Roztropność i wielkoduszność

Prawie każda z dyskusji wokół naturalnego planowania rodziny (NPR)
prowadzi do pytania stawianego przeważnie w formie zarzutu: czym właściwie NPR
różni się od antykoncepcji? Samo założenie NPR jest zasadniczo różne od
spojrzenia na człowieka, na jego płodność, od tego, jakie zakłada antykoncepcja.

Dlaczego? Użycie sztucznych środków jest zniekształceniem aktu miłości. Miłość
małżeńska, której wyrazem jest też akt małżeński, to dawanie siebie przez jedną
osobę drugiej. Jest urzeczywistnieniem miłości małżeńskiej. I to założenie bycia
darem dla drugiego, "communio personarum", jak określił bł. Jan Paweł II,
znakomicie wpisuje się w filozofię NPR. Ksiądz kardynał Karol Wojtyła podkreśla,
że właśnie świadomość obdarowywania siebie nawzajem przez małżonków nie powinna
być zniekształcona przez stosowanie antykoncepcji. W "L´Osservatore Romano"
(1968 r.) ks. kard. Wojtyła pisze: "Jeśli w małżeństwie trzeba realizować
rzeczywistą miłość osób przez dar ciała, tzn. przez zjednoczenie w ciele
mężczyzny i kobiety – to właśnie ze względu na samą wartość miłości nie można w
żadnej dziedzinie międzyosobowego aktu małżeńskiego tego daru zniekształcać
(…) użycie sztucznych środków jest równoznaczne ze zniekształceniem aktu
miłości".

NPR to nie antykoncepcja
Inną kwestią, dlaczego ocenia się, że NPR nie różni się od antykoncepcji, jest
pewien styl myślenia traktujący NPR wyłącznie jako metodę zapobiegania poczęciu
dzieci. I niestety dominującą postawą wydaje się dziś ta, że wiele małżeństw
traktuje NPR właśnie jako sposób zapobiegania poczęciu, przyjmując wycinkowo
przesłanie "Humanae vitae" – encykliki Pawła VI określającej zasady moralne w
dziedzinie przekazywania życia. Ksiądz kardynał Karol Wojtyła w "L´Osservatore
Romano" (1968 r.), wyjaśniając sporne kwestie odnośnie do odpowiedzialnego
rodzicielstwa, o jakim jest mowa w "Humanae vitae", pisze, iż oznacza ono bądź
"roztropny namysł i wielkoduszność decyzji przyjęcia licznego potomstwa, bądź
(…) postanowienie unikania okresowo lub na czas nieograniczony zrodzenia
dziecka" (HV, 10). Jeśli miłość małżeńska jest miłością płodną, tzn. skierowaną
ku rodzicielstwu, trudno jest sądzić, iż sens rodzicielstwa odpowiedzialnego,
wyprowadzonego z jego istotnych cech, mógłby się utożsamić tylko z ograniczeniem
liczby urodzin. Rodzicielstwo odpowiedzialne urzeczywistniane jest przez
małżonków, którzy kierując się roztropnym namysłem i wielkodusznością, decydują
się na przyjęcie liczniejszego potomstwa; bądź przez tych, którzy postanawiają
ograniczyć je z "ważnych przyczyn i przy poszanowaniu nakazów moralnych" (HV,
10). I w zasadzie to zdanie wyjaśnia podstawowe kwestie dotyczące
odpowiedzialnego rodzicielstwa. Zasady NPR zakładają znajomość kobiecego cyklu,
a tym samym oznaczenia dni płodnych i niepłodnych, a więc też podjęcia
współżycia płciowego w dniach płodnych, kiedy chcemy zaplanować poczęcie
dziecka, lub też zaniechanie współżycia w okresie płodnym w celu odłożenia w
czasie lub zaniechania poczęcia dziecka z ważnych przyczyn. Poznanie symptomów
cyklicznych zmian zachodzących w organizmie kobiety, docenienie, zrozumienie
swej płodności jako daru sprawia, że małżeństwa pragną mieć więcej dzieci.
Jednak nie zawsze. To małżonkowie sami, swoją autonomiczną decyzją określają,
kierując się wielkodusznością lub nie, czy pragną mieć liczną rodzinę, czy też
nie. Trudno jednak ten aspekt rozpatrywać, rozeznawać na poziomie rozumu –
zasady moralne co do przekazywania życia zostały jasno określone, są czytelne i
zrozumiałe. Praktyka pokazuje, że można popaść w pewien błąd w ocenie moralnej,
traktując przesłanie "Humanae vitae" wycinkowo, stosując NPR tylko jako formę
ograniczenia potomstwa, zapominając o wielkoduszności albo ją opacznie pojmując.
Postawa wstrzemięźliwości – powstrzymywanie się od współżycia małżeńskiego w
okresach płodnych w małżeństwie, to gwarant dojrzałej osobowości. Jak pisze
Paweł VI w "Humanae vitae": "Małżonkowie rozwijają w sposób pełny swoją
osobowość, wzbogacając się w wartości duchowe; opanowanie to przynosi życiu
rodzinnemu owoce w postaci harmonii i pokoju, sprzyja trosce o współmałżonka,
pomaga małżonkom wyzbyć się egoizmu, sprzeciwiającego się prawdziwej miłości
oraz wzmacnia ich poczucie odpowiedzialności za wypełniane przez nich zadania. A
wreszcie dzięki opanowaniu siebie rodzice uzyskują głębszy, skuteczniejszy wpływ
wychowawczy na potomstwo; wtedy dzieci i młodzież dorastająca właściwie oceniają
wartości ludzkie i spokojnie oraz prawidłowo rozwijają swoje siły duchowe i
fizyczne" (HV, 21).
Jednak bardziej popularne, dominujące jest używanie NPR jako sposobu
zapobiegania poczęciu w złym znaczeniu. Ksiądz Cormac Burke, antropolog,
kanonista, w jednym z wywiadów stwierdza, że nasze czasy stworzyły alternatywę:
albo spełnienie w małżeństwie, albo dzieci. Wielu traktuje małżeństwo jako
spółkę w interesach, szczęście we dwoje, w której dzieci traktowane są jedynie
jako potencjalna pomoc w małżeństwie albo zawada w dążeniu do osobistego
spełnienia. W ten sposób odrzuca się zasadnicze przesłanie "Humanae vitae", Boży
fundament planu wobec małżeństwa. Ksiądz Burke zwraca uwagę, że wiele
katolickich małżeństw zostało skażonych wypaczoną mentalnością "planowania
rodziny" do tego stopnia, że nawet w nauczaniu przedślubnym zaplanowana rodzina
bywa przedstawiana jako wzór i norma. Profesor Wanda Półtawska często podkreśla,
że to nie człowiek planuje rodzinę, małżonkowie mogą uczestniczyć w Bożym planie
stwarzania. Znając mechanizmy płodności, możemy je jedynie wykorzystać w celu
poczęcia dziecka, jednak współżycie podjęte w dniach płodnych nie zawsze
prowadzi do poczęcia. Istnieje tylko duże prawdopodobieństwo, że dziecko pocznie
się w tym czasie. Nie jesteśmy też w stanie dokładnie monitorować momentu
połączenia plemnika z komórką jajową. Pozostaje to dla ludzi tajemnicą. Tak więc
nie od nas, nie od człowieka zależy poczęcie dziecka.

O co więc chodzi w odpowiedzialnym rodzicielstwie?
Ksiądz Jarosław Szymczak, wykładowca w Instytucie Studiów nad Rodziną, członek
zarządu FertilityCare Center, podczas spotkań z małżeństwami w programie "Ja +
Ty = My", wyjaśniając kwestie wielkoduszności i roztropności, cechujące
odpowiedzialne rodzicielstwo, nawiązuje do całego przesłania encykliki "Humanae
vitae". Podkreśla, że owo przesłanie dotyczy rozwoju osób, relacji małżeńskich,
miłości małżeńskiej, której cechy określa Paweł VI w omawianej encyklice. Miłość
małżeńska jest to miłość na wskroś ludzka, a więc zarazem zmysłowa i duchowa,
miłość pełna, wierna i wyłączna, i wreszcie płodna, "która nie wyczerpuje się we
wspólnocie małżonków, ale zmierza również ku swemu przedłużeniu i wzbudzeniu
nowego życia". Akt małżeński ma być dopełnieniem tego, co stanowi prawdę o
relacji, o miłości małżeńskiej. – Ważne jest, by sobie uświadomić, że nie można
traktować aktu małżeńskiego tylko jako formę przyjemności, bo to byłoby poniżej
godności człowieka. Owszem, ma on sprawiać radość, prowadzić do spełnienia
małżonków, ale nade wszystko ma charakter osobowy, jednoczący. Roztropność i
odpowiedzialność nakazują niekiedy nie powoływać do życia dzieci w sytuacji, gdy
z jakiś względów (np. zdrowotnych czy finansowych) nie jesteśmy w stanie
wychować ich czy utrzymać. Jednak czasem bywa tak, że rodzice starają się
zapewnić dzieciom maksymalnie dobre warunki życia, zamykając się na większą ich
liczbę – wyjaśnia wykładowca. W tej kwestii decyduje właściwie ukształtowane
sumienie, które sprawdza się w konfrontacji z obiektywnymi warunkami. – Może
wymaga zmierzenia się z takim zjawiskiem, że w Polsce rodzi się mało dzieci, nie
ma zastępowalności pokoleń – chociażby to może być miejscem na wielkoduszność –
konkluduje ks. dr Szymczak. Inną kwestią wymagającą wielkoduszności w płodności
jest fakt, że dzieci w liczniejszych rodzinach lepiej się rozwijają, zdobywają
więcej umiejętności. Dlatego też odpowiedzialne rodzicielstwo to również
wielkoduszność polegająca na otwarciu się na nowe życie.
Kluczowym pojęciem we właściwym zrozumieniu odpowiedzialnego rodzicielstwa jest
obdarowanie. Taką optykę zakłada nauczanie Jana Pawła II, wcześniej ks. kard.
Karola Wojtyły, dotyczące tematyki rodzicielstwa. – Nie zrozumiemy tych słów bez
właściwej antropologii, bez tego, kim jesteśmy, kim jest Pan Bóg, jeśli nie
uświadamiamy sobie, że nasze życie jest absolutnym darem, nie jest wynikiem
jakiejś pracy, naszych zasług, ale jest darem Pan Boga. Będąc obdarowanym,
człowiek chce ten dar przekazywać dalej – wyjaśnia ks. dr Szymczak. Podkreśla,
że tam, gdzie w małżeństwie życie przeżywane jest na poziomie daru, jest miejsce
na otwartość, na wielkoduszność. Jeśli ludzie chcą realizować siebie, własny
egoizm, gdy podchodzą do siebie roszczeniowo, na zasadzie "ja dam tyle, a od
ciebie oczekuję tyle", tam nie ma miejsca na miłość, tam też nie będzie
otwartości na życie pomimo nawet najlepszych warunków materialnych.
Paweł VI w przywoływanej encyklice przypomina o służbie rodzinom, by mogły
realizować swe powołanie do rodzicielstwa, także tego rozumianego jako
"wielkoduszne". Pisze, że "władze publiczne mogą i powinny przyczyniać się do
rozwiązania problemu demograficznego" (HV, 23). Słusznie zauważył również prof.
P. Grasset z Akademii Nauk, że encyklika "przypomina lekarzom o ich obowiązkach,
a człowiekowi wskazuje drogę, na której jego godność – zarówno fizyczna, jak i
moralna – nie dozna żadnej szkody" ("Le Figaro", 8.10.1968 r.).
 

Małgorzata Jędrzejczyk

drukuj