PKBWLLP – na czekające na spotkanie z komisją rodziny ofiar.

– Przez szacunek dla rodzin, które czekają na spotkanie z członkami komisji,
musimy zakończyć konferencję – argumentował Jerzy Miller. Kiedy członkowie
komisji zaczęli opuszczać salę konferencyjną, ze strony redaktorów podniosły się
głosy oburzenia. – To skandal, zamykacie nam usta, wyłączacie mikrofony. Czego
komisja się boi? – wołali dziennikarze, którzy zauważali przy tym, że Miller
mówi o szacunku wobec rodzin, a poświęcił im zaledwie kwadrans, i to tuż przed
prezentacją raportu. Sytuację próbowała ratować Małgorzata Woźniak, rzecznik
MSWiA, która zapewniała, że członkowie komisji będą ponownie do dyspozycji
mediów, ale dopiero po zakończeniu spotkania z rodzinami ofiar. Nie przekonało
to jednak dziennikarzy. – Ale dlaczego drugi raz? Chyba po to, żeby telewizje
się do tego czasu rozjechały, żeby to, co powie lub nie powie komisja, nie
poszło w świat – komentowali zebrani w Sali Kolumnowej Kancelarii Prezesa Rady
Ministrów dziennikarze. – Dlaczego wyłączono mi mikrofon? Miałem jeszcze kilka
pytań do pana ministra. Dlaczego daliście nam tak mało czasu? Przecież tu chodzi
o wyjaśnienie, dlaczego zginęła głowa państwa polskiego – dopytywali
dziennikarze. Sama atmosfera panująca na konferencji była dość napięta. A to
dlatego, że członkowie komisji niejednokrotnie albo pomijali zadawane jej
pytania, albo jej odpowiedzi były wynikiem kilkakrotnego dopytywania ze strony
przedstawicieli świata mediów. Na prezentacji raportu PKBWLLP byli obecni nie
tylko dziennikarze polscy, ale też przedstawiciele mediów zagranicznych, w tym
m.in. rosyjskiej "Komsomolskiej Prawdy" i "Izwiestii". Rosjan interesowały
głównie kwestie tzw. sztucznej mgły oraz rzekomej obecności alkoholu we krwi
dowódcy Sił Powietrznych gen. Andrzeja Błasika, co – przypomnijmy – było jedną z
tez rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego. Tak samo jak kwestia
rzekomych nacisków na załogę i presji wywieranej przez generała Błasika i Lecha
Kaczyńskiego, a co również padło w pytaniach ze strony rosyjskich mediów do
PKBWLLP. – Komisja nie wyjaśniała kwestii alkoholu we krwi dowódcy Sił
Powietrznych gen. Andrzeja Błasika, bo to Rosjanie przeprowadzali sekcję zwłok –
mówił szef rządowej komisji, który stwierdził przy tym, że komisja stoi na
stanowisku, iż należy twardo przestrzegać zasady tzw. cichego kokpitu – czyli
zasady, że w fazie zniżania nie ma w nim nikogo oprócz członków załogi.

Rodziny: Nie jesteśmy zadowoleni
Na chwilę przed rozpoczęciem prezentacji głównych tez raportu Miller spotkał się
z rodzinami ofiar katastrofy, którym poświęcił… 15 minut. Rodziny spotkały się
też z członkami komisji tuż po konferencji prasowej. Bliscy ofiar katastrofy
smoleńskiej nie kryją swego rozczarowania. – Pewnym rozczarowaniem jest to, że
oparto się de facto tylko na materiale wycinkowym, głównie na kopii zapisów
rejestratorów lotu. Bo jak zapewniali nas członkowie komisji – mieli oni
ograniczonych dostęp do innych źródeł. W czasie rozmowy z rodzinami przyznano
też, że raport pozostawia drogę do ewentualnej weryfikacji ustaleń komisji w
razie uzyskania przez nią innych nowych materiałów – stwierdziła Magdalena
Merta, wdowa po wiceministrze kultury Tomaszu Mercie. Jej zdaniem, raport
należałoby jednak określić jako niepełny. – Gdyby badanie tej katastrofy
przebiegało w innych okolicznościach, z innym, szerszym dostępem do źródeł,
gdyby badania nie oddano w ręce Rosjan, raport byłby bardziej kompletny.
Wiedzielibyśmy dużo więcej – dodała. Jak zaznaczyła, raport nie był dla niej
zaskoczeniem. – Czy będzie czymś nowym dla społeczeństwa – nie wiem. Mam
nadzieję, że mimo wszystko nie uda się wpoić Polakom takiego poglądu, że tym
samolotem lecieli samobójcy. Zabrakło mi tu bardzo wyraźnego stwierdzenia, jak
wiele winy leżało po stronie rosyjskiej, nie powiedziano wprost: "sprowadzono
ich na ścieżkę śmierci" – dodała Merta. Zdaniem Stanisława Zagrodzkiego, kuzyna
Ewy Bąkowskiej, "raport jest dziurawy jak dziurawa jest dokumentacja przekazana
nam przez Rosjan". – Komisja pracowała na kopiach, jakie otrzymała od Rosjan,
zakładając oczywiście, że są one prawdziwe. Komisja ustaliła to, co mogła przy
braku zasadniczych dowodów. Trudno więc było oczekiwać, że odpowie nam na
wszystkie nurtujące pytania – puentuje Zagrodzki.

 

Anna Ambroziak

drukuj